21.05.2024
Jazda nr: 1420

Tagi: dobre_trasy, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest powrotem do klasyki... Długich i wyczerpujących tras a także do jednej z najtrudniejszych jeśli chodzi o cykliczne trasy. Dawno nie robiłem takich wymagających wyczynów. Jednak planowałem to... Właśnie na dzisiaj po kilku dniowych zawirowaniach w pogodzie - dzisiaj pięknie - do 25℃. Tyle, że jest wiatr i ten dawał się mocno we znaki i to w miejscach gdzie się tego nie spodziewałem! Zgodnie z tradycją spodziewałem się, że w drodze do Nowogardu będzie wiało ale nie... W drodze do Nowogardu wiatr mi sprzyjał to na dalszych odcinkach trasy było trudniej. I nie obyło się oczywiście bez kryzysów. Już w okolicy Nowogardu było mi ciężko jechać. Nim dowlekłem się - bo nie można powiedzieć: "dojechałem" do Dobrej Nowogardzkiej byłem już całkowicie padnięty. Bez większego zastanowienia i wyższych refleksji ruszyłem w stronę Żelmowa a następnie Radowa Wielkiego. Teren pagórkowaty choć piękny. Uroku tym miejscom nikt nie odmówi, ale trudności tu co nie miara... I tak w trudzie dotarłem. Walczyłem z wiatrem, z atakującymi owadami i gorącem... Chciałem aby było ciepło a teraz... Nie, nie będę narzekał ;) Tylko Aurelia trochę ciężka, a ubywanie wody wcale nie zmniejszało jej wagi... Tradycyjnie wziąłem w trasę aparat: Sony DSC HX350 choć dziś wyjątkowo go nie wykorzystałem. Raczej skupiłem się na tym aby jak najszybciej dowlec się do domu - a chciało się tego powrotu już z wysokości Nowogardu gdzie miałem skromne 20 km a przed sobą kolejne 60 - no nie całe ale tak sobie wmawiałem. Wmawiałem sobie, że byle do 80... A to, że wyszło ciut mniej? To z korzyścią?... No nie wiem... Jakby trzeba było to bym się jeszcze te 1,5 km dowlókł. A tak warunki pogodowe nie były sprzyjające. Nie sprzyjający kierunek wiatru, ciężki teren. I coś na co nie powinienem narzekać: czyli upał. Trudno było bo było... No ale możliwe do przejechania i ostatecznie przejechane! Spodziewałem się tego, że po trasie będę w trzech stanach jednocześnie: w stanie zjechania, przejechania i wyjechania... :) I sprawdziło się... Jednak ile radości daje pokonywanie takich trudów? W skali mojej trudności - jeśli chodzi o trasy cykliczne to Dobre Trasy są w TOP3 na miejscu nr 3 najtrudniejszych tras cyklicznych... Miejsce w TOP otwiera trasa: Dookoła jeziora Woświn. To wyjaśnia dlaczego od 2021 r. do niej nie wróciłem... Jednak planuję wrócić! Mam taki szalony plan, dzisiaj się z nim "oswajałem", że na koniec roku szkolnego pojadę na tą najtrudniejszą trasę. W trybie trudności biorę pod uwagę kilka czynników - nie tylko długość trasy ale teren - jeden z ważniejszych czynników czy zmienność otoczenia, dróg. Pod wieloma względami Trasa Dookoła Jeziora Woświn jest najtrudniejsza w tym plebiscycie, na miejscu #2 jest trasa dookoła Zalewu Kamieńskiego i na miejscu #3 jest zrobiona właśnie po rocznej przerwie: Dobre Trasy z 11.05.2023 r. trasa "Dobrych Tras". Wykańczająca, męcząca wręcz: zamęczająca... Jednak jak widać wykonalna także po szkole, gdzie dzisiaj wyjątkowo łatwego dnia nie miałem. I będąc zmęczonym nim pojechałem nie rezygnowałem z założonego celu. Nastawiłem się na to, że dziś pojadę. A, że dość szybko kryzys mnie dopadł... Ważne aby się za szybko nie poddawać. A z drugiej strony - gdy w porę się nie zareaguje to i tak się nie uda i tak... Więc w czym problem? Z walką do końca... Trzeba walczyć do ostatniego tchnienia co właśnie czyniłem!... No a problem jest też taki, że aktualnie na chwilę dzisiejszego dnia jestem jeszcze bez "supportu". Jeszcze nie doszła nowa platforma na rowery. Stara rozjebana... Więc nie miałbym jak wrócić, jeśli nie o własnych siłach... Na szczęście było mi dane powrócić... Choć zajechany, przejechany i zjechany jednak wróciłem z tej ciężkiej wyprawy.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1428

  • Trasa nr [łączna]: 1506
  • Trasa nr [na blogu]: 1420
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 72

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1493 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1407 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 21300.2 km
  • Stan Licznika Końcowy: 21378.92 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 21241.62 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 33782 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 33861 km

  • Maksymalna prędkość: 35.7 km/h

  • Przejechałem: 78.72 km
  • Przejechałem [msc]: 473.96 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2220.18 km
  • Przebieg roweru [suma]: 58078.76 km

  • Przejechalem w 2024: 2220.18 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 5.5504 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 145.1969 [%] km

  • Czas jazdy: 04:29:43 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3481:45:53 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 141:15:58 h
  • Czas Jazdy Suma (maj): 29:52:37 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3705:12:01 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:29:23 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:57:43 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:18 h

  • Średnia: 17.56 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego zabrała ze mnie wszystkie siły. I co najlepsze dzieje się po takim "wstępie". Lekkim powrocie do rzeczywistości: "Krucjata". Po dość ciepłym weekendzie niestety bez rowerowym... Tak się złożyło, że bez i całe plany poszły... No bo w moich planach miałem właśnie jeździć i w weekend a wczoraj - 20.05 odpoczywać. A właśnie dzisiaj na planowane po krótkim ochłodzeniu (niedziela - 19.05) i poniedziałek - 20.05 - powrocie ciepła ten dłuższy wyjazd. Niestety jak to zwykle bywa powrót ciepła = wiatr. Nie inaczej było dziś. Wiało i to mocno momentami. I tak się jechało gdzie ciężko było już od chwili ruszenia a w trakcie trasy nie wiele się pod tym względem zmieniało i nadal było ciężko. Z trudem dojechałem do Nowogardu. Tam byłem już padnięty... A mimo to, jechałem dalej do Dobrej Nowogardzkiej zaliczając po drodze kilka dodatkowych aczkolwiek krótkich postoi. A gdy już dojechałem do Dobrej i zjechałem z niej na Żelmowo było jakoś lepiej... Kierunek wiatru sprzyjał. I chwilowo czułem się lepiej... Mimo pokonywania ostatnich górek. I problemach z łańcuchem w Aurelii. W ogóle napęd dość świeży jeszcze do 10k km brakuje... A już robi problemy na przełożeniach 32 - 30t. I tak pod górki jadę to potrafi przeskoczyć. A gdy jadę szybciej i chcę zejść na mniejsze koronki 13 - czy 11t to ociera o coś... Myślę, że może regulacja pomoże... I jakoś dobiję ten napęd no ale skoro już są problemy a jeszcze nie mamy nawet 10k przebiegu na tym napędzie to robić na tym rekordy typu: 15k km... Nie widzi mi się... No ale zobaczymy jak to będzie po regulacji przerzutki. W końcu będę musiał podjechać. I mimo szarpań łańcucha dawałem radę dalej aż do Żelmowa. Tutaj już padałem z braku sił. Do drogi przy Borkowie Wielkim to się wręcz "dowlekłem" - wspominając sobie moje przygody z tymi drogami z przed lat. Oj trochę tu pojeździłem i fajne wspomnienia się wiążą z okolicą Żelmowa czy Radowa Małego albo Radowa Wielkiego. No ale głównie myślę o trasie przez Radowo Małe z MM. I te piękne okolice: Wiejskie przygody. Jak to dawno było a wciąż wspominam te piękne chwile! Szukałem tutaj jakiegoś sposobu aby przetrwać. I w końcu dojechałem do Radowa Wielkiego a gdy go minąłem zrobiłem ostatnią dłuższą przerwę. Posiliłem się na niej batonem mars, i wykorzystywałem resztkę pozostałej mi wody, zabranej na dzisiejszą trasę. Jak na po południe to sporo tej wody wypiłem bo aż 3L - dwie 1,5L butelki. Aż tak było dzisiaj upalnie. Baton był dobrym zastrzykiem energii. Bez większych problemów ze sprzyjającym wiatrem dotarłem do Reska, gdzie robiłem w sumie ostatni postój. Mijając mały remont głównej drogi w Resku (przy moście nad Regą), wróciłem do drogi DW152. Pozostało ostatnie wyzwanie - podjazd pod górkę na wyjeździe z Reska i dalej już szło... Spokojnie i miarowo bez większych problemów z dużym zapasem czasu do końca dnia. Dziś zachód słońca mi nie groził... Co najwyżej mój zachód... ;) Jak padłbym tutaj bez sił to by był koniec... No ale wyjechany dotarłem. Wymęczony a wręcz zamęczony dotarłem... Piękna przygoda która trwała na nie łatwej trasie dobiegła końca. Teraz nie pozostaje nic innego jak tradycyjnie: czekać na kolejne przygody! Forma jest! I mogę zaryzykować stwierdzeniem: jest jak dawniej... Jestem silniejszy i gotowy do działania! Więc nie pozostaje mi nic innego jak działać i jeździć wykorzystując wyjątkowo piękną pogodę. Dzisiaj to bez porównania do tego co było wczoraj - gdy był taki zimny powiew wiatru. I choć dziś mniej wiało to dalej było to dokuczliwe... Jednak nie aż tak abym się poddał i w ogóle nie pojechał! Choć co prawda, i o tym wspominałem miałem dzisiaj kryzysy i cięższe chwile. Nie zważając jednak na to jechałem dalej przed siebie korzystając z największej zalety tras cyklicznych: zna się dokładnie ich długość, i wszystkie trudniejsze momenty.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)