Trasa z dnia dzisiejszego w zupełnie nie planowany dzisiaj sposób! Poprowadziła mnie pewną ciekawą trasą do Łobza. W zasadzie po prawdzie dzisiaj cos kombinowałem aby pojechać najlepiej gdzieś dalej! W końcu dni coraz dłuższe, albo wręcz wystarczająco długie a ja z tego nie odpowiednio korzystam. W tym roku mi te jeżdżenie jakoś nie idzie. To zmienia się jednak dzisiaj. Wypada ładna trasa. Bardzo ładna. W bardzo dobrych warunkach pogodowych! Temp. dochodzi do +25℃. Ciepło, fajnie. Zachód słońca dopiero o godz. 20:59. W zasadzie planowałem normalnie po szkole się wybrać. Ale wtedy wracałbym nocą! Dzisiaj w zasadzie już na zachód słońca trafiłem. I wróciłem po trasie o 21. No ale było warto! Magicznie. Super strony pod Łobzem odkryłem. Na tyle piękne i w ogóle, że można by było tam zamieszkać! Serio. Oczywiście nie samemu tylko z kimś, kto również doceniałby te miejsce tak samo bardzo jak ja. Cała piękna otoczka natury rozciąga się zaraz za Łobzem i prowadzi do miejscowości Unimie. I to właśnie przed tą miejscowością jest najpiękniej. Gdy uda się nam pokonać męczące wzniesienia na ich szczycie rozciąga się przepiękny krajobraz. W oddali, wręcz w dole malownicze iglaste lasy. Tu rzeczka, tam zielona pola. A po drugiej stronie jeszcze żółte pola rzepaku! Coś przepięknego! Dla wtajemniczonych zdradzę, że na dole tuż przy samym Unimie przepływa rzeka Rega. Widzimy ją również w innych niezwykłych okolicznościach przyrody, o których dzisiaj trochę myślałem. A mianowicie o nieskończonej budowli bloku w Przemysławiu. Za nimi, w zasadzie za Przemysławiem rozciągają się takie piękne strony. A tam lasy, polany i płynąca różnymi zawijasami rzeka Rega. Wpadłem dzisiaj na taki pomysł, że chciałbym tu jeszcze przyjechać z Aurelią oczywiście. Zrobić sobie rundę. I spędzić resztę dnia z oglądaniem zachodu słońca na dachu tej ruiny bloków w Przemysławiu. Gdzie zresztą miałem pooglądać dokładniej ten blok. Tylko raz do niego wbiłem i to miało miejsce dawno: Szlakami PRLu. Dawno bo w Grudniu 2020 r. Chciałem tu wrócić ale nie było póki co na to okazji. Na szczęście lokalizacja nadal istnieje to mam do czego wracać. Nie istnieje na ten moment np. fajna lokalizacja w Skrzydłowie: Skrzydłowo: "cena postępu". Tam też miałem wrócić. Za dnia porobić zdjęcia a niekoniecznie nocą :) Widać jak plany i to co "miałem" przekłada się na to co zrobię. Dzisiaj było chociaż tyle, że przyjechałem na te Unimie a za nimi na Zachełmie. Wracałem przez drogę DW146 do Siedlic. Skąd już prosta droga do Reska i do domu. Cała trasa okazała się nieco dłuższa niż obstawiałem - granice 75 km. A to wyszło ponad 80 km. I to ładnie. No i teraz taka ciekawostka! Tutaj na te Unimie też chciałem przyjechać! I to od 2021 r., gdy niespodziewanie pojechałem tam samochodem. Wracałem od siostrzenicy w Łobzie. A, że nigdy nie jechałem na te Unimie, to tak kusiło tam zajechać. I już wtedy wydawała się to magiczna droga. Tak piękna i ciekawa - a miało to miejsce właśnie na jesień - 05.09.2021 r. Dlatego w jeszcze jesienią chciałem tam jechać - jeszcze w trwającym 2021 r. Ostatecznie się jednak wtedy tam nie wybrałem. Pierwszy raz z rowerem dzisiaj. Myślę, że jednak jeszcze tam wrócę. Na jesień to bankowo! Z wielką nadzieją, że do tej pory nic się tam nie zepsuje. Nie zniszczą skurwysyny - drzew, ani roślinności. Bo jak wszystko powycinają to nic z tego nie będzie. A mam taki większy zamysł na trasę. Pojechać np. od Przemysławia wzdłuż drogi DW148 do Łobza i właśnie na te wielokrotnie wspominane Unimie a dalej Zachełmie. I wrócić gdzieś na Przemysław. Nie krótka trasa to fakt. Ale znów nie jest jakoś nie wiadomo jak długa :) W jesiennych barwach mogłaby być ciekawą przygoda. Trzeba tak jeździć, robić jak najwięcej zdjęć. Bo w tych chorych czasach z dnia na dzień przyjdzie ekipa skurwysynów zasrańców pierdolonych i wszystko zniszczą, zrujnują. I nie będzie już tego uroku. Dzisiaj sporo myślałem o tych miejscach i wiążących mnie z nimi historii. Nie mogę się odpędzić od myśli o zwiedzaniu bloku w Przemysławiu a także okolic. W końcu to nie są plany, które mam od kilku dni. Niektóre dojrzewają tygodniami. Albo i miesiącami. W końcu trzeba się wybrać nim codzienność - panujący codziennie ciemnogród w tym kraju - zmieni sposób spostrzegania przez nas rzeczywistości. Dzisiejsza trasa była dość długa, wyczerpująca ale przy tym tak niesamowita, że z pewnością będę chętnie do niej jeszcze nie raz powracał.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1032
Trasa nr [łączna]: 1112
Trasa nr [na blogu]: 1026
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 70
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1101 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1015 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 6971.34 km
Stan Licznika Końcowy: 7055.51 km
Stan Licznika Końcowy2*: 7055.88 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 19585 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 19668 km
Maksymalna prędkość: 35 km/h
Przejechałem: 84.17 km
Przejechałem [msc]: 543.93 km
Przebieg roweru [rok]: 2500.79 km
Przebieg roweru [suma]: 43755.1 km
Przejechalem w 2022: 2500.79 km
Podroż dookoła świata (2022) 6.252 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 109.3878 [%] km
Czas jazdy: 05:14:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2537:43:57 h
Czas Jazdy Suma (2022): 166:49:46 h
Czas Jazdy Suma (maj): 35:49:51 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2761:10:05 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:15:26 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:23:00 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:33 h
Średnia: 16.08 km/h
Dzisiejszy wojaż to już nawet nie trasa - była dość złożoną operacją. A tak jeszcze się poszczęściło, że ze szkoły puszczali nas szybciej - mianowicie o godzinie 13. Także znacznie szybciej mogłem ruszać w trasę! Ruszyłem więc od razu po kebaba w bułce. Będąc wzmocnionym takim posiłkiem, spakowanym i przyszykowanym do trasy ruszałem jakoś po godzinie 14. Może nawet ciut później. Czekała mnie na trasie pewna trudność. Dość często dawała o sobie znać: panująca dzisiaj pogoda. To, że słońce i ciepło to dobrze akurat. Nie dobrze było przez silny wiatr. Utrudniał on jazdę i szybko mnie męczył. Mimo wszystko, będąc cały czas wiedzionym przez piękne widoki nie poddawałem się i jechałem cały czas. A trasa w sumie do Łobza nie była łatwa. Dawała się we znaki. Kawałkiem za Łobzem w stronę wspominanych dzisiaj wielokrotnie miejscowości: Unimie również nie było dobrze. Tu akurat zawodziły wzniesienia. Nie ma nic fajniejszego niż jazda pod wzniesienia prawda? ;) Potem było już lepiej. Ale szło po południe i te lepiej nie było takie fajne. Od cholery robactwa, komarów. Problematyczna a przynajmniej nie przyjemna była także część drogi gdzieś od Dobieszewa jak kończył się asfalt. Do Zachełmia była droga szutrowa. Przepiękne widoki. Nie było tak źle. Potem brukowa droga, która ciągnęła się od końca Zachełmia do Meszne po drogę DW146. Męczący fragment trasy, który zabrał mi sporo cennego czasu. Wykończony jadę dalej. W Siedlicach zdałem sobie sprawę, że jeszcze kawał drogi przede mną. Jednak tutaj ratowało mnie ukształtowanie terenu. Te pozwalało swobodniej sobie jechać. Prawie cały czas było z górki aż do Reska. Nie mały fragment trasy pokonałem bardzo szybko. Pod koniec dzisiejszego dnia załapałem się w Resku. Było widać pierwsze "objawy" o tym świadczące. Nie zważając jednak na to, myślałem nad przyszłymi trasami. Szalony pomysł miałem jeszcze przed Łobzem. Dokładnie w miejscowości Poradz, gdy stałem przy tamtym młynie. Dyrektor szkoły w której urzęduje parę razy o tym wiatraku wspominał. Podjechałem więc pod niego. Obejrzałem go z bliska. I wpadłem na pomysł, że może jutro bym tu wrócił np. z JS. Zabrał ze sobą Aurelie. A potem spędzilibyśmy po południe w tym nieukończonym bloku w Przemysławiu. Planuję oglądać tam zachód słońca! Oby był piękny i ciekawy jak ten dzisiejszy. Przy okazji tej trasy powróciłoby się do planów z Grudnia 2020 r. aby wrócić na zwiedzanie bloku w Przemysławiu a może także do wcześniejszej nie udanej trasy z 2021 r.? Chodzi o wpis: Odkrywcy historii i plany zobaczenia dworku we wsi Klępnica. Tamtego dnia się nie udało. Pomyliłem drogę, źle pojechałem. Do tego pomysłu w zamkniętym na tę chwilę 2021 r. nie powróciłem. A może już jutro powrócę? Mam taki zamysł. Namówiłem JS aby jutro ze mną pojechała. To może być ciekawa przygoda! :) Jeśli jeszcze pogoda będzie taka fajna jak dzisiaj. A ta była fajna - ciepło, długi dzień. Jutro w ogóle będzie lepiej dzień dłuższy o kolejną 1 minutę. Z dnia na dzień może te wydłużanie o 1 min. nie wiele znaczy ale np. po 2 tyg? Już te 15 min więcej. Czasami jest to wręcz na wagę złota! :) A tym czasem powoli kończyła się dzisiejsza trasa. Możliwości wracania z Reska miałem - miałem siły, nie czułem się zmęczony. Jednak kilka razy sobie stawałem, porobiłem kilka fotek. Zbliżyłem się nieco z tym czasem (bliżej do godz. 21) aby z czystym sumieniem uznawać sobie, że jechałem z zachodem słońca! :) To oczywiście działa nieco inaczej. Nie jest to jednak istotne na ten moment. Bo jak mamy tą godzinę zachodu słońca np. dzisiaj 20:59 to oznacza, że o tej godzinie jest już po zachodzie słońca. Te jest już za horyzontem lub na jego styku. I koniec zabawy. Ta zabawa, piękne widoczki trwają zwykle 15-30 min szybciej. A więc dzisiaj zaczynały się w przedziale 20:29-20:44. I w tym przedziale faktycznie - miałem ostatnie zdjęcia i powrót do domu. Na koniec trochę zmęczony. Mam prawo - po ponad 80 km i to po pracy. Co innego jechać z rana. Wypoczęty. A co innego jechać po kilku godzinach. Nawet nic nie robienia. Z wiekiem się to jakoś będzie odbijać coraz bardziej i utrudniać w przyszłości takie prawie nie planowane, można rzec spontaniczne wyczyny. Ten dzisiejszy naprawdę ciekawy. Kawał naprawdę ciekawej trasy! :) Mógłbym żałować dzisiaj tylko tego, że bym nie pojechał i nie spróbował. Jakby się nie udało to trudno. Bo jednak męczą mnie często takie myśli mające zniechęcać do jeżdżenia. Próbuję jednak im nie ulegać i mimo, że to trudne wierzyć we własne możliwości. Bo jak sam w nie, nie uwierzę to kto miałby uwierzyć?... Tym czasem dzisiejsza przygoda się kończy. A kolejne oczekują by móc się wykazać! Tak tylko między nami, nie mówcie tego JS, jeśli ją znacie, że trochę nie mogę się doczekać jutrzejszego spotkania ;) I w zasadzie dzisiaj poza skupianiem się na tym w jak pięknych okolicznościach natury się znajduję, moje myśli krążyły wokół tego jak ułoży się jutrzejsza historia. Wymaga ona pewnego przygotowania i zarządzenia wcale nie długim czasem. W końcu wyjazd po południu, jeszcze z rowerem i na miejscu trasa rowerowa. A dopiero na sam finał zwiedzanie blokowiska w Przemysławiu. I oczekiwanie na dachu tego bloku - na zachód słońca.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)