Trasa z dnia dzisiejszego jest dowodem na to co pisałem podczas mojego ostatniego wpisu, z mojej ostatniej niezbyt udanej wyprawy rowerowej. Otóż pisałem tam tak: porażki nie oznaczają wcale niczego złego. I czy to nie jest prawda? W zasadzie 2 dni temu było mi ciężko funkcjonować. O przejechaniu kilku km rowerem no ZAPOMNIJ. A dzisiaj przy nie wiele lepszej pogodzie (w końcu temp. maksymalne oscylują w granicy 0℃ no może maks 1℃), udało mi się pokonać całą trasę 50-tkę, a przypomnę tylko, że raz mi się nie udało gdy była taka kiepska pogoda. Co było jednym z czynników dlaczego mi się nie udało: Porażka. Właśnie Porażka z 30.11 - to była nieudana trasa 50-tka. Po ostatnich sukcesach w tym robieniu trasy ze średnią 20 km/h - smutna wieść. Przyszłość przyniosła jednak szczęśliwe dni. Kilka udanych tras i kolejna porażka, z tego tygodnia: Błotne szlaki & leśne zbrodnie. A po porażce sukces :) Czyż nie jest tak, coraz bardziej skłaniam się do takiej teorii, że porażka nie tylko buduje przyszły sukces, ale jest czasem dla organizmu aby ten zdążył się zregenerować, dojść do siebie i umożliwić kolejne wyzwania?! Szczególnie, że te wyzwania występują w bardzo ciężkich warunkach pogodowych. W końcu trwa zima. Nie jest fajnie, ani za ciepło. A gdyby tego było mało to coś mi się dzieje z rowerem. Nawet ni wiem co. Naprawdę podejrzewam, że suport mi się od dawna sypie. Obecnie mam ku temu coraz większe postawy (w końcu mam przejechane prawie 17k na tym suporcie). Więc: jest zimno, ciężko się kręci. Czuję wyraźny opór przy kręceniu. Zjawisko powtarza się coraz częściej, trwa coraz dłużej. Jest tym bardziej męczące jeśli chcę jechać szybciej, utrzymywać jakąś prędkość. Dzisiaj chciałem utrzymywać prędkość na poziomie 20 km/h. Chodź nie przypuszczałem wychodząc z domu i ruszając na dzisiejszą (zresztą planową bo dzisiaj piątek) - trasę 50-tkę, że w ogóle uda mi się tą trasę pokonać i, że udana mi się ją pokonać z takim ładnym czasem. Do czasów trasy z dnia 16.11 Poniżej 2,5h na trasie "50-tce" - uważałem taki wynik za coś rzadko spotykanego, za coś wprost pięknego i ładnego. Chodź był to mój drugi taki sukces w tym roku. Pierwszy miał miejsce w dniu 08.06: Poniżej 2,5h na trasie "50-tce". Sukces z 08.06.2018 r., jest o tyle znaczący, że jest moim pierwszym tego typu sukcesem od czasów 2016 r. Sukces średnich > 20 km/h zaczyna się powtarzać. Sukces robienia trasy 50-tki ze średnią 20 km/h zaczyna się powtarzać i przestaje być czymś nadzwyczajnym. To wygląda na okres jesienno-zimowy tak, że albo nie wychodzi mi wcale zrobienie trasy 50-tki, albo wychodzi mi zrobienie jej bardzo ładnie. Czego największym przykładem i sukcesem jest ta oto trasa: Trasa "50-tka" - trzech tytułów. Dzisiejszy sukces też nie jest bez znaczenia. Dowodzi w końcu silnej wiary w sukces, w dążenie do spełnienia marzeń i celów i przede wszystkim nieustannej REGULARNEJ jazdy bez względu na warunki i okoliczności. Po prostu raz pójdzie mi lepiej a raz gorzej. Dzisiaj poszło bardzo dobrze. Nie spodziewałem się tego. Liczyłem tylko na to, że w ogóle dam radę z przejechaniem trasy 50-tki i to będzie dla mnie sukces. A miłym zaskoczeniem jest to, z jaką łatwością (tak coraz łatwiej mi) robić dłuższe trasy z większą prędkością ;o Coś się dzieje i to coś pozytywnego! Dostrzegam to coraz bardziej a dzisiejsza trasa jest pod tym względem wyjątkowa i dowodzi właśnie tych zmian. Staję się coraz lepszym rowerzystą. Więc nie mogę się poddawać. Muszę dalej trenować by osiągać kolejne sukcesy!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 335
Trasa nr [łączna]: 419
Trasa nr [na blogu]: 333
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 148
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 414 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 328 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9600.04 km
Stan Licznika Końcowy: 9649.68 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9558.65 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9358 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9408 km
Maksymalna prędkość: 33.7 km/h
Przejechałem: 49.64 km
Przejechałem [msc]: 227.92 km
Przebieg roweru [rok]: 6096.55 km
Przebieg roweru [suma]: 16967.36 km
Przejechalem w 2018: 6096.55 km
Podroż dookoła świata (2018) 15.2414 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 42.4184 [%] km
Czas jazdy: 02:23:57 h
Czas Jazdy Suma (blog): 845:11:04 h
Czas Jazdy Suma (2018): 378:06:43 h
Czas Jazdy Suma (grudzień): 14:40:13 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1068:37:12 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:50:02 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:17 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:31:23 h
Średnia: 20.83 km/h
Dzisiejsza trasa tka jak wspominałem jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Tym bardziej, że przez większość trasy (a już pod koniec bardzo mocno, prawie ciągle) blokowała mi się jazda rowerem. Blokowała w sensie, że coś się dzieje, i ciężko się kręci. Nie kręci mi się łatwo, tylko ciężko. To jest bardzo męczące, frustrujące jak tak się robi. Defekt przechodzi sam, trochę pokręcę jest ciężko, ciężko. Potem jest normalnie. Z tym problemem w rowerze walczę już dawna, nie sądzę więc, że powoduje go np. napęd. Raczej obstawiam rzecz nigdy nie wymienianą w moim rowerze (w mojej Aurelce) - czyli jej suport. Jej suport zbliża się wielkimi krokami do przejechanych 17k km. To już dużo. Jest on nieszczelny. Więc zła pogoda, może mu szkodzić. O tym, że jest nieszczelny wiem od trasy: Makowice-Lotnisko z 23.09. A kiedy to było. Od tej pory zrobiłem do dzisiaj (włącznie z dzisiaj): 1133 km. Po prostu 23.09 walczyłem z problemem przy kole, gdzie miałem luzy na przedniej piaście. Wyszło na jaw, że suport mi piszczy jeśli kręcę nim do tyłu. Do przodu raczej nie. Do tyłu. Prowodyrem jest prawdopodobnie rozszczelnienie się suportu. A fakt nie zaprzeczany jest taki, że jeździ mi się rowerem coraz ciężej. Coraz częściej dochodzi do takich sytuacji, że się blokuje, ciężko chodzi. Jeśli faktycznie problem stanowi suport, w najbliższych trasach wyjdzie to na jaw. Po prostu super rozklekocze się na dobre i nie przekręcę nim ani w przód ani w tył. Obawiam się tylko tego, nim nastąpi jego całkowity zgon (a ten się ciągnie już wiele tysięcy kilometrów) - minie właśnie jeszcze sporo czasu. A ja jeszcze będę się długo męczył z tą dziwną przypadłością. Ta przypadłość dzisiaj mi przeszkadzała, ale ostatecznie znacząco nie wpłynęła na mój wynik i sukces. Wpłynęło na niego małe oszukanie licznika. Faktyczny czas mojej jazdy jest o ponad 1 min krótszy niż wskazanie licznika. Po prostu wyprowadzając rower z piwnicy, przeprowadzam go kilka metrów.. I czas się nabija. I rzadko kiedy ten czas kasuje. W przypadku takich sukcesów jak dzisiejszy trochę tego żałuję, no ale trudno :) Mówi się właśnie trudno i jeździ się dalej. Na dzisiejszą trasę wybrałem się chwilę po godzinie 10 rano. Przywitała mnie szara, niezbyt zachęcająca pogoda. Miałem to szczęście, że jechałem z wiatrem drogą DW108 do Golczewa. Po drodze - wszystko było takie smutne, i szare. Mijałem kończącą się aktualnie inwestycję w przebudowę drogi na wiosce Sowno. Stare kamienie (kocie łby) idą w zapomnienie i wspomnienie. Idzie nowe. Droga prawie gotowa. Więc pewnie do końca roku będzie otwarta. Ten remont po raz pierwszy widziałem na początku jesieni: Po chorobie?, gdy przejeżdżałem po wsi Sowno. Wtedy remont się dopiero zaczynał. Wycięto drzewa, częściowo rozpoczęły się prace. Mijałem je później kilka razy robiąc moje trasy 50-tki. A dopiero dzisiaj zwracam większą uwagę na ten remont. Gdy się już kończy. Trwa on niemała 2 msc. A ja jeszcze tam nie jeździłem :o Mimo, że mam tam tak blisko. Droga nie jest oczywiście dostępna dla samochodów jeszcze. Co przewiduję, że za kilka dni się zmieni. Zamierzam jednak tam pojechać. Tyle dookoła mnie się zmienia, tyle się dzieje, że zaczynam pewne fakty pomijać. Tych zmian jest bowiem za dużo. Tu trwa jeden remont (droga do wsi Sowno), przed Płotami trwa budowa obwodnicy (w ramach części drogi S6). A w tym czasie - niszczeje istniejąca droga DW108. Idzie zima (incoming winter) czy już jest. Bowiem pojawiają się coraz większej ilości dziury na drodze. Problem dziur nie jest jednak jedyny. Gdy zjechałem z DW108 na wieś Wierzchy by kierować się dalej w stronę Nowogardu i aby odbić na skrzyżowaniu (53.739866, 15.115258) na wieś Glicko. Natknąłem się na problem i skurwysyństwo masowej wycinki drzew. W przeciągu ostatnich 2 lat wyniszczono i wymordowano sporo drzew z lasów przy Truskolesie, Golczewie i w innych miejscach, które odwiedzam. Proceder nie ustał. Dzisiaj był kontynuowany. Jadąc na Wierzchy - widziałem tych skurwysynów pozbawionych jakiegokolwiek rozumu i ludzkich odruchów marionetek. Siedzieli w dużej ilości w lesie i niszczyli, i mordowali kolejne drzewa. Niszczą przy tym całe lasy, niszczą drzewa, środowisko, przyrodę. Niszczą drogi, którymi się poruszają. Problem dotyczył także lasów przy drodze DW106 ale o tym za chwilę. Ten smutny obrazek minąłem dopiero za wsią Wierzchy. Skręciłem na Glicko, i z Glicka ruszyłem na Sikorki. W Sikorkach przywitał mnie skory do zabaw piesio, który gdy tylko go minąłem ruszył za mną nieustannie szczekając (może domagał się uwagi?). Chętnie bym się z nim pobawił. Ale dzisiaj jest zimno i niee. Nie chciało mi się wstawać pojechałem dale. Gdy minąłem Sikorki mój wzrok przykuł ogień rozchodzący się na polu! Pomyślałem, że się komuś albo dom, albo gospodarka pali! Przyspieszyłem na ile dałem radę i skręciłem w boczną drogę, która prowadziła mnie do takiego miejsca gdzie jest jakiś punkt związany z gazem. Okazało się, że żadnego pożaru tutaj nie ma. No nie. Jasne. No bo kto by nie chciał oglądać akcji strażaków z bliska :) Szczególnie jeśli pali się czyjeś mienie :D Okazało się, że na polu stoi taka jakby duża pochodnia i to z niej leci ogień (w kierunku podmuchu wiatru) ;o To taki normalny słup, a na końcu ma takie zakończenie z dziurami przez który bucha ogień. Co to kurwa jest?! Oo Cóż, postałem tam chwilę, popatrzyłem na ogień i ruszyłem dalej. Wkrótce minąłem Grabin. Wyjechałem na drodze DW106. Miałem ładną średnią (ponad 20 km/h). Postanowiłem dołożyć starań by ją utrzymać. W tej wierze jechałem w stronę Golczewa, wzdłuż drogi DW106 mijając dalsze akty wandalizmu. Wycinki i niszczenia przyrody. Ciekawszą akcję widziałem za skrzyżowaniem na wieś Ogary. Tu niegdyś rosły drzewa. Teraz są wycięte. A skurwysyny orali ziemię nie dużym ciągnikiem Ursus C-306. I go skurwysyny głupie zakopali - ugrzązł w błocie. Operator wylazł z traktora. Zostawił go na chodzie. I przygląda się z ulicy na swoje dzieło. No ludzie... Dobra zostawię to. Nie jest mi ich żal. Skurwysynów głupich. Wyrżnęli drzewa, wszystko zniszczyli i teraz ziemię orają?! W grudniu?! Po deszczowych dniach!? Takich widoków i przygód już w drodze powrotnej nie miałem. Chodź ta była ciężka - droga powrotna. Kilometr za kilometrem. Starałem się jechać szybko, na ile dawałem radę. I jechałem i jechałem. Raz było ciężej, raz lżej. Dawałem radę. Jeszcze przed Mechowem zrobiłem sobie ostatni postój. I po nim już jakoś dojechałem. W drodze powrotnej gdy zjechałem z DW106 na DW108 jechałem pod wiatr. I prawie całą drogę jechało mi się ciężko. Dopiero na ostatniej prostej do domu, rowerek mi odpuścił, i pozwolił jechać nieco lżej :)) ;)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)