Trasę z dnia dzisiejszego - niestety ostatnią w Nysie, z Opolskiej ziemi - zaczynaliśmy od przejechania ul. Podolską, z której skręcaliśmy na ul. Nowowiejską. W dużym uproszczeniu wczoraj też tu jeździliśmy z przewodniczką KK. Dzisiaj musieliśmy sobie radzić sami - bez przewodniczki :( Jazda ściśle wyznaczoną trasą na rower do Odmuchowa była jednak jakąś porażką. Początek może nie był taki zły - objechaliśmy Fort III Twierdza Nysa - FORT III, ogrody działkowe. Po prostu trochę centrum miasta, które zwiedzaliśmy wczoraj - wczoraj zwiedzaliśmy znacznie więcej niż napisałem! Bo prócz Fortów była jeszcze Altana Eichendorffa -> Altana Eichendorffa i.nysa.pl. Dzisiaj oczywiście pominęliśmy te miejsca i skierowaliśmy się w stronę Jeziora Nyskiego - zwiedzając dodatkowo trochę centrum miasta. W tym al. Wojska Polskiego, ul. Piastowską. Tak naprawdę zmierzaliśmy do Punktu Informacyjnego usytuowanego właśnie przy ul. Piastowskiej (byliśmy tu wczoraj!). Tam są pamiątki i takie sprawy :) I dopiero stąd ruszyliśmy dalej mijając kolejne fajne strony Nyskiego Miasta jak np. Redutę Jerozolimską: Twierdza Nysa - Reduta Jerozolimska. A później znana zakrawająca o obrzydzenie ul. Saperska. Wzdłuż niej jest ciąg pieszo-rowerowy w fatalnym stanie. Już po pojedynczych przejazdach nie chce się tu wracać i ma się obrzydzenie myśląc o tej drodze. No ale jedziemy czy idziemy różnie to bywa... Agresorek też coś z tej wycieczki musi mieć nie tylko my. Dzisiaj jest apogeum ciepłej pogody temp. ponad 30℃, gdzieś w okolicach 32℃ a odczuwalna w okolicy 35℃. Dzisiaj ten wojaż idzie mi słabo, przez pewny czas słabiej się czuję. A jeszcze ta droga taka przejebana taka... W zasadzie minęliśmy jazdę wałem przeciwpowodziowym i pojechaliśmy przez wioski z Nysy na Skorochów. I wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wjechać w jak się okazuje drogę DW489. To dosłownie kawałek, który odstraszał jedynie stromym podjazdem. Niedługo później na rondzie św. Rity odbiłoby się na Głębinów. A tak... Ten dojazd z Skorochowa to jakaś abstrakcja była. Turystów co nie miara, jakieś ośrodki wypoczynkowe te sprawy. Objazdy, w ogóle nie opisane drogi. A na koniec przejazd przez Klub Żeglarski Nysa. Dałoby radę to objechać - tak zdaje się, że byłaby najszybsza droga. A tu pod tym Klubem a w zasadzie z naszej perspektywy za nim... Były jeszcze większe problemy z przejazdem. Same kampery, które zajmowały całą drogę niesłusznie przez nie których uważaną za jednokierunkową. To była strefa ruchu... I droga jak najbardziej dwukierunkowa. Będzie, że się czepiam jak na społeczniaka przystało... No ale nie rozumiem tego traktowania roweru i ludzi nimi jeżdżących jak śmieci i niespełna rozumu. A tak to wygląda. Brak znaków, opisanego przejazdu. I sobie radź... Wjeżdżasz w jakieś lasy, skarpy i chuj wie co. I domyślaj się jak jechać!? A to dlatego, że włodarzom miasta szkoda było kasy na pełnoprawną ścieżkę rowerową?! Szeroką, bezpieczną i co ważne (może nie najważniejsze ale ważne) - opisaną! Aby nie było wątpliwości. A tak wyszło, dosłownie kilka km drogi ciągnęło się i ciągnęło... Ten przejazd przez Skorochów to była masakra i niepotrzebny powód do kolejnych niepotrzebnych "incydentów słownych" i powiedzmy nieporozumień. No mnie to wkurwia, takie traktowanie rowerów. Bo to jest wprost wymierzone przeciwko rowerom! Nie ma innego wytłumaczenia. Takie durnoty wymyślają politycy i włodarze co wożą sobie dupska luksusowymi autami. I nie rozumieją problemów turystów. A przeciskać się przez jakieś gówna to nie jest rozwiązanie. A jeszcze dodam, że zwykle nie mam problemu z ignorowaniem cudzej własności - jeśli chodzi o drogi... No ale ten przejazd przez tą Przystań Żeglarską Nysa jakoś do mnie nie przemawiał. Potem było kolejne nie porozumienie przy samym Głębinowie. Bo przy kościele parafialnym była droga do parafii. No i to był powód do nie porozumień i złości... No dobra, wyjechaliśmy z stąd i pojechaliśmy dalej co prawda utwardzoną drogą ale to nie to samo co dobrej jakości ścieżka rowerowa. Drogi takie gruntowe / polne, czasami szuter. Ciągnęło się to przez kilka kilometrów w pełnym słońcu, wśród pól i ładnych widoczków od Głębinowa po Wójcice. Tam dopiero była normalna droga... A zaraz za nią Otmuchów, który zrobiliśmy sobie bokiem. Tam zrobiłem mały urbex. Nie wiem co to jest, trudno mi znaleźć wyjaśnienie co to za obiekt. Dziwna konstrukcja przy ul. Parkowej, blisko rzeki Nysa Kłodzka. Według mapy obok tego obiektu jest "dom strzelniczy". I nie wiem co za śmieszek na mapie OpenStreetMap (stan na chwilę pisania wpisu) opisał ten obiekt jako "Dom Kultury". W ogóle to na to nie pasuje, prędzej to może właśnie coś ze strzelnicą związane? W sumie nie wiem. Tajemnicze te miejsce. Dookoła gęsto obrośnięte roślinnością. Jednak znalazłem bezpieczne dojścia. I zrobiłem sobie obejście po tym obiekcie. Po tej wycieczce zwiedziliśmy trochę centrum Odmuchowa i zjedliśmy obiad. Dopiero po obiedzie nabrałem sił do dalszej jazdy. Do tej pory było mi ciężko... I słabo ta jazda szła. No ale po obiedzie się odmieniło. Po obiedzie podjechaliśmy pod jezioro Odmuchowskie i wkrótce zaczęliśmy drogę powrotną do Nysy. Nim jednak nastąpiła już na wyjeździe z Odmuchowa jak sądziłem do wsi Śliwice, zrobiłem jeszcze obiad po Odmuchowie szukając tablicy z nazwą miejscowości. Jak się okazało: niepotrzebnie... Bo tablicę mijaliśmy właśnie mijając te "Śliwkowice" po kolejnej niepotrzebnie spornej sytuacji... Jakoś te Ziemie Opolszczyzny nam nie służą. A może co bardziej prawdopodobne to nie jest dobry czas na urlop. Zbyt dużo stresu i problemów. To uniemożliwia wypoczynku. I tylko niepotrzebnie tworzy konflikty... No cóż, a co do Śliwkowic bo o nie też była pretensja, że ich nie mijaliśmy a mieliśmy mijać - okazały się one być dzielnicą Odmuchowa: Śliwice Odmuchów. No ale skąd miałem to wiedzieć? Przecież nikogo celowo w błąd nie wprowadziłem - tylko mówiłem co widzę na mapie. A czemu to takie ważne? Może ktoś się zastanawia... Bo nasz Agresor (pies) to tak naprawdę ma na imię Śliwka :D A dalsze fakty to już sobie każdy czytający sam połączy w głowie...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1293
Trasa nr [łączna]: 1372
Trasa nr [na blogu]: 1286
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 126
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1360 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1274 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 17272.8 km
Stan Licznika Końcowy: 17330.14 km
Stan Licznika Końcowy2*: 17210.74 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 29749 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 29806 km
Maksymalna prędkość: 36 km/h
Przejechałem: 57.34 km
Przejechałem [msc]: 692.03 km
Przebieg roweru [rok]: 4975.53 km
Przebieg roweru [suma]: 54029.78 km
Przejechalem w 2023: 4975.53 km
Podroż dookoła świata (2023) 12.4388 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 135.0745 [%] km
Czas jazdy: 04:41:36 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3445:15:01 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3221:48:53 h
Czas Jazdy Suma (2023): 337:07:05 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 45:42:17 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:51:24 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:40:32 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:30 h
Średnia: 12.24 km/h
Dzisiejsza już ostatnia trasa na Opolszczyźnie była nieco krótsza niż pierwotnie planowałem. Bo pierwotnie planowałem zahaczyć o Paczków i Czechy. Jednak do Odmuchowa dojechaliśmy już późno. Nim tam się zrobiło objazd po centrum, po rynku i pozwiedzało, nim poszło się na ten obiad (w okolicy godz. 15 dopiero). Nim się go zjadło. To już nie było sensu wyruszać dalej. A dość powiedzieć, że ta droga do Odmuchowa to mnie wykończyła. Ten dziwny przebieg, bo włodarze tych ziem podobnie jak innych mają rowerzystów za nic, za gorszy sort... No i takie są efekty. Dłużyła się ta jazda przez te dziwne objazdy i inne wymysły. A ja cały czas miałem w pamięci, że można było jechać drogą, którą początkowo mylnie zakwalifikowałem jako DK46 a to była DW489. Nie mniej i tak panował na niej większy ruch. Nie mniej dalej kontynuując tą myśl - myślę, że ten 1-2 km byłoby lepsze niż błąkać się tym objazdem, którym jechaliśmy (w sumie na siłę) aby jechać... Dalsza część drogi od Głębinów już taka najgorsza nie była. Choć to nie asfalt ale jechało się w miarę. I fajne widoczki, i ten wiejski klimat... A wiejski klimat przemawia do mnie wszędzie - gdziekolwiek bym nie był. Choć składa się tak, że do tej pory nie bywałem w wielu miejscach. W zasadzie w tym roku trochę odrabiam - tu Nysa, a wcześniej Kościerzyna. Tak to się nie jeździło, ale jak już jest z kim (JS <3). [kurwa już drugi raz nie dam symbolu utf z dwoma sercami, przy opracowaniu wpisu (opis robiłem 28.08) - w dniu 30.08) - wyszło na jaw, że wyjebało wpis poniżej znaku utf... W backupie wpisów oczywiście też wyjebane.... I cała praca, zamysł poszedł na marne. Piszę tę część wpisu jeszcze raz - jednak to nigdy już nie będzie to samo... Nigdy nie będzie to ta sama myśl, te same przykłady itd.]. A skoro jest z kim to się korzysta. W końcu jest tyle dróg, tyle miejsc które chciałoby się zobaczyć. A do tej pory tak mało się widziało. W te ostatnie trzy dni trochę nowe tereny się pozwiedzało i w sumie tyle. A jak zwykle po każdym takim wyjeździe pojawia się mnóstwo planów na kolejne - tylko nierealne jest je wszystkie zrealizować. A co do dzisiejszego dnia to najważniejszy był dla mnie ten Odmuchów. Miasto fajne, po drodze zaliczony tajemniczy urbex przy ul. parkowej. A dokładnie przy pomniku poległych polaków. Znajduje się tu tajemniczy obiekt który przykuł moją uwagę, częściowo pozarastany ale dostępny. Wg. mapy (przynajmniej w stanie na dzień pisania wpisu) jest on opisany jako "Dom Kultury". No ale na "Dom Kultury" to, to w ogóle nie pasuje. Obok wg. mapy był tu kiedyś tor strzelniczy. Być może to pozostałość jakieś infrastruktury po strzelnicy - co miałoby w sumie większy sens. No ale ten Urbex to nie wszystko. Zwiedzanie w ten upalny dzień (ponad 30℃) i ryzyko burz... A nawet gwałtownych burz - Odmuchowa miało miejsce. Trochę pojeździliśmy głównie przy starówce, starym miastem i tutejszymi zabytkami. A jest ich sporo. Tutaj nawet placówka poczty Polskiej wyróżnia się na tle pozostałych obiektów. Tylko te jezioro Odmuchowskie - wypada słabo w porównaniu z Nyskim. No ale na co tam narzekać. Coś się zobaczyło i trzeba było wracać. Wbrew pozorom powrót nie był taki długi - wyjeżdżaliśmy przez dzielnicę Odmuchowa "Śliwce", dalej droga prosta. Mały ruch aut. Prowadziła nas do Kałkowa. Z Kałkowa nie widać było już gór, które do tej pory na horyzoncie się pojawiały. Teraz trasa w miarę prosta, prowadziła już bezpośrednio do Nysy przez miejscowość Biała Nyska. Wszelkie sporne sytuacje z dnia dzisiejszego przeminęły i są wspomnieniem gdy minęliśmy ten Odmuchów. No nie spodziewałem się, że te miasto przyniesie tyle problemów zarówno z dojazdem do niego jak i późniejszymi sytuacjami jakie w nim wynikły... Powrót był już jednak spokojniejszy. I w sumie cel poboczny zaliczony - zdjęcie z tablicą miejscowości. Niepotrzebnie za tą tablicą pojechałem przez cały Odmuchów - zostawiając JS na ok. 20 min. Przy końcu miejscowości. Wpakowałem się w te miasto, tam same jednokierunkowe. Nim bym wrócił to założyłem, że szybciej wrócę obwodnicą miasta (wciągu drogi DK46). To jednak też chwilę zajęło i ten objazd był dłuższy niż zakładałem... A jeszcze pod wiatr... To z mojego pędzenia ile dam radę wyszło tyle ile wyszło. Odcinek pod wiatr mnie spowolnił. A potem już w drodze powrotnej z JS, warunki pogodowe nam sprzyjały. Nie było odcinków pod wiatr. Towarzyszyła jednak ta nieodłączna myśl, że to już nasze ostatnie chwile tutaj. Przynajmniej w tym roku. Na pożegnanie mijaliśmy te cholerne jezioro Nyskie, przy którym wszystkie nasze tegoroczne trasy się zaczynały i kończyły. Na pożegnanie oczywiście nie mogło być inaczej i dalej mijaliśmy je bokiem wjeżdżając w miasto w dobrze już poznane przez ostatnie trzy dni drogi, którymi już kilka razy jechaliśmy. I tak wróciliśmy jeszcze przed zachodem słońca do domu ciotki. I pozostało nam spędzić tu już ostatnią noc...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)