Trasa z dnia dzisiejszego miała mnie w pełni chwały i moich rowerowych możliwości prowadzić na wyżyny.. do przebycia kolejnej w tym roku próby 100 km trasy.. Taką jak zrobiłem rok temu (uwzględniając w tym roku, rok przestępny): Wyzwanie - trasa "100 km" z 07.03.2019 r.. W tym roku ta próba się nie udała.. Zrobiłem nie całe 70 km w sumie, może nie jest źle, może jest. Nie wiem. Dzisiaj zawiodło sporo czynników poczynając od pogody, przechodząc przez psychologiczne czynniki a kończąc na czasie. Porównując te dni, dzisiejszy a ten przed roku to przed roku miałem lepszą sytuację. Nie musiałem się spieszyć, nie musiałem się martwić czasem ani tym pierdolonym powrotem do tego pierdolonego szczecina.. No tak jest już od wielu tygodni. Będąc w Szczecinie męczę się tutaj, jest mi źle, jestem nie szczęśliwy. Wrócę na weekend. A co ten weekend warty to tylko jeden dzień (sobota) a w niedzielę powrót do tego jebanego Szczecina do którego tak bardzo nie chcę wracać. Wraz z mijającym czasem ta niechęć jest coraz większa.. To tylko kurwa niekończąca się walka o to. A zostawanie na weekendy tutaj też nie jest dobre.. I akurat ostatni weekend rowerowo mi nie wyszedł: ZS: Nieudana trasa i ZS: Niemiecki wojaż. Mocno zawiodła pogoda, a w niedzielę (01.03) nie tylko pogoda a także czas. Dzisiaj też czas był mocnym ograniczeniem.. Ten niechętny powrót do tego jebanego Szczecina.. I poranne wykłócanie się o wszystko.. I ta niekończąca się historia.. Ehh. Czuję się znowu zawiedziony. To już kolejny weekend z rzędu jak panuje taka pogoda. W tygodniu jest ładnie i OK. Przychodzi weekend i jest wszystko do dupy. I jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe, że pogoda jest specjalnie sterowana aby tak wyglądała?! No bo jest.. To jest umyślne upodlanie już i tak upodlonej klasy robotniczej aby nie miała prawa do wypoczynku, rozwijania swoich pasji.. I miłego spędzenia czasu. Klasie robotniczej się nic nie należy.. Tylko wieczne gnojenie za samo istnienie.. I tak wygląda to w tym pojebanym świecie.. No cóż, dzisiaj mi trasa mocno nie wyszła. A robiłem wszystko tak jak w klasycznej trasie "100 km". I to pomimo tego, że od początku trasy czułem, że nie dam rady dzisiaj.. Źle mi się jechało, ciężko, jestem taki zmęczony i jeszcze zniechęcony tą całą sytuacją w rodzinnym domu, jeszcze napięta sytuacja w tej cholernej pracy daje mi się we znaki, a myśl, że muszę jutro znowu tam wracać jest nie do zniesienia i nie do zaakceptowania! A znowu nie mogę sobie tak weekendem szastać aby co tydzień brać wolne na poniedziałkowe dni.. Przedłużać sobie weekend. Czuję się mocno wszystkim zawiedziony. Tyle poświęcam na treningi i rower. Prawdopodobnie przez to zostanę zwolniony z pracy - przez pasję rowerową. A mimo tego czuję się tak słabo, że nie dam rady zrobić nawet tych głupich 100 km. Jak mam więc poradzić sobie z większą próbą jaką będzie ponad 150 km pierwszego dnia rajdu Dookoła Zalewu Szczecińskiego a na drugi dzień ponad 110 km? W sumie ponad 260 km w dwa dni a to już niedługo (25-26.04).. Do rajdu już tylko 48 dn.. I jak mam sobie poradzić?! Skoro od trasy: ZS: Trasa "100 km - bateryjny problem" - a więc początku lutego - nie dałem sobie rady z żadnym większym wyzwaniem?! I NIE WIEM czy to wina zużytego na maksa napędu, że tak mi się źle jeździ, pogody?! Nastawienia?! Czy może po prostu nie nadaję się do tego i wmawiam sobie, że dam sobie radę, że przejadę ten X Rajd Dookoła Zalewu.. A tak naprawdę blokuję miejsce komuś, kto mógłby sobie naprawdę poradzić. W końcu tyle treningów, tyle jazd i poświęceń w tym roku dedykuję niczemu innemu jak temu rajdowi.. I tracę już wszelkie nadzieje, że dam sobie radę i, że ma to jakikolwiek sens. W końcu to już kolejny weekend jak żadne moje plany mi nie wychodzą.. Nie trzymam się założonych tras (weekendowe trasy) - pff.. Tylko raz się udało, a miały być regularnie co 2 tyg. Potem już nie zrobiłem tych tras - chodzi o te trasy: Trasa Golczewo-Stuchowo-Kocierz. Na początku lutego się wszystko zesrało i koniec.. Nie ma już nic, nie ma żadnej nadziei..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 564
Trasa nr [łączna]: 646
Trasa nr [na blogu]: 560
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 40
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 637 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 551 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3675.67 km
Stan Licznika Końcowy: 3743 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3738.15 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 0 km
Maksymalna prędkość: 33.7 km/h
Przejechałem: 67.33 km
Przejechałem [msc]: 203.24 km
Przebieg roweru [rok]: 1318.94 km
Przebieg roweru [suma]: 23884.67 km
Przejechalem w 2020: 1318.94 km
Podroż dookoła świata (2020) 3.2974 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 59.7117 [%] km
Czas jazdy: 03:59:07 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1284:58:58 h
Czas Jazdy Suma (2020): 86:35:38 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 12:39:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1508:25:06 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:31:53 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:09:53 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:16:42 h
Średnia: 16.9 km/h
Dzisiejsza trasa to przede wszystkim stracone nadzieje, malejąca motywacja i nieustannie uciekający czas. Do wielkiej próby zostało tylko 48 dni to jest tylko ~1,5 msc. To nie dużo.. A ja nie jestem wstanie wyjść z impasu rowerowego. A tym czasem Gryfus zaczął już przygotowania i to mimo niepogody! W końcu w sobotę pogoda była tak samo chujowa jak w piątek: Deszczowy Powrotu Czas. Ja miałem w planie robić trasę "100 km" właśnie w sobotę.. I wtedy miałbym cały dzień na to, żadnego stresu, żadnego wywierania presji. Ale nie no skądże.. Przecież jest weekend to pogoda musi być tak strasznie zepsuta! No normalne po prostu.. A nadto w sobotę byłem zmęczony, miałem inne plany. Miałem robić zaległości na blogu z całego tygodnia. A tylko trochę pogrzebałem i na tym się skończyło. Czyli nic nie zdołałem zrobić. Za to spędziłem fajnie czas i wieczór będąc na wieczornym odwiedzeniu Pałacyku w Iglicach i to mimo jego formalnego zamknięcia. Prócz tego, że jest zamknięty to został wyposażony w jakieś dziwne urządzenia ochronne! :) Mam z tego wczorajszego dnia (07.03) pewne nagranie, które to obrazuje.. Jego jednak publicznie pokazać nie mogę ;) Zbyt prywatne.. Ale spokojnie, do Pałacyku pojadę.. Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Luty 2. W prawdopodobnie zbliżający się weekend (14-15.03) się tam wybiorę. Któregoś z tych dni, w ramach Marcowego odwiedzenia Pałacyku. A co do dzisiejszej trasy.. Cóż.. Niby temperatura wciągu dnia nawet +10℃ ale odczuwalna z 3x niższa, strasznie zimno, nieprzyjemnie, wiatr wieje.. Do tego na początku trasy miałem słoneczko, a potem znikło za chmurami i zrobiło się całkiem nie przyjemnie. A mnie się tak ciężko i tak źle jechało.. Ciężko i ciężko.. Porównując dzisiejszą trasę do trasy z przed roku, gdy się próba powiodła: Wyzwanie - trasa "100 km" - co prawda robiłem tą trasę na tym samym napędzie (nr 3, gdzie oryginalny to numer 1) - ale to było: 6085 km. Więc nie dziwota.. Obecnie napęd ma już ponad 10 000 km, i pewnie już nie dam rady na nim jeździć. Miejscami jechało się jeszcze OK, ale ogólnie jest już źle. W najbliższych dniach planuję wziąć 3 dni urlopu (tak od środy) - zawieść Aurelię na naprawy (wymiana napędu, linek, pancerzy, oraz wymiana obręczy w kołach) - i centrowanie kół. A także take mniejsze pierdoły przy okazji wymiany linek jak wymiana kółek w przerzutce. Nie ma co dalej męczyć tego napędu i siebie. W końcu łańcuch ma wydłużenie na poziomie ponad 5%. Zęby na korbie są mocno zniszczone, i zaczyna się niszczyć kaseta. Co prawda łańcuch nie przeskakuje (regulacja przerzutki pomogła).. Ale ile ten stan rzeczy się utrzyma?! Skoro jeździ mi się już źle to nie ma sensu. A zdałem sobie o tym sprawę jeszcze na drodze do Nowogardu. A tak naprawdę - gdy mijałem Słudwia i jechałem w stronę Łowisk by tam za Łowiskami wjechać na drogę DW152 do Reska.. zdawałem sobie sprawę, że dzisiejsze wyzwanie będzie bardzo ciężkie i, że będzie stanowić OSTATNIĄ MOŻLIWOŚĆ pokonania takiego dystansu na tym napędzie. Ostatni raz, gdy wykańczałem napęd numer 2 to własnie wykończyłem go na takiej udanej trasie 100 km. Nie można jednak porównywać tego czasu - środek lata, ciepło, mam wakacje, nie mam stresów i zmartwień cały dzień przede mną jakoś dałem radę.. Im back - trasa 100 km! z 05.07.2018 r.. Dzisiaj sobie nie poradziłem.. Dzisiaj jechałem taki przybity, zmęczony.. Słabo, wolno.. Bardzo męczące były podjazdy.. No cóż.. I też dzisiejsza trasa przynosi sporo smutków na drodze z Reska do Nowogardu, coraz bardziej zniszczone i wyrżnięte tutejsze lasy.. Od wielu miesięcy nie jechałem tą drogą to nawet nie byłem świadomy tego co się dzieje.. A tu nic dobrego się nie dzieje.. Nawet nie miałem sił stawać i robić zdjęć. Nie ma sensu się wkurwiać jeszcze bardziej. Ja tylko zdechnę tylko przez ten nieustający stres i nerwówkę w życiu, w pracy. A te skurwysyny te śmiecie pierdolone, którego do tego doprowadzają, które niszczą świat, niszczą przyrodę będą sobie w pełni szczęścia i luksusu żyć.. Tak nie może być, że szczęście jednych budowane jest na zgubie innych.. No dobra, męcząc się bo męcząc dojechałem do Nowogardu a tam ostateczna decyzja. Skręciłem na drogę DW106.. Prawie wyjechałem z Nowogardu. Ale jednak nie. Zawróciłem.. I pojechałem na wiejską drogę przez Miętno i Wierzchy do drogi DW108, do której włączałem się na końcu wsi Truskolas.. W tym fragmencie trasy jechało mi się bardzo dobrze.. Utrzymywałem spore prędkości. Miejscami nawet 30km/h! Ale co się dziwić. W końcu jechałem z wiatrem.. Pod Mechowem było już gorzej. Miałem pod wiatr i to taki boczny.. Ciężko było.. A ta próba, przywiodła mi na myśl inną.. Z przed ponad roku: Porzucone wyzwanie z 24.02.2019 r.. Wtedy się też trasa nie udała jak dzisiaj.. Może jeszcze szczęście mnie nie opuści?! W końcu Gryfus zaczął od wczoraj co tygodniowe treningi od 40 km, i co tydzień zwiększa dystans o 10 km. Ja dzisiaj zrobiłem prawie 70 km. To może nie jest źle?! Ale też nie jest dobrze... Bo ja te śmieszne 40 km to ja mogę po pracy zrobić.. I tak kilka razy już zrobiłem.. Nic nie zmieni faktu, że termin 25.04 jest zbyt bliski.. I nie pozwala za bardzo przygotować się na te wyzwanie. Próbuję, walczę a nic z tego nie wychodzi. Czas podobnie jak pierwsze 40 tras w tym roku - minie bardzo szybko.. Wkrótce skończy się marzec, zacznie się kwiecień.. Być może pójdę na planowany 2 tyg urlop. W końcu za 59 dni - licząc od dzisiaj, rozstaję się z obecnym pracodawcą. Za dużo się złego dzieje w tej pracy abym chciał tam dalej zostać, aby to miało sens. To ma zbyt duży i to negatywny wpływ na mnie. Wiążą się również losy tego czy będę mógł zostać w obecnie zamieszkiwanym miejscu (internat garnizonowy) przy ul. Łukasińskiego w Szczecinie. Na Bursę Policyjną, na którą składałem wniosek: ZS: Sklep Dino "naprawa Aurelii" jakoś nie liczę.. Więc może być całkiem wesoło jak się okaże, że nagle zostanę bez mieszkania.. I bez pracy. A bez pracy to na pewno :) Ja nie zrezygnuję z Aurelii. Mam bardzo niską samoocenę, jest mi ciężko.. Regularne jazdy mimo wahań pogody, różnej sytuacji życiowej i różnego przebiegu dni, nieustanne zmęczenie itd.. Nie jest proste. A pracodawca zamiast mnie wspierać, to tylko gnoi za pasję, za rower.. I tylko się nieustannie z nimi kłócę. Tak jednak nie będzie. Nie dam po sobie jeździć. W tym kończącym się tygodniu wydarzyło się sporo złego, nieco więcej pisałem o tym na trasie: ZS: Dobra - Bezrzecze - choć wydarzenia nie dotyczą dnia z trasy.. Wydarzyło się za dużo złego. Śmiecie z którymi współpracuję, nieustannie donoszą na siebie nawzajem, na mnie.. Nie mam zamiaru z nimi spędzać życia, i tak się poświęcać. Bo później przez taką kurwa pierdoloną pracę, nie wychodzą mi trasy, mam zawalone weekendy. Nie mam żadnej radości w życiu.. Jeszcze te 59 dni, wliczając w to weekendy i ewentualny urlop jakiego mam jakieś 20 dni? (przynajmniej mam taką nadzieję), powinienem dać radę. A od przyszłego tygodnia czas szukać nowej pracy. Nie ma co się wiązać z tym miejscem, z tymi ludźmi. Tutaj się w końcu nic na dobre nie zmieni. A nie mogę żyć z nadzieją, że największe zło tego świata jak kierownictwo (NACZELNIK, kierownik, i kilka osób z zespołu) po prostu odejdzie.. Bo to pewnie niestanie się tak szybko.. Więc nie mogę żyć taką nadzieją. Tym czasem żyję porażką związaną z dzisiejszą trasą. Straciłem wszelkie nadzieje.. Będzie mi ciężko odbudować wiarę w swoje możliwości.. Czy się uda? Czy kolejne trasy będą lepsze? Cóż innego mogę rzec prócz tego, że trzeba obserwować dalej bloga.. W końcu kolejne wpisy przyniosą odpowiedź na to jak potoczy się dalej moje życie. W końcu kolejne wpisy na blogu od: Szczeciński miejski wojaż: "Trasa po pracy". Jak toczy się moje życie w pracy.. A raczej to jak się nie toczy ;) Wlecze się w tym gównie, i tonie w tym łajnie, jakim jest ta firma, ta cała instytucja policji, którą zarządza banda głąbów i debili.. Czego jednak oczekiwać za niebywałe oczekiwania i szeroki zakres obowiązków (bo kto to widział aby informatyk wiercił dziury w ścianie i kładł kable, montował gniazdka sieciowe, elektryczne..) czy dźwigał ciężki sprzęt.. - i to wszystko za nieco ponad 2000 zł i 1% * LATA SŁUŻBY ku CHWALE OJCZYZNY!... To ja może skończę ten wpis słowami: KU CHWALE AURELII! Bo tylko ona mnie trzyma przy zmysłach a ja zacznę chyba odliczać dni, ile w tym piekle jeszcze spędzę czasu.. A jak będzie już zbyt źle, to spierdzielę na L4.. I w dupie to mam :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)