Dzisiejsza trasa jest oczekiwanym w ostatnich tygodniach wydarzeniem na które się długo szykowałem - to kolejne "5 tyś" km spędzone z Aurelią na różnych trasach, przy których towarzyszyli mi towarzysze w tym najważniejsza towarzyszka tych wspólnych podróży - JS. Zresztą JS wybija się na prowadzenie i w sumie przejechała ze mną wiele wspólnych tras a co za tym idzie kilometrów. Nie inaczej było dziś. Z tymże na 55k km z Aurelią planowałem zrobić trasę w zeszłym tygodniu jeszcze gdy pogoda była ciut lepsza, temp. były w granicach 13-15℃. Było po prostu przyjemniej... A to nie jedyne "za", dni nieco dłuższe. No ale choroba to przekreśliła - tydzień wyjęty z życia, ciężko było się zorganizować w życiu przez kilka dni to w ogóle się tak fatalnie czułem, że przeleżałem w łóżku i nawet niczego sobie przy blogu nie zrobiłem czy przy innych zaległościach (raport Citroena np.). A o jeżdżeniu to już w ogóle mowy nie było, choć miałem nadzieję, że przetrwam zawirowania zdrowotne, że zrobię trasę 55k km z Aurelią (planowaną na Kaszubach) a dokładnie w okolicy Kościerzyny od której zauroczenie zaczęło się w dniu trasy 50k km z Aurelią, robioną oczywiście z JS: "50 000" Aurelio !:
"Kółko jezior Raduńskich". Od tego czasu a to był początek 2023 r... w zasadzie, teraz mamy już końcówkę i nie wiele się wydarzy wobec tego... Pewnie jak znam życie zaraz będę znowu chory i tak to się skończy... No ale był początek roku, i na Kaszubach czy w samym województwie pomorskim jeszcze kilka razy byłem. Najwięcej to pojechaliśmy na czerwcowy długi weekend... 3 dniowy wyjazd :) Fajnie było (: A ostatni raz byłem w Gdańsku wraz z końcem września: Wyzwolone trasy. I już wtedy odliczanie do 55k km z Aurelią trwało. A choroba mnie powoli wykańczała. Niby nie zrobiłem dużo, ale sam dojazd itd. Był już męczący. A zbyt duże zmęczenie po trasie: Wolin z 30.09.2023 r.. Dało mi do zrozumienia, że będę chory. I ostatecznie byłem... Choroba mnie nie spodziewanie (choć przypuszczałem, że tak może być) dorwała.. I zabrała mi kilka dni z jeżdżenia a na kolejne pozbawiła sił. Z wiekiem (a mam już prawie 30 lat) coraz trudniej mi dojść do siebie po takich sytuacjach. To nie to co kiedyś, że po krótkiej chorobie ciągnę to dalej jak z końcem 2017 r.: Ostatnie wyzwanie - dzień 1 i Ostatnie wyzwanie - dzień 2. Tak sobie teraz myślę jak piszę ten wpis, o tym co było przez te 55k km z Aurelią. Nawet nie chodzi o te ostatnie 5k km... O ostatnie spotkania z JS z rowerami i wspólne wyjazdy. A o ogół wyzwań i tras i to jak to wszystko mnie ukształtowało - w stronę rowerowania. Przecież teraz sobie życia bez roweru nie wyobrażam, choć trudno jest go łączyć z innymi wydarzeniami w tym szkoła, spotkania towarzyskie po tejże szkole... Czy jakieś po południowe wyjazdy... Nie zawsze pogoda sprzyja i nie zawsze zdrowie... Więc trudno jest to łączyć a jednak jakoś trzeba... Myślę, że pod tym względem, prywatnych relacji rok 2023 r. jest wyjątkowy. Szukam tu sposobu jak to wszystko połączyć i czasem z rowerowania rezygnuję. Jednak na dłużej nie potrafię zrezygnować ani z Aurelii ani z relacji bliskiej, ani miejsca pracy - Szkoły. Choć czasem ta szkoła wkurza i sytuacja w niej... No ale nie ważne... Ostatnie 5k km z Aurelią czy w ogóle ten cały okres który trwa ponad 9 lat przynosił różne wydarzenia... A dzięki wspomnieniom i blogu nie stają się one zapomniane. Wciąż żyją i wciąż można do nich wrócić. A tym czasem czas pisać nową historię, która zacznie się od wpisu 1316 w górę - będzie to historia pisana po 55k km z Aurelią. Nieznana dotąd nie odkrywa. I tak byle do 60k km z Aurelią i byle dalej... I dalej... i dalej... :) Dzisiaj jednak zatrzymam się w czasie tych 55 000 km... I dzisiejszej wyjątkowej trasie. Ze względu na tą niespodziewaną chorobę, idące po niej osłabienie i zawirowania w pogodzie... Musiałem zdecydować się na zrobienie innej trasy niż w Kaszubach. A planowałem trasę z Kościerzyny na Bytów (wzdłuż DK20) i powrót jakoś bokiem... W sumie trasa miała mieć ok. 80-90 km to sporo... Uwzględniając to, że dzisiejsza ledwo w 30 km się mieściła. A co by nie mówić raczej na dystansach > 50 km miałbym problem... Jednak tak szybko siły mi nie wróciły. No dobra... Przyjechałem tu do Czaplinka i tak jest świetnie! Pogoda nieco mokra (mglisto, chłodniej) ale i tak fajnie! Ta pogoda, ta mgiełka robiła właśnie klimat. I piękne strony... W ogóle się zakochałem w tym pojezierzu drawskim... <3 Jest tu zdecydowanie bliżej niż na Kaszuby i też pięknie. Z pewnością jeszcze nie raz tu powrócę w te strony jak nie z JS to i sam... Jak nie na rowery to na spacery z psiakiem :) A jeśli chodzi o te spacerki to też je preferuję - w dniu gdy mi się pogorszyło po trasie: Trasa Makowice-Słudwia. Byliśmy w pięknych stronach Połczynu Zdroju... :3 Dziś też jesteśmy w pięknych stronach pokrytych jeziorami Czaplinka i okolic (Nowe i Stare Drawsko).
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1322
Trasa nr [łączna]: 1401
Trasa nr [na blogu]: 1315
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 155
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1389 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1303 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 18278.5 km
Stan Licznika Końcowy: 18308.69 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18189.29 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30755 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 30785 km
Maksymalna prędkość: 32.1 km/h
Przejechałem: 30.19 km
Przejechałem [msc]: 154.87 km
Przebieg roweru [rok]: 5954.21 km
Przebieg roweru [suma]: 55008.46 km
Przejechalem w 2023: 5954.21 km
Podroż dookoła świata (2023) 14.8855 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 137.5212 [%] km
Czas jazdy: 02:25:18 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3283:21:21 h
Czas Jazdy Suma (2023): 398:39:33 h
Czas Jazdy Suma (październik): 10:07:41 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3506:47:29 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:15:58 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:34:19 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:01 h
Średnia: 12.49 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego łączyła wiele... Wydarzenia, miejsca i ludzi... Zabrakło tutaj tylko Agresorka :( (pieska). Z nią byłby już komplet i naprawdę fajna historia, którą buduje ten klimat, te miejsca i nie spodziewane problemy a niekoniecznie nabite kilometry - choć te też musiały być. Początkowo była mowa o okolic 40 km, ostatecznie 30 km było na tej granicy aby na pewno się przebić przez granicę 55k km z Aurelią. To był tej trasy priorytet. Inna sprawa, że ograniczał nas czas - trzeba było wracać do pupila. A teren okazał się dość psikuśny... I czas się nieco przeciągnął jednak do granic ostatecznego czasu wyjazdu. Co innego powrót, nie chodzi nawet o zmęczenie ale te drogi choć piękne to kręte. I po nocy, gdy takie mokre to ciężko sensownie i szybko jechać. Za dnia w pierwsza stronę to jeszcze szło chociaż jezdnia też była mokra. W ogóle wszystko było przemoczone po dość poważnych ulewach jakie przechodziły jeszcze w wczorajszym dniu i w nocy. A my dziś nie spodziewawszy się ryzyka wbijamy się w te mokre tereny...! :) Trasa swój początek miała w Czaplinku. Jechaliśmy początkowo przy jeziorze nim droga się urwała. Według mapy jakaś jest, ale trudno ją zobaczyć.... Być może jest to piaszczysta droga, jest mokro itd. A teraz jednak chciałoby się jechać asfaltami aby to szybciej było... Jechaliśmy w stronę Nowego Drawska. Równolegle do drogi DW163, na którą ostatecznie zjechaliśmy przy ośrodku wypoczynkowym Kusy Dwór. Rzekoma droga (czerwone przerywane kreski na mapie) idą dosłownie przy jeziorze i wychodzą dosłownie przy granicy Nowego Drawska. Stoi tam po prawej stronie z naszej perspektywy zielony domek. Za nim rozciągają się wzgórza z pięknymi widokami i niebezpieczną drogą. Stara kamienna droga, przemoczona, śliska. I trudna w jeździe. O ile pod górkę jechałem to o tyle z górki niekoniecznie. Nie czułem się pewnie... To był problem przez kilka kilometrów. I zabrał tylko czas... Choć miejsca wyjątkowe... Jechaliśmy teraz wokół jeziora Żerdno, w połowie męcząc się z drogą. Jak nie ślisko, to błoto, to wzniesienia no po prostu wszystko. I tak było aż pod wioskę Sikory (wzdłuż DW171). Tam droga przechodziła w utwardzoną drogę pożarową. My jednak do Sikor nie jechaliśmy. Odbiliśmy na Żerdno, w którym zaczęła się już droga asfaltowa. Kilka kilometrów za nami, czas mija. Robi się nieco później i chłodniej. Jednak przygoda musi trwać! I trwa dalej... Z objechaniem Żerdna i powrotem przez Stare Drawsko, gdzie zajechaliśmy na zatokę. Świetne miejsca. Piękne widoki. I powrót do Czaplinka. Brakowało jeszcze kilku kilometrów do tych 30 km... To przejechaliśmy się przez Czaplinek choć początkowo miałem nadzieję zabrać JS na Zatokę Harcerską do Piaseczna. No ale to byłoby zbyt daleko i zbyt dużo czasu by na dzisiejszy dzień zajęło (12 km w jedną stronę). A nas czas ograniczał. Więc pojechaliśmy bliżej, mijając Czaplinek skręciliśmy w drogę przy jeziorze w ul. Komunalną, mijając oczyszczalnię ścieków zjechaliśmy na przemokłe polne drogi. Z nich wróciliśmy na drogę DK20 aby za chwilę skręcić na wieś Niwka. Minęliśmy tą wieś, na której przynajmniej jej części czas się zatrzymał w dawnym PRL-u i zbyt szybko wyjechaliśmy w Czaplinku. Zrobiłem jeszcze małe kółko po samym Czaplinku i przy parkingu gdzie stałem i wciąż brakowało kilometrów... Dosłownie metrów ale brakowało - więc musiałem zrobić kolejne okrążenia aby te chociaż 30 km minęło. I się udało! :) Trasa zaliczona, 55 km z Aurelią minęło już oficjalnie. Może nie w Kaszubach ale też w fajnych i pięknych stronach. No i może to jest jedna z krótszych tras z tagiem: Aurelia nikt jednak nie mówi, że muszą to być długie wyjazdy. Choć na przestrzeni lat różne się zdarzały. Nawet takie po 200 km: 15 tyś Aurelio - "200 km" ale też po mniej niż 50 km: 20 tyś Aurelio - Wyspa Pucka. W zestawieniu może nie podobam tras na 10k km z Aurelią z 2017 r. (sami znajdziecie jak chcecie) - wystarczy kliknąć w tag: Aurelia aby pogrupować wpisy i zejść na grupę wpisów z 2017 r. - tam to był wyjątkowy wyjazd, gdzie podzielone te wydarzenie (10k km) z Aurelią było na dwie trasy. A co najlepsze na koniec - a od tego czasu bardzo tego pilnuję! Nie przebiłem tej granicy 10k km... na tych trasach... Pomyliłem się w obliczeniach i tak wyszło. Teraz się pilnuję aby mieć nadwyżkę kilometrów niż ma zabraknąć... Wszystko skądś się bierze prawda? :) No nic, trasa, dzień i wydarzenie dobiegają końca. Fajnie było, na pewno się tu jeszcze wróci. Zresztą jest wiele miejsc w które chciałoby się wrócić... I pewnie się wróci, na kolejnych trasach. A tym czasem - tradycyjnie napiszę, do zobaczenia na trasach po 55k km z Aurelią... Czyli już na kolejnej... :) I każdej następującej po niej...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)