Trasa z dnia dzisiejszego była słoneczna, ładna i przyjemna! I w końcu zaliczam na rowerze zimowy zachód słońca - co nie zawsze ma miejsce! O takie to trudno i to bynajmniej nie z powodu wczesnej godziny o której te zachody się pojawiają - dzisiaj np. był zachód słońca o godzinie 15:43. I trudno się dziwić - w końcu całość zbliża się do najkrótszego dnia w roku - 22 grudnia. To jeszcze te kilka minut w długości dnia się zmieni, za to ów dzień zacznie się nieco później... Mniejsza o to bo i tak mimo tak wczesnej godziny zachodu słońca byłem tuż przed nim w domu (będąc tam o godzinie 15:42). To nie ma większego znaczenia dla tego zachodu - gdzie miałem wrażenie, że i tak się ociąga. To wyglądało tak jakby dzień nie chciał się zakończyć - przynajmniej tak szybko... Ciągnął się ten zachód i ciągnął. Spodziewałem się, że szybciej minie a on nadal trwał. W kilku miejscach w mojej drodze powrotnej miałem szansę go spotkać. Szkoda, że dzisiaj nie byłem na to przygotowany... Nie wiedziałem jednak ile pozostanę na dworze (w sensie jak długo). W planach miałem szybką przejażdżkę, zjeść obiad (w zasadzie na siłę) bo jeszcze w szkole się kanapek najadłem i na razie nie mam takiej potrzeby. A ta mała trasa nie zabrała mi tyle sił abym zdążył zgłodnieć. Dzisiejszy wyjazd ma jednak więcej plusów niż przedłużający się i naprawdę piękny zachód słońca zamknięty w zimowej otoczce - to już lepiej niż w pierwszych dniach zadbane drogi (Lodowaty spacer). To zresztą przez pogodę i inne sprawy kilka dni nie jeździłem... Nie dało się za bardzo... A dzisiaj tak fajnie w słońcu to się trochę roztopiło... Udało mi się też szybciej ze szkoły iść... Więc w drogę! W zasadzie już po godzinie 14 byłem w drodze - ubrany i gotowy do wyjazdu! :) Zrobiłem piękne zdjęcia - co prawda tylko telefonem. Nie miałem w planie nawet brać aparatu - a szkoda... Nie zakładałem tego, że zostanę dłużej. Było ładnie naprawdę ale też mroźnie. A wraz z zapadającym zmierzchem spadała temp. Gdy wyjeżdżałem była okolica -2℃, gdy przyjechałem do domu temp. zbliżała się do -4℃. Na sam wieczór miała być okolica -8℃ - choć powiem tak, że nie było czuć tego, że wieczorem faktycznie było tak -6℃/-7℃. Jednak do tych -8℃ nie dotarło choć wiele wskazywało, że może tak być... Największy plus to jednak odśnieżona, i miejmy nadzieję posypana główna arteria drogowa - DW109. Nie zaryzykowałem aby sprawdzić co się dzieje na DW108... Jest to ten sam poziom klasy drogi, jednak w poziomie utrzymania zimowego widać różnicę (korzystniejszą) dla DW109 - która w sezonie letnim ma bardzo duże natężenie ruchu...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1342
Trasa nr [łączna]: 1421
Trasa nr [na blogu]: 1335
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 175
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1408 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1322 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 18859.2 km
Stan Licznika Końcowy: 18875.15 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18755.75 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 31336 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31352 km
Maksymalna prędkość: 25.8 km/h
Przejechałem: 15.95 km
Przejechałem [msc]: 399.06 km
Przebieg roweru [rok]: 6520.62 km
Przebieg roweru [suma]: 55574.87 km
Przejechalem w 2023: 6520.62 km
Podroż dookoła świata (2023) 16.3016 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 138.9372 [%] km
Czas jazdy: 01:01:27 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3322:55:34 h
Czas Jazdy Suma (2023): 438:13:46 h
Czas Jazdy Suma (listopad): 28:24:17 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3546:21:42 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:53:37 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:30:15 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:34 h
Średnia: 15.69 km/h
Dzisiejsza krótka zimowa przejażdżka poprowadziła mnie pod skrzyżowanie Baszewice / Lubin wzdłuż drogi DW109. Co prawda zjechałem kawałek w stronę Baszewic ale to dosłownie kawałek - gdy stan drogi zaczął się pogarszać to nie pchałem się w to dalej. W innym układzie być może jechałbym do Baszewic. A nie mając planów na po południe i mając lampkę na rowerze to może i do Trzygłowa - odwiedzić szkołę... W końcu tak dawno w niej nie byłem - tylko zwinąłem się przed 14. Jadąc jeszcze do Gryfic załatwić szkolne sprawy urzędowe. I oczywiście do szkoły już nie wracałem... Rowerek też jest ważny. Odświeżyć umysł. To co prawda małe odległości są... Jednak myślę, że jak na tą pogodę wystarczające. Podkreślę to - bo z tym w mijającym powoli tygodniu bywało różnie - drogi ładnie ogarnięte, posypane, czarne ale mokre. Jednak jedzie się stabilnie z normalną prędkością. A bywały teraz dni, że jeździłem z prędkościami rzędu 30-40 km/h i to samochodem. Nie myślcie sobie, że z Aurelią bo jak na nią to prędkości byłyby zacne. Wyjechałem sobie spokojnie w okolicy 14:30. Na skrzyżowaniem Baszewic byłem jakieś 20 min później. I tak szybko... Mimo, że było mroźne powietrze to chciało się jechać! Chciało się zarówno jak i więcej tak i dalej przejechać... Stąd może nie wracałem od razu, często stawałem i robiłem zdjęcia w początkowej fazie pięknego zachodu słońca a już w Płotach na przejeździe kolejowym w stronę Golczewa (DW108) - już finalne zdjęcia - również udane. I tak jak wspomniałem na początku - no formalnie po tym zachodzie słońca nie byłem w domu - bo dziś zachód słońca w Płotach był o godzinie 15:43. A ja byłem pod blokiem o 15:42... No ale dajmy sobie spokój z różnicą rzędu 1 minuty... Przecież za kilka dni jak pojadę to się okaże, że nawet po tej 15:40 będzie już po zachodzie słońca... To żadna różnica - ważne, że dziś było niebo na tyle czyste, że coś z tego było. W ostatnich tygodniach, bywało z tym trudno. No nie powiem, w pojedynczych dniach można było podziwiać zachód słońca ale to tylko w pojedynczych dniach... Nie jest to taką regułą co w okresie wiosenno-letnim gdy rzadkością są dni bez zachodu słońca - te znowu jednak pojawiają się późno. I nie często o tak późnych porach wracam z rowerowych wypraw. A jesienią czy zimą... Jak już się zdarzy ten spektakl to jest on warty uwiecznienia!.. :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)