Trasa z dnia dzisiejszego jest bardzo wyjątkową trasą z kilku powodów. To jedna z najdłuższych tras w tym sezonie (to w końcu 160 km!), nie wiele brakowało aby wyszło nieco mniej - ale o tym w dalszej części wpisu, przebiega ona w pięknych stronach (wzdłuż rzeki Dziwnej, oraz jest blisko związana z wyspą Chrząszczewo, której w tym roku co prawda nie odwiedziłem, ale jest z nią związana jak i z samym Zalewem Kamieńskim i malowniczymi stronami Wolina :-) Jest co podziwiać, jest co zwiedzać. Tego jest jednak za dużo jak na jedną trasę jeden dzień. Przydałoby mi się mieć rower w stronach Kamienia Pomorskiego lub Wolina na kilka dni to z pewnością bym te wszystkie zakamarki, te wszystkie wioski, wioseczki pozwiedzał :) Dzisiaj wybrałem się na tak długą trasę - no nie bez powodu dzisiaj! Nie powiem, trochę ciężko przy okolicy 140 km się zrobiło, ale dać radę dałem :) Czy dałbym radę dzisiaj zrobić więcej? No nie wiem, może jeszcze z 5-10 km bym zrobił, ale na więcej więcej - bez szans. Wszystkiemu oczywiście winna pogoda i to właśnie pogoda zachęciła mnie do dzisiejszej trasy w malowniczych stronach zalewu Kamieńskiego czy rzeki dziwnej. Dzisiaj pogoda wynosiła maksymalnie 27℃ ciepła. Tak ciepły dzień we Wrześniu (a tym bardziej w kolejnych miesiącach) się już raczej nie powtórzy. A do tego cały dzień towarzyszyło mi bez chmurne niebo - pod tym względem było zajebiście. No już na wieczór jakieś chmurki się pojawiały. Ale to przecież normalne ;) Nie było ich jednak na tyle aby przysłaniały słoneczko. Moim jedynym wrogiem i utrudnieniem w dzisiejszej trasie był wiatr. Towarzyszył mi od porannych godzin gdy wyruszyłem w trasę, i towarzyszył mi po ostatnie metry tej długiej i męczącej trasy. Co prawda jest to długa i męcząca trasa, ale to w żaden sposób nie przekreśla jej zajebistości oraz faktu, że stanąłem na wysokości zadania, podjąłem się realizacji swoich marzeń, celów i udało się. Oczywiście udać się nie musiało, przecież o czym wielokrotnie piszę (nie tylko na łamach bloga), nie znam przebiegu trasy, nie znam jej efektu póki nie pojadę i nie przekonam się co mnie tam czeka. Czasem ludzie pytają czy dam radę przejechać taki czy inny dystans. Tylko skąd mam wiedzieć czy dam radę czy nie dam rady skoro go nie przejechałem? czy nie pojechałem? ;) O tym czy dam radę dowiem się dopiero gdy pojadę jak to ma miało miejsce na dzisiejszej trasie! Tą, właśnie tą konkretną trasę planowałem zrealizować w dniu 23.08 ze względu na pogodę - to miał być mój ostateczny trening, ostateczne sprawdzenie się przed trasą finałową wakacji 2018 r. => trasą 200 km <= 15 tyś Aurelio - "200 km". Jednak zmieniłem nieco moje plany, wpierw pojechałem na 200 km. Po 23.08 w zasadzie pod koniec Sierpnia pogoda mało dopisywała. Zrobiła się bardzo jesienna, mnie zdrowie po trasie: Powiew jesieni - przestało dopisywać. Miałem sporą obawę, czy nadarzy się okazja czy nadarzy się szansa na zrobienie takiej trasy i proszę - nadarzyła się :) Już w weekend zaplanowałem, że dzisiaj zmierzę się z tą trasą. Maiłem się z nią zmierzyć w ostatnich dniach, wtedy się jednak nie udało. A dzisiaj - wypocząłem, obżarłem się wczoraj - głównie pizzy ;) Poczułem się gotowy do trasy, to pojechałem. Moją główną motywacją była piękna aura pogodowa i wielka obawa, czy takowa pogoda jeszcze się powtórzy. Czy powtórzy się też dużo wolnego czasu. W końcu taki dystans to nie przelewki. A biorąc pod uwagę to, że moje ostatnie trasy były takie krótkie a tu nagle taka długa! Brałem pod uwagę to, że może mi się nie udać. Jednak postanowiłem na dość dojrzałą dewizę, że żałować możemy jedynie bierności a niekoniecznie porażki w wyniku działania. Więc pojechałem :) Nie było prosto, nie było łatwo, ale dałem radę. Pokonałem wszystkie trudności i przeciwności z jakimi przyszło mi się dzisiaj zmierzyć. Jednym z głównych ALE jest problem z dętką w przedniej oponie. Przez moje ostatnie dwie trasy - regularnie schodzi mi powietrze. Przed dzisiejszą trasą napompowałem powietrza do 5.0 atm z przodu i o dziwo starczyło :) Obyło się bez żadnych awarii - ani zdrowotnych, ani technicznych. Trasa w sumie zajęła mi mniej czasu niż się spodziewałem. Spodziewałem się ok. 9.5 h jazdowych, wyszło nieco ponad 9 h jazdowych. Najważniejsze czym się kierowałem to tym byle do przodu. W wyważony i rozsądny sposób rozkładałem siły i pokonałem całą trasę, bardzo piękną trasę. I cieszę się, że udało mi się tą trasę zrealizować, jest ona dla mnie z kilku powodów ważna. W końcu nie bez powodu koniecznie w tym roku chciałem znów pojechać w te strony (dokładnie w strony Unina).
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 285
Trasa nr [łączna]: 369
Trasa nr [na blogu]: 283
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 98
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 365 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 279 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 7962.94 km
Stan Licznika Końcowy: 8123.08 km
Stan Licznika Końcowy2*: 8032.05 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7715 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7875 km
Maksymalna prędkość: 33.1 km/h
Przejechałem: 160.14 km
Przejechałem [msc]: 179.97 km
Przebieg roweru [rok]: 4569.93 km
Przebieg roweru [suma]: 15440.74 km
Przejechalem w 2018: 4569.93 km
Podroż dookoła świata (2018) 11.4248 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 38.6019 [%] km
Czas jazdy: 09:07:00 h
Czas Jazdy Suma (blog): 751:00:39 h
Czas Jazdy Suma (2018): 283:56:18 h
Czas Jazdy Suma (wrzesień): 10:26:20 h
Czas Jazdy Suma (ever): 974:26:47 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 05:13:10 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:53:50 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:38:06 h
Średnia: 17.57 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczęła się dla mnie w porannych godzinach. Nie byłem wstanie ruszyć przed godziną 8 w trasę, ruszyłem więc chwilę po godzinie 8. Przetrwałem jakoś dzisiejszą noc, chodź spokojna nie była. Często się budziłem, miewałem różne sny w tym o tematyce rowerowej gdzie jeździłem rowerem ;o Z rana miałem takie dziwne uczucie, i myśli czy jechać w tą trasę czy nie jechać. Ostatecznie nie postawiłem na znaczenie snów i pojechałem. Co ma być to będzie - moje decyzje tego nie zmienią. Najwyżej mogło mi się nie udać (no trudno). A, że się udało to bardzo dobrze :) Mam co wspominać, ta trasa będzie też moją motywacją przy przyszłych decyzjach czy jechać czy nie jechać i ewentualnie na jakiej długości trasy się wybrać czy nie wybrać. Z rana było dość chłodno, ale nie nakładałem bluzy, tylko zmieniłem sobie czapkę z czapki z daszkiem na długą - zrobiłem to podczas pierwszego postoju za wsią Unibórz. Gdy wyjechałem - zaraz koło Tartaku w Płotach napotkałem (znowu :)) ciężarówki, które przywiozły takie długaśne betonowe konstrukcje, to na budowę wiaduktu. Pierwszy raz widziałem ich na trasie Dookoła Dąbrowej Nowogardzkiej. W połowie Sierpnia (dokładnie 17 sierpnia). Nie napawam do nich optymizmem zważywszy na straty jakie powoduje ich obecność. Nie chodzi mi nawet o czynniki środowiskowe i sens budowania tej drogi -.- A o to, że naniszczyli słupki drogowe, nawet znaki poprzewracali i tego nie naprawili wzdłuż drogi DW108 (koło tartaku w Płotach). Dzisiaj znów odwiedzili moją miejscowość. Znów przywożą te betonowe konstrukcje. Dzisiaj się jednak koło nich nie zatrzymywałem. Pojechałem dalej - już ich raz widziałem nie muszę drugi raz ich oglądać. A przede mną, w odróżnieniu od trasy z 17.08 - czeka bardzo dużo kilometrów do przejechania. Więc trasa zaczęła się na całego. Spokojnie dojechałem sobie do Golczewa, minąłem Golczewo, dojechałem do Parłówka. Wydaje się to takie szybkie a takim nie było. Często przystawałem, robiłem sporo mniejszych czy dłuższych przerw. Na trasie dzisiaj żywiłem się głównie bułkami - zrobiłem sobie 6 dużych bułek z szynką i serem. I w zasadzie tylko je jadłem. Słodyczy - prawie w ogóle. W sumie to może z jedną garść zielonych skittlesów zjadłem, i dokończyłem paczkę, dosłownie kilku czerwonych skittlesów. A tak to kanapki, woda - na trasie poszły mi 3x1.5 L butelki. Jechałem spokojnie, bez pośpiechu. Znałem swój cel. Mijałem taki umiarkowany ruch samochodów - przynajmniej na DW108 w stronę Parłówka. Nieco inaczej wyglądało to na fragmentach S3 potem DK3 między Parłówkiem a Wolinem. Tam ruch samochodowy, w tym głównie ciężarowy - ogromny. I taki towarzyszył mi po sam Wolin. W Wolnie - znowu mała przerwa, na stacji benzynowej gdzie stała prawdziwa Polska myśl Technologia - Fiat 126p. Niby rzadki widok, ale w tegoroczne wakacje dość często widuję takie pojazdy :) A ja wkrótce pojechałem dalej - na najważniejszy cel dzisiejszej trasy. Trasę Wolin -> Unin -> Międzywodzie. Najbardziej chodzi mi o Unin i tutejsze drzewa. Wprost i szczerze - nie rozumiem bandytów, którzy w imię domniemanej ochrony drugich bandytów i debili, chcą wyrżnąć tutejsze zabytkowe drzewa. W tym celu już jedną trasę zrobiłem: Unin - nadmorska przygoda. Wtedy jednak pogoda słabo dopasowała i jakość nie jest tak piękna jak dziś. Stąd powtórka trasy, i nowa przygoda :) Nie będę się już o problemie tych drzew drugi raz rozpisywał. Póki co - drzewa są, są ponumerowane i czekają na wyrok śmierci. Mam nadzieję, że każdy kto podniesie ręce na wycinkę tych drzew te ręce straci, najlepiej przez własne narzędzia zagłady. Nie rozumiem jak można być takim bandytom, aby z taką premedytacją niszczyć tak urokliwe, tak piękne miejsca.. W imię czego? Pierdolonej gotówki?! Jak ktoś tak bardzo pragnie pieniędzy - to siłą otworzyć mu gębę i nasypać tych pieniędzy wprost do przełyku aby się nimi zadławił - dosłownie i w przenośni ;) Będzie miał co chciał - pieniądze, które są ważniejsze niż przyroda, eko-system. Pseudo kierowcy, co jeżdżą po drzewach na pewno będą mu wdzięczni. W końcu drzewa przestaną mordować kierowców! Ehh. Głupota ludzka wkurwi każdego, nawet tak spokojnego człowieka jak ja ;] Trasa trwała dalej, minąłem Unin, i te okolice. Porobiłem trochę zdjęć. Dojechałem do wsi czy miasteczka Zastań. Tuż przy Międzywodziu. Tu też porobiłem zdjęcia. Tutaj trwa bardzo duża akcja - zabudowywania terenów przy rzece Dziwnej. To też straszne i złe zjawisko. Coś co powinno być dla ludzi, jest teraz terenem prywatnym - zamieniane na działki budowlane i to pewnie holendernie drogie, w końcu przy samej wodzie. Ahh i tak, im byłem bliżej morza tym bardziej wiało. Na trasie z Unina do Międzywodzia czy z Międzywodzia do Kamienia Pomorskiego - masakra! Tak wiało! Z Międzywodzia do Dziwnówka jakoś dojechałem - walczyłem z wiatrem, czasem z debilnymi kierowcami - głównie autobusów turystycznych, którzy nie zachowują odstępu od rowerzystów. A tych autobusów trochę jeździło na remontowanej drodze DW102. Tu widzę sporo pozytywów - droga DW102 prawie gotowa przynajmniej na odcinku Międzywodzie - Dziwnów, Dziwnówek. Gorzej ze ścieżką rowerową z Międzywodzia. To dzisiaj wyjątkowo nią nie jechałem. W dupie to mam ;) W Dziwnowie też nie jechałem tą pseudo ścieżką rowerową. Skusiłem się na tą atrakcję dopiero w Dziwnówku ale szybko tej decyzji pożałowałem -.- Pełno pieszych na tej ścieżce, kręta ta droga, źle się jedzie. Nieco lepsza ścieżka jest dopiero wciągu drogi DW107 od Wrzosowa. Kolejne urbanizowane tereny - od Dziwnówka przez Wrzosowo po prawie sam Kamień Pomorski :) Tu miałem mój jedyny kryzys wiary i sił. Gdy zjechałem z Dziwnówka i kierowałem się na Kamień Pomorski do Wrzosowa po DW107, potem po ścieżce rowerowej. Trochę ciężko mi się tutaj jechało. Lepiej zrobiło się dopiero w Kamieniu Pomorskim - a już za Kamieniem! Super sprawa. Bardzo przyjemnie jechało mi się z Kamienia Pomorskiego do Wolina. Piękne strony, wiejskie klimaty, i specjalnie tak obrana droga abym miał więcej z górki niż pod górkę (a co za cwaniak ze mnie xD). To się przyjemnie jechało - 20 km odcinek drogi, bardzo fajnie i przyjemnie minął. Może nawet za szybko minął. Zanim się spostrzegłem a już Laskę mijałem a zaraz za nią wieś Recław, która bezpośrednio graniczy z Wolinem. W drodze powrotnej jednak na sam Wolin nie zajeżdżałem. Od razu zjechałem na obwodnicę S3 w stronę Szczecina i tą drogą początkowo przez S3, potem po DK3 dojechałem pod obwodnicę Parłówka, dokładnie na wysokość wsi Troszyn. Musiałem chwilowo postradać rozum, bo zachciało mi się pojechać "legalnie" drogą dla rowerów, i pieszych za ogrodzeniem obwodnicy. No cóż, zjechałem za Troszyn. Zjechałem za to ogrodzenie i sobie jadę i jadę. Jest zjazd na Parłówko. A ja zjechać nie mogę. Bramki są pozamykane na kłódki, wyjazdu stąd nie ma. I muszę jechać dalej albo zawrócić -.-. Pojechałem dalej, znacznie dalej, wyjechałem dopiero w Ostromicach, już za obwodnicą S3. I co do chuja teraz?! Jakby S3 miała 10 km to mam 10 km nadrabiać bo nie mogę zjechać w dowolnym węźle?! Chwilowo mi rozum odebrało, że nie pojechałem normalnie obwodnicą. Więcej taki głupi nie będę. I żadna kurwa w samochodzie, bo to bez rozumne istoty są nie będzie sobie trąbić czy coś, że jadę sobie S-ką, oczywiście marginesem ;) Komu to przeszkadza?! Nie rozumiem czemu żaden przygłup nie stanie jak mu pokazuje wymowne "Fuck U" ;) Mam ochotę nie jednokrotnie takich błaznów zbesztać. Dzisiaj na takowych nie natrafiłem ale organizacja takich ścieżek, brak oznakowań lub błędne oznakowania - są czymś niedopuszczalnym -.- Co prawda znam te strony, ale co jeśli jechałbym w stronach które nie znam, zabłądziłbym i miałbym nadrabiać bardzo dużo kilometrów?! Dzisiaj nadrobiłem ponad 5 km. A to wyszło mi na tyle na dobre, że wynik trasy to 160 km, a nie ok. 155 km. Ile by wyszło faktycznie na tej trasie -.- Wyjechałem jak wspominam w Ostromicach i z nich już starą "3" do Parłówka i dopiero na DW108 i ostatnie kilometry do domu (nie całe 40 km). Miejscami szło mi dobrze, miejscami gorzej - teraz już sobie odpuściłem spokojną jazdę. Jak czułem się na siłach jechałem > 20 km/h. Jak czułem się gorzej, to jechałem wolniej - ale jechałem. Powoli kończył się dzień, przybywało mi zrobionych kilometrów. Przy ok. 7.25 h jazdowej miałem przejechane 130 km. Pokonanie kolejnych 30 km zajęło mi znacznie mniej niż 2h jazdowe. Może z 2h zegarowe (czyli jazdowe + przerwy). Dalej sobie spokojnie wracałem mijając malownicze wsie, wzdłuż mojej ulubionej drogi DW108. Do Golczewa jakoś dojechałem, ale już powrót za Golczewem był męczący - wtedy miałem właśnie zrobione ok. 140 km. Może nieco ponad 140 km. I wtedy było już nieco ciężej, ale nie było tragedii. Jedno jest pewne dzisiaj 200 km bym nie zrobił, ale te 160-170 to tak ;) Jeszcze te 10 km bym zrobił, więcej raczej nie. Myślę, że silny wiatr który towarzyszył mi całą trasę tak mnie zmęczył. A może trochę forma mi opadła, w końcu w ostatnich dniach dużo nie jeździłem, miałem drobne problemy zdrowotne. Dziś ich nie mam. Dziś prócz wiatru, moim wrogiem były myśli, sny..Te głupie myślenie czy to oby właściwe jechać tak daleko czy sobie odpuścić?! Na szczęście się tym myślom nie dałem - pojechałem, zobaczyłem i wróciłem. Co widziałem co przeżyłem, to jest moje, i nikt mi tego nie odbierze. A co potem człowiekowi z życia pozostanie, jak nie wspomnienia z dni, lat młodości, które kończą się szybciej niż moje długie wyprawy. Chodź by najdłuższa trasa, kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy. Także i ta trasa - zaczęła się po godzinie 8 rano, skończyła po godzinie 19. Fajnie było ale się niestety skończyło, i został mi tylko pamiątkowy film, z tych chwil, z tych miejsc, które dzisiaj odwiedziłem. No w zasadzie film i ślad GPS :) A także ten wpis na blogu, do którego pewnie niejednokrotnie powrócę :-)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)