08.06.2018
Jazda nr: 240

Tagi: tr50stka, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest kolejną, już jedną z ostatnich tras "50-tek", przed wakacjami. Dzisiaj podobnie jak w dniu: 25.05 Szybka trasa "50-tka", osiągnąłem bardzo ładny wynik na trasie "50-tce", mianowicie wynik poniżej 2,5h co przekłada się na średnią prędkość co najmniej 20 km/h. Dzisiaj był znów taki dzień, że po małej porażce siłowej z ostatniej trasy: drogi przetrwania, znowu odzyskuję formę i siły! W ogóle tego nie planowałem, jakoś tak samo wyszło. Miałem dzisiaj wyjątkowo udany dzień na uczelni, wróciłem nieco później z zajęć, bo wróciłem dopiero przed godziną 14 do domu. Nim się ogarnąłem itd. to wyszedłem na trening dopiero przed godziną 15. Dzisiaj była piękna pogoda. Przynajmniej tak się wydawało, ciepło, słonecznie. To trochę mylne, bo wraz z tym słońcem panuje wiatr, silne podmuchy wiatru, które utrudniają jazdę, męczą dodatkowo. Mało? Są jeszcze masy robactwa uniemożliwiające odpoczynku - dzisiaj także były w natarciu. I dzisiaj wyjątkowo na trasie było dużo ciągników! Nawet rozważałem podczas jazdy czy nie nazwać wpisu "ciągnikowe drogi trasy "50-tki". Ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu na rzecz podkreślenia wyniku czasowego, który jak dla mnie, jak na moje możliwości jest naprawdę dużym wynikiem. Dla mnie nie jest jakimś wyczynem przejechać tam nie wiem, 100 ileś kilometrów, ale zrobić to z ładnym czasem to owszem. Jeżdżę dużo, lecz nie jeżdżę szybko. Czasami się uda przydusić mocniej pedały, i osiągnąć ładniejsze prędkości tj. dzisiaj, i jest się czym pochwalić przy tej okazji :) Jeszcze jedna ważna rzecz wynika z dzisiejszej cyklicznej jazdy "50-tki", otóż nie zajeżdżałem na cepeen. Na stacjach się ceny paliw aż tak nie zmieniają, sytuacja się unormowała, nie ma sensu sprawdzać tej sytuacji, związku z czym, dzisiaj była typowa i klasyczna trasa "50-tka".
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 242

  • Trasa nr [łączna]: 326
  • Trasa nr [na blogu]: 240
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 55

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 322 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 236 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 5651.88 km
  • Stan Licznika Końcowy: 5701.03 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 5645.73 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5398 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 5447 km

  • Maksymalna prędkość: 36.8 km/h

  • Przejechałem: 49.15 km
  • Przejechałem [msc]: 275.75 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2147.88 km
  • Przebieg roweru [suma]: 13018.69 km

  • Przejechalem w 2018: 2147.88 km
  • Podroż dookoła świata (2018) 5.3697 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 32.5467 [%] km

  • Czas jazdy: 02:24:33 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 605:01:20 h
  • Czas Jazdy Suma (2018): 137:56:59 h
  • Czas Jazdy Suma (czerwiec): 16:32:14 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 828:27:28 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 04:08:04 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:30:29 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:30:00 h

  • Średnia: 20.48 km/h
Trasa dobrze znana, wiele razy opisywana, lecz nigdy nie pozostaje taka sama ;) Każda jest inna, każda jest wyjątkowa. Mam huśtawkę uczuć wobec projektu tras "50-tek", raz myślę, że to zły pomysł, nietrafiony. Innym razem wręcz go zachwalam. Jaka jest prawda? Oprę się na moich odczuciach z dzisiejszego dnia - przed wyjazdem na trasę 50-tkę, były bardzo negatywne: "o nieee, znów ta sama trasa", w trakcie - nie czułem się źle, z robieniem tej trasy. Po protu jechałem przed siebie, wiedziałem, że muszę dojechać. Wiedziałem, że ponownie muszę się zmierzyć z trudami tej trasy, niezależnie od tego jak ciężki dzień miałem, poprzedzający te wydarzenie. Muszę się postarać i muszę dojechać. Nie sądziłem, że nagle się okaże, że zrobię trasę z taką ładną prędkością. Raczej jechałem normalnie, gdy minąłem Płoty, mijałem Sowno, i Mechowo, jechałem tak 18-20 km/h (20 parę km/h). Dopiero w Truskolesie, gdy skręciłem na wieś Wierzchy, przyszło zmierzyć mi się z tutejszym lasem. Gdzie tydzień temu zaatakowały mnie owady. One tam były. Tak. Dzisiaj też były i czyhały na mnie. Nie było wyjścia, mimo błyszczącego się w promieniach słońca potu, zalewającego całe me ręce, spływającego po nogach, wbiłem większe biegi mojego rowerku, i ruszyłem dynamiczną prędkością przez cały las, by wkrótce wyjechać za niego, minąć skrzyżowanie na wieś Szczytniki. by wkrótce minąć Wierzchy i nie zwalniając już. Traciłem prędkość gdy była taka potrzeba, starłem się jechać szybko. Na trasie miałem łącznie trzy ciągnikowe wyzwania, tych ciągnikowych dróg. Wygrałem jedno z trzech starć ;)) Pierwsze starcie było przed Glicko - gdzie stanąłem na małą przerwę, i z wysokości wsi Orzechowo jechał ciągnik. Poczekałem aż przejdzie przede mną i ruszyłem za nim. Jednak jeszcze przed Glicko mi uciekł. Widziałem go za Glicko, przed Sikorkami, jak wjeżdżał na pole. Wygrał wyścig. Drugą szansę miałem we wsi Grabin. W zasadzie już na wyjeździe z Grabina, wyjeżdżał ciągnik ciągnący kombajn przyczepiony do wału, i przyczepę na zbiory przyczepioną do kombajnu. Wygrałem ten wyścig, rozpędziłem się, wziąłem ten ciągnik, i jechałem ile sił w nogach do drogi Dw106. Oglądałem się za siebie kilka razy, ciągnik został daleko za mną. Dzisiejszy przejazd DW106, nie przyniósł mi kolejnych wyzwań, prócz wyzwania z silnym wiatrem, jednak gdy już zjechałem z DW106, byłem na DW108, to podmuchy wiatru były coraz silniejsze, a ja zbliżałem się do trzeciego, ostatniego ciągnikowego wyzwania. Zatrzymałem się na małą przerwę przed wsią Unibórz. Zauważywszy ciągnik, przerwałem postój, lecz nie mogłem od razu włączyć się do gonitwy, wpierw przejechało wiele samochodów, w wyniku czego ciągnik uciekł mi jeszcze na wsi Unibórz. Już go nie widziałem. Ruszyłem dalej, trzymając się wysokich prędkości, i nie zważając na silny, męczący wiatr. I taka była cała trasa, którą urozmaicało jeszcze kilka postojów. Wróciłem cały przepocony i trochę zmęczony. Jednak cel osiągnąłem! Utrzymałem średnią prędkość ponad 20 km/h, chodź było to ciężkie wyzwanie, nie poddałem się. Nie dałem się także zeżreć denerwującemu robactwu, którego coraz więcej. Panoszą się tak, jakby wyeliminowali swoich naturalnych wrogów, którzy ich zjadali. Dziwna sprawa. Jeżeli mają być takie całe wakacje, to widzę ciężkie tygodnie przede mną.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa08czerwca2018zdj1.jpgtrasa08czerwca2018zdj2.jpgtrasa08czerwca2018zdj3.jpgtrasa08czerwca2018zdj4.jpg


Mapa przebiegu trasy :)