01.03.2023
Jazda nr: 1186

Tagi: urbex, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego miała bardzo ciekawy przebieg. W ogóle był to ciekawy i długi dzień podczas którego testowałem nowy obiektyw do Nikona z bagnetem Z (OBIEKTYW TTARTISAN 40MM F2.8 APS-C NIKON Z). Znaczy, dokładnie testy i podziwianie pięknego zachodu słońca (za Truskolasem) miało miejsce już po trasie. Tylko dla porządku o tym wspominam, że takie wydarzenie miało dzisiaj miejsce. W sumie cała trasa była tak ustawiona aby jakoś na ten zachód słońca zdążyć. Miejsce takie wybrałem bo były tam Przebiśniegi, które podziwiałem z JS na jednej z naszych wypraw: Magia nieznanego. A takie kwiatki to dobry motyw do testowania obiektywu makro. Ten niestety się nie sprawdził to od razu mówię - oddam go w cholerę. Kręcąc pierścieniem ostrości obiektyw mi się wykręca... Nie ustawia mi się ostrość. I nie działa mi tryb automatyczny tylko ręczny. A tu nie mam za bardzo kontroli (bo jak) nad polem ostrości. Więc na podglądzie mam ładnie ostry obraz a po zrobieniu zdjęcia jest rozmazane (nie wyraźne) :( Zawiodłem się. Dobra to tani chińczyk ale i tak się zawiodłem. W sumie dzisiejsza trasa się na tym opierała. Na testach obiektywu, po południu miałem się spotkać z JS ale wypadły jej inne plany. Więc pojechałem na testy sam. I ostatecznie nieco wydłużyłem sobie trasę. Całość zamknęła się w 70 km! To kawał drogi, który przybliża mnie do wielkiego a przy tym ważnego wydarzenia jakim jest moje 50k km z Aurelią. Coraz bliżej. Wiadomo, że w ten weekend tyle nie pojadę. To za dużo brakuje - no ale za kilka dni, czy w przyszłym tygodniu? Jest to możliwe. A w ogóle to ma iść na weekend jakieś ochłodzenie, zjebanie się pogody. Teraz jest tak fajnie i wiosennie - słonecznie i po +7℃. Skorzystałem z tej wolności i zrobiłem sobie dzisiaj wolne w szkole. Wczoraj miałem taki dzień powiedzmy do dupy. A ciągnęło się to od poniedziałkowego po południa. Dokładnie mówiąc - wczoraj do po południa było jak było. Więc tym bardziej takie wolne dobrze mi zrobiło. I zrobiłem sobie taką trasę - pełną leśnych przygód, przy tym odkrywania nowych terenów! Najwięcej to jeździłem po tych całych Powalicach, które dzisiaj kilka razy mijałem z każdej strony :) Dzisiaj starałem się od razu (na ile to było możliwe) zamykać mijane drogi. Jeśli jechałem w jeden punkt drogą, a do tej drogi z już mi znanej drogi dochodzi inna to starałem się przez nią przejechać - aby mieć jak najmniej nie znanych dróg. Jednak w praktyce nie było to takie proste - zbyt dużo takich możliwości. A na koniec się jeszcze pogubiłem w tych drogach leśnych. Niby oznaczone szlaki bo to drogi PŻ (pożarowe) a jednak coś mi nie wyszło. Przy Rymaniu jak się jedzie na Powalice była oznaczona droga PŻ 11. I te same oznaczenie PŻ 11 widziałem przy ZZO w Rymaniu gdzie zresztą jechałem tą drogą. To na logikę powinienem wyjechać w tym samym miejscu czyli przy ZZO no ale tak nie było. Wyjechałem przed ZZO w Leszczynie (DK6)... Nie wiem czego nie ogarnąłem może gdzieś źle skręciłem jednak? :D Las i ja to nie jest dobre połączenie. No ale zawsze się gdzieś wyjedzie. I zawsze pozostają te nie poznane drogi. Wciąż coś do odkrycia. Niby dzisiaj tak dużo pojeździłem a jak spojrzę na mapę to wciąż mam jeszcze sporo do przejechania... Jeszcze tak dużo do odkrycia. I to tylko w pewnym małym wycinku swojego województwa... Kiedy ja to poznam skoro czasu nie wiele. Nie każdy weekend będę wstanie jeździć (pogoda, może nie będę się dobrze czuł?, albo co innego będzie ważniejsze). No i w cieplejsze letnie weekendy po lasach jeździć też się nie da. Tego robactwa tyle... Wtedy pozostaną do odkrywania inne drogi. Mimo wszystko to i tak byłby długi proces, który potrwa latami aby sensownie jakoś poodkrywać drogi nawet w swoim rejonie. W końcu jest tego aż tyle. A przecież codziennie nie jestem wstanie jeździć i odkrywać kolejnych dróg. No i co najważniejsze nie popełniam teraz błędów które robiłem w poprzednich latach. Nie próbuję zaliczać wszystkich tras jadąc głównie od domu. Bo to przecież nie możliwe do zrealizowania. Jadąc od domu choćby pod te Powalice zrobiłbym 32 km w jedną stronę. A jeszcze powrót. A to czas i możliwości. Wygodniej jest działać jak teraz działam - podjeżdżam sobie gdzieś bliżej i stąd dopiero ruszam w nieznane! A taki trend odkrywcy w sumie na dobrą sprawę zainicjował się dopiero w 2022 r... Długo się na to zbierałem i dopiero wtedy - mając swój samochód mogłem działać i sobie bez przeszkód jeździć. Zresztą wstęp do takich przygód sięga póki co mojego najlepszego rowerowego roku - roku 2020. Wtedy takich wyjazdów (głównie na Szczecin) miałem. No ale już w latach 2022 i obecnie z początkiem 2023 r... Coraz śmielej się jeździ w okoliczne miejsca - dzięki czemu lepiej je poznając. Tylko zainicjowany trend jakieś sensowne rezultaty da dopiero za kilka lat. Kilka lat regularnego jeżdżenia...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1193

  • Trasa nr [łączna]: 1272
  • Trasa nr [na blogu]: 1186
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 1
  • W tym roku: 26

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1260 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1174 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 13050.1 km
  • Stan Licznika Końcowy: 13120.12 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 13045.12 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 25522 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 25592 km

  • Maksymalna prędkość: 29.4 km/h

  • Przejechałem: 70.02 km
  • Przejechałem [msc]: 70.02 km
  • Przebieg roweru [rok]: 765.2 km
  • Przebieg roweru [suma]: 49819.45 km

  • Przejechalem w 2023: 765.2 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 1.913 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 124.5486 [%] km

  • Czas jazdy: 04:38:20 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2939:23:25 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 54:41:37 h
  • Czas Jazdy Suma (marzec): 04:38:20 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3162:49:33 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 04:38:20 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:06:13 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:50 h

  • Średnia: 15.11 km/h
Dzisiejszą trasę rozpocząłem od przyjazdu do Skrzydłowa. Stąd chciałem ruszyć na Powalice przez już znaną mi drogę PŻ14. Dojeżdża się do niej jeszcze przed jeziorem, jest utwardzona od pewnego momentu. W ostatnich trasach już trochę jeździłem po niej choćby na trasie: Nocny las i deszcz. Tylko dzisiaj tam nie trafiłem :( Skręciłem za szybko w drogę, którą poznałem z JS jeszcze w 2022 r.: Serca lasu 2. Na początku byłem pewny, że jadę dobrze. Moja pewność jednak szybko minęła. Jechałem w zabielonych od śniegu krajobrazach. Śnieg pięknie wkomponowywał się w porośnięte mchem drzewa. Miejscami było trudno przejechać. Nie kończąca się bezczelność "zarządców lasów" a dokładnie tych morderców - członków tej zorganizowanej grupy przestępczej - utrudniała poruszanie się po leśnych drogach. Wszystko zniszczone, zajechane. Dość szybko pojąłem, że nie dość, że jadę źle to jeszcze nie wziąłem z samochodu wody na drogę. A specjalnie sobie przygotowałem. A nie spakowałem. Nie chciało mi się już wracać. Zaopatrzyłem się jednak znacznie później dopiero w Sławoborzu. A nim tam dotarłem to jeszcze był kawał drogi przede mną. Dopiero wyjeżdżałem w ten pięknie zaczynający się dzień. Słonecznie - tylko trochę wietrznie było. No ale dlatego wybrałem leśne drogi aby skryć się przed wiatrem. Nie zamierzenie znalazłem się znów w Skrzydłowie, na znanej mi już drodze. Wyjechałem stąd na DK6 i pojechałem do Rymania skąd udałem się do Powalic - aby odkrywać dotąd nieznane drogi. Pokręciłem się przy wiosce, poodkrywałem te tajemnicze drogi i skierowałem się na dotąd mi nie znaną drogę PŻ12. Na ostatniej trasie w tych stronach (#1190) pojechałem dosłownie kawałek tą drogą z JS. Dziś dojechałem do samego końca - wyjeżdżając w Dębicy - skąd wróciłem pod ZZO Rymań, i dalej leśnymi drogami dojechałem do wsi Kalina. Całkiem nowe strony. Piękne i wiejskie klimaty. Pola, łąki i gdzie nie gdzie jeszcze zachowane lasy. Zróżnicowane drogi przez szutrowe, zwykłe leśne, po kamienne płyty jumbo. Gdy byłem już we wsi Kalina to wiedziałem gdzie jestem! Kierowałem się "na oko" na Stare Ślepce. Miałem cel tu dojechać. Tylko po południu w tygodniu byłoby trudno to osiągnąć. Nie dość, że daleko to dni dalej krótkie - zachód słońca co prawda coraz bliżej godziny 18 - dzisiaj np. następował o 17:36. Jednak to dalej daleko do jakiś rozsądnych długości dnia - na takie wyprawy. Trzeba mieć na to więcej czasu. Tak jak dziś miałem - nie wiedziałem gdzie dokładnie jadę tylko przed siebie. Dookoła sporo różnych dróg, które kusiły by w nie wjechać. Na coś trzeba było się jednak zdecydować. Nie wiedząc gdzie jadę - wiedząc tylko tyle, że gdzieś dojadę dojechałem do wsi Stare Ślepce. Wewnątrz wsi, była już tablica Nowe Ślepce. Połączone miejscowości z których wyjechałem na drodze DW162 i skierowałem się na Sławoborze. W Sławoborzu bez trudu odnalazłem drogę do Powalic. Ze względu na kończący się czas i siły tak postanowiłem wracać. Ten kawałek drogi do Powalic okazywał się być jednak strasznie męczący. Co chwilę spore wzniesienia. Ja tak jadę pod obciążeniem, kilometrów przybywa. A zresztą jazda w taką pogodę... I trochę po lasach z sił mnie wypruła. A mimo to nie poddając się jadę dalej. Byle pokonać kolejne wzniesienie, kolejny zakręt. Nieco łatwiej zrobiło się dopiero we wsi Mysłowice, w której mijałem fajny kościółek. Nie podobny do tych zwykle mijanych. Nieco inny, opuszczony i podobno w rękach prywatnych. Co to się w tym kraju dzieje? Tu nawet kościoły sprzedają?!... Kontynuując trasę kolejny raz w dniu dzisiejszym znalazłem się we wsi Powalice. Skierowałem się na Rymań i wspominaną już drogę PŻ11. Jednak nie wyjechałem nią koło ZZO Rymań, gdzie przecież mijałem tabliczki, że jadę drogą PŻ11 i ja tam pojechałem prosto na Kalinę, mijając wówczas po lewej stronie wieś Poradz. Wyjechałem wcześniej. A może i dobrze? Bo bym już na zachód słońca nie zdążył pojechać... Tylko miał na dzisiejszej trasie. I tak zrobiłem sobie jeszcze przygodę, wyjeżdżając z leśnej drogi PŻ11 której nie poznawałem a przecież miałem nią dzisiaj jechać wyjechałem na polanie, tu samotny dom, i drugi opuszczony. Zniszczony. Cóż mi czynić było - zajrzałem do środka. Niby zwykły domek tak? Ale nawet on skrywa ukryte piękno. Widać je na nie których fotkach, które zrobiłem Nikonem. Chodziło o roślinność która w tej ruinie zaczęła rosnąć. Tylko tak swoją drogą, to takie smutne. Niegdyś tu mieszkała jakaś rodzina, wiedli szczęśliwe życie. Dzieci dorośli. Wyjechali. Rodziców do śmierci pewnie nie odwiedzali, jak starsi państwo odeszli nie było już komu się zająć domostwem, które z czasem popadło w taki stan w jakim jest obecnie. A to jest stan taki, że zdroworozsądkowo lepiej w te ruiny nie wchodzić. Chociaż co tam miało się zawalić to się zawaliło. Nie spodziewanie zrobiłem sobie ten mały urbex dzisiaj. I wróciłem nie spodziewanie przez Leszczyn. Według mapy byłem blisko, dróg które mijałem kilka godzin temu (Dębica), a jednak wyjechałem w nowym nie znanym miejscu - skąd od razu pojechałem w drogę powrotną do Skrzydłowa gdzie zostawiłem dzisiaj samochód. Byłem przy samochodzie w okolicach godziny 16. Wyjeżdżałem po godzinie 16. I śpieszno pojechałem do paczkomatu w Płotach. Odebrałem obiektyw na testy i pojechałem na polanę za Truskolasem - gdzie w fajnych okolicznościach spędziłem dzisiejsze późne po południe podziwiając piękny zachód słońca... Szkoda tylko, że samemu. Czasem tak jednak bywa...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa01marca2023zdj1.jpgtrasa01marca2023zdj2.jpgtrasa01marca2023zdj3.jpgtrasa01marca2023zdj4.jpgtrasa01marca2023zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)