Dzisiejsza trasa, zabrała mnie i towarzysza podróży matkę w podróż w przeszłość Dąbia, w odległe czasy gdy Dąbie było jeszcze osobnym miastem, nie związanym ze Szczecinem. W czasy dawnych podboi i obronności z XII wieku (a dokładnie 1121 r.). Wycieczka miała kilka elementów, które można ogólnie podzielić na lepsze i gorsze. Jedyną wartością dodatnią wyjazdu, poza oczywistym przejechaniem się i nabiciem choć trochu kilometrów jest walor historyczny. Tu nie można się przyczepić, wszystko jest OK. Gorzej z całą resztą. Fakt, że grupa nie była zbyt duża jest pozytywnym elementem bo jakby była większa to byłoby znacznie gorzej. Na trasie doszło do kilku stłuczek, wywrotek.. Wszystkiemu winne dziwne obyczaje, prowadzenia wycieczki miejscami z prędkościami 6-8 km/h. To nic dziwnego, że trudno utrzymać równowagę i jadąc blisko siebie nie ma się prawie czasu na ewentualną reakcję. A trudno przewidzieć co odbije osobie przed czy osobie za nami.. A z tym bywa różnie.. Sama trasa miała się rozpocząć o godzinie 10. A cała historyczna pogadanka i stek bzdur związany z zasadami bezpieczeństwa przedłużył imprezę do godziny 11. W zasadzie po godzinie 11 dopiero ruszyliśmy ulicami Dąbia. W jeżdżeniu nie uczestniczyło tylko samo miasto, ale także Park Leśny Dąbie, skwer ks. Kazimierza Świetlińskiego i oczywiście osiedla w Dąbiu stare i nowe. Wiele miejsc było dla mnie nowością, w końcu nigdy się tu nie zapuszczałem a same Dąbie znałem pobieżnie. Teraz jest nieco lepiej. Poza tragiczną prędkością, wnerwiające i szybko męczące były częste postoje nawet co 300-500 metrów.. Zbyt wiele przystanków, wszystko się mocno dłuży, przejazd wcale nie jest taki wygodny w mieście i w tłoku. Na koniec wcale nie było lepiej.. Doszła kwestia związana z tym Parkiem Leśnym, tam nieprzejezdna droga.. Piachu tyle, że się wyjebać idzie.. Nie da rady jechać. W gęstym lesie, korzenie, kamienie, gałęzie na drodze.. Strasznie duże ryzyko uszkodzenia szprych w kołach.. A to tylko koszty i problem.. No na szczęście się nic nie stało, choć w jednym momencie przeleciało mi przez przednie koło dość duże "coś", jakiś kawałek drewna.. Potem dokładnie sprawdzałem czy żadna szprycha nie ucierpiała i zdaje się, że jest OK. Eh, mimo nie licznych korzyści z wyjazdu powiem tak. Nie jestem do końca zadowolony z wycieczki. Zapowiadała się fajnie ale nie było tak dobrze. W gruncie rzeczy za mało jeżdżenia, niska prędkość, spore ryzyko kontuzji, uszkodzenia sprzętu.. Zbyt dużo i zbyt częste, zbyt długie postoje, które nie są niczym uzasadnione. Jedynie pogoda dopisała, słonecznie, ciepło.. fajnie :) I zawsze to jakaś przejażdżka i poznanie czegoś nowego. Aha, dodam jeszcze link z Facebooka z wydarzenia: Dąbie. Tylko nie mówcie przewodnikowi o krytyce ;) Ale chyba już nie wezmę w tym udziału. Miałem wziąć udział w innym wydarzeniu, które się nie odbyło: O czym szepce rzeka Płonia?. Ale teraz mi przeszło z dwóch powodów. Już wiem, na czym ta masakra będzie polegać. A po drugie - jeszcze w Maju jeździć po lasach, jakiś zaroślach OK. Ale teraz w Czerwcu czy w Lipcu czy dalej? No chyba go pojebało. Tyle robactwa.. To już nie jest czas i pogoda na takie wycieczki. Do tego można wrócić co najwyżej późną jesienią, albo poczekać do wiosny przyszłego roku..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 623
Trasa nr [łączna]: 705
Trasa nr [na blogu]: 619
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 99
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 696 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 610 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 24.53 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2493 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2518 km
Maksymalna prędkość: 28.4 km/h
Przejechałem: 24.53 km
Przejechałem [msc]: 341.37 km
Przebieg roweru [rok]: 3889.92 km
Przebieg roweru [suma]: 26455.65 km
Przejechalem w 2020: 3889.92 km
Podroż dookoła świata (2020) 9.7248 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 66.1391 [%] km
Czas jazdy: 02:40:10 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1449:30:53 h
Czas Jazdy Suma (2020): 251:07:33 h
Czas Jazdy Suma (czerwiec): 22:33:22 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1672:57:01 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:49:10 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:12 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:36 h
Średnia: 9.2 km/h
Trasa wycieczka w ten słoneczny upalny dzień prowadziła od okolic związku sportowego "Jacht Club" przy ul. Przestrzennej, gdzie zaczęliśmy wyjazd. Pierwszy dłuższy odcinek prowadził do rzeki Płoni gdzie skręcaliśmy na tutejszy skwer, nieco kręcąc się po centrum Dąbia, i tutejszych bocznych uliczkach gdzie nie gdzie pozostawały jeszcze ślady przeszłości, już dawno zapomniane kamienice, czy budowle jak np. dawny młyn po którym już śladu nie ma, albo mury obronne, które w większości są już zniszczone, bądź są tylko wspomnieniem o dawnych czasach.. Dość szybko zmęczyła mnie ta zabawa, co chwila postoje, ruszanie, postoje. Na dobrą sprawę w większej grupie osób (było nas tylko ok. 20) byłaby to jakaś masakra.. Jakby przyjechało np. 100 osób na wycieczkę.. To byłaby naprawdę masakra.. Masakra, która już na początku skończyła się wywrotką na drogę babki na kolażówce.. Jak zjeżdżała z ścieżki rowerowej wzdłuż ul. Przestrzennej właśnie w ślad rzeki Płoni, którym jechaliśmy na osiedla przy ul. Anieli Krzywoń czy ul. Lekarskiej. Odwiedziliśmy tutejsze uliczki, i zabudowania, które w większości są już nowoczesne. Stare pozostały na starych fotografiach i w pamięci najstarszych mieszkańców Dąbia.. Objeździliśmy tutejsze uliczki, ulice, i miejsca jak np. nowe zabudowania przy stacji Pogotowania Ratunkowego na ulicy bez nazwy - w bok od ul. Gryfińskiej. Dawne czasy zmieniają budowane nowe osiedla jak np. Osiedle nad Płonią czy osiedle STBS Prawobrzeże. W dalszej części wyjazdu, co zwiastowało już mniej więcej połowę, nabite dopiero kilkanaście kilometrów, a czas mija.. Jechaliśmy przez stary cmentarz na Skwerze ks. Kazimierza Świetlińskiego, skąd wjechaliśmy w kulminacyjny a jak dla mnie żałosny punkt wycieczki. Prywatny teren, gdzie organizator wycieczki robi reklamę, firmie od spływu kajakowego. Mało tego jeszcze zapłacił za wjazd tutaj.. Żałosne. Wcale tu zajebiście nie jest. I robactwa.. Tutaj było zrobione dosłownie kilkanaście kilometrów. Byliśmy tu gdzieś po godzinie 13. A cała wycieczka miała trwać do godziny 16. I ta dłuższa przerwa, która przeciągnęła się w tym miejscu do ok. godziny 14:30. Kolejny żałosny punkt wyjazdu. Po co takie długie przerwy, na co? To jest wycieczka rowerowa czy co do cholery? Piknik dla przedszkolaków.. W końcu ruszyliśmy dalej ale nie było tak wesoło. Blisko ul. Narzędziowej, do której jechaliśmy mijaliśmy terenowe miejsca.. Od cholery wysuszonego piachu, nieprzejezdne i kolejne wywrotki, które prowadziły nas w Dąbieski Las wzdłuż ul. Stary Szlak. Było miejscami coraz gorzej, i od zajebania robactwa.. Męczący teren.. I niepotrzebne, złe a wręcz szkodliwe postoje w lesie.. W którym mijaliśmy ruiny obozu Altdamm. I to jako jedyna korzyść z wjazdu tutaj. Wyjechaliśmy na osiedlach przy ul. Kurzej. Cywilizacją jednak nie szło cieszyć się zbyt długo, bo zaraz znów powrót w las, i wyjazd przy ul. Narzędziowej.. Ostatki dzisiejszej trasy, poprowadziły nas w stronę ul. Nowogardzkiej i Tczewskiej. A dokładnie na ul. Słupską gdzie zostały stare wojskowe zabudowania, garaże. I to był już w zasadzie koniec wycieczki. Wracaliśmy ul. Tczewską w stronę plaży w Dąbiu, gdzie na sam koniec wjechaliśmy w kolejne chaszcze, wzdłuż rzeki Płoni.. A wszystko po to aby wyjechać na ul. Przestrzennej, w miejscu pierwszych kolizji rowerowych i wywrotek w zjeżdżaniu z DDR w stronę osiedli w Dąbiu.. Nie wiele było dzisiaj kilometrów ale epizody terenowe, ta niska prędkość jazdy, do przesady... Zbyt wiele i zbyt częste postoje, a nade wszystko upalna pogoda z silnym wiatrem była męcząca.. Może na mnie jeszcze działa to, że wczoraj trochę pojeździłem: Trasa Świnoujście-Międzyzdroje.. No ale aż tak nie powinno :) Najbardziej z dzisiejszego wyjazdu wkurwia mnie te "mądre" rady odnośnie bezpieczeństwa na wycieczce, jakie przekładał organizator nim ruszyliśmy. Zdążyliśmy przejechać kilometr aby było pierwsze zderzenie się z mijającym peleton rowerzystą, oraz wywrotka na ulicy.. Te pierdolenie, żeby nie jechać w 3 obok siebie, że to prowadzi do zderzeń. Ta.. A bo prowadzenie peletonu z prędkościami 6-8 km/h i to pod wzniesienia, górki czy zakręty to już jest niby ok? No chore po prostu. Z taką prędkością nie da się utrzymać równowagi, nie ma co zrobić z przełożeniami, kierownica sama leci w bliżej nie określonym kierunku i może to się skończyć różnie. No i nie wiem jak inni, ale ja nie jestem wstanie z taką prędkością wyrobić manewrów.. Czy podjazdów.. I tu jest problem masowych wycieczek, których najwidoczniej organizator nie dostrzega bądź nie chce dostrzegać.. Jedno jest pewne, że będę miał opory przed braniem udziału w kolejnych takich wydarzeniach. To nie dla mnie.. To mnie zbytnio wkurwia.. I cały czas się pilnować aby w kogoś nie wjechać czy aby ktoś we mnie nie wjechał. No masakra.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)