Dzisiejsza trasa jest kontynuowaną wczoraj: "Płotowskie wojaże - dzień 1/2" wycieczką po pięknych stronach w których mieszkam, dość bogatą historycznie. Naprawdę wartą odwiedzenia i bliższego poznania! Jednak dzisiejszy wyjazd rozpoczął się dość późno. A ja specjalnie wziąłem sobie urlop do środy (17.08). Byłem już po godz. 8 w Barkowie... I nim wyjechaliśmy na dobre było po godzinie 11. Czyli w zasadzie mógłbym do tej 12-stej w Trzygłowie siedzieć (i tak jechaliśmy do Trzygłowa) i tak.. I mieć przy tym zaliczony dzień w szkole. No ale stało się jak się stało. Mimo, że była o tym mowa to jednak dzisiaj nie było nawet kiedy zabrać się za zrobienie tego koła. I dziś jak dziś, ale już jutro postanowiłem podjechać do serwisu rowerowego. Ile to wymienić szprychę i nacentrować z 20-30 min roboty. Powinien to ktoś ogarnąć. Więc pomimo tego, że to trochę ryzykowne, to jednak dzisiaj pojechałem z nimi w tą trasę. Ze względu na pogodę, że jest nadal ładnie - to skierowaliśmy się na te Gryfice. Choć myślałem o tym aby jechać dziś na Łobez. Ostatecznie jednak pojechaliśmy przez Trzygłów do Gryfic. Z Gryfic do Rzęskowa, dobrze zobaczyć Rzęskowo i tamtejsze ruiny cmentarzy. Parę zdjęć z drona samego Rzęskowa i okolicy. A to trwa i trwa... Nie spodziewałem się, że to tyle czasu zajmie. Niby nic a czas ucieka. Dzień się szybko kończy. A nawet całości listy punktów do odwiedzenia nie udaje się ogarnąć. A ja tam się martwiłem, że za mało punktów na liście podawałem, że za szybko minie to i nie będzie co robić wciągu dnia. A to się okazuje, że jednak za dużo nawet! No nie mniej wyjazd udany... Chociaż mogłem się nie spieszyć z rana jakbym wiedział... A na dobrą sprawę to ja się po 7 przygotowałem do jazdy. Dzisiaj i tak przysnąłem dłużej bo właśnie koło 7 się zbudziłem dopiero :O W innych okolicznościach byłbym jeszcze szybciej i jeszcze szybciej gotowy do jazdy. Dni nie są wcale już długie, czuć i widać, że idzie jesień... Pierwsze żółte liście na drzewach, ten niepokojący silny wiatr. Można się trochę zapomnieć przy tym cieple i słonecznych dniach! Jednak czuć już niestety jesień, która dość szybko zabiera nam chwilę radości w postaci lata... I tak, dziś udało się zrobić tylko kilka punktów. Trasę przerwała burza, która była szybciej niż wczorajsza, ta jednak była spodziewana. Przelotna burza, gorzej z deszczem - ponad 2h opadów. Kończyło się to dopiero po godzinie 19. Gdy już byłem po trasie, zmokłem po drodze... No cóż, nie zdążyłem wyjechać z objęć tej burzy. Ścisnęła mnie w swym chłodnym uścisku. Jednak co to za burza... Więcej to było ulewnego deszczu, miejscami tak silnego, że nie było nic widać niż samej burzy. Trochę po grzmiało, kilka razy gdzieś zeszły pioruny. I tyle z tych atrakcji. Tylko został deszcz, z przechodzącym nasileniem. Nie mniej gdybym został w Skalinie, za Dziadowem, dokąd zdążyliśmy z WG i KW dojechać... To musiałbym wracać prawie po nocy. Czekając na koniec deszczu. Nie było dobrego wyjścia. Co prawda odległość nie daleka jakieś 20 km... Ale jednak na spokojnie to trzeba liczyć z 1,5h. No dziś w miarę możliwości jechałem szybciej. Jednak silny wiatr, z jeszcze silniejszymi podmuchami skutecznie mi to uniemożliwiał... Trzeba było walczyć z tą przewrotną pogodą... I dojechać do celu. Dziś i tak wracałem do tego Skalina, plany jeszcze pewne miałem, które też się dzisiaj nie udały. Jakoś to się tak ciągnie.... Ten gorszy czas... Tylko tyle pozostaje napisać, że poza późnym z rana wyjazdem - to dzisiejsza trasa się w miarę udała. Gdyby nie pogoda i gdyby wcześniejszy wyjazd to może udałoby się więcej przejechać.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1086
Trasa nr [łączna]: 1166
Trasa nr [na blogu]: 1080
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 124
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1154 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1068 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9588.41 km
Stan Licznika Końcowy: 9647.5 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9641.34 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 22202 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 22261 km
Maksymalna prędkość: 41.5 km/h
Przejechałem: 59.09 km
Przejechałem [msc]: 429.37 km
Przebieg roweru [rok]: 5092.78 km
Przebieg roweru [suma]: 46347.09 km
Przejechalem w 2022: 5092.78 km
Podroż dookoła świata (2022) 12.732 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 115.8677 [%] km
Czas jazdy: 03:44:37 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2708:22:50 h
Czas Jazdy Suma (2022): 337:28:39 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 27:58:07 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2931:48:58 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:47:49 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:43:18 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:38 h
Średnia: 15.83 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego tak przebiegała po między wybranymi punktami dla dnia 2. Przygotowanym na podstawie mojego harmonogramu. Jednak w harmonogramie miałem znacznie więcej atrakcji. Sprawdza się jednak to, że wszystkiego się nie przewidzi. I po prostu na to co mijaliśmy zeszło więcej czasu niż zakładałem. Jeśli miałbym w przyszłości znów takie przygotowywać plany, to na pewno to uwzględnię. No ale w takim razie te wyprawy aby miały sens musiałyby trwać miesiącami. Spójrzmy na ogromne tereny moich najbliższych rodzinnych stron. Niektóre ze skarbów tutaj, dopiero odkrywam. Nie których dróg i to co mogły skrywać jeszcze nie było mi dane odkryć. No ale już samo to co odkryłem czy widziałem było związane z miesiącami jeżdżenia, setki tras. Często powtarzające się, w podobnych miejscach. Prędzej czy później dochodziłem do pewnych komplikacji, które na serio dopiero od jazd z 2022 r. zacząłem eliminować. Chodzi o to, że dni są na wszystko za krótkie, a także bez sensu jest marnować siły i czas na dojazd gdzieś dalej. To uniemożliwia mi dalszej eksploracji tych storn. Tutaj dużą przewagę mieli moi dzisiejsi towarzysze. Nie ograniczało ich to gdzie wylądują. Gdzie by się to nie stało to tam śpią, i z stamtąd ruszają dalej. To w sumie ciekawy pomysł. Oczywiście ja nie nadałbym się raczej do spania w namiocie czy śpiworze. Z powodzeniem mógłbym zatrzymać się w jakimś tanim motelu. Tam po nocce ruszać dalej. Dawałoby to większe możliwości, niż te które mam obecnie. Wiadomo, dużo czasu i sił schodzi na dojazd. A potem powrót.. Więc rozsądnie by było spać w trasie aby z pewnego punktu móc kontynuować wojaże jak robili to moi dzisiejsi towarzysze. Jednak odnośnie naszej dzisiejszej wyprawy, to jednak tego czasu było za mało. A do tego pogoda wszystko popsuła. Zbyt szybko. Bo byśmy jeszcze na Gryfice razem wrócili, oprowadziłbym ich jeszcze dziś po Gryficach a do Skalina wróciliby sami. Bo wstępnie mieli się tutaj rozłożyć do spania. Ostatecznie stało się to na końcu Borzęcina. Jednak dalej przy pięknej rzece Redze. Dzisiaj udało się zaliczyć parę miejsc, poza oczywiście Barkowem skąd ruszaliśmy to nieco dokładniej Trzygłów, i Rzęskowo. W Rzęskowie ciekawostka. Coś się zaczyna dziać przy dawnym dworku, obecnie świetlicy wiejskiej. Teren przynajmniej od frontu otoczony bramkami, ochrona w budach. I coś tam robią. Czy jednak będą wyburzać tudzież rozbierać ten obiekt? Mam wątpliwości: Urbexowe Rzęskowo. Wejść by się tam i tak dało od tyłu. Gdyby zburzyli nie byłoby tej możliwości... W Rzęskowie odwiedziliśmy dwa tutejsze cmentarze, wg. WG żydowskie. Ja tam nie wiem, nie znam się. Po niemiecku na nagrobkach piszą... I cóż, po Rzęskowie nim pogoda zaczęła się psuć zdążyliśmy dojechać przez Dziadowo do Skalina. Tam dosłowne ostatnie loty z drona, obejmujące przepiękny dom na wzgórzu Skalina. To niestety rudera, sypie się dach. Mieszkają tam alkoholicy jacyś... Czy tam wiejska patologia albo tacy, którym w życiu nie za bardzo wyszło. Szkoda jednak tego urokliwego domku, który bez odpowiedniego zabezpieczenia będzie powoli popadał w ruderę. A obecni lokatorzy prędzej czy później będą musieli z niego odejść. Po tych lotach w Skalinie, zabrałem się czym prędzej w drogę powrotną. Jednak przeznaczeniu nie umknąłem. Trochę kropiło, potem padało, i na końcu mocno lało, dopadło mnie jeszcze przed skrzyżowaniem na Barkowo. A powrót z Gryfic? Masakra. Cały czas pod silny wiatr. Silne opady deszczu również nie pomagały... Jest też korzyść z tej sytuacji. Rower umyty, w tym ubrudzona ostatnio kupką przednia opona Schwable Mundial. Ale czy to tak dobrze, że ta opona wyczyszczona przez deszcz... Miała się naturalnie wyczyścić co miało dowodzić jej dalszego sporego użytkowania w różnych warunkach pogodowych, i na różnych drogach... Przypomnę może o co chodzi: Trasa Lubieszewo - Skowrony. No i cóż, dziś było jak było... Może jutro będzie lepiej. W kolejny dzień naszej wyprawy!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)