Dzisiejsza trasa, w całości zaplanowana i prowadzona przez JS, przybierała dość ciekawy kształt. W sumie na dzisiaj rozważane były dwa kierunki - Dziadowo / Skalin lub Łopianów. Nie było nic z góry przesądzone, ostateczny kształt trasy miał zostać wybrany dopiero dzisiaj w momencie wyjazdu i miał odzwierciedlać to jakie są dzisiejsze oczekiwania czy nastawienie JS. Ja tam nie miałem dzisiaj żadnych oczekiwań - byle się przejechać! Nawet nie przeszkadzała mi jazda po nocy (o dziwo). Jakoś odzwyczajam się w ostatnich dniach od moich standardowych działań. I przynajmniej na krótką metę, nie odczuwam z tego powodu jakiś problemów. O np. we wtorek było fajnie: Trasa:
"Świnoujście-Wolgast-Usedom". I mimo nocnej jazdy samochodem jakoś źle nie było. Gorzej było następnego dnia jak się jednak za dobrze nie czułem. Bo gdzieś się to na mnie mści. Po trochu gorzej było i dzisiaj. Jednak nie wychodziło to znacząco poza standard mojego złego samopoczucia. No skoro mam tak całe jak nie większość życia... To nie mogę oczekiwać, że byłoby lepiej. No ale powracając do trasy - to w końcu nią żyłem. I teraz mam wątpliwości: bardziej żyłem trasą czy spotkaniem z JS? A może to i to równie ważne! No nie mniej trasa. Ostatecznie przyjęła kształt jazdy do Dziadowa / Skalina. Ab było fajniej byliśmy tutaj dwa razy nawet! Przed zachodem i po zachodzie słońca - gdy mgła się zbierała, robiło się chwilowo chłodniej a przede wszystkim tak tajemniczo! Jakaś wyższa siła, prowadziła JS tutaj z powrotem. I nie pozwoliła jej powrócić tą samą drogą, którą przyjechaliśmy - a przyjechaliśmy leśną drogą przy Zielinie. Aby nie wracać po tej ruchliwej trasie (DW109), podpowiedziałem JS jak można stąd wyjechać, i jadąc tak w już znane nam strony - wszystko doprowadziło nas do wielkiego finału dzisiejszej trasy. Jej zwieńczenie w ten wieczór, w który już nie czułem się za dobrze... Zresztą to się zbierało u mnie. Nawet pisząc ten tekst próbuję sobie wmówić, że mogłoby być inaczej. Nie mogło... Od wczoraj tak było. Od rana coś przeczuwałem. Jednak pojechałem. I tak jest w życiu, że nic nie dzieje się bez powodu. Dzisiejszy wyjazd pozwolił uratować życie małemu kotkowi, który ma prawdopodobnie tylko 2-3 msc. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jakiś zwyrodnialec porzucił tego kota tuż przy drodze. Przy drodze DW109 jest taki zjazd na polną drogą do Sikor. I właśnie tutaj się ten kotek kręcił. Przygarnęliśmy go - znaczy JS go przygarnęła i się nim zaopiekowała. Dobrze, że mamy w Sikorkach takich znajomych. I miał u kogo ten kotek na nas poczekać. A my raz - dwa wróciliśmy do Gryfic i potem po niego. I tak się kończy historia dzisiejszej trasy. Gdyby tego było mało to przy zachodzie słońca, którego dziś nie było widać, musiało zmienić się ciśnienie. Gdy zaczęło się mglić mocno, chwilowo chłodniej zrobiło. Od tamtego momentu nie czułem się za dobrze, co było widać. Mimo, że wziąłem tabletkę na ból głowy to nie pomogło. Dzisiaj już nic z dnia nie miałem - gdy tylko wróciłem do domu od razu spać. I tak się złożyło, że nawet bez kolacji przysnąłem wykończony życiem. Jednak nie zważając na to. Dobrze się stało, że kierunek dzisiejszej trasy został wybrany na Dziadowo a z niego na Sikory w powrotną drogę, już pod osłoną nocy. Być może byliśmy jedyną szansą dla tego porzuconego maleństwa...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1129
Trasa nr [łączna]: 1209
Trasa nr [na blogu]: 1123
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 167
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1197 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1111 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 11142.2 km
Stan Licznika Końcowy: 11166.58 km
Stan Licznika Końcowy2*: 11160.42 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 23756 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 23780 km
Maksymalna prędkość: 34.9 km/h
Przejechałem: 24.38 km
Przejechałem [msc]: 547.37 km
Przebieg roweru [rok]: 6611.7 km
Przebieg roweru [suma]: 47866.01 km
Przejechalem w 2022: 6611.7 km
Podroż dookoła świata (2022) 16.5293 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 119.665 [%] km
Czas jazdy: 02:10:12 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2806:58:10 h
Czas Jazdy Suma (2022): 436:03:59 h
Czas Jazdy Suma (październik): 36:41:00 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3030:24:18 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:26:44 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:40 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:10 h
Średnia: 11.25 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była piękną historią, która zaczęła się w nie pięknych - wręcz brzydkich Gryficach. Zbyt duża ilość samochodów, agresji drogowej. W tym świecie nie będzie lepiej. Kawałek drogi, a jaki niebezpieczny - wzdłuż drogi DW109 na Trzebiatów. Pod żadnym pozorem durnie - zwani włodziarzami miasta nie powinni przystępować do remontu drogi DW109. Pod żadnym pozorem! Powinna być tam dziura na dziurze. Jeśli wraz z tak dużą inwestycją nie buduje się infrastruktury dla rowerów... To dla samochodziarzy tym bardziej nie powinno być żadnych ułatwień. No cóż - mimo tego, że dzisiejsza trasa należała do JS, to jej zasugerowałem gdzie można skręcić, pojechać aby nie jechać dalej po tej nieprzyjemnej drodze. Na wysokości Zielina można było odbić w prawo, i dostać się szybszą drogą do Dziadowa. Wiedziałem jak jechać bo już tam byłem! :) Na trasie: Dziadowskimi bezkresami. A taki ze mnie cwaniak! :) No nic, to tylko sugestia. Koleżanka mogła zdecydować inaczej i jechać jeszcze kawałek po drodze DW109 i dopiero skręcić na Dziadowo. Jednak pojechaliśmy tak, i było fajnie! W samym Dziadowie też było fajnie. Tylko tak naprawdę "nasze miejsce" jest w Skalinie. I było tam przepięknie w tych delikatnych jesiennych barwach. W tym roku często tam bywaliśmy. Nad mostem przecinającym Regę, i pewną posiadłością, która spogląda na wszystko z góry! Aby stąd za szybko nie odjeżdżać, odbiliśmy polnymi drogami na Borzęcin. Nie jechaliśmy jednak do Borzęcina tylko dalej prosto, robiąc taką pętelkę, którą wyjechaliśmy w Raduniu. I z Radunia pojechaliśmy z powrotem do Dziadowa. A z Dziadowa na Sikory aby nie wracać tą samą drogą, i po ruchliwej DW109, w którą siłą rzeczy i tak na wysokości Zielina musieliśmy wrócić aby szybciej dojechać. Ze względu na akcję: "kot". Kto by przypuszczał, że tak nie spodziewanie, pod osłoną nocy spotkamy tą biedną duszyczkę. Jednak co by nie pisać to cała zasługa, i dobry uczynek idzie na konto tylko i wyłącznie JS :3 To ona pierwsza tą kruszynkę zobaczyła i to ona się nią zaopiekowała... :3 I taki niespodziewany finał obrała nasza dzisiejsza trasa. Najważniejsze jest to, że można było komuś pomóc - a cała reszta nie ma znaczenia. Ciekawe ile osób w takiej sytuacji zachowałoby się podobnie. A ilu po prostu by sobie pojechało i wcale nie zwróciło uwagi na biedne zwierzę?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)