Trasa z dnia dzisiejszego okazuje się być już taka szara, jesienna i mało przyjemna. Po wczorajszych wojażach przy tych wiatrach: Wolin chciałoby się jakieś stabilizacji. Jednak życie jej nie daje. Mimo, że w niedzielę a często tak bywa, słabiej się czułem to udało się przezwyciężyć te problemy. Choć trochę nadrobić swoje sprawy a to nie łatwe. Mam już małe zaległości i jak tak dalej pójdzie to w ogóle z tego nie wyjdę i sobie z tym wszystkim nie poradzę bo tyle spraw się nakłada na siebie, że nie jestem wstanie sobie z tym poradzić... A nie mogę zaniedbywać jednych spraw jak np. bloga, swoich raportów czy katalogowania zdjęć i innych plików, aby bez końca poddać się pracy zawodowej... To w końcu mnie niszczy, ten brak równowagi między tym co przyjemne a pozostałymi sprawami. Zbyt długie okresy na zbyt mało czasu czy co częściej bywa weny i sił na działania nie będą mi sprzyjały w żadnej życiowej sferze. No ale dobra pewne sprawy są dla mnie ważniejsze mimo wszystko. A tej codziennej gonitwie chciałoby się znaleźć czas na rower... :3 To jest też dla mnie ważne. Więc mimo wszystko - przejechałem się jeszcze dzisiaj. Tak myślałem sobie, coś do 20 km. No wyszło kawałek więcej ale to nic - myślałem gdzie pojechać. Ze względu na tą pogodę w szczególności ten wiatr to tak ciężko było się na coś zdecydować... Nie chciało mi się jechać trasą 20-stką czy na Makowice. Więc tak na dobrą sprawę w łatwym terenie i gdzieś blisko to nie mam gdzie się z domu wybrać... Wybór padł więc na Lisowo. Tak sobie pomyślałem, że pojadę na Lisowo a tam na Potuliniec i tak wrócę albo na Sowno albo na Mechowo. Ostatecznie wracałem przez wieś Łęczna... Bo te skurwysyny rolnicy sobie zagabują prawa do dróg, i wygodniejszych przejazdów przez polne drogi... Nie dość, że na końcu byłem z irytowany tą trasą i zmęczony nie tylko nią ale i życiem w którym się nie odnajduję... To jeszcze musiałem gonić na około dobijać kilometrów przez te cholerne Łęczno... Tam jest taka zjebana droga zbudowana z kamieni... No po prostu przekręca się we mnie na samą myśl, że mam przez coś takiego jechać. A dziś wielkiego wyboru nie miałem i musiałem się znowu w to wpierdolić. To tylko strata czasu i nerwów. Gdyby już mi dość ciężko nie było jechać przez leśne drogi. I tak, jak nie pod wiatr to teren był taki, że się ciężko przez te wsie jechało... Zresztą przez miejsca i drogi, które dobrze znam i w których bywałem nie raz. Zresztą nie często tu bywam bo jakbym bywał częściej to nie byłoby czego wspominać... A tak mogę wspominać jak tu są chujowe drogi i jak co nie którym rolnikom pierdoli się we łbach. Zresztą teraz każdemu się w głowach pierdoli. Nie wiem takie czasy zjebane, że ludzie tak presji codziennego życia nie wytrzymują, że im tak odwala... To wszystko z przepracowania, ze zbyt wielkich oczekiwań którym nie można sprostać i nieustannych sytuacji stresowych...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1315
Trasa nr [łączna]: 1394
Trasa nr [na blogu]: 1308
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 148
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1382 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1296 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 18154 km
Stan Licznika Końcowy: 18179.23 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18059.83 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30630 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 30656 km
Maksymalna prędkość: 30.7 km/h
Przejechałem: 25.23 km
Przejechałem [msc]: 25.23 km
Przebieg roweru [rok]: 5824.57 km
Przebieg roweru [suma]: 54878.82 km
Przejechalem w 2023: 5824.57 km
Podroż dookoła świata (2023) 14.5614 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 137.1971 [%] km
Czas jazdy: 01:41:33 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3274:55:13 h
Czas Jazdy Suma (2023): 390:13:25 h
Czas Jazdy Suma (październik): 01:41:33 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3498:21:21 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:41:33 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:38:12 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:26 h
Średnia: 14.99 km/h
Dzisiejsza trasa w po południowych godzinach gdzie wcale się pogoda nie uspokoiła... Poprowadziła mnie początkowo do Lisowa, drogą DW112. Tam odbiłem do leśnej drogi, która idzie z Płotów do Potulinca. Po drodze mijałem zjebane pomysły lokalnych polityków. Nie wiem tylko który bez mózg na wezwanie innego bezmózga zablokował przejazd tą drogą na wysokości przejazdu kolejowego. Fizycznie jest zablokowane, stawione pseudo szlabany i nie ma przejazdu. No rowerem jakoś z boku przejdę ale i tak jest to niepotrzebne utrudnianie życia... Dalej trasa jakoś szła, jechałem rozjebanymi płytami jumbo. Wjazd do Potulinca wcale nie lepszy - dalej po rozjebanych płytach jumbo. Z Potulinca drogi przez las też mało przyjemne, aczkolwiek dopóki były to szerokie szutrowe drogi to jakoś szło. W pewnym momencie ten luksus się kończy. Były takie typowe leśne rozjebane drogi, częściowo po zarastane i zniszczone. Zresztą całe te lasy są zniszczone i coraz śmielej wycinane... Ostatnie drogi, którymi wyjeżdżałem pod Mechowem to jest masakra. A dalej masakrą jest uniemożliwienie przejazdu z tych pól od razu do drogi DW108.... Bo sobie kurwy pastuchami poogradzali. A teraz jeszcze tam krowy chodzą. Kawałek tam wjechałem ale co ja wiem gdzie te krowy? No nie wiem... Więc się wycofałem. Wbrew sobie i logice pojechałem na Łęczną. Na wkurwiałem się tylko po drodze do Łęcznej a z niej jeszcze bardziej, robiąc kolejne kilometry po wybijanych, zniszczonych kamieniach składających się na niegdyś dobrą drogę. Obecnie się po czymś takim nie da jeździć. To ani nie jest dla zdrowia dobre ani dla sprzętu. Takie drogi powinny znikać i być nie miłym wspomnieniem. A tym czasem wciąż są. Aby być jedna uczciwym nie które zniknęły - jeden z wjazdów do Sowna i Mechowa. Na drugim z wjazdów (od strony drogi DW108) - nadal ten relikt pozostał. W całości zniknął jednak w Mechowie (poza drogą wjazdową), która jest dosłownie na wprost drogi do Łęczna. Tu też powinny zniknąć te kamienie... I zresztą nie tylko tu ale na każdej drodze gdzie nadal są. Wyjechałem stąd zirytowany, zmęczony i zajechany. Zrobiłem niepotrzebne kilometry co zajęło mi tylko niepotrzebnie czas. I wcale nie zmniejszyło drogi powrotnej do domu, wręcz przeciwnie. Co prawda już asfaltem i tylko 7 km... Z wiatrem... Jednak trochę mi się dłużyła ta droga powrotna... Składać się może na to i ta wczorajsza trasa na Wolin i ta dzisiejsza. Coś tak planowałem w granicach 20 km aby się przejechać. I może nie byłoby tak źle gdybym wrócił na Mechowo - właśnie drogą, którą chciałem a nie mogłem :( Zresztą nie po raz pierwszy nie udało mi się tą drogą wracać: Elektryczne pastwiska.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)