Dzisiejsza trasa, jest spełnieniem tego czego się spodziewałem po początku rok szkolnego. Wspominałem o tym we wpisie: Trasa "50-tka": nowy początek. No można rzec, że się zaczęło. Dzisiaj na domiar złego ładna pogoda. Słonecznie, bardzo ciepło - temp. w granicach +25℃. Żal nie iść na rower a to od rana w pracy młyn. Zaczął się rok w szkole, znowu na pierwszy plan idzie temat nie zapomnianego "covidu", trwa terror kagańcowy... "tudzież maseczkowy". I ciągle ktoś coś chce. Jakieś problemy, a to dostęp do Librusa, a to uzupełnienie danych w Librusie. No ciągle coś. Dzisiaj byłem w pracy do prawie 1530. Nim wyszedłem, nim wróciłem i coś zjadłem. I od razu na rower. Byłem dziś umówiony z tą bardzo nie poważną anty rowerową osobą MM. Nie spodziewałem się po nim tego, że tak odpierdoli po raz kolejny. Z dziką fascynacją nastawił się, jak się cieszył, że znalazł niby jakieś opuszczone miejsce w lesie, nieopodal Reska. Miał mnie tam zaprowadzić. A tam nic takiego nie ma. Pozostałe jakieś mury po zabudowie... To było na tyle żałosne, że nawet nie uznam tego za formę "Urbexu" i takiego tagu dzisiejszemu wpisowi nie nadam. A to nie jedyny problem. Drugi to daleko idąca nie słowność. A także bezczelność. Niejaki tu wspominany MM, miał dosłownie cały dzień na to aby się ogarnąć, zeżreć i być gotowy na trasę. Jak zwykle wymyśli sobie jeżdżenie późno. Nawet bardzo późno jak godzina 17 czy nawet później.. Jeszcze w Lipcu czy w pierwszej połowie Sierpnia nie byłoby to takie złe. Ale we Wrześniu?! Co prawda dopiero początek Września ale dni już są wyraźnie coraz krótsze. A tak się niefortunnie składa, że od razu po tym jak gaśnie słonko to wyłącza się jakby ogrzewanie. I robi się naprawdę momentalnie chłodno. Chłodno i nie przyjemnie. To oczywiście nie będzie problem dla tego antyrowerowo nastawionego osobnika... On przecież od początku planował pewnie robienie sobie tego cyrku i tudzież żartów z roweru. Jak można w ogóle mieć takie podejście?! Są super warunki, trzeba korzystać póki są. No ja się nastawiłem, że zrobię min. 50 km. Nie tylko dlatego, że wciąż mam nadzieję na 10k km w tym roku... Ale także dlatego, że tak wypada ze względu na pogodę. A te plany rujnuje ta osoba. Zaplanowała sobie tylko podjazd kawałek za Resko w te swoje "miejsce" i już będzie kurwa wracać. Gdybym wiedział, że tak chce odpierdolić to bym w ogóle tu nie jechał. To jest po prostu żałosne. Jechać w zasadzie z końca tej wiochy Resko przez Łabuń Mały pod Prusin i wrócić. Ile to wyszło z 10 km?! Naprawdę?! To ja poświęcam swój czas, jadę tu prędko nie zważając na wszystko i wszystkich wokół. A ten osobnik się tak zachowuje?! Chciałem aby pojechał ze mną na prawdziwy Urbex. I to byłoby warte uwagi do Starogardu. Między Reskiem a Starogardem jest dosłownie 8 km. Pojechalibyśmy przez Gardzin to wyszło by kawałek więcej. Ale tam naprawdę byłoby co zwiedzać. I co najważniejsze jest to miejsce dostępne i otwarte. No ale nie... MM nie chciał. Zachował się znowu tak samo jak zawsze. W dalszą drogę, nie zważając na to, że wkrótce przywita mnie zachód słońca.. Pojechałem sam.. Może lepiej będzie jeździć samemu niż z nim. Po co się potem denerwować..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 906
Trasa nr [łączna]: 987
Trasa nr [na blogu]: 901
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 161
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 977 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 891 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 2227.42 km
Stan Licznika Końcowy: 2286.73 km
Stan Licznika Końcowy2*: 2287.1 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14850 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14909 km
Maksymalna prędkość: 34.4 km/h
Przejechałem: 59.31 km
Przejechałem [msc]: 109.38 km
Przebieg roweru [rok]: 6967.91 km
Przebieg roweru [suma]: 38979.27 km
Przejechalem w 2021: 6967.91 km
Podroż dookoła świata (2021) 17.4198 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 97.4482 [%] km
Czas jazdy: 03:26:15 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2236:52:36 h
Czas Jazdy Suma (2021): 436:18:56 h
Czas Jazdy Suma (wrzesień): 06:00:35 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2460:18:44 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:00:18 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:36 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:08 h
Średnia: 17.27 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego co już dobitnie przedstawiam nie miała wcale dobrego i miłego przebiegu właśnie ze względu na MM i na to co robi. I ta daleko idąca niesłowność, nie przygotowanie. Skoro byliśmy umówieni na 17 aby jechać to powinien być bezwzględnie przygotowany do drogi już parę minut przed. A nie on się dopiero po 17 będzie szykować. Jeszcze kurwa musi księżniczka zjeść... Bo co do tej pory do cholery robił?! Nie pracuje. Nic nie robi. To ma czas, i może sobie nim dowolnie zarządzać. Ja na ten przykład dzisiaj w okolicy godziny 1530 dopiero z pracy wróciłem. A tuż przed 16 wyjeżdżałem do tego cholernego Reska. Pędziłem ile się dało, w praktyce nie schodząc z prędkości <20 km/h. Gnałem po to aby od razu wyjechać. A nie czekać na niego bo on oczywiście nie przygotowany... Standard. Nie miałem jednak zamiaru stać bezczynnie i się wkurwiać. W końcu czas to kilometry, więc jeździłem sobie kilka razy dookoła jego domu w Resku, i kilka razy wjechałem w inne uliczki. W czasie oczekiwania na spóźnionego w ruszaniu w drogę MM zrobiłem co najmniej 10 km. To naprawdę jest ważne. Jak mam myśleć ambitnie i mieć nadzieję na przejechanie 10 tyś km/rok, nie mogę odpuszczać sobie żadnej okazji, żadnego dnia z dobrą pogodą na jeżdżenie! Za dużo mi tych kilometrów brakuje. Brakuje mi aż 3092 km nie licząc dzisiejszego wyjazdu. Mam zrobione do dnia 02.09 tylko 6908 km w 160 trasach, i 159 rowerowych dniach ;) Trzeba przypomnieć, że w tym roku zdarzyły się mi się dwie trasy jednego dnia... Przed tego owsiaka zasranego... A tak dla porównania rok temu stan na dzień 01.09.2020 r. miałem przejechane: 6497 km. W tym roku mam 411 km więcej. A przypomnę, że w 2020 r. do wyniku 10 tyś km zabrakło mi tylko 555 km. Więc szansę na to mam jeszcze większą niż w minionym 2020 r. Sporo wolnego czasu, w tym "zdalna szkoła" co oznaczało krótsze godziny pracy wiosną również przyczynia się do tego wyniku! A jeszcze nie tak dawno, nie wierzyłem w to, i nie miałem nawet na uwadze bicie tego rekordu z 2020 r.! Sądziłem, że ten atak zimy na początku 2021 r. zniweczy moje plany. A to proszę. Teraz mam jedynie obiekcje do tego, że dalsze jeżdżenie z MM może zniweczyć mi te plany. On i jego podejście, które wszystko niszczy. Jak już wspominałem nim ruszyliśmy w tą pseudo jazdę to pokręciłem się przy jego domu i po uliczkach Reska, robiąc co najmniej 10 km. Nie liczyłem dokładnie ile, ani spisywałem tego ale realnie 10-12 km zrobiłem na pewno! Ruszyliśmy w te tajemne miejsce. Większy zawód czekał na miejscu niż można było się spodziewać po podejściu MM do życia. Nic takiego tam godnego uwagi nie było. Parę murów, zarośniętych drzewami, krzakami często do tego stopnia, że nie da się tam wejść. Wkrótce nie będzie już tam nic widać. A ten MM z taką radością o tym miejscu mówił, tak mnie tu ciągnął. Nie pojechał ze mną jednak dalej do Starogardu. Ruszyłem więc sam w tą drogę, szlakiem zachodzącego słońca przez Gardzin pojechałem do Sosnowa a z stamtąd na Łagiewniki. Gdybym miał więcej czasu, i dzień byłby dłuższy pojechałbym dalej przez Dorowo do Radowa Małego a z stamtąd albo lasem albo przez Wołkowo do Malinca, i wrócił na Łosośnicę a z niej na dawną drogę DK6 (Płoty - Szczecin). Takie kółko byłoby już czymś znaczącym... To nawet się antyrowerowcom nie śni aby takie trasy kręcić. A dałoby radę. A tak nieco skróciłem trasę jadąc z Łagiewników przez Lubień Górny a potem Lubien Dolny znowu do Reska. W Lubieniu Dolnym mijałem zachód słońca... I nastającym powoli mrokiem i coraz chłodniejszą nocą wracałem do domu wzdłuż ruchliwej drogi DW152..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)