Trasa z dnia dzisiejszego swój początek tak naprawdę ma na mojej ostatniej wspólnej z MM trasie: Kraina paproci, gdy już wracaliśmy drogą DW112 w stronę Wicimic. Trudno było przejść obok pola pełnego słoneczników... A te teraz kwitną w najlepsze. Dość szybko narodził się u mnie pomysł, zrealizowany we wtorek (25.07) aby pojechać tam na zachód słońca. I choć nadzieja na to była marna to ostatecznie się udało. W ostatniej chwili ostatnie promyki słońca oświetliły w czerwonym blasku te żółciutkie główki słoneczników! Długo nie trzeba było czekać na rozwinięcie pomysłu na wschód słońca... Niestety wybrałem się na niego sam - a zrobiłem go dziś. Nie bez powodu... Bo według prognoz kolejne dni będą dalej słabe i w ogóle nie przypominać będą wakacji podobnie jak te minione dni, które rujnują mi cały urlop... Nic tylko jest zimno, wieje, i ciągle pada. A dzisiaj miało być nawet znośnie ciepło - w końcu +24℃! Tak pokazywało wczoraj - dzisiaj spadło do +22℃ a +24℃ to co najwyżej odczuwalna i to po południu jak przestanie tak wiać... A, że dzisiaj niebo było prawie, że bezchmurne rano to ten wschód się naprawdę udał...! A tak się złożyło, że jakoś dzisiaj spać nie mogłem i tak... To pojechałem. Pierwsze plany miałem takie aby pojechać rowerem tam z rana... No ale pomysł upadł. A do tego z rana było strasznie zimno.. Temp. spadła do +8℃... Ważne jednak, ze byłem. Zrobiłem kilka naprawdę wyjątkowych ujęć. A kilka godzin później (po wschodzie słońca) wracam tu rowerem. W zasadzie drugi raz dzisiaj ale w tym tygodniu to już kolejny. I pomyśleć, że wszystko przez jedną trasę z MM... Wracałem tu rowerem aby odkryć do końca pewną polną drogę, którą tu widziałem tuż przy tym słonecznikowym polu... I odkryłem tą tajemnicę! :) Połączyła się ona ze znanymi mi już miejscami a całość utworzyła naprawdę fajną trasę. Choć muszę przyznać, że ta pogoda jest wkurwiająca... To jest KURWA lipiec?! Jak późny wrzesień... Ta pogoda jest taka zasrana...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1275
Trasa nr [łączna]: 1354
Trasa nr [na blogu]: 1268
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 108
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1342 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1256 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 16504.5 km
Stan Licznika Końcowy: 16540.43 km
Stan Licznika Końcowy2*: 16421.03 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 28979 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 29015 km
Maksymalna prędkość: 33.9 km/h
Przejechałem: 35.93 km
Przejechałem [msc]: 698.27 km
Przebieg roweru [rok]: 4185.86 km
Przebieg roweru [suma]: 53240.11 km
Przejechalem w 2023: 4185.86 km
Podroż dookoła świata (2023) 10.4646 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 133.1003 [%] km
Czas jazdy: 02:26:57 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3170:14:43 h
Czas Jazdy Suma (2023): 285:32:55 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 47:46:18 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3393:40:51 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:59:09 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:38:38 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:11 h
Średnia: 14.77 km/h
Dzisiejsza trasa jak już było wspomniane była moim drugim w dniu dzisiejszym wyjazdem do Wicimic, z myślą o Wicimicach tu jechałem w nie znaną mi dotąd drogę przez pole, która była już częściowo mocno zarośnięta. Podejrzewam, że odkąd zrobiono drogę S6, która przecięła ten szlak, stał się on mniej używany. I gdy tak pójdzie to z czasem będzie całkowicie zapomniany - a ten szlak to dawny szlak kolejowy prawdopodobnie z Natolewic. Zachowały się jeszcze nie duże fragmenty dawnych torów. Układ tego miejsca również na to wskazuje. I mimo, że przedarcie się tutaj nie było łatwe - z sukcesem takiego dokonałem znajdując się przy nowej drodze S6 (Szczecin - Koszalin) w chwili obecnej, a kiedyś może (Szczecin - Gdańsk). Na tę chwile, na dzień dzisiejszy nie jest to takie oczywiste i to wciąż odległa perspektywa - w deklaracjach rządzących - do 2025 r. A jak będzie naprawdę? Zobaczymy. Choć obsuwy mnie nie zdziwią bo już nie jedna była... Znalazłem się nie mniej przy tej drodze i już wiedziałem gdzie jestem - byłem w drodze do Natolewic. Tam jednak nie pojechałem, nie miałem tego w planie, zamiast do Natolewic udałem się do Wyszoboru. Początkowo pojechałem drogą techniczną przy trasie S6, ale potem odbiłem na takie polne drogi do Wyszoboru - poznawałem te strony w 2022 r., dokładnie pojechałem drogą, którą odkrywałem we wpisie: Rozterki odkrywcy. Z Wyszoboru, gdy mijałem tutejsze duże gospodarstwo rolne, skierowałem się do Modlimowa przez polne drogi, które również poznawałem w 2022 r.: Trasa Wicimice - Łopianów. W końcu mogę powoływać się na wpisy z 2022 r. Z tego specyficznego rowerowego roku! Często powołuję się na wpisy z innych lat, rzadko z tego roku. A teraz jest okazja. Tak to prawda 2022 r. był specyficzny ale dzięki niemu, niektórym przynajmniej wyprawom poznałem te nieznane mi dotąd drogi, które pozwoliły zaplanować dzisiejszy wyjazd. Dzisiaj najważniejsza była dla mnie polna droga przy polu słoneczników. A skoro już tam byłem to przy okazji wracałem nowymi dróżkami, a także przypominałem sobie te które już poznałem. Wciąż jest tam pięknie... To w końcu Polska wieś! ♥. I mogę teraz świadomie wybierać pewne drogi jak ta z Wyszoboru do Modlimowa. Nie jest to najlepszy wybór, droga dość specyficzna i trudna. Wiedziałem o tym, jednak dawała pewną ochronę przed tym cholernym wiatrem. Szkoda tylko, że trzeba było walczyć z owadami... No ale cóż, Modlimowo jednak szybko nastało. A w nim niecodzienny widok. Usmażony na słupie ptak. Nigdy nie widziałem aby ptak zginął w taki sposób a tu proszę... Zostawiłem jednak ten smutny widok za sobą i pojechałem odkrywać jeszcze jedną drogę - przy drodze S6 - dokąd się dało - jechałem techniczną drogą w stronę skrzyżowania na Gostyń Łobeski. Prawie do końca się dało! Choć ta utwardzona szutrowa droga w pewnym momencie się skończyła i dalszy fragment trzeba było pokonać niegdyś lasem... Obecnie pobojowiskiem... Duże wycinki w tym miejscu trwały w wspominanym 2022 r. Wiele szkód, które wówczas wyrządzono i syf który przy okazji powstał - utrudnia tu życie do dziś. Na tym pobojowisku cały śmietnik, połamanych gałęzi, wiórów... No wszystkiego... Trudno było przejechać i trzeba było na to uważać... W końcu udało się minąć te wszystkie przeszkody a przy okazji poodkrywać nowe drogi. Pozostały już ostatnie kilometry do domu - niestety pokonywane pod silny wiatr. Ten wiatr mocno daje się we znaki. No ale to ciekawe swoją drogą. O ile jeszcze wczoraj mnie to bardzo zniechęcało do jeżdżenia: "Prawie dawnymi drogami". To o tyle dzisiaj nawet o tym nie pomyślałem... Tylko poszedłem i pojechałem... Gdybym może myślał o pogodzie to by tylko niepotrzebnie to mnie zniechęcało. A tak pojechałem. Zobaczyłem. I wróciłem. Ślady moich tras są bardziej szczegółowe - kolejne miejsca można odhaczyć i można myśleć o kolejnych trasach, które dopiero nastąpią! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)