Dzisiejsza trasa nie należała do tych łatwych. I tak się złożyło, że po "dobiciu" jest to trasa 100 km.. Leciutko ponad 100 km no ale liczy się to, że przekroczyło. I pomimo tego, że tak nie śmiało myślałem... O tym wyjeździe w minionym weekendzie - mogę uznać to za wyjazd "spontaniczny". Było dzisiaj dość ciepło okolica +27℃ może miejscami trochę lepiej albo trochę mniej. Nie mniej ciepło. To po 21 jak zjechałem z dzisiejszej trasy było jeszcze +22℃. W taką pogodę fajnie się jeździ ma ona swoje zalety. I to mimo pewnej nie chęci - a może za ciepło, a może mnie się nie chce.. Pojechałem.. I to tak jakbym był w sumie po szkole chociaż w szkole dzisiaj nie byłem. Miałem do załatwienia sprawy z rana. Nim zjechałem do domu było po 12. Nim zjadłem obiad i przygotowałem się do trasy i ostatecznie pojechałem to w samą trasę z wysokości Świdwina ruszyłem dopiero po godzinie 14. I tak to się trochę osunęło czasowo... Wstępnie myślałem o tym aby faktycznie wziąć dzisiaj wolne i pojechać z rana w trasę :] No ale inne sprawy też są ważne. I koniec końców na tym rowerze byłem - trochę później niż normalnie no ale byłem. I dałem radę! Nie dałem się zwieść myślom, które podpowiadały: a może nie jechać.. Może innym razem.. Inne razy już były - dzisiejszy wyjazd tak naprawdę w połączeniu z odwiedzeniem pałacu w Jezierzycach miał się odbyć na trasie: Jezierzyce: Pałac rodu von Zozenow. A odbywa się jak widać nieco ponad 4 msc później. To i tak nie jest źle ;) Czasem do planów powracam z dłuższym opóźnieniem. Zawsze się jednak pocieszam tym, że w ogóle powracam i to jest najważniejsze. Przyjechałem i pojechałem. Od początku wpisu stoję jednak na stanowisku, że łatwo to nie było. Nie był to także mój pierwszy dzień z rowerowaniem. Od kilku dni już jeżdżę - co prawda małymi trasami no ale zawsze coś. Nie odpoczywam tylko mocno działam: Trasa Świdwin - Połczyn - Białogard. No normalnie jak za dawnych pięknych lat! Wtedy też tak działałem! :) Czuję się w formie, a dzięki temu mogę sobie pozwolić na więcej. Jednak i pogoda, teren oraz rozjebany napęd dawał się we znaki. Dzisiaj w wielu momentach trasy ten cholerny łańcuch tak rżnął po zjechanych zębach kasety - na niektórych koronkach. No ale w praktyce widzę to tak, że połowa kasety jest wydupczona.. To poszło aż tak daleko.. Jednak na tych największych przełożeniach jest najtrudniej. Jedynym pocieszeniem wynikającym z dzisiejszego dnia była ta pogoda.. Ciepło fajnie. No ale inne czynniki już na minus (trudny teren), zbyt wiele aut. Przedłużający się remont na drodze DW152. Jeszcze w marcu się nie czepiałem. No ale kurwa mamy lipiec a remont nadal się nie zakończył?! Pomimo tego, że miał trwać do wiosny 2024 r... Trochę mam na to wywalone bo niejako na Świdwin i te okolice nie jeżdżę. Przynajmniej w tym roku. Co będzie w przyszłych latach trudno powiedzieć.. W tym roku atakuję nieco inne tereny.. No ale dobra.. Nie zmienia to jednak faktu, że ten remont trwał jeszcze w 2023 r: "Świdwińska rzeźnia". Dzisiaj od tych wydarzeń minęło 14 msc. I ani droga ze Starogardu ani droga ze świdwina nie jest w pełni ukończona. Przedłużają się problemy, których w 2023 r. nie doświadczałem na taką skalę. Pojechałem w weekend. Nie trwały prace na tej drodze. Co innego dzisiaj - początek kolejnego roboczego tygodnia. I gigantyczne problemy. Pozamykane fragmenty dróg, objazdy. Wpakowałem się tak autem i musiałem wycofywać z wysokości Klępczewa. Byłem już pod Klępczewem - tu w marcu 2024 r. dojechałem. Dzisiaj już nie - tak się sytuacja zmieniła. I przyszło mi wycofać się na Bełtno i jechać stąd na Lekowo i do Cieszyna Świdwińskiego... Mało komplikacji prawda? Już na trasę nie było łatwo trafić. A jak już trafiłem i tak zdarzały się pewne komplikacje no ale to akurat bezmyślne projektowanie dróg rowerowych. Projektowanie ich z założeniem, że rowerzysta to jest gorsza kategoria i nie może swobodnie zmienić kierunku jazdy jak to robią samochody - może jechać jedynie wyznaczonymi dla niego szlakami... Bo ktoś tam wyżej jakiś polityk czy samorządowiec wie lepiej co należy uczynić dla takiego rowerzysty... Jednak żadne trudności nie przeszkodziły mi w ukończeniu dzisiejszej podróży. Ta zapisuje się na kartach mojej historii jako ta z dłuższych i fajniejszych ;)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1462
Trasa nr [łączna]: 1540
Trasa nr [na blogu]: 1454
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 106
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1526 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1440 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 22471.2 km
Stan Licznika Końcowy: 22571.51 km
Stan Licznika Końcowy2*: 22421.49 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 880 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 980 km
Maksymalna prędkość: 41.8 km/h
Przejechałem: 100.31 km
Przejechałem [msc]: 289.12 km
Przebieg roweru [rok]: 3412.67 km
Przebieg roweru [suma]: 59271.25 km
Przejechalem w 2024: 3412.67 km
Podroż dookoła świata (2024) 8.5317 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 148.1781 [%] km
Czas jazdy: 05:23:42 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3554:56:16 h
Czas Jazdy Suma (2024): 214:26:21 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 18:27:00 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3778:22:24 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:03:00 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:01:23 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:54 h
Średnia: 18.63 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już zaczynałem wspominać nie była ani łatwa ani fajna. Z przedłużającym się remontem drogi DW152 na odcinku Starogard - Świdwin oraz odcinku Świdwin - Połczyn Zdrój. Jedynym "plusem" tej przebudowy drogi jest powstawanie nowych fragmentów drogi rowerowej R15 od wyjazdu ze Świdwina przez Smardzko. Gdzie dalej to nie wiadomo czy ta droga jest czy nie ma. Prawdopodobnie zaczyna się na nowo w Sława albo i dalej? Jak się jedzie to co prawda coś widać przy drodze no ale nie jest to oznaczone... I nie wiadomo gdzie tu wjechać i gdzie dojedziemy. Może gdy przebudowa drogi będzie się chylić ku końcowi zostanie zrobione poprawne oznakowanie? No ale to tylko przypuszczenie. Oczywiście jak zwykle w takich sprawach: czas pokaże jak to będzie. A tym czasem ruszam z wysokości centrum miasta przy Urzędzie Miasta - jest duży darmowy parking. Stąd jadę prosto do drogi DW152 i od razu rzucony jestem na głęboką drogę. W stronę Smardzka prowadzi przedłużające się i irytujące wzniesienie. Można te uwagi ignorować. Dzisiaj irytuje mnie każde wzniesienie, na którym muszę mocniej docisnąć pedały. Taki zabieg powoduje strzelanie i przeskakiwanie łańcucha na zbyt szybko zjechanych koronkach kasety. Wielokrotnie zastanawiałem się co jest przyczyną i jednoznacznie nie wiem - może być to przyczyna jedna z dwóch: albo to wina łańcucha i zbyt szybko się wydłużył albo sama kaseta jest lichej jakości i zbyt szybko się poddała. Gdyby to była wina łańcucha to padłaby koronka korby czy kółka w przerzutce byłyby zbyt mocno wytarte. A to są elementy, które jechały prawie cały aktualny przebieg napędu (ponad 9k km. A przebieg ten dzieli się na poszczególne koronki kasety. I co prawda są takie mocno eksploatowane no ale nie w takim stosunku (bliskim 100%)... Bez przesady ;) Myślę, że to jest w stosunku maksymalnie 20-25% na przełożeniach (32t,30t,28t). A więc w chwili obecnej byłyby to wartości rzędu: 1800-2250 km. Nie jest to przecież tragedia - nawet uwzględniając wydłużanie się łańcucha - przez co mocniej rujnuje on koronki. Więc dużo wskazuje na to, że to wina samej kasety. Jakby jednak nie było i tak wymieniać muszę całość. I choć już kompletuję napęd - zamówiłem korbę - i kółka a kasetę i łańcuch już mam - nie jestem zadowolony z perspektywy wakacyjnej wymiany napędu. I póki mogę tą myśl od siebie oddalać póty będę tak czynił. Aż w ogóle nie będzie się dało jeździć i wtedy już nie będę miał wyjścia. Takich momentów jednak na wyjeździe było sporo.. I są dość irytujące. Pierwsze pod Smardzko. Na odcinku ze Smardzka do Połczyna Zdrój kilka wzniesień jest... Największe i najbardziej kontrowersyjne znajdowało się za wsią Sława. Tutaj na domiar złego był jeszcze objazd i wahadłowy ruch. A tu jest takie wzniesie, że ja pierdole... Mimo komplikacji podjechałem bo co miałem zrobić. I tak się męczyłem dalej. Tak do wysokości skrzyżowania na Jezierzyce, gdy już się mija wieś Redło. Po drodze oczywiście utrudnienia związane z pracami drogowymi. Bardzo duży ruch aut. Przeróżnych tirów i innych pojazdów. Na wysokości skrzyżowania do Jezierzyc zjechałem na trasę rowerową R15. Chciałem pod Połczynem odbić w lewo na Nowe Ludzicko. Nie udało się. Jak już wjechałem w DDR to nie zjadę. Aby się udało musiałbym wrócić na drogę DW152 na wysokości wsi Dziwogóra. Jednak skąd mi było to wiedzieć?! W żaden sposób nie było to ani opisane ani zaznaczone. Więc bezmyślnie jechałem dalej. A jeśli chodzi o Dziwogórę i te rejony jeszcze tu wrócę. Jest tu bardzo ładnie. Zresztą Połczyn jest przyrodniczo przepiękny! No ale wyczaiłem tutaj urbeks. W Nowym Ludzicku albo są to nie dokończone budowane bloki albo opuszczona budowa. To zawsze jakiś pretekst aby tu przyjechać i zobaczyć dodatkowo okoliczne miejscowości w tym bogatym przyrodniczo rejonie! Gdy minąłem zjazd na Dziwogórę i powrót do drogi DW152.. Nim się obejrzałem byłem już w Połczynie. Na jego początku zawróciłem - wjeżdżając na drogę DW168 i wróciłem nią do drogi DW152. Ominąłem jednak wieś Nowe Luidzcko i od razu kierowałem się na Stare Luidzcko a potem Rąbino. Cała droga a nie był to mały odcinek pokryty był wieloma drzewami bogato rosnącymi i z lewej i prawej strony. Wiele pól, wzniesień i nizin. Ciekawe strony... Można się zakochać w tych widokach! :) Uczucie jednak szybko mija jak po raz kolejny łańcuch zsuwa się po wyrobionych zębach koronek kasety... No cóż... Nie mniej fajnie. Upał dalej dawał się we znaki, jednak nie przeszkadzało mi to. Drzewa tworzyły cień i było przyjemnie. Na drodze nie panował wielki ruch aut, jednak gdy auta wyjeżdżały w drogę to nie pojedynczo a grupowo. A to bywa irytujące. I tak do Rąbina gdzie w miarę szybko dojechałem - momentami gdzie z górek prędkość była ładna dochodziła do 30 km/h. W Rąbinie chwilowo miałem nawigacyjny problem i dobrze, że sprawdziłem drogę nim bezmyślnie pojechałem. Może chciałem tak podświadomie ominąć wielkie wzniesienie, jakie czekało mnie za przejazdem kolejowym na linii kolejowej Białogard -> Szczecin? Pewnie tak! To jedyne wyjaśnienie... Ciężki podjazd. Dał się we znaki... Napędowi życia też skrócił no ale co poradzić... Dotrwałem i to było najważniejsze! Bo gdy już dotrwałem to droga była nieco węższa ale jeszcze piękniejsza. Skrywała się za lasami, które zaczynały się za wsią Rąbinko i prowadziły mnie prawie pod sam Białogard. Leśna kraina kończyła się dokładnie we wsi Gruszewo. Ten odcinek w większości miałem z górki więc fajnie się jechało. Dość szybko i przyjemnie. Kolejne odcinki bardziej płaskie i takie typowe dla wiejskiego klimatu. Pola, kombajny czy ciągniki na polach. Zapach zbóż, mieszający się z nieco innym... Nie będę mówił jakim ;) Bo jechałem tak ujebany i spocony... Mimo wszystko słońce dawało się we znaki i było ciężko. Na trasie dość szybko bo jeszcze przed Połczynem poszła mi pierwsza 1.5L butelka z wodą. Kolejna starczyła na dłużej i skończyła się przed Sławoborzem. Jednak nim tam dotarłem.. To jeszcze kawał historii przede mną. Po wielu trudach zawitałem w Białogardzie! Wjechałem do niego od ul. Kisielice Duże. Skierowałem się podświadomie na centrum w którym to wylądowałem na dworcu głównym PKP w Białogardzie. Dookoła jednak było trudno o działające knajpy. Co prawda minąłem znany i polecany punkt "Bar Zacisze" no ale nie było jak tam zostawić bezpiecznie roweru. Chciał czy nie chciał byłem skazany na niezdrowy fasfood. Nieopodal wspomnianego Baru Zacisze zajechałem po kebaba na wynos. Dodatkowo wziąłem napój do niego. I z pakunkiem opuściłem Białogard. Czekał mnie jeszcze kawał drogi w postaci 40 km. Choć nie zdawałem sobie z tego jeszcze sprawy... Wyjechałem z Białogardu, wróciłem na ul. Kisielice Duże i odbiłem w stronę ul. Ogrodowej skąd do Sławoborza czekało mnie 20 km drogi. Zaraz za Białogardem stanąłem na przerwę na konsumpcję kebaba - dokładnie w Łęczynko stałem. Posilony kebabem pojechałem w dalszą drogę, wkrótce opróżniając zapasy wody. Nie spodziewałem się, że pójdzie mnie jej aż tyle. Dobrze, że miałem jeszcze jedną zapasową 1L butelkę wody, którą dostałem po trasie: Trio Trudu & Szkoła. Do tej pory nie była mi potrzebna a dzisiaj się przydała. Gdybym jechał z kompanem też byłoby inaczej. Ktoś zawsze przypilnuje rowerów i można podejść choćby do Dino - pełno tych sklepów tutaj. Co większą wioskę są - mijałem kilka takich sklepów Dino. Jednak ostatecznie do żadnego się nie wybrałem. Spokojnie, na miarę możliwości trzymając się prędkości 20 km/h czasem więcej mijałem kolejne wioski. I wiele skrzyżowań prowadzących na inne miejscowości i inne ciekawe miejsca, które chciałbym kiedyś odwiedzić! :) Tym czasem moja trasa powoli dobiegała końca a mnie się udało dotrwać do Sławoborza. Ostatnia prosta... Ta chyba do trumny ;) Za Sławoborzem czekały mnie dwa większe wzniesienia. Po drugim, po którym miałem zrobione 87 km już miałem kurwa dość tej trasy.... Stąd jeszcze przyjechałem bez problemu. Bo ze Sławoborza pod Świdwin zjeżdża się z jeszcze większego wzniesienia - tutaj z powodzeniem rozpędziłem się do 40 km/h choć da się lepiej i to bez "przyspieszania". Wystarczy nie hamować... :) Gdyby mi jednak przyszło jechać w drugą stronę czyli do Sławoborza ze Świdwina i podjeżdżać pod to wzniesienie no to nie. No po prostu kurwa no nie... Zaszlachtowałbym się a nie podjeżdżał. Szczególnie biorąc pod uwagę to, że mam rozjebany napęd. To jak mam niby tego dokonać?... Ten napęd by się zesrał a nie podjechał pod takie wzniesienie. Nie mniej wróciłem... Bliżej 100 km na liczniku poczułem się już lepiej. Może bardziej sprzyjający teren zrobił swoje? Jechałem początkowo pod auto ale nieco okrężną drogą. Pod samochodem miałbym nie mniej wynik gdzieś w granicy 95-96 km. Trochę szkoda tych 100 nie zrobić. Postanowiłem pokręcić się po Świdwinie i dobić kilometry. A wraz z ich dobijaniem zbliżała się godz. 21. I ostatecznie minęła. A wraz z nią nadszedł piękny zachód słońca kończący się dzisiejszy dzień... Warto było poczekać choćby na ten zachód słońca. I te 100 km... Niby mi na tym nie zależy (JUŻ NIE) bo kiedyś owszem ale to były lata jak zaczynałem jeździć. Wtedy ważne było dla mnie aby np. dobić do równych 70km czy aby przekroczyło. Jak teraz kończę trasę na 67 czy 68 km to tam... Nic się nie dzieje przecież. A kiedyś mi na tym zależało. W myśl tej zasady powinienem dzisiaj to olać no ale dobra... :) Szkoda nie zrobić bo tak rzadko się robi trasy po 100 czy dalej... Jak widać forma jest no ale różnie bywa z czasem i z umysłem... Gdy są przygnębiające myśli to tak trudno poddać się temu jeżdżeniu. A jak jest w porządku - umysł czysty - to praktycznie nie ma co zawieść! :) I wtedy można działać jak dzisiaj - mimo wszystko, pomimo wszystkich trudności jakie dzisiaj mnie spotkały - pojechałem i dałem radę. Choć co prawda wracam wykończony ale chyba najważniejsze, że szczęśliwy. A, że zmęczony... No trudno... Można być zmęczonym po nic nie robieniu a można jak dzisiaj być zmęczonym po przejechaniu naprawdę fajnej trasy :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)