Dzisiejsza trasa podobnie jak pierwszy rowerowy dzień w Nysie: Nysa - dzień 1/3 była taka tak naprawdę dwuczęściowa. Bez przewodniczki KK i z przewodniczką KK. Pierwsza część z rana nadal szła jak szła... To wszystko przez pewne nieporozumienia i nie potrzebne złośliwości :( To nadal jest dla nas nowe miejsce (Nysa) wczoraj tyle o ile ogarnęło się drogę wyjazdową z miejsca gdzie się spotykaliśmy (z domu ciotki JS) i jak tam ewentualnie dojechać. A dzisiaj mieliśmy pojeździć po mieście. I aby zrobić to sensownie to ja bym pojeździł ulica po ulicy. No ale były pewne "oczekiwania" aby od razu najlepiej i najpoprawniej znaleźć się w fajniejszych miejscach - w centrum, Rynek... Da się to tego dojść, jakby spokojnie pojeździł to by trafił... Tutaj nie ukrywając mogłem sam to załatwić, po prostu pokręcić się po mieście aby je poznać, poznać drogi, jakieś skróty czy przejazdy i wtedy sprawniej by to szło. A takie tłumaczenie drogi "na sucho" na nie wiele się zdało, nawigacja w telefonie też bywała zawodna... Mimo to, mimo pokręcenia się i tak się udało znaleźć Rynek samodzielnie. Tam było kilka fajnych punktów do zobaczenia (Bazylika św. Jakuba i św. Agnieszki w Nysie, Wieża Bramy Ziębickiej, Dom Wagi Miejskiej w Nysie) i wiele więcej. Sporo fajnych obiektów, skupionych w bliskiej odległości. Odwiedziliśmy niektóre z nich jak Bazylikę. Pokręciliśmy się tam trochę i pojechaliśmy w stronę Fortu, zaliczając wierzę Ciśnień przy Forcie. Po tej wycieczce kończyła się ta część przygody. Udać mieliśmy się do sklepu zoologicznego przy ul. Grodkowskiej (Amelwet). Sam sklep jest niby przy ul. Orląt Lwowskich. Jednak nawigacja tak nas poprowadziła, że będąc dosłownie tam blisko znaleźliśmy się niepotrzebnie nie w tym miejscu w którym powinniśmy czyli będąc przy ul. Obrońców Tobruku nawigacja skierowała nas na ul. Elizy Orzeszkowej z której wjechaliśmy na osiedle domów jednorodzinnych i ul. Wileńską. Podobno to tu - bo nawigacja powiedziała, że jesteś u celu. No chyba celu wkurwu... Bo tych niepotrzebnych złości dziś sporo było. To kolejnym etapem mogła być jeszcze większa złość i kolejny niepotrzebny wkurw. No stało się jak się stało. Wracaliśmy na obiad do domu cioci. Nim jednak dali jeść, postanowiłem mimo wszyskto pojechać na tą ul. Orląt Lwowskich. To nie daleko, teraz mogę dobrze nie pamiętać ale coś koło 3.7 km pokazywało. Włączyłem sobie nawigację, w piękny słoneczny dzień będąc w pełni sił bo byłem nie wyżyty rowerowo pocisnąłem. Całość z pojechaniem i powrotem zajęła mi nie całe 22 minuty. W pierwszą stronę jechałem dokładnie 10:41 minuty w powrotną 10:29 minuty. Żaden problem... A sytuacja była taka, że kończyło się jedzenie dla Agresorka (pieska JS). I trzeba było zadziałać. To dobra, nim dali obiad to pocisnąłem z prędkościami rzędu 25-30 km/h... Dość mocno nie wyżyty rowerowo byłem i dość dużo sił i niestety możliwości miałem... Więc taka dodatkowa przejażdżka była jak najbardziej wskazana... Jak już wsiadłem na ten rower i pocisnąłem to tyle mnie widzieli... :) Po powrocie i po obiedzie, pojechaliśmy w drugą część przygód - tym razem z przewodniczką KK. Zaliczyliśmy Nyskie Forty: Fort Prusa, i małą przejażdżkę po centrum miasta, po parkach itd. A także oczywiście jezioro Nyskie i drugie z kolei (od wczoraj: Nysa - dzień 1/3) - zaliczenie zachodu słońca. To może nie być obiektywne odczucie, ale jak dla mnie dzisiaj ten zachód był ciekawszy. Nieco więcej chmur, nieco inaczej się to układało. Względem dnia wczorajszego było ciekawiej. Oczywiście towarzyszki dzisiejszych wojaży mogą mieć na ten temat inne zdanie :) I już po zachodzie słońca, coraz mroczniejszymi ulicami Nysy kontynuowaliśmy te jeżdżenie. Dzisiaj wyjątkowo mocno nie chciało mi się wracać do wielkiej posiadłości w której spałem. Mimo, że wracałem z świadomością, że jutro może być lepiej. I jutro zostanę u cioci ;) Zostanę z JS. To jednak dziś czeka mnie kolejna samotna i niekoniecznie krótka noc. Jeszcze na początku może nie było to tak odczuwalne, ale w kolejnym dniu z rzędu zrobiło się już męczące... I dzisiaj wyjątkowo bym nie chciał, wyjątkowo chciałbym zostać dłużej no ale się nie dało... Przez ten krótki czas trochę odzwyczaiłem się od moich standardowych godzin funkcjonowania i byłem wstanie przetrwać z powodzeniem do tej godziny 22-23. Problem ze spaniem i tak był tak samo jak z tymi upalnymi nocami. Jedynie wczoraj trochę chłodniejsza noc. Za to dni ciepłe dziś znowu była okolica 28-29℃. I tylko nieznaczny spadek na noc - co do zasady w nocy koło tych 20℃ było - choć zdaje się, że wczoraj - przynajmniej nad ranem temp. mocno spadła. Jednak spać nie dość, że w nowych miejscach to jeszcze w tak gorące noce - no przyjemnie to nie było...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1292
Trasa nr [łączna]: 1371
Trasa nr [na blogu]: 1285
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 125
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1359 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1273 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 17224.5 km
Stan Licznika Końcowy: 17272.85 km
Stan Licznika Końcowy2*: 17153.45 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 29700 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 29749 km
Maksymalna prędkość: 35.3 km/h
Przejechałem: 48.35 km
Przejechałem [msc]: 634.69 km
Przebieg roweru [rok]: 4918.19 km
Przebieg roweru [suma]: 53972.44 km
Przejechalem w 2023: 4918.19 km
Podroż dookoła świata (2023) 12.2955 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 134.9311 [%] km
Czas jazdy: 03:40:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3217:07:17 h
Czas Jazdy Suma (2023): 332:25:29 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 41:00:41 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3440:33:25 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:44:03 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:39:34 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:24 h
Średnia: 13.19 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego ograniczała się do samej Nysy. W przeszłości już robiłem trasy typowo miejskie i nie mam tu na myśli najbardziej klarownych przykładów jak Szczecin, ten niechlubny Szczecin który w końcu na rowerze poznałem i rzecz jasna nie od razu i nie w jeden dzień: 9 Święto Rowerowe - Szczecin czy klarowniej pierwsze miejskie wojaże z 2018 r.: Miejskie Wojaże Szczecin (zwróćcie uwagę na listę wpisów, które dostanie po kliknięciu w link) - istotne tu są te różne wpisy a nie koniecznie tylko ten od którego zaczynamy. Zresztą tak między prawdą a Bogiem to wciąż są mi nieznane miejsca i ulice w Szczecinie. Za to okolica czy inne ulice są znane, więc nawet jeśli znalazłbym się w dotąd nie znanych mi miejscach to i tak bym się tam odnalazł. Nieco inna sytuacja względem miasta, które poznaję od wczoraj. Gdzie w ogóle wczoraj - jedynie trochę "bokiem" się przejechało... No nawet specjalnie piszę, że "bokiem" aby nie było, że "z boku" (zbok!:-))... To co to miałoby dać... No a takie klarowniejsze przykłady to: Eberswalde. A o co chodzi? Niestety o nie pomijanie niczego :( To nie miasto, które tak dobrze znam jak Szczecin, że mogę sobie pozwolić na pewne skróty czy objazdy bo i tak sobie poradzę. Choć w przypadku Szczecina i tak jest to przejebane bo to wielkie miasto, bardzo rozciągnięte... W przypadku Nysy tego problemu nie ma. Z jednego końca miasta na drugi jest tylko 8 km... Trzeba było zrobić jak myślałem - przejeżdżać droga po drodze, droga po drodze. I zawsze się coś zobaczy czy na coś trafi. No nie możliwości aby w ten sposób nie dojechać do ścisłego centrum, Rynku w Nysie, czy innych fajnych stron. A skupiając się jedynie na wybranych elementach pomijamy to co jest dookoła i po prostu nie starcza już na to czasu. Aby to naprawdę miało sens trzeba byłoby ten cały dzień pojeździć po mieście tak jak jeździłem po tym Eberswalde w 2022 r. To też spore miasto, w którym trochę widziałem i jeszcze trochę mógłbym zobaczyć. No i pamiętajmy, że to miejski wojaż przy takich wyniki rzędu 50 km to nie są małe trasy! To nie jest normalna trasa, tylko kręcenie się często po tych samych drogach czy uczestnictwo w nie łatwym miejskim życiu - w którym choćbyś chciał to nie przyspieszysz. Także pewne nie porozumienia i nerwowe sytuacje dzisiaj były - a były całkowicie niepotrzebne i niezasadne. Gdyby nie one to można uznać, że dzień był i tak sympatyczny. No może aż tak w pełni nie wykorzystany jakby mógł... No ale zawsze coś się zobaczyło, coś się przeżyło. Jakieś wspomnienia są. I dla mnie z ważniejszych spraw: Urbex i poświęcenie na Urbex też :) Fajne te forty. Szkoda, że byliśmy w takim czasie, że były pozamykane i nie dało się ich od wewnątrz zwiedzić. A tylko niektóre z wejść są dostępne. No ale może innym razem? Teoretycznie można by było jutro między 10:00 a 18:00 tylko na jutro mamy już ważne plany, których do końca nie udało się zrealizować pierwszego dnia - tego 23.08... Czyli trasy do Odmuchowa. Jest jakiś związek Trzygłowa z Odmuchowem. Szkoła ma z nimi porozumienie podpisane i nasza młodzież (najlepsi uczniowie) jeżdżą na wakacje na kolonie własnie w tamte strony. A młodzież z tamtych stron przyjeżdża do nas :) I w sumie z takich "zawodowych" pobudek, zależało mi aby tam być. Szczególnie, że jestem tak blisko. Przecież z Nysy do Odmuchowa to tylko 12 km (najkrótszą drogą DK46) ale rowerem pewnie nie więcej niż 20... :) Także plany są. Czy uda się w nie wbić jutrzejsze zwiedzanie Fortów? Tego na dzień dzisiejszy i dzisiejszą trasę nie wiem. Mimo pewnych niedogodności jakie niósł dzisiejszy dzień i tak było mi smutno, że się kończy i jeszcze jedną noc spędzę w dotychczasowym miejscu w którym śpię. W sumie wszystko opiera się o to: byle do jutra. I byle wczesnego jutra :) Bo jutro będzie fajny dzień i wszyscy muszą wstać na 7... Dla mnie to nie problem :) I tak mimo, że później się kładę i tak w okolicach godziny 5 już spać nie mogę. W jakimś stopniu na pewno związane jest to ze spaniem w nowym miejscu. A także z pogodą czy moimi uwarunkowaniami w których i tak nie śpię w okolicach godziny 4-5 i tak... No czasami się zdarza. W żadnym wypadku nie jest to jednak reguła :) No i cóż, ten miejski Nyski wojaż dobiegł już końca... Jutro ostatnia szansa na rower... Bo 26.08 (w sobotę) już powrót do swojej codzienności. A od poniedziałku (28.08) powrót do szkolnej codzienności - gdzie za kilka dni rozpocznie kolejny rok szkolny a wraz z nim kolejne wyzwania i nieoczekiwane sytuacje.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)