Trasa z dnia dzisiejszego jest kolejną z serii moich rowerowych wojaży w Szczecinie, które rozpocząłem na jesień w 2018 r., w trakcie trwania mojego już ostatniego (10 semestru, V roku) studiów, na finiszu historii studiowania, którą odbywam na ZUT. Być może dzisiejszego wojażu by nie było gdyby nie kurs Administracji, który odbywa się obecnie co 2-gi tydzień od weekendu 23-25.11. I będzie trwał gdzieś do Marca - więc jeszcze trochę. W zbliżający się weekend będę miał drugie takie spotkanie. Związku z tym, że nie dość, że mam ten zasrany kurs, to jeszcze mam w tym tygodniu zajęcia na uczelni. Fajnie, że się za późno dowiedziałem, że w tym tygodniu miałem nadmiarową ilość zajęć :) To zajęcia jeden problem, kurs - drugi problem. Trzeci problem to mało wygodne i ekonomicznie opłacalne wojaże ze Szczecina i do Szczecina (2x w tygodniu). Związku z czym - wykorzystując możliwość przyjechania do Szczecina samochodem w dniu 03.12. Przywiozłem sobie rower na najbliższe dni. W Szczecinie będę prawdopodobnie tydzień. Mimo, że mam zajęcia w przyszłym tygodniu (ale to mam tylko z promotorem) to nie wiem czy pójdę na te zajęcia, czy nie (raczej nie) - daruję sobie :) Bez sensu specjalnie zostawać czy potem specjalnie jechać na spotkanie, które potrwa z 20-30 min. A jak znam życie to na te spotkanie za nie wiele zrobię. A dobra, piszę o wszystkim ale nie o tym co trzeba. Mam rower krótko mówiąc dlatego, że wciąż trwa budowa tej zasranej drogi S6, to powoduje spore problemy. A ja coraz gorzej znoszę częste jeżdżenie w tą i z powrotem. Przyjechałem więc z rowerem na ten tydzień. W Narnii będę aż tydzień. Prawdopodobnie będę wyjeżdżał 10.12. Przyjadę jeszcze na 2 dni zajęć na uczelnię - ale to już bez roweru. I kolejne zajęcia, kolejne spotkania na kursie będą dopiero po nowym roku. I co będzie wtedy - to będę się właśnie po nowym roku martwił. Teraz się martwię tym co jest w tym tygodniu. A w tym tygodniu jest trochę spraw do załatwienia + rower. Wczoraj jeszcze myślałem, że ten rower będzie mi trochę ciążył..i, że nie będzie tak dobrze. Może źle, że przyjechałem z rowerem. Jednak takie myślenie przestało mieć znaczenie w obliczu chodź jednej fajnej trasy. Dzisiaj miałem właśnie fajną trasę. W planie miałem jechać na Police. Ostatecznie żyłem w przekonaniu, że byłem w Policach xD Ale się myliłem. Do Polic jeszcze w chuj daleko. Mnie się udało dojechać co najwyżej za Golęcin, dokładnie do zadupia (to chyba jakaś część Szczecina) o nazwie Stołczyn. Stąd do Polic, pewnie jeszcze z 10 km. W sumie do Polic z Centrum wyszłoby mi ponad 20 km (a może nawet ok. 25 km) to już zależy od tego jakbym jechał i skąd dokładnie. Ja jechałem dokładnie z ul. Ku Słońcu przy skrzyżowaniu z Boh. Warszawy gdzie jest akademik. Więc trochę daleko. Jednak nic się nie stało - w tym roku kalendarzowym mam ostatnią szansę na rowerowe wojaże po Szczecinie. I nawet jeśli moje wojaże skończą się na jednej trasie, nie będzie to wcale oznaczało niczego złego. Lepsza jedna trasa niż żadna - w innym wypadku i tak zrobiłbym tylko jedną trasę (albo i nie zrobił) - w czwartek (06.12) innego wyjścia nie miałbym - gdybym nie przywiózł ze sobą roweru. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że pogoda dopisze. Dzisiaj była świetna - w szczytowej formie ponad 8℃ na plusie ;) I słoneczko chowające się za chmurami. Świetna pogoda na rowerowe wojaże. Pozostaje właśnie nadzieja, że kolejne dni też będą w miarę dobre. I, że też w miarę dobry będzie dzień, gdy część trasy będę wracał rowerem do domu.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 329
Trasa nr [łączna]: 413
Trasa nr [na blogu]: 327
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 142
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 408 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 322 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9451.87 km
Stan Licznika Końcowy: 9478.38 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9387.35 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9208 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9235 km
Maksymalna prędkość: 33.8 km/h
Przejechałem: 26.51 km
Przejechałem [msc]: 56.62 km
Przebieg roweru [rok]: 5925.25 km
Przebieg roweru [suma]: 16796.06 km
Przejechalem w 2018: 5925.25 km
Podroż dookoła świata (2018) 14.8131 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 41.9902 [%] km
Czas jazdy: 01:56:45 h
Czas Jazdy Suma (blog): 834:09:07 h
Czas Jazdy Suma (2018): 367:04:46 h
Czas Jazdy Suma (grudzień): 03:38:16 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1057:35:15 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:49:08 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:06 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:32:07 h
Średnia: 13.71 km/h
Dzisiejsza trasa jest moim kolejnym rowerowym Szczecińskim wojażem :) Zdążyłem już wspomnieć, że plany miałem ambitne, zawiodło poznanie stron w które się wybieram - swoją drogą mocno zurbanizowanych pod przemysł, i stosunkowo młodo urbanizowanych przez zabudowę mieszkalną dla ludzi (o czym świadczą rozbudowujące się osiedla) np. Bukowe. Tak się przypadkiem złożyło, że byłem dzisiaj pod Bukowem. A byłem pewny, że jestem już w Policach - do których próbowałem dojechać xD. W dzisiejszą trasę wybrałem się dopiero o godzinie 1254 szybciej niestety nie dałem rady - miałem dzisiaj zajęcia z nie lubianego języka Java, zostałem jeszcze na wykładzie na którym były tylko 2 osoby, i na przeciw moim oczekiwaniom, że wykład skończy się szybciej, nie nie skończył się szybciej -.- To nim wróciłem do akademika, nim jeszcze coś zjadłem, nim przygotowałem się do wyjazdu minęło jeszcze trochę czasu. Ostatecznie w trasę ruszam przed godziną 13. Wykorzystałem ładną pogodę jaka dzisiaj była. W ogóle, wczorajsze po południe też było ładne, chodź w dzień padało. Udałem się przez teren akademika na skrzyżowanie ul. Ku Słońcu i Bohaterów Warszawy i na skrzyżowaniu zawróciłem w stronę Turzyna, pojechałem ul. Bohaterów Warszawy a potem Sikorskiego do Placu Kościuszki. Na początku miałem negatywną opinię z wyjazdu :D Bo póki byłem na zajęciach, byłem w drodze do akademika to nie przerwanie świeciło słoneczko, było fajnie. A tylko wyszedłem z akademika to się zachmurzyło. No ale spokojnie! Ten stan rzeczy uległ zmianie! :) I się jeszcze w trakcie trasy rozpogodziło. A póki co - kierowałem się w zamyśle dojazdu na Police ;) Z Placu Kościuszki udałem się na Bramę Portową a z niej przez Plac Żołnierza Polskiego na Wały Chrobrego. Jadąc na Wały Chrobrego zrobiłem sobie jeszcze rundkę po SkiteParku i wyjechałem na drodze w stronę Polic - jadąc nieustannie przy rzece Odrze. I byłem dalej od Wałów Chrobrego tym robiło się coraz ładniej. Prawie się przejaśniło już gdy byłem na Stoczni Szczecińskiej ;) Z trasy jednak najbardziej pamiętam inne mankamenty! Straszna droga - która wiedzie w stronę Polic, mną stop uczęszczana przez ciężarówki. Ta droga to jest jakiś żart, dziura na dziurze, popękana - a na domiar złego jeszcze te tramwaje (6, 11), jadące na pętlę w Gocławiu lub nieco szybciej (nie wiem co to za pętla) - mieszkanko tramwajów :)) Tam tramwaje zjeżdżają na noc <3 hahah :p Także droga tragedia, jeszcze te tramwaje. Ciężki przemysł tutaj, co kawałek przy rzece jakieś firmy, instytucje. I ciągnące się kamienice mieszkalne. Jak można mieszkać w takich miejscach?! No nie powiem, w nie których miejscach jest naprawdę pięknie.. Ale to raczej ciężkie życie w takim miejscu. I tak jechałem, jechałem i jechałem. I być może jeszcze kawałek bym jechał (przekraczając zrobione 13 km już) - gdybym nie zwrócił uwagi na pewną drogę :o Coś co ciężko nazwać drogą, nazywało się ul. Witosa (to jest w dzielnicy Stołczyn). No ulica jak ulica powiecie. Otóż nie! Ta ulica to wielkie schody - ciągnące się w nie skończoność w górę.. No musiałem się z nimi zmierzyć - no musiałem! :D i się zmierzyłem - okazało się, że jadę na wprost os. Bukowego. W zasadzie po tych schodkach tylko kawałek jechałem. Więcej trzeba było prowadzić bo to nie jest przystosowane do jazdy rowerem (strome jak strome) ale co chwilę są "schodki". Dobrze, że jest "rynna", którą spływa woda. To miałem po czym prowadzić rower. U celu - czekało mnie kolejne wyzwanie. Teraz już faktycznie ul. Wicentego Witosa, która skończyła się na skrzyżowaniu z ul. Władysława Nehringa. Bardzo stroma ulica. Nie było jednak wyjścia jak z bardzo ciężkim oddechem podjechać. Nie można bowiem się nigdy poddawać i darować sobie żadnej przeszkody. Miałem nagrodę zacną, nie powiem. Z ul. Władysława Nehringa w pewnym momencie odbiłem na boczną ul. Golęcińską (mijając coś co się zwie na mapie Glinki oO). Urocza wąska dróżka, wokół pojedynczych zabudowań :D Na jej końcu czekała mnie nagroda. Stromy zjazd po brukowej drodze. Ależ to nagroda za ostatnie trudy. Zjechać się po tym nie dało. Tylny hamulec na maks a i tak mnie ściąga, ślizgam się na tych kamieniach -.- I musiałem sprowadzić rower :( Szkoda. Wyczuwałem, że gdzieś w tych stronach powinien być taki piękny przejazd kolejowy - mijałem go zaraz za pętlą Gocław. Zwróciłem na niego uwagę już w pierwszą stronę! :) I faktycznie dojechałem w te strony. W parku skrywały się prawdziwe skarby - stare zabudowania, do których wiodła dość niebezpieczna droga zbudowana z chodnika ;o Wiem, jak to brzmi, specjalnie tak napisałem :) Krzywy chodnik, wyrwane barierki. Źle się tu czułem - jednak chwilę musiałem tu zostać. Kręciło mi się tutaj w głowie nie wiedzieć czemu. Porobiłem parę fotek, zmieniłem akumulator w kamerce i ruszyłem dalej, wyjechałem koło pętli Gocław, i wróciłem przez Stocznię Szczecińską do centrum miasta do ul. Wyszyńskiego, z którego wracałem przez Bramę Portową do Placu Kościuszki, gdzie na koniec trasy żegnał mnie zimowy zachód słońca :) Ruszyłem wzdłuż al. Piastów i odbiłem na ul. Ojca Mateusza Kordeckiego i z niej na ul. Księcia Witolda z której wróciłem na ul. Bohaterów Warszawy i dojechałem do akademika. To jest wielokrotnie podnoszona przeze mnie kwestia wyższości roweru i swojego środka transportu wobec publicznego środku transportu w tym miejskiej komunikacji. Nie jestem skazany na monotonne przemieszczanie się tymi samymi ulicami do porzygania się z tej nudy i oczywistości takiej trasy. Mogę sobie urozmaicić trasy :) Tj. urozmaiciłem sobie dzisiejszy powrót na teren akademika, z terenu akademika (NIE LEGALNIE) wprowadziłem rower do akademika, do swojego pokoju. I mój pierwszy w tym tygodniu miejski wojaż uznaję za bardzo udany i fajny :) Dopisała pogoda, i zrobiłem fajną trasę :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)