Trasa z dzisiejszego dnia, nie dość, że jest najdłuższą obecnego roku to jest najdłuższą trasą od 2016 r. (ostatnie 2 lata)! I co najważniejsze, jest także drugą co do długości trasą w historii moich rowerowych wojaży. Do tej pory było tak, że zrobiłem 150 km, po nich zrobiłem 208 km w 2015 r. Nigdy potem (po 2015 r.) nie zrobiłem niczego pomiędzy 150 a 200 km. Aż do dzisiaj! Dzisiejszego dnia musiałem się zmierzyć z wieloma trudnościami jakie przede mną życie stwarza. Musiałem pokonać problemy z rowerem (które w ostatniej jeździe, i dzisiejszej) występuje. Musiałem dać sobie radę z pogodą (upał - chyba? przynajmniej tak ludzie mówią, ja tego nie odczuwam), i musiałem sobie dać radę z tym, że dzisiaj nie jest mój dzień. Jest to niezaprzeczalnie sukces, mój mały sukces, kolejna cegiełka do budowania marzeń, historii rowerowych. To, że się nie poddałem może mnie budować na kolejnych wyjazdach, i wskazać jedną cholernie ważną rzecz, że siłą marzeń jest się wstanie wszystko osiągnąć. Wystarczy się nie poddawać. Co by było gdybym się poddał, gdybym zrobił inną trasę? Pewnie nic złego by się nie stało, jakoś bym to sobie wytłumaczył, coś tam bym sobie wmówił i byłoby ok. Najwyżej skończyłbym dzisiejszy dzień na przejechaniu ok. 100 km. może nie. Czy w te wakacje znalazłbym sobie znów dość sił by powtórzyć ten wyczyn, by pojechać? Tego nie wiem. Jest jeszcze za wcześnie by o tym myśleć, by to wiedzieć. Wakacje się jeszcze nie skończyły. Przede mną jeszcze 1,5 msc regularnego jeżdżenia. Jeszcze tyle się może zdarzyć. Na myśl, przychodzą mi rozmyślenia jakim poddawałem się gdzieś w MAJU. Nie pamiętam czy o tym na blogu pisałem, czy do kogoś, że chciałbym tak móc udać się na koniec roku, by dowiedzieć się jakie trasy mnie czekają, gdzie będę jeździł, ile kilometrów zrobię. Jakie jeszcze wpisy się na blogu pojawią! Myśli były skoncentrowane wokół wielu wspaniałych wypraw, jakie miałem w miesiącu MAJU, to w rzeczy samej interesowało mnie czy dobry prym się zachowa, i gdzie mnie to wszystko doprowadzi. To by było jednak dość smutne, z mojej obecnej perspektywy wiedzieć dokąd dojdę i co osiągnę. Wspaniale i pięknie jest móc do tego dochodzić, odkrywać karty historii, niż znać przyszłość, wiedzieć gdzie będę, jak to wszystko się skończy za kilka lat. Nie ukrywam, że ciekaw jestem czy uda mi się pokonać trasę czy nie. Szczególnie, że nie jest to krótki dystans. Tak mam przy każdej długiej trasie, że nie wiem jak ona się skończy. Ja mogę tylko chcieć pojechać, ja mogę tylko chcieć coś zrobić a to czy się uda nie jest do końca zależne ode mnie. Czasem się po prostu nie udaje, z różnych powodów. Dzisiaj też mogło tak być. Dzisiaj mogłem się poddać nim jeszcze zacząłem. Wszystko sprowadza się do dzisiejszej nocy, która do lekkich nie należy. Noc między 08.08 a 09.08, gorąca, długa. Jeszcze późno poszedłem spać bo byłem zajęty obserwowaniem burzy (i nagrywaniu jej). Poszedłem taki podekscytowany pięknymi zdjęciami burzy, które zrobiłem - w późnych godzinach (ok. 23), długo zasnąć nie mogłem. W nocy też mi się źle spało. Jest po prostu za gorąco. Na dworze jest ponad 20℃ w nocy. Nie ma praktycznie wiatru. Pootwierane okna, włączony wentylator na nie wiele się zdały. Wstałem tuż po godzinie 5. Taki zmęczony, nie czułem się dobrze. Nawet napisałem do znajomego, i przyjaciółki na GG, że raczej się dzisiaj w trasę nie wybiorę. A już zdążyłem się pochwalić, że dzisiaj chcę jechać na dłuższą wyprawę. Całodniowy wojaż. Nie prosty teren, nie prosta trasa. To poważne wyzwanie i takim z pewnością jest dla każdego. Jednak co sprawiło, że zmieniłem zdanie? Ok. godziny 7 rano gdy już zdążyłem dojść do siebie, powiedziałem sobie tak, że pieprzyć to wszystko. Przecież raz się żyje i jak nie spróbuję to nie dowiem się czym dam sobie radę czy nie dam. W ogóle, dzisiaj miałem w planie jechać na rower, tak wypada mój trening. Więc w najgorszym razie mógłbym zrobić coś krótszego a w trasę po nadmorskich miejscowościach wybrać się np. w sobotę (11.08) w tym tygodniu. Albo w ogóle innego dnia. Myślę jednak, że dobrze się stało, że pojechałem. Nie mam tego na blogu, nie odwołam się do konkretnych wpisów ale w 2015 r., często tak miałem, że najlepsze wojaże, najpiękniejsze trasy były wtedy gdy nie chciało mi się jechać, lub ciężko mi było gdzieś pojechać, lub w samej trasie nie czułem się początkowo na siłach aby gdzieś jechać. W trakcie trasy jest jednak inaczej, jedzie się wiele godzin, ma się sporo czasu na różne myśli. W końcu nie robi się w trasie nic, co wymaga myślenia. Zwykłe proste czynności - można rzec mechaniczne, kręcić nogami, i przed siebie! Tylko gdybym się poddał, nie pojechał. Nie spędziłbym mile czasu i nie miałbym wspaniałej przygody! Każdy mój wyjazd jest dla mnie ważny, każdy z nich (porażka, sukces, nieudany czy udany) składa się na to co jestem wstanie osiągnąć i co w konsekwencji osiągam. I tak mogę wspomnieć wiele wspaniałych przygód, wspaniałych tras, które przed laty zrobiłem. Jedną z ważniejszych była przygoda w Podłęcze Przygoda w Podłęcze. Piękna trasa, którą zrobiłem tylko dlatego, że nie wyszło mi na poprzednich wyjazdach i nie czułem się na siłach, jechać na coś innego, ambitniejszego. Co przełożyło się na piękną historię, i naprawdę piękną trasę! Zachęcam do poczytania wpisów z poprzednich lat, nie tylko obecnych. W końcu moja historia budowana jest na bazie doświadczeń i tych mniejszych i tych większych. No i każdy mój wyjazd nie jest długi, przeważnie mam krótkie wyjazdy, tylko niektóre są długie. Przecież nie liczy się to jak zaczynamy a jak kończymy! Jednym słowem, kończąc wstęp - dzisiejszy wojaż się w pełni udał. W trasie spędziłem cały dzień ale było warto. Wyjechałem tuż przed godziną 7 rano, pod jarany zdjęciami burzy, które wczoraj robiłem, wydobyłem sobie z plików video dosłownie kilka piorunująco pięknych ujęć piorunów. Z rana nie miałem czasu się tym bawić. Do selekcji jest ponad 100 000 zdjęć (klatka po klatce) z nagrań. A mnie czekała trasa. Oczywiście jadąc w trasę, nie wiedziałem czy mi się uda. Czy podobałam. Tak jest zawsze, nie wiem tego aż do chwili gdy dojadę do domu. Wtedy wiem, że się udało i mogę się pochwalić - dystansem, i przygodami a tych jest co nie miara! Ostatnie przygody sprowadzają się coraz częściej do różnych form barbarzyństwa wobec zwierząt, innych ludzi, nie pohamowanego i zbyt dużego wzrostu samochodów na drogach, dalszej wycinki drzew, anomalii pogodowych. Dzisiejsza trasa, może ze względu na swoją długość, jest odpowiedzią na każdy z tych problemów. Ale nie tylko. Dzisiejszy wyjazd był o tyle trudny, że musiałem sobie poradzić z problemami z rowerem, który często się "blokował", ciężko mi się przez to jechało, silnym wiatrem przy nadmorskich miejscowościach, a także z tym, że dzisiaj nie jest mój dzień. To sprawiło, że na tych nie całych 166 km, które zrobiłem spędziłem cały dzień. Wyjechałem w trasę przed godziną 8. Wróciłem po godzinie 19. Spędziłem więc na trasie ponad 11h. Z czasu samej jazdy mam 9.5h więc bardzo dużo! 9.5h siedzenia na dupsku na rowerze i zasuwania do przodu!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 272
Trasa nr [łączna]: 356
Trasa nr [na blogu]: 270
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 85
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 352 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 266 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 7042.93 km
Stan Licznika Końcowy: 7208.64 km
Stan Licznika Końcowy2*: 7117.61 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6794 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 6959 km
Maksymalna prędkość: 49.8 km/h
Przejechałem: 165.71 km
Przejechałem [msc]: 339.09 km
Przebieg roweru [rok]: 3655.49 km
Przebieg roweru [suma]: 14526.3 km
Przejechalem w 2018: 3655.49 km
Podroż dookoła świata (2018) 9.1387 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 36.3157 [%] km
Czas jazdy: 09:31:39 h
Czas Jazdy Suma (blog): 697:02:57 h
Czas Jazdy Suma (2018): 229:58:36 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 19:21:33 h
Czas Jazdy Suma (ever): 920:29:05 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:52:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:20 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:33:46 h
Średnia: 17.41 km/h
Dzisiejsza trasa tj. zacząłem wspominać, zaczęła się dla mnie przed godziną 8 rano. Zaczęła się spokojnym i wyważonym tempem. Nigdzie się nie spieszyłem. Nie jadę w końcu na czas. Nigdzie mi się nie spieszy. Dla mnie liczy się przejechanie trasy. Nie ważne ile spędzę na niej czasu, liczy się to, że dojechałem, że się udało. A bardziej liczy się fakt podjęcia wyzwania. Nie wiele osób zdecydowało by się na takie wyzwanie i całodniową trasę. A dzisiaj naprawdę było to dla mnie wyzwanie (głównie przez rower), ciężko idzie. Często tak było, że ciężko szedł. Jeszcze przed Międzyzdrojami na to narzekałem, że ciężko idzie, że się blokuje. Jednak się nie poddawałem i jechałem dalej, mijając dzisiaj wiele obrazów nędzy i rozpaczy. Na szlakach moich tras, spotykam coraz więcej brutalnie zamordowanych dzikich zwierząt i domowych - koty, psy. I z dzikich głównie sarny, jelenie, rzadziej dziki. A także drobna zwierzyna (jerze, jakieś węże). Przez jakiś czas, dostrzegałem to rzadko, chodź częściej dostrzega się ogromne plamy wyschniętej krwi na drodze. Zarówno dzisiaj, jak i na poprzednich trasach (The Lost: Kuba oraz "Miarą sukcesu jest suma porażek"). Natknąłem się na bardzo dużą ilość zamordowanych zwierząt na drodze. Zjawisko rośnie, dzisiejsza trasa nie jest pierwszą gdzie przychodzi mi oglądać takie sceny : Przejechane koty, sarny (albo jelonki). Do tego przeważająca głupota ludzi, tych pseudo kierowców. Niektórzy są po prostu: POJEBANI. Opublikuję na dniach na YouTube fragment filmu z dzisiejszego dnia, gdy jechałem już przez Dziwnów do Dziwnówka. Przed przejściem dla pieszych wyprzedził mnie luksusowy czerwony samochodów. Za kierownicą jakiś młody debil, obok jakaś młoda kobieta co skąpi na ubrania, bo wszystko takie krótkie, przejrzyste :O, skurwysyn wyprzedził mnie, i zajechał mi drogę zmuszając do gwałtownego hamowania. Nie rozumiem tylko jaki miał w tym cel? A może po prostu jest PIERDOLNIĘTY?! Aha, jechał na niemieckich blachach. W sumie nad morzem prawie każdy samochód, który mnie mijał jest z Niemiec. Nie bez powodu przyrównuję ten wpis. To właśnie takie KURWY JEBANE, jak ta kurwa w luksusowym samochodzie jest prowodyrem wypadków i kolizji na drogach, zabójcą zwierzyny na drogach, oraz aby chronić życie takiego czuba, politycy z gmin / powiatów chcą wycinać przydrożne drzewa. Na co stanowczo się nie zgadzam! Dla mnie życie takiego śmiecia nie jest warte wycięcia drzew. Drzewa nie są niczemu winne! Przykład takich bulwersujących decyzji sprowadza się chociażby do drogi na Unin z Wolina (Unin - nadmorska przygoda). To nie jest jednak jedyny przykład, gdzie planowane są wycinki drzew. Takie przymiarki są również na drodze do Makowic! O tym na blogu jeszcze nie wspominałem, w ostatnie dnie częściej bywałem samochodem w Makowicach niż rowerem, nie mniej są podpisane drzewa, prawdopodobnie lokalni włodziarze chcą je usunąć. Takie wydarzenia nie mają jednak miejsca tylko u mnie. Z pewnością u wielu z was, czytelnicy, takie działania mają miejsce, że wycina się drzewa przy drogach bo podobno są niebezpieczne, są wypadki (w tym śmiertelne). Ale to nie jest kurwa wina drzew, że jakiś jeden debil z drugim, nie potrafi jeździć. Przykład właśnie tej kurwy w Dziwnowie, co on zrobił. Jestem przekonany, że ta osoba ze swoim luksusowym autem skończy właśnie na drzewie, w rowie albo chuj wie gdzie. To tylko kwestia czasu, gdzie przyjdzie na niego pora i się rozbije. Jak już jestem w temacie drzew, źle się dzieje w okolicy Wysokiej Kamieńskiej - także Rokity. To bardzo zalesiony teren, który jest ogołacany z drzew. Problemem szerzej zajmowałem się w 2017 r., gdy prowadziłem rejestr ciężarówek z drzewem. W tym roku go nie prowadzę, ale ich ilość jest bardzo duża. Ma to wpływ na drogi, które są nieustannie niszczone. Na bezpieczeństwo na drogach. Oraz na zmiany pogodowe! Przecież te zmiany nie wynikają z niczego! Zakłóca się równowagę w przyrodzie! Wycina drzewa, morduje się zwierzęta! Dzika zwierzyna nie ma gdzie się podziać bo ludzie nieustannie zabierają jej dom. Zasiedla się kolejne tereny, które niegdyś były naturą. Wszystko się tak zmienia - na gorsze. Te wszystkie zjawiska miałem okazję dzisiaj obserwować. Jechałem cały czas głównymi drogami, bardzo ruchliwymi. Nie dzieje się za dobrze. Co krok coraz to nowsze tragedie. Do wszystkiego zdążę jednak dojść! Na początku nie wydawało się tak źle, ruszyłem moimi ulubionymi drogami, DW108 do Golczewa. Po wczorajszej burzy było widać jeszcze jej ślady. Gdzieniegdzie zostały kałuże, jakieś złamane gałęzie. Od samego rana, gdy wyjechałem panowała przyjemna duchota, która z czasem się zmagała. Tak sobie jechałem, spokojnie przed siebie. Do Golczewa. Po drodze mijałem bardzo duży ruch samochodów ciężarowych. Widać wczesne godziny sprzyjają pojawianiu się ciężkiego sprzętu na drogach. Szkoda tylko, że powodują taką dewastację nawierzchni, zabijają zwierzynę :( Na początku jechało mi się w miarę ok. Nieco nuda mnie łapie, bo już wiele razy tymi drogami jechałem, w ostatnich dniach także, a teraz jadę znów. I tak mijam (znowu) Golczewo, Gadom, Kretlewo. Znajduję się cały czas na DW108. Są wczesne poranne godziny. Dobrze mi się jedzie. Przyjemnie mija czas. Przed Parłówkiem już się przyjemnie, nie jechało. Wizję piękności niszczyły także samochody z drzewem. Gdy mijałem Wysoką Kamieńską widziałem takiego bandytę na drodze z Wysokiej Kamieńskiej do Rokity, który ładował zamordowane drzewa na siebie. Wcześniej przed Wysoką Kamieńską mijałem się z taką ciężarówką. Tak zapierdalała na łuku drogi, że nie wiele brakowało aby się przewróciła, bele wypadły na drogę i najprawdopodobniej zabiły tych, których by dosięgły.. Więc na drogach nie jest bezpiecznie, jest za ciasno. Za dużo samochodów i zbyt wielu debili w tych autach jeździ. Wkrótce jechało mi się jednak lepiej (no i wspomnę jeszcze, że po drodze mijałem martwą zwierzynę o czym wspominałem). Najbardziej szkoda mi zwierząt domowych, bo to w okolicy wsi jest. Najpewniej jakieś dziecko tęskni za tym zwierzątkiem :( Tak jak wspominam, wkrótce jechało się lepiej bo zjechałem na w fragmentach trasę S3. Obwodnicę Parłówka, którą jechałem do samych Międzyzdrojów. Po drodze mijałem dwa termometry przydrożne. Pierwszy zaraz w Parłówku, drugi na obwodnicy Wolina. Ten w Parłówku dawał takie wskazania: temp. powietrza: 25.7℃, asfalt 38.8℃. Miało to miejsce o godzinie 10:10. Następny postój był przy Wolinie. Tam temperatura zdążyła już wzrosnąć wskazując: temp. powietrza: 27.6℃, asfalt 42.5℃. Dla mnie ważna jest informacja o nagrzaniu asfaltu. O godzinie 10:39 asfalt miał ponad 40℃. W innych miejscach pewnie podobnie. I pojawianie się teraz na drogach samochodów, w szczególności ciężarówek bardzo niszczy tą drogę co jest złe : Na ten problem zwracałem wielokrotnie uwagę. To jest złe samo w sobie! Nie powinno się w taką pogodę jeździć samochodami! To tylko niepotrzebne ryzyko.. I tak wszystko gna nad morze itd. W ogóle nie rozumiem dokąd Ci wszyscy ludzie gnają, dokąd się tak spieszą! Nie mniej moja trasa trwała w najlepsze jechałem do Międzyzdroi. Na trasie S3/DK3 ogromny (przeogromny) ruch samochodów. Jeden za drugim, jeden za drugim. Już za Wolinem miałem dość tych samochodów. To już każdego zacznie męczyć, ich nieustające jeżdżenie, ten hałas, szum, spaliny. Wkrótce, na wysokości wsi Płocin, gdzie miałem miały postój, byłem świadkiem kolejnego smutnego obrazu. Stałem na przystanku autobusowym. Wkrótce przekonałem się gdzie stoję. Cmentarzysko pasiastych owadów. Pszczoły, osy, i inne. W dużej ilości zabite, martwe. Zastanawiam się co im się stało. Prawdopodobnie opryski na pobliskich polach je zabiły...Kolejny powód dla którego nawiedza nas tyle kataklizmów, zmian pogody itd. Ludzkość za bardzo niszczy naturę. Cóż, one są już martwe nie pomoże im się. Ale można zrobić COŚ by podobne sytuacje nie miały miejsca! To potrzebne dla natury (i dla nas ludzi też) owady! W końcu one zapylają rośliny itd. A ludzie w swej głupocie je mordują. Wkrótce pojechałem dalej, im byłem bliżej Międzyzdroi tym gorzej mi się jechało. Nie dość, że samochody mnie już męczyły i wkurwiały tym ciągłym jeżdżeniem to w jedną, to w drugą, ten hałas, itd. to jest takie męczące. To jeszcze rower dawał się we znaki, źle chodził, ciężko się jechało. A co miałem teraz zrobić?! Miałem się poddać i wrócić z pod Międzyzdroi gdy już miałem zrobione ok. 60 km?! Eh. nie. Nie było wyjścia, pojechałem dalej. I tak wkrótce wjechałem do Międzyzdroi. Tam rowerem byłem w pamiętnej trasie z 11.09.2014 oraz z 29.08.2015 r. Od tamtych lat, nie byłem w tych rejonach rowerem aż do dzisiaj! Zajechałem sobie na Molo, byłem na plaży! :) Uwaliłem buty w piachu, rower. Chciałem pojechać wybrzeżem, ale nie dało rady! Za grząsko :)
Nawet iść się nie da a co dopiero jechać - he he. I tak wkrótce minąłem wakacyjny kurort, i udałem się w stronę Pobierowa drogą DW102. Tu mogłem odpocząć od samochodów, było ich o wiele mniej. Mijałem krajobrazowe tereny Wolińskiego Parku Narodowego. Teren pod górkę, z górki - i takie skrajności od prędkości 8-13 km/h do 30-50 km/h! I tak pod Kołczewo. Za Kołczewem już bardziej prosty teren, który sprowadził mnie do stron nadmorskich kurortów między innymi Międzywodzia, Dziwnowa i Dziwnówka - gdzie właśnie w Dziwnówku miałem dwa zdarzenia z samochodami. Jedna kurwa sobie trąbi bez powodu, a druga zajeżdża drogę w niebezpieczny sposób -.- banda skurwysynów. Nie wspomnę, że miałem w Międzywodziu zrobione już 74 km, do domu czekało mnie jeszcze 92 km. Wtedy jednak nie zdawałem sobie sprawy, że aż tyle. Sądziłem, że ok. 86 km (liczyłem, że do Trzebiatowa mam 44) z Trzebiatowa już tylko 30. Więc jakieś 86 km. Pomyliłem się w sumie o nie dużo, o jakieś 6 km. Rozważałem nawet czy nie jechać przez Kamień Pomorski do Świerzna (DW103). Ale nie! Dzisiaj wola walki mimo zmęczenia się mnie trzymała. Miałem zrobione prawie 90 km a byłem trochę zmęczony. Rower przez wiele kilometrów dawał mi się we znaki, męczył mnie. Wiedziałem, że mam do przejechania kawał drogi. Nie poddawałem się! Radio też mnie zaczęło denerwować. Ta sama historia, rozłącza się. To chyba jednak nie wina pendrive, jak na początku sądziłem. Faktycznie radio ma jakąś wadę i chyba je zmienię, w przeciwnym razie na pewno we złości je rozpierdolę :) No cóż, moja próba trwała dalej, jechałem do Pobierowa, by minąć praktycznie takie jakby to ująć takie 4-ro 5-cio mieście? ;) Pobierowo i pobliskie miasta, to ogromny kurort nadmorskich miejscowości, nieustannie rozwijający się, powstają nowe zabudowania, drogi. I tu mamy w zasadzie jedno miasto przy drugim. Zaczyna się od Pobierowa, na jego końcu jest Trzęsacz, Rewal, a dalej Niechorze i Pogorzelica. Te mieściny dziś odwiedziłem. Starałem się jechać nabrzeżem. Tylko w Rewalu nieco zwątpiłem w swoją orientację i pojechałem drogą DW102 do Niechorza. A mogłem normalnie przez centrum Rewala jechać do tego Niechorza, które minąłem, i znalazłem się w Pogorzelicy. Czyli tak naprawdę takie 5-cio mieście. Skoro jest Trójmiasto (3city), to czemu miałoby nie być (5cio) miasto? W zasadzie ciężko rozróżnić Trzęsacz od Rewala. One już ewidentnie ze sobą graniczą. Mała przerwa jest do Niechorza, ale to też kwestia czasu. Jak dla mnie powinni z tego zrobić jedno miasto, o jednej nazwie. Po co te niepotrzebne komplikacje? ;) No i tak, z Pogorzelicy okazało się, że do Trzebiatowa kawał drogi. Byłem zmęczony, źle mi się jechało, rower nieustannie ciężko jechał. Do tego wiał tak silny wiatr, że szlak mnie przy tym trafiał. Moja droga do Trzebiatowa to masakra. Jechałem bardzo wolno, częste postoje. Rekomendacją były przepiękne, bardzo rozbudowane wsie, ale wciąż dające przepiękny widok na bezkres pól :)) Takie miejscowości jak Rogozina, Zapolice. Takie wsie, do rozwijającego się mocno przymorskiego regionu. Pamiętam te strony od Pogorzelicy z dawnych dawnych lat. Dawno temu jeździł tędy autobus PKS Gryfice. Dzisiaj widzę, że znów jeździ. I autobus i bus Bart-Wala ;] A ja już tyle lat nad morze nie jeździłem autobusem. A zresztą za dziecka bywało się w tej Pogorzelicy całej. Teraz się sporo zmieniło, mocno rozbudowało miasto. Na wyjeździe z Pogorzelicy - usuwane są drzewa, budowane chodniki, poprawiane drogi. Sporo się dzieje. I sporo zmienia. Nie naruszone tereny są jednak na samej drodze DW102 do Trzebiatowa, gdzie w wielu miejscach jest przepięknie. Jakoś dojechałem. Ale naprawdę ciężko mi było do Trzebiatowa dojechać. Minąłem Trzebiatów z problemami z jazdą. Nie oszukujmy się ale mi dzisiaj już źle się jechało po przejechaniu 70 km. Przy 101 km było naprawdę ciężko (wtedy byłem na wyjeździe z Pobierowa, nie długo miałem wjechać do Trzęsacza) i ruszyć dalej. I to nie jest problem kondycyjny o czym świadczyć może cytowana już dzisiaj jazda na Unin, gdzie zrobiłem ponad 130 km i nic mi nie było. To mnie jednak nie złamało. Mojego ducha walki było dzisiaj ciężko złamać. Dzień powoli się kończył. Było już późne popołudnie jak dojeżdżałem do Trzebiatowa. Za Trzebiatowem zrobiłem sobie jeszcze jeden postój. Tu pogoda była już całkiem inna, nie wiało tak, rower przestał źle działać. I jak ruszyłem - to ruszyłem z impetem, prędkości > 20 km/h czasem nawet ok. 30 km/h a nawet >30km/h! I tak już ładnie, bez zmęczenia, bez problemu dojechałem do Gryfic drogą DW109. Z Gryfic też bez większego problemu wróciłem, w kończącym się dzisiejszym przepięknym dniu. To trochę zabawne, od ok. 60 km do 130 km (czyli jeszcze przed Międzyzdrojami) do Trzebiatowa jechało mi się strasznie źle. Miejscami jechałem masakrycznie wolno. Najgorszej było na odcinku Pobierowo-Trzebiatów. A od Trzebiatowa pokonałem drogę do domu ze średnią lekko licząc 18-20km/h. Bardzo ładnie jechałem na tym odcinku i nie czułem zmęczenia. Prowadziły mnie moje ulubione piosenki, dodające mi sił ;) Pozytywne myślenie :) Spędziłem dzisiaj na rowerze cały dzień. Naprawdę było warto. Przeżyłem przepiękną niepowtarzalną przygodę! Chodź miała ona swoje ciemne strony. W końcu na trasie sporo się wydarzyło, sporo ludzi mijałem, sporo wydarzeń nagrałem. Miałem wiele różnych myśli, na różne tematy - głównie właśnie na zmieniający się świat, zmiany klimatyczne, i nieustanne ekspansje ziem, przez rozwijające się miasta. Będąc w Gryficach, a w zasadzie na wyjeździe z Gryfic zrobiłem sobie przerwę tradycyjnie na ulicy Żwirka i Muchomorka ;) Taki stały punkt, powrotów z długich wojaży przez Gryfice. Na dzisiejszej trasie miałem okazję zobaczyć jak tam wyglądają planowane remonty na DW109, pisałem o tym na trasie: Bałtyckie Morze - Mrzeżyno. W zasadzie wiele się nie zmieniło. Prócz samego Trzebiatowa, gdzie faktycznie wymienia się nawierzchnię mocno zniszczonej drogi. Sama droga DW109 nie jest jednak dalej remontowana :) Chodź widać na niej nawet na odcinku Trzebiatów->Gryfice liczne ubytki. Nie lepiej wygląda sytuacja na DW102, która jest remontowana od zeszłego roku. Remonty są prowadzone na odcinkach, głównie przy Pobierowie. I nadal się nie skończyły. Idą wolno. I nie jestem przekonany, czy ten cyrk zakończy się do przyszłego roku. Wkrótce moja trasa miała dobiec końca. Byłem już na ostatniej prostej. Tutaj nie miałem innego wyjścia jak dojechać co uczyniłem. Im byłem bliżej rodzimych stron, tym częściej spoglądałem na niebo, na którym pojawiała się tajemnicza różowa chmura burzowa. Zdradzę tylko, że burza z nawałnicą dzisiaj była (ale to miało miejsce po godzinie 24.00 czyli już 10.08.2018). A wspominam o tym, bo zagrożenie, takiego pogodowego zdarzenia ciążyło na całym dzisiejszym dniu. To jednak nie mogło oznaczać, że cały dzień miałbym podporządkować sobie pogodzie, i negatywne zjawiska pogodowe faktycznie nadeszły, ale już po tym jak wróciłem do domu po trasie. To miałbym stracić moją szansę na wojaż, sprawdzenie się i miłe spędzenie czasu (do pewnego stopnia, bo psujący się rower zabija te miłe), tylko dlatego, że jest pogodowe zagrożenie, które na dobrą sprawę mogło się w ogóle nie sprawdzić?! O nieee.. Dobrze sobie dzisiejszego ranka powiedziałem, że żyje się raz, i nic nie tracę próbując i podejmując wyzwania! To teraz szykuje się do kolejnego wyzwania - trasy > 200 km! Planuję ją zrobić w ostatnie dni Sierpnia. Czy mi się uda? Jak zwykle czas pokaże. (ps. a gdybym się tak przeniósł do ostatniego dnia roku, i sprawdził jakie zrobiłem trasy co mi się udało zrobić a co nie? ;) to by było ciekawe co nie?) ;)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)