Trasa z dnia dzisiejszego może być uznana za pełni spontaniczną i w sumie taki sposób nie planowaną. A już na pewno nie w granicy w jakiej została ostatecznie zrealizowana - dość dynamicznie. W nie oczekiwanych zwrotach akcji i w natarciu na kurczący się czas. A wszystkiemu winne wydarzenia z ostatnich dni, rosnące problemy z Aurelią - tudzież z hamulcami, które już w ogóle odmawiały posłuszeństwa. Ciągle mam z czymś problem - jak właśnie nie hamulce to koło (najczęściej tylne)... Przewijający się problem, z którym trzeba coś zrobić. Byłem w sytuacji w której nie szło w ogóle wyhamować - co było irytujące już na trasie: Mechowskie pola. No ale poprzedzające wspomniany wyjazd trasy nie były wcale lepsze. Stopniowo rósł ten problem - na długo nie zostanie jednak naprawiony - jeśli mówimy o tylnym kole. Skoro nadal ma bicia, i się sypie... Po dzisiejszej wizycie w serwisie dowiaduję się, że w ogóle te koło ma już zjechaną obręcz... A wydało mi się, że tylko szprychy stanowią problem no ale ok. W takim układzie po prostu nie mam innego wyjścia jak rozglądać się za nowym kołem. Oczywiście szkoda mi piasty - Novateca, którą tu mam. No ale postanowiłem i tego trzymać się będę, że nie będę zachowywał piasty i na niej budował nowego koła. Jak serwisant spierdoli a na pewno tak będzie bo tak ta historia kończyła się za każdym razem - to tylko czekają mnie dodatkowe koszty i komplikacje w raporcie Kosztorysu & Części Aurelii. Lepiej unikać komplikacji i choć szkoda bo te koło nawet roku nie ma i nie miało szansy się wykazać - czas rozglądać się za nowym nim zacznie się sezon na całego (myślę, że okolica kwietnia) - i dni już bardzo długie bo to jasno do okolicy godziny 19 będzie. A to już coś! Co najmniej 50 km można zrobić wyjeżdżając o godz. 15 na trasę. A to już jest coś... I może pogoda dla odmiany lepsza - bardziej wiosenna? Jeśli chodzi o pogodę to właśnie dzisiaj nie ma co narzekać. Sporo słońca. Tylko wiatr... A mimo to tak wstałem dzisiaj i co mi tam... Jadę do szkoły! A skoro już tu przyjechałem. I dzisiaj przyszły okładziny do hamulców: Shimano M70R2 to tylko odebrać z paczkomatu i można od razu załatwić serwis. Szczególnie, że pogoda na weekend zapowiada się ładnie (dwucyfrowo na plusie) to chciałoby się pojeździć. A tak na niesprawnych hamulcach to średnio. Pomyślałem o prostej sprawie: wymienić okładziny niezależnie czy zjechane mocno czy nie ale raczej są... Linka / pancerz i do boju! Nie spodziewałem się jednak szeregu komplikacji, które pojawiały się w dzisiejszym dniu... A komplikacje towarzyszyły mi już od samego początku dzisiejszego dnia... Nie często się zdarza, że w drodze do szkoły mam pod wiatr. A teraz miałem. To ta droga z rana była ciężka wręcz wykańczająca. Przez rzekomą awarię czy problem z paczkomatem musiałem się wybrać do paczkomatu osobiście. Potem gonił mnie czas, bo filia serwisu do której się wybierałem jest do 17-stej a nie do 18-stej czynna. To było mało czasu. A na domiar złego pojawiły się problemy przy tak podstawowej usłudze serwisowej jak wymiana klocków hamulcowych. No może to nie są klocki - okładziny. Same klocki miały być fajną sprawą - i umożliwiać łatwą wymianę bez konieczności regulacji - jedynie ściąga się okładziny i wkłada nowe. Klocków się nie wyciąga. To jednak tak fajnie nie działa - już przy ostatnich wymianach były szopki... Dzisiaj w serwisie również nie obyło się bez problemu co ostatecznie spowodowało, że kupiłem normalne pary klocków hamulców za 19 zł /para czyli 38 zł. Nie licząc tego, że za dwie pary tych cholernych okładzin dałem 27 zł + przesyłka. I te okładziny pewnie pójdą do śmieci. Jakiś nie udany ten produkt albo jak zwykle to ja mam takie szczęście. Na allegro gdzie kupowałem te okładziny (Shimano M70R2) pojawiały się pozytywne komentarze... A tutaj problemy - no sam sobie oczywiście z tym nie poradzę bo jak inaczej ale skoro doświadczony serwisant, który dziesiątki lat przerobił tysiące rowerów też ma problem... Nie ma nic bardziej podstawowego w serwisie roweru jak wymiana klocków hamulcowych - szczególnie, że to są zwykłe V-BRAKE nie jakieś hydrauliki czy lepsze tarczowe. Zwykłe V-BRAKE. No ale dobra... Skończyło się tak, że kupiłem klocki. Wymieniona została linka dla tylnego hamulca - pancerz nie - no i tyle co usługa kosztowała. W sumie zapłaciłem 70 zł gdzie linka zdaje się, że to koszt 4-5 zł, klocki już wyliczone 38 zł. Czyli za usługę policzył 28 zł - no i chyba tak jest słuszniej liczyć - niż, że policzył za usługę 29 zł (zakładając, że linka 5 zł). Bo czemu nie do równego 30 zł za usługę? :) Najlepsze jest w takich miejscach to, że nikt nie daje paragonów i kombinuj... A wiecie co? Awaria paczkomatu Inpost o której wspominałem w rzeczywistości była jedynie "rzekoma". Nic złego się jednak nie stało... Miałem za sobą ciekawą trasę a wraz z nim ciekawie miniony dzień, który kończył się pięknym zachodem słońca. Przez po południowe zachmurzenie założyłem, że rzeczonego zachodu nie będzie - to nie brałem ze sobą ani drona ani aparatu (Sony DSC HX350)... Jedynie telefon ratował sytuację, w ten piękny i nie spodziewany koniec dnia.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1381
Trasa nr [łączna]: 1459
Trasa nr [na blogu]: 1373
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 25
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1446 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1360 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19807.1 km
Stan Licznika Końcowy: 19856.56 km
Stan Licznika Końcowy2*: 19737.16 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32287 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 32337 km
Maksymalna prędkość: 34.2 km/h
Przejechałem: 49.46 km
Przejechałem [msc]: 343.99 km
Przebieg roweru [rok]: 697.73 km
Przebieg roweru [suma]: 56556.31 km
Przejechalem w 2024: 697.73 km
Podroż dookoła świata (2024) 1.7443 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 141.3908 [%] km
Czas jazdy: 02:46:39 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3387:22:27 h
Czas Jazdy Suma (2024): 46:52:32 h
Czas Jazdy Suma (luty): 21:57:57 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3610:48:35 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:59:49 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:52:30 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:10 h
Średnia: 17.88 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczynała się z zachodem księżyca. Z rana było dość pochmurno ale ciepło tyle, że wiało. Na horyzoncie pojawiało się jednak piękne zjawisko, topniejącego w chmurach czerwonego olbrzyma w postaci naszego księżyca. Nie często jest dane oglądać tak piękne zjawiska. Co innego wschód czy zachód słońca - jeśli chodzi o księżyc również bywa ciekawie. Moją drogę do szkoły oświetlał zachód księżyca, którego w większej okazałości podziwiałem jeszcze rano, robiąc mu zdjęcia - nim wychodziłem z domu. Pewny siebie - a to nie często bywa - ruszyłem w drogę do szkoły. Pozbawiony byłem wszelkich wątpliwości. Aż chciało mi się jechać! To bardzo ciekawe, bo jeszcze wczoraj: Brak sił.... Nawet krótka trasa była dla mnie za ciężka... No ale to może przez tą cholerną pogodę? Od dzisiaj idzie zmiana na lepsze. I od razu samopoczucie lepsze. Aż chce się na nowo żyć! Jednak wspominałem droga do szkoły ciężka... Pod silny wiatr, który wykańczał mnie już na wysokości Grębocina. A stąd kolejne kilometry byle minąć Baszewice. Ostatnia prosta... I ciężko i wolniej i ciężko... W końcu dotarłem. W szkole oczywiście nerwowa sytuacja, pełna nie porozumień i rzucania się tzw. "dyrektora ds. gospodarczych" o wszelkie bzdury, które odrywają mnie od ważniejszych zajęć, którym poddałem się do końca. Robiłem taki formularz do wyliczeń podwyżek nauczycieli w PHP. Przy prostych rzeczach zdarzały się pewne komplikacje, myślę o tym. Siedzę w tym temacie. A tu taki "dyrektor" będzie rządzić mną czy moim czasem? No kurwa serio. A wszystko przez szykujący się cyrk - "rekolekcje", które ruszą od poniedziałku. A co najlepsze na czas rekolekcji lekcje i tak się będą odbywały. I robić rekolekcje w lutym? No serio... A co do odrywania mnie od roboty... No naprawdę był ku temu powód! Bo sobie konserwator bidula jedna nie była wstanie zanieść laptopa i rzutnika do świetlicy wiejskiej w Trzygłowie. I dlatego mam rzucać to co robiłem od rana, bezgranicznie pochłonięty intelektualnymi zadaniami?! To takie rozpraszające. I wcale nie pomaga rozwiązać problemów (poważniejszych) na jakie się natknąłem. Bo na dobrą sprawę do tych bzdur można było wziąć uczniów - oni by chętnie się przeszli. Żaden problem. W innych okolicznościach też nie miałbym problemu no ale pultać się że nie poszedłem o 11:45 bo sobie tak jednostronnie ktoś ustalił a wyszedłem bliżej 11:50? A niech kurwa spierdala... Oczywiście wszystkich problemów do końca dnia nie udało mi się rozwiązać. Pojawiały się inne. Dzwoniłem do ojca aby przywiózł mi te cholerne okładziny z paczkomatu. W mieście gdzie mieszkam był jednak problem... Te cholerne protesty rolników sparaliżowały drogę S6. I cały ruch aut kierował się przez miasto, które było zakorkowane. No ale dobra - pojechał, raz i drugi. Wysłałem mu kod odbioru. I tak nie mógł odebrać. Rzekomo miało coś nie działać i żądać kodu PIN. Po czasie pomyślałem, że być może ojciec nie wpisywał mojego nr telefonu tylko swój... I dlatego to nie zadziałało no ale dobra... Bliżej godziny 15 wyjeżdżałem ze szkoły. Było ładnie, słonecznie ale wciąż wiało. Dojazd do domu miałem jednak łatwy z wiatrem w plecy. Pojechałem do Płotów, do paczkomatu. Po drodze zwróciłem uwagę, że w Baszewicach postawili paczkomat! O... Gdybym wiedział to bym tutaj zamawiał... :) Zawsze bliżej i łatwiej odebrać. No ale dobra pojechałem w ten cyrk jaki się odbywał w Płotach - wyprzedzałem wszystkie auta, na rondzie pod Płotami bym się jednak wjebał w samochód - bo nie miałem jak wyhamować. Pilnie trzeba zrobić hamulce. A co by nie mówić właśnie w tym celu jadę! Odebrałem bez problemu te okładziny, podjechałem jeszcze pod dom po portfel. W końcu wszystko jest spontaniczne... I wyprułem na Gryfice ostatecznie będąc na ul. Mickiewicza pod serwisem kilka minut przed godz. 16. Sprawy serwisu trochę się przeciągnęły i były komplikacje. Ostatecznie całość zamykała się w jakiś 30 może 40 min. W końcu jednak mam zrobione hamulce - jak wspominałem całość wraz z częściami kosztowała mnie 70 zł. Wracając zrobiłem jeszcze małą rundę po Gryficach i wracałem wraz z nocnym chłodem i pięknym zachodem słońca, którego finał podziwiałem pod Brodnikami. Niedługo później pod Lubinem podziwiałem piękne fioletowo-różowe niebo... Te pojawiło się tuż po dzisiejszym zachodzie słońca - gdzie całość wydarzeń odbywała się na drodze DW109, gdzie dzisiaj podobnie jak w wiele innych dni tym kierującym po prostu odpierdala... Bardzo mocno im odbija. Poruszę znowu wątek, który poruszam często: należy ograniczyć liczbę aut na drogach bo to jest takie niebezpieczne... No dobrze, u kresu sił, i zmęczeniu po całym dniu udało mi się ukończyć dzisiejszy ciekawy i jak głosi tytuł wpisu: "spontaniczny" wyjazd. Najważniejsze jest to, że jestem przygotowany na kolejne wyjazdy. A najbliższy już jutro... Przynajmniej takie mam plany - na 24.02.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)