Trasa z dnia dzisiejszego zgodnie z moim postanowieniem z poprzedniego wyjazdu: Zimowe akcenty. Miała być nieco dłuższa mimo trudnych zimowych warunków. Te dzisiaj wyjątkowo dawały się we znaki. Temp. dochodziła co prawda do +1℃. Ale jakim kosztem?! Pochmurno, deszczowo. Czasem nawet trochę śnieg sypał, który szybko topniał. Strasznie wiało. Silny wiatr był dodatkowym utrapieniem. Moim dodatkowym problemem może być późna godzina wyjazdów. Od początku tygodnia, nieco więcej czasu spędzam w pracy - i teraz mogę wyjeżdżać ok. godziny 14. Ta granica przesunęła się o godzinę czasu. To niby nie dużo.. No ale już na 50 km zrobione za dnia, w tygodniu nie mam co liczyć. Przynajmniej w najbliższych dniach. Dzisiaj zresztą za dnia się nie wyrobiłem. A byłem pewny, że dam radę. Trasa ok. 40 km. Powinienem dać radę! Więc nawet nie brałem oświetlenia, które w weekend (Największa porażka roku) odbierałem ze Szczecina. Zresztą w tym celu w ogóle tam pojechałem. A, że dzień był jaki był. Tylko niepotrzebnie pokręciłem się po mieście z rowerem. A mogłem jak już pojechać bez roweru.. I byłoby to lepsze.. Albo jeszcze lepiej, pojechać i zacząć później tj. np. 12-13. A mnie się zachciało od rana jeździć.. A zima mi na to nie pozwoliła. Zresztą dzisiaj z rana też nie byłoby fajnie. A po południu jest już znacznie lepiej. Drogi są przejezdne. Choć jest nieprzyjemnie. Szaro, zimno. I deszczowo. A na domiar złego jeszcze dzisiaj mi nic nie idzie na tej trasie. Po drodze przestał działać mi licznik Sigma 600. Obecnie tylko jego używam. I musiał paść.. Na domiar złego, niedługo później rozłączyła mi się kamerka na jeździe po dziurawych drogach w Baszewicach. I straciłem ciągłość informacji odnoszących się do przejechanych kilometrów.. I śladu GPS! Mogę to oszacować.. Awarię licznika miałem w Kołomąciu, a kamerki w Baszewicach na wysokości cepeenu, po drugiej stronie jest jakiś większy zakład. Sprawdzając to po googlach wychodzi jakieś 7 km. I prawdopodobnie tak było. Tyle co mi z GPS zostało dawało przebieg na poziomie 32 km + te 7 km. I mamy 39 km. I prawdopodobnie tak było. Tak właśnie szacowałem, że pewnie ok. 40 km wyjdzie, jeśli pojadę przez Grębocin. Bo zawsze mogłem z Baszewic jechać od razu na drogę DW109. Wtedy zrobiłbym nieco więcej.. Za to lepszą drogą! :) No ale z jakiegoś powodu chciałem jednak jechać przez Grębocin.. I pojechałem.. :) Tak sobie planowałem na dzisiaj dłuższą trasę. I planowałem pojechać przez Trzygłów, i przez Unibórz. Aby mieć pewność, że zrobię trochę większą odległość. Pojechać mimo wszystko, mimo pogody! :) A to, że szaro, i trochę padało nie sprawia, że jest od razu tak źle. Przecież w niektóre dni bywało gorzej, i z pewnością jeszcze w tą wciąż trwającą zimę 2021 r., będą jeszcze jakieś gorsze dni, z trudniejszą do jeżdżenia pogodą..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 767
Trasa nr [łączna]: 848
Trasa nr [na blogu]: 762
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 22
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 839 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 753 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8490 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8529 km + 16 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8490 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8513 km
Maksymalna prędkość: 36.5 km/h
Przejechałem: 39.1 km
Przejechałem [msc]: 62.05 km
Przebieg roweru [rok]: 516.47 km
Przebieg roweru [suma]: 32527.83 km
Przejechalem w 2021: 516.47 km
Podroż dookoła świata (2021) 1.2912 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 81.3196 [%] km
Czas jazdy: 02:18:58 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2059:10:03 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1835:43:55 h
Czas Jazdy Suma (2021): 35:10:15 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 03:47:44 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:53:52 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:35:55 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:36 h
Średnia: 17 km/h
Dzisiejsza trasa, jest już nieco dłuższym wyjazdem. I fajniejszym przy tej okazji ;) Chociaż ciężko się jeździ. Nadal mam problem z tym jeżdżeniem. Jakoś niepewnie mi się jedzie, źle mi się jedzie, po niektórych drogach, i z górek.. I nie wiem gdzie dopatrywać się przyczyny. Czy to wina tej cholerny pogody, czy czego?! No jezdnie dzisiaj były mokre, może dlatego. Może koło jest krzywe? Bardziej podejrzewam te tylne, bo jest chujowe na chujowej piaście. Brak hamulców czy źle działające też mogą być przyczyną. Blokują mi się klocki na tylnym hamulcu, po zahamowaniu nie odbija z jednej strony i trzyma. I może tak mi się robi jak jadę, przez to koło z jednej strony hamuje, z drugiej nie, i wpada w poślizg a ja to tak negatywnie odczuwam w połączeniu z negatywną pogodą i nastawieniem i problem rozwiązany.. Nie rezygnuję oczywiście z teorii, że zużyte opony (a zużycie mierzę przede wszystkim ich przebiegiem), a potem dopiero oceną stanu wizualnego - zmieniają swoje właściwości i inaczej zachowują się na poszczególnych typach nawierzchni w różnych warunkach. Wiadomo, że inaczej się jeździ latem pryz temp. ponad 20℃, w słoneczny dzień na suchej asfaltowej drodze. A inaczej w balansującej w granicach 0℃, lub mniej, mokrej nawierzchni.. Ten problem zaczyna mnie coraz bardziej irytować. I coraz częściej zaczynam się obawiać, że nie jest to wina samego roweru czy jego części... :( A to mnie dodatkowo dobija. Jak się okaże, że się nie nadaję do jeżdżenia, bo to w sumie prawda. Ja się nie nadaję do uprawiania żadnych sportów.. To co mi w tym smutnym życiu pozostanie? :( Do tej pory mam nadzieje.. Wiarę w sens tego co robię, tej nieustannej walki o samorozwój, stawania się coraz lepszym i silniejszym do granic swoich możliwości. To wszystko jednak przestaje mieć znacznie, gdy na jakiś grupowych wyjazdach nie daję rady szybko jechać za innymi.. Robić mniej przerw.. Czując się niewydolnym nie widzę sensu w tym poświęceniu. Przecież inni rowerzyści wcale aż tak dużo i często nie jeżdżą a gdy przyjdzie co do czego ich wyniki są naprawdę imponujące.. Ja mimo regularnej pracy nie jestem wstanie tego osiągnąć. I tak niestety coraz częściej nie widzę sensu brnąć dalej w ten sport, te poświęcenie.. Może zostanę takim antysportowcem, antyrowerowcą jak MM.. On ma na to wyjebane i jakoś dobrze mu z tym w życiu. Nie musi być zdyscyplinowany i pilnować się tego aby w każdej wolnej chwili jeździć i trenować. A najbardziej wkurwia mnie to, że gdyby na serio pojeździł kilka dni byłby wstanie mnie pokonać. I to mimo tego aroganckiego podejścia.. I tak jest wstanie mnie wiele osób pokonać. A mnie co ma pozostawać? Jeździć mimo wszystko jak dziś? Ilu osobom chciałoby się w taką pogodę jechać.. No ja też bywam zniechęcony. A mimo wszystko jadę i walczę. Walczę o każdy kilometr każdej trasy. Nie zawsze mi się wszystko udaje. Nie mam jednak sobie nic do zarzucenia. Walczę do końca i się nie poddaję! Tak jak dzisiaj. Choć powiem, że było miejscami ciężko. Niby nie długa trasa, ale ten wiatr, niska temp. i te wkurwiające awarie jednak się na mnie odbiły. Po tylu latach jeżdżenia z licznikiem, licznikami.. Jednak nie potrafię jeździć nie mając pod kontrolą parametrów swojej jazdy - tego ile km już zrobiłem, ile minęło czasu na jeździe.. Z jaką chwilową prędkością obecnie jadę. A jednak musiałem jakoś bez tych danych jechać. A potem się dalej wkurwiać jak przerwał mi się film w Baszewicach. Najgorsze jest to, że przed Baszewicami przewidywałem, że się tak może zdarzyć! Mogłem się zatrzymać.. Przerwać film, aby zapisał się plik GPS z nim związany i jechać dalej. Ewentualna strata byłaby mniejsza. A tak - a tak dotyczy on: 27 minut. A więc najprawdopodobniej odcinka ok. 7 km. I teraz nie wiem. Próbować szacować te km.. Czy po prostu mimo wszystko pojechać jutro tą samą trasę i zobaczyć ile wyjdzie - a przewiduję, że będzie ok. 40 km. Najprawdopodobniej 39 z hakiem.. I chyba tak zrobię, że jutro podejmę tę próbę na nowo.. Choć nie jestem z tego zadowolony. Bo jeśli jutro miałbym jechać to wolałbym na coś krótszego.. No ale zobaczymy..