Dzisiejsza trasa to druga w tym samym dniu - zaplanowana na ostatnią chwilę ;) Tak mnie przeszło przez myśl, że a co tam... Pojadę. Może będzie fajnie! Trzymała mnie jeszcze przy nadziei jedna myśl, że później idę na fajny wieczór... :3 Więc mimo, że dzień zaczął się nie ciekawie a powrót z pierwszej trasy: Trasa do szkoły - "rozsterki" był ciężki... To pojechałem. I co ciekawe teraz szło mi lepiej... Byłem na chwilę w domu nawet się z ciuchów rowerowych nie przebierałem. Zdążyłem zjeść obiad, chwilę odpocząłem i w drogę! Tym razem trasa z MM... Ta trasa nie bez powodu ma taki tajemniczy tytuł - psychodeliczna... :) To przez ten ciągnący się kilometrami las... Nie lubię tej drogi między Wicimicami a Starą Dobrzycą. Zresztą tak mieliśmy docelowo jechać :) No ale MM trochę zakombinował aby jechać z leśnego parkingu w Dąbie. No to ok... Tylko tak dodam, że to się dla niego nie skończyło dobrze :P Bo trochę ciężko mu było wracać. To dobrze, że nie pojechaliśmy jeszcze do Wicimic. A czemu takie rozwiązanie zostało zastosowane to nie wiem... Według mnie byłoby lepiej i wygodniej ruszyć z Wicimic i tam wrócić niż lecieć przez las w dwie strony - przy czym tak szybko się robi ciemno o czym zdążyłem się przekonać na ostatnich trasach: Trasa "50-tka". Z końcem października... Ta nie spodziewanie szybka noc naprawdę mnie dobiła i zrujnowała plany... W sumie myślałem tak, że może dzisiaj sobie tą 50-tkę zrobię. W końcu za dnia było tak ładnie - przebijało się słoneczko. Wczorajszy dzień (1.11) też był pod tym względem ładny... Ostatecznie jednak po porannych zdenerwowaniach i nie ciekawej sytuacji w szkole, gdzie po prostu każdemu już odwala... Robię trasę z MM... :3 W po południowej szarości a wkrótce i nocy. Dość późno - bo o 14. Chciałem chwilę wcześniej wyruszyć (tak 13:30) nawet... No ale MM nie mógł sam zaproponował 14. No ja jeszcze powiem tylko, że byłem za tym aby ta 13:30 z Wicimic... W dwie strony trasa ok. 26 km. To można było spokojnie w ~2h zrobić. Dzisiaj nie mogłem jeszcze rozciągać tego wydarzenia na późniejsze godziny gdyż byłem na wieczór umówiony :) W innych okolicznościach to co mi tam zostać chwilę dłużej... Zresztą MM jak zwykle się spóźnił... Standard... :) Ostatecznie jednak ruszamy po tej godzinie 14... W nieustannie coraz krótszych i smutniejszych dniach (szaro tak) - to bywa przybijające i depresyjne... Dzisiaj zachód słońca następował o godzinie 16:24. I tak przed 17 było już ciemno... Całkowity mrok łapał nas w drodze powrotnej. Można było tego uniknąć... Wyjeżdżając szybciej czy lepszą drogą... Jak np. z Wicimic a nie przez ten las z leśniczkówki w Dąbiu. To wcale nie skróciło drogi... Ani nie sprawiło, że można było szybciej przejechać... A teraz takie gadanie, że komuś coś się mogło wydawać... No popatrzmy realistycznie - jeżdżę po kilka tyś km rocznie (min. 5k), i średnio ponad 5k km rocznie. Robię po te ~200 tras. Mierzę się z różnymi problemami, miejscami... No to łatwiej mi pewne rzeczy ocenić i ryzyka niż komuś kto jeździ znacznie mniej. A sama znajomość terenu nie wiele ma do rzeczy ;) Bo jak o to chodzi (znajomość terenu) to przyznajmy te punkty MM, choć pewnie do pewnego momentu. W końcu bywał tu częściej i szybciej niż ja... Czy jednak zdołał przejechać większość tutejszych dróg i odkryć tyle skrywanych tajemnic? ;) Wątpię... Zresztą sam wszystkich dróg nie odkryłem - a co za tym idzie: tego co za nimi się kryje... To wszystko dopiero do odkrycia!... Na kolejnych wyjazdach...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1329
Trasa nr [łączna]: 1408
Trasa nr [na blogu]: 1322
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 162
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1395 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1309 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 18497.4 km
Stan Licznika Końcowy: 18528.89 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18409.49 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30974 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31006 km
Maksymalna prędkość: 19.7 km/h
Przejechałem: 31.49 km
Przejechałem [msc]: 52.87 km
Przebieg roweru [rok]: 6174.43 km
Przebieg roweru [suma]: 55228.68 km
Przejechalem w 2023: 6174.43 km
Podroż dookoła świata (2023) 15.4361 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 138.0717 [%] km
Czas jazdy: 02:43:24 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3298:28:42 h
Czas Jazdy Suma (2023): 413:46:54 h
Czas Jazdy Suma (listopad): 03:57:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3521:54:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:58:43 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:15 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:55 h
Średnia: 11.59 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już wspominałem dla jasności - druga dzisiejsza trasa - mimo trudności jakimi jest jeżdżenie po zalanych leśnych drogach, pełnych błota i stojącej wody - jest fajniejsza niż ta poranna do szkoły. Nie jest może już tak kolorowo - nie ma słońca, jest szaro, brzydko... Wieje i jest zimno. A mimo to jest fajnie... W otuleniu leśnych dróg, nie czuć tak wiatru... Jest więc przyjemniej i cieplej. Nie czuję tego zmęczenia, które czułem w drodze powrotnej ze szkoły - jadąc pod wiatr. Jest lepiej. A im bliżej nocy tym ten wiatr cichnie. Jest lepiej. No i w towarzystwie też jest inaczej... Mimo, że to psychodeliczna trasa (droga z Wicimic na Dobrzycę) to i tak było warto jechać. Gdyby nie propozycja MM z dnia 1.11 aby właśnie tu pojechać (i tak jak chciał nie pojechaliśmy) bo chciał z Wicimic... To bym pewnie tutaj dzisiaj nie zajechał. Chodziły mi po głowie inne tematy. Może gdyby nie to, że miałem błąd w tagach na blogu (błąd w 2017 r.), co zwiększał o liczbę "1" każdy tag a ja tego nie sprawdziłem, nie poprawiłem... To pojechałbym dzisiaj rano tą cholerną "100-tną" opisaną na blogu trasę "20-stkę" i pewnie jak nie z MM w tutejsze strony (wtedy szybciej bo przed godziną 12 jeszcze)... to w 50-tkę - po nic innego jak po w jesiennych barwach zdjęcia domu w Sikorkach, który ku mojemu dalszemu sporemu zaskoczeniu nadal się trzyma: Trasa "50-tka" - z 30.10. Nie zmieniło się nic od grudnia 2022 r. i lutego 2023 r. A to przecież kolejne miesiące a co za nimi idzie kolejne wydarzenia, zmienna pogoda... Tu deszcze, tu burze, tu wiatry, tu śniegi i mrozy. A także dni z wyższą temp. przekraczającą te +30℃... Jak ja już tęsknię za takimi dniami... <3 Chciałoby się aby znowu tak było aby znowu było te +_30℃ ciepło i widno do 21... A tak... Dochodzi ta godzina 17 i już całkowite ciemności. Powracając jednak do trasy - z decyzji MM ruszamy z Dąbia. Powiedziałem mu oczywiście, że to nie jest dobry pomysł - zawsze mówię co myślę. Jednak tak chciał to jedziemy. W wyniku tej decyzji ponad 30 min drogi to przebijanie się do drogi Wicimice - Dobrzyca. A do Dobrzycy tak szybko się nie dojeżdża. W stronę Dobrzycy jedzie się pod wzniesienie - choć może go nie widać to się czuje, że jedziemy pod górkę. I się dłuży ta droga. To oczywiście jest subiektywne dla mnie się zawsze dłuży przez ten ciągnący się tu kilometrami las, który swoją drogą coraz mocniej znika. Zarówno do drogi na Dobrzycę, jak i później wzdłuż drogi, którą od lat (okolice 2016-2017 r.) nazywam psychodeliczną... Ciągną się coraz większe wycinki, które na zawsze zmieniają urok tego miejsca... Wszystko niszczą... Przejeżdżaliśmy obok tych zbrodni w tej szarości dnia. Tak już w początkowej fazie półmroku wjechaliśmy do Dobrzycy i standardowo nad jezioro. Tam chwilę się było. Jakieś fotki. I czas wracać bo powrót wcale nie łatwiejszy - choć powinien być szybszy - to towarzysz podróży nieco z sił opadał. A najgorszy (pewnie sam przyzna) to był odcinek do Dąbia przez las. W pierwszą stronę - to już się zapomniało, że się jechało. A teraz przyszło wracać. I nie było wcale łatwiej - w kompletnych ciemnościach. W towarzystwie zwierząt kryjących się w mroku i kto wie czy na nas nie polujących! Przyłapałem takiego czającego się zająca...! W nocy, z wyobraźnią może się wszystko zdarzyć... Choć w trudach, ale się powróciło... Nie miałem już za wiele zapasu na swoje po południowe sprawy. Wracałem na szybkiego do domu, jeszcze się wykąpać, przebrać i gnałem w kolejne przyjemne spotkanie! Nie, że coś... Na rowerze też było fajnie :3 I tego też potrzebuję, ale pewne spotkania z pewną osobą również są ważne. A czasem i ważniejsze niż rower, niż Aurelia... Tylko nie mówcie Aurelii... Jak się obrazi jedna, druga na mnie to co mi pozostanie? :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)