Trasa z dnia dzisiejszego jest takim moim mocno formalnym powrotem "do gry". Po ostatniej 50-tce tak wyszło bardzo pechowo, że się dość mocno rozchorowałem i sporo straciłem. Sporo nadziei na lepsze jutro. Teraz dochodzę do siebie, czego wynikiem jest sprostanie nie łatwej trasie 50-tce. Zawsze uważałem, że dystans 50 km to już jest coś. Wróćmy jednak do tej ostatniej 50-tki: Trasa 50-tka:
"nieprzerwana przerwą". Jak tak patrzę po ilościach wpisów to nie wiele się dzieje. Dopiero 3 wpisy mnie dzielą od tej jazdy :( No ale tak wyszło, że dopiero choroba w tym tygodniu mnie opuściła. Wziąłem się więc za jazdę. Pogoda tutaj sporo psuła. No i tak naprawdę od środowego dnia (20.10) -> Makowice: Zagrobowy powrót. Nie minęło wcale dużo czasu. To chyba ja mam jakieś niewłaściwe spojrzenie na mijający czas. Czuję się taki wyrwany z normalności, w której tkwiłem przed tym zachorowaniem. Gdyby nie to zachorowanie to wpisów byłoby więcej. A tak wszystko będzie się dla mnie jeszcze jakiś czas tak dłużyć. Zarówno ten czas powrotu "do normalności", "do gry", jak również czas który mija od tego na długo - ponad 2 lata - oczekiwanego wyjazdu na X Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego! W normalnych warunkach pewnie wiele razy bym o nim wspomniał. Teraz niekoniecznie. Trudno stwierdzić czy zaprzeczyć czy to nie sytuacja z wyjazdu mnie na tyle osłabiła, że tak poważne choróbsko rozłożyło mnie na prawie 2 tygodnie... Czy zaszkodziły mi interakcje w szkole. W końcu właśnie w szkole wiele osób chorych było, najpierw dzieci. Potem nauczyciele. Zresztą spore absencje z tego powodu nadal trwają. I wszyscy mają te same objawy i problemy - właśnie związane z zatokami. Wobec tego właśnie takie wirusy panują. No ale osłabienie wynikające np. z jazdy w kasku co utrudnia jednocześnie jazdę w czapce - mogło nie być bez znaczenia. Także choćby dla zasady: jebać gryfusów, tych pseudo sportowców. Nie twierdzę, że każdy w barwach gryfusów jest zły. Tylko co poniektórzy owszem. A już w szczególności zastępca prezesa niejaki wojtasek. Co ma kurwa tak duży pień w dupie wsadzony, że każde takie odpierdalanie pewnie przyjemnie go łaskocze. Skurwiel jebany. Jak sobie tylko o nim przypomnę to się taki nerwowy robię. Kurwa, zajebałbym skurwysyna pierdolonego. No ale dość o tych chorych wyznawcach gryfusów. Choroba mnie rozłożyła. Rozłożyła także moje regularne jeżdżenie trasami 50-tkami. W zasadzie w zeszłym tygodniu nie robiłem tej trasy - na koniec obecnego tygodnia się udało! Zrobiło się już tak bardzo jesiennie. Kolorowo. Ale też smutno :(
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 933
Trasa nr [łączna]: 1014
Trasa nr [na blogu]: 928
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 188
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1004 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 918 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3635.74 km
Stan Licznika Końcowy: 3686.61 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3686.98 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16258 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 16309 km
Maksymalna prędkość: 29.3 km/h
Przejechałem: 50.87 km
Przejechałem [msc]: 443.32 km
Przebieg roweru [rok]: 8367.79 km
Przebieg roweru [suma]: 40379.15 km
Przejechalem w 2021: 8367.79 km
Podroż dookoła świata (2021) 20.9195 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 100.9479 [%] km
Czas jazdy: 02:46:45 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2318:04:04 h
Czas Jazdy Suma (2021): 517:30:24 h
Czas Jazdy Suma (październik): 25:34:17 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2541:30:12 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:11:47 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:45:10 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:04 h
Średnia: 18.39 km/h
Dzisiejsza trasa poprowadziła mnie kolorowymi szlakami trasy 50-tki. W odróżnieniu od dnia wczorajszego: Trasa "20-stka": Jesienne zmagania było lepiej - mniej wiało, i było cieplej. Pomimo tego, że poranek zaczął się chłodno i z aferami. Nie milkną echa po wczorajszej wodociągowo-kanalizacyjnej aferze w bloku. A to dochodzą kolejne. Znowu mam spięcia z tymi skurwysynami z facebooka, co się kurwy rządzić tak zaczęli. Nigdy wcześniej nie było z nimi takich afer jak teraz. A teraz dosłownie za wszystko uwalają. W październiku mam już drugi raz blokadę pisania - pierwszy raz miałem na 24h, teraz mam na 72h. I w obydwu przypadkach czuję się niewinnie. A wszelkie odwołania to są jakieś kpiny. A do tego nie są dostępne dla mojego języka. Nie można skontaktować się, napisać do żadnego człowieka w celu wyjaśnienia sytuacji. Pierdolone algorytmy coś stwierdzą i żadnej realnej drogi odwołania nie ma. Nie zależy im na ludziach na niczym. Więc w bezprecedensowy sposób niszczą jednostki. Banda skurwysynów. Tak bardzo życzę im tego, życzę też sobie abym tego dnia dotrwał, że ten pierdolony Facebook upadnie, że się tak zepsuje, że już nie stanie. Świat nie potrzebuje tych wielkich korporacji co wszystko i wszystkich zniewolili. Świat potrzebuje trochę wolności i przyzwoitości, której tak bardzo mu brakuje. To w sumie wpisuje się w melancholijny nastrój dzisiejszej trasy. Towarzyszyła mi przez jego większą część, prześliczna piosenka wykonawcy: Nad Porami Roku - Tak Bym Chciał - Tak bym chciał , tak bym chciał, tak bym chciał
być dla ciebie wszystkim co najlepsze,
chciałbym cały bezmiar szczęścia dać i ramiona,
w których jest bezpiecznie.. Piękna prawda? Tak bardzo wpisywała się w te malownicze krajobrazy, w których zrobiłem kilka zdjęć. Więcej się nie dało w sumie. Ten pieprzony aparat Sony DSC HX350, który mam tak się psuje, że nie jest to możliwe. Robienie zdjęć nim to żadna przyjemność tylko wkurwianie się, że coś nie działa, że się rozłącza czy wyłącza. Nie jestem sobie wstanie nic ustawić. Ehh. Nie ma wyjścia. Trzeba szybciej składać kasę i zakupić coś sensownego niż jakieś rozjebane gówno, które do niczego się nie nadaje. To jedna z przykrych elementów trasy. Inne z tych przykrości mogą być już duchowne. Taki cały weekend mam nie spokojny. A to przez tą pogodę. Jak byłem chory to pogoda była ok. Jak jestem zdrowy to pogoda jest do bani. I to ani w ten weekend gdzieś pojechać, ani wyjść. Tylko zostaje się samemu z tym wszystkim. Jeszcze wszystko dookoła się sypie. Brak zgody w rodzinie. Patologia w rodzinie, patologia wśród sąsiadów w bloku. A ta najbardziej uwidacznia się w przypadku gdy się dzieje jakieś nieszczęście. Wtedy najlepiej widać kto jaki jest - nadal chodzi mi o tą gównianą sytuację w zasadzie z piątkowego po południa (22.10). Jeszcze pewnie parę dni temat będzie dawał o sobie znać. No ale co poradzić. Z każdą chwilą życie toczy się dalej, i nikt się nie użala nad losem jednostek. A ten choćby mój los, taki smutny :( Jakby jeszcze pogoda była inna. Okoliczności inne. Może poszedłbym w cholerę na cały dzień na rower. To też czułbym się inaczej. A tak czuję się taki smutny. Najchętniej w sobotę czy jeszcze w piątek po południu wróciłbym do szkoły gdzie pracuję.. Tam przynajmniej nie czuję się samotnie. Nie lubię weekendów, z których nic nie mam. Każdy wraca do swoich rodzin. jakoś ten czas im mija. A ja do czego wracam? Do patologicznego środowiska, z którego się wywodzę i jedynej nadziei, że wkrótce po weekendzie znów wrócę do lepszego świata? Eh. Tak bym chciał, tak bym chciał być teraz w lepszym miejscu, w którym nie ma smutków i złości, w którym mogę na Ciebie liczyć... Tak bym chciał, tak bym chciał.... Tylko dzisiejsza trasa choć trochę radości mi do życia wnosi. Lecz szybko zabija ją ten kolejny konflikt z Facebookiem. Gdzie od razu jako zwykły użytkownik jestem na straconej pozycji. Nie mogę się nawet skutecznie odwołać od decyzji sztucznej inteligencji, która zarządza tym cyrkiem. Nie należy mi się rozpatrzenie sprawy, zgłoszeń przez człowieka, który komunikuje się w tym samym języku w którym ja, czy w ogóle z jakimkolwiek pracownikiem nie będącym cholerną maszyną. W jakich to czasach przychodzi nam żyć. Dziś decydują o tym czy mogę stawić jebaną łapkę pod postem czy odpisać na czyiś post. Jutro będą decydować czy mogę być częścią społeczeństwa. A za 2 dni, czy wciąż jestem godny żyć?! Taka przyszłość czeka ten zniszczony świat. I co mogę dodać - sama trasa trochę męcząca mimo wszystko. Może dlatego, że jestem jeszcze trochę słaby. Ale się staram walczyć! Jestem pewny, że kolejna 50-tka pójdzie mi już lżej. Jestem pewny, że jeszcze kilka tras i wrócę do pełni sił i formy! Choć sądzę, że zbyt wiele straciłem aby mogło się dość dużo zmienić w perspektywie moich planów i nadziei, które wiązałem z tym wciąż trwającym 2021 r.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)