Dzisiejsza w sumie krótka trasa, była objęta taką niepewnością z samego rana czy jechać czy nie - w końcu zawsze mam jakąś blokadę do jeżdżeniu o takich godzinach, szczególnie w taką porę roku : Jednak ta poranna wątpliwość przerodziła się w piękną pogodę, która była już po południu. Trochę żal, że tak mało pojeździłem. Jednak kilka dni na rowerze pod rząd dało o sobie znać. Nie mniej nie żałuję, że pojechałem :) Ważne, że w ogóle się wybrałem. A, że mam zrobione takie skromne kilometry jak te 30.. To przecież nie szkodzi! Ważne, że w ogóle się jeździ. Ten powrót do tej rowerowej rzeczywistości nie jest łatwy. I nie będzie tak prędki jakbym sobie tego życzył. Jednak ten okres absencji był spory, i to się bardzo negatywnie na mnie odbiło. A jeszcze ta jesienno-zimowa aura, pogoda, i te zwykle dołujące - krótkie dni.. Nie pomagają. Nie mniej się nie poddaję, wciąż mając niezłomną wiarę: Odnaleźć wiarę - jadę dalej, z nadzieją, że z każdym dniem będzie coraz bliżej wiosny! A to właśnie wiosna tak wiele zmienia. Tym czasem tkwię w jesiennej porze, w kończącym się 2021 r., który przyniósł mi wiele wspaniałych tras. I już teraz mogę powiedzieć, że drugi co do ilości jazd i przejechanych km rekord w mojej całej kolarskiej historii :) Przy czym - rok rowerowy się jeszcze nie skończył, wobec tego jeszcze wiele może się wydarzyć! :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 940
Trasa nr [łączna]: 1021
Trasa nr [na blogu]: 935
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 195
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1011 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 925 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3843.75 km
Stan Licznika Końcowy: 3877.13 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3877.5 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16467 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 16500 km
Maksymalna prędkość: 29.7 km/h
Przejechałem: 33.38 km
Przejechałem [msc]: 170.56 km
Przebieg roweru [rok]: 8558.31 km
Przebieg roweru [suma]: 40569.67 km
Przejechalem w 2021: 8558.31 km
Podroż dookoła świata (2021) 21.3958 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 101.4242 [%] km
Czas jazdy: 01:59:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2329:20:38 h
Czas Jazdy Suma (2021): 528:46:58 h
Czas Jazdy Suma (listopad): 10:05:21 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2552:46:46 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:40:54 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:42 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:41 h
Średnia: 16.83 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego to było przede wszystkim zmotywowanie się do tego aby w ogóle jechać. Wyruszyć tak z rana to nie lada wyzwanie, a jeszcze w taką porę roku. Na szczęście już od rana było ciepło. I nie było tak źle. Poza jednym mankamentem. A mianowicie te jazdy zajmują mi więcej czasu niż miało to miejsce przed moim rozchorowaniem się w październiku :| Jestem już nawet zażenowany tym jak długo jadę taką krótką trasę te 10,6 km pod szkołę robiłem w ponad 40 min! Spodziewałem się, że dojadę w 30-35 min a to nic z tego. Może to być wina tego, że jeszcze nie wróciłem do w pełni swojej sprawności po rozchorowaniu się, albo i wina pogody. W końcu gorsza pogoda, inne nastawienie. Żyję z świadomością, że piękny sen o którym nawet nie śniłem z początkiem roku rowerowego (10 tyś km w rok), niespodziewanie mógł się udać. Tak nie wiele brakowało aby nie było to zwykłe niespełnione marzenie a tych akurat skrywam wiele. Patrząc na to jak szybko życie przemija, i jakie niesie spustoszenie z każdym przebytym rokiem obawiam się coraz bardziej, że żadne z marzeń się nie spełni. Nie czeka mnie już w życiu nic dobrego, poza nielicznymi dobrymi wspomnieniami, które przemijają jak robione kilometry, jak najdalsze podróże. Może te zniechęcenie nie pozwala mi się rozwinąć. Właśnie jak chodzi o te zniechęcenie dopadło mnie ono po pracy. Zmierzałem już na te Gryfice. Byłem pełny nadziei, że co ja nie zrobię, gdzie ja nie pojadę. I przerzutkę sobie wyreguluję, i gdzieś tam sobie pojeżdżę. A tym czasem - tylko po tego kababa do turków zajechałem. A z nim od razu najkrótszą drogą do domu. Tyle, że już pod Płotami, po spinie z pewnymi debilami na tablicach (ZKA...), którzy pultali się, że nie jadę ścieżką rowerową Oo, tyle, że takiej tutaj nie ma. To dziwne, abym się poruszał czymś czego nie ma. No nie ważne. Jeszcze chwilę przed incydentem sobie tak pomyślałem, że fajnie by było napić się szklaneczki, dwóch - coli... :3 Więc zamiast do domu, w te przebijające się przez chmury słoneczko, tak mile budujące atmosferę kończącej się trasy - pojechałem do sklepu Dino. I tu spotkała mnie druga dzisiaj nie przyjemna sytuacja. Pierwsza miała miejsce jeszcze rano w Baszewicach i co jakiś czas się powtarza -.- A chodzi o bugowanie się kamerki, łapie errora i się wyłącza. O ile plik się da naprawić, co zwykle robię. O tyle ten fragment śladu GPS przepada bezpowrotnie. A drugi incydent, gdy przypinałem Aurelię tym krótkim, niewygodnym uLockiem - złamał mi się kluczyk od zapięcia. Na szczęście sam w sobie klucz nie padł,a tylko obłamał się plastik, co go trzymał. No ale była chwila grozy. Ja to zawsze taki pechowy eh. Jakoś nie fajnie zaczynam ten weekend. Pełny obaw i smutku. A co najgorsze także samotności.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)