09.10.2019
Jazda nr: 482

Tagi: zs_trPracy, HB, zs_dino, zs, zach_slonca, wsch_slonca |

Trasa z dnia dzisiejszego ma nie tuzinkowy przebieg, i jest kolejną trasą, która nie jest robiona indywidualnie tylko z nowo poznaną osobą, która ma wciąż ochotę pojeździć :) No nie powiem, jeździć z kimś jest fajniej, ale dla mnie to jakieś nowe doświadczenie, bo do tej pory zwykle jeździłem sam, a z kimś sporadycznie czy rzadko. Tak samo jak rzadko mam jakieś grupowe wyjazdowe. A tu taka zmiana. Nie spodziewałem się, pisząc na Facebooku wpis o tych wyjazdach, że będzie takie duże zainteresowanie. Jeśli się utrzyma to będę musiał utworzyć kolejną grupę, dla stałego rowerzysty z którym częściej jeżdżę, kogoś dalej i kogoś więcej poza obecnymi: AS i MM. W życiu bym nie pomyślał, że dożyję czy doczekam takich zmian i to prawie na koniec rowerowego roku! W którym przekroczyłem barierę 20 000 km z Aurelią, które były głównie samotnymi podróżami. Co prawda na niektórych miałem towarzystwo, ale znaczną część tras zrobiłem sam. Tylko ja i Aurelia. Czyżby czekała mnie jakaś zmiana na te Szczecińskie wyjazdy? Chociaż nie wiem czy w tygodniu będę chciał jeździć z grupą. To co prawda drugi taki wyjazd, ale widzę w nim kilka problemów - raz, zróżnicowane tępo, długość dnia. Na koniec dnia czuję się z obligowany odprowadzić kompana do miejsca startu (najczęściej tam gdzie mieszka, w te okolice). A potem muszę wracać jeszcze.. Gdyby to był okres gdy miałem studia, to OK. Przecież następny dzień mógłbym mieć wolny czy na późniejszą godzinę. To zawsze inaczej. A tak.. dobija i męczy mnie myśl, że jutro znowu do pracy.. znowu trzeba rano wstać i biegiem.. mimo wszystkich przeciwności zapierdalać albo na autobus, albo zapierdalać rowerem.. I znowu przebimbać dzień w pracy.. Przemęczyć się tam. Aby potem co? Znowu cieszyć się dniem?! Znaczy po południem... a po nim znowu to samo. W tym całym harmiderze ciężko mi znaleźć czas dla siebie.. Na odpoczynek.. A ta gonitwa mnie wykańcza. Szczególnie widzę to po dzisiejszej trasie. No nie mówię, było fajnie i w ogóle. Tylko gdy wyjeżdżałem do pracy było ciemno i byłem zmęczony. Gdy wracałem z trasy - znowu było ciemno i znowu byłem zmęczony.. Tak nie może być, na dłuższą metę tak się żyć nie da. I dziwi mnie entuzjazm tej osoby, że się nie zniechęciła, nadal chce jeździć - no ciekawe :) Ciekawe jak długo się utrzyma. Tu tylko tak wspomnę, że mój kompan do jazd z Reska: MM, już taki chętny na jeżdżenie nie jest ]:-> No nic, zobaczę jak to się ułoży. Niby jest to coś, czego chciałem, mieć przyjaciół, znajomych i towarzystwo. Gdy ich nie mam czuję się właśnie smutny, przygnębiony. No cóż, nadal mam takie pesymistyczne odczucia.. To się nie zmieniło. Sytuacja życiowa się nieco zmienia, i czuję się z nią dziwnie. Może po prostu za długo byłem sam, i rzadko miałem jakieś znajomości.. Zresztą to znajomość od kilku dni i dwóch jazd rowerowych, jeszcze wszystko jest możliwe :)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 485

  • Trasa nr [łączna]: 568
  • Trasa nr [na blogu]: 482
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 6
  • W tym roku: 141

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 559 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 473 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 1301.9 km
  • Stan Licznika Końcowy: 1340.81 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 1337.05 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13588 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 13621 km

  • Maksymalna prędkość: 35.8 km/h

  • Przejechałem: 38.91 km
  • Przejechałem [msc]: 191.19 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4334.49 km
  • Przebieg roweru [suma]: 21482.48 km

  • Przejechalem w 2019: 4334.49 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 10.8362 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 53.7062 [%] km

  • Czas jazdy: 02:33:43 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1126:02:24 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 269:45:18 h
  • Czas Jazdy Suma (październik): 11:39:38 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1349:28:32 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:56:36 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:54:47 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:18 h

  • Średnia: 15.26 km/h
Dzisiejsza trasa jest ważna z powodu kilku czynników. Są one zawarte w samym tytule wpisu. Dzisiejsza trasa to tradycyjny wyjazd do sklepu Dino.. tylko.. właśnie. To wyjazd nieco inną trasą i powrót też.. To już nie te same chwile, to nie ten sam wyjazd do Dino, jak prezentowany ostatni raz we wpisie: ZS: Sklep Dino z 13.09.2019.. Wiele od tego czasu się zmieniło. Do Dina mniej jeździłem. I w konsekwencji mieszkam w innym miejscu. W Internacie Garnizonowym, do którego się nie przyzwyczajam. Nie chcę się przyzwyczajać. Co prawda sam pokój jest ok, nic do niego nie mam. Mniej korzystna jest jednak cena, znacznie drożej niż w akademiku, z którego zostałem wywalony (ZS: Ludzie bezdomni), oraz do pracy mam dalej i mniej wygodny dojazd. Wcześniej dojeżdżałem sobie tramwajem. Nawet po pracy jechałem tramwajem i dopiero rowerkiem. A teraz.. Teraz będzie to trudniejsze i mniej dostępne rozwiązanie. Przynajmniej tak długo jak długo będę mieszkał w tym Internacie na ul. Łukasińskiego, skąd mam daleko wszędzie. A dojazdy rowerem? No nie zawsze to dobry pomysł. Codziennie mam ten sam problem, problem z dojazdem, a jeszcze większy z powrotem. Rowerem nie jestem wstanie zawsze jechać. Czasem przecież będę zmęczony. Dzisiaj jakoś dojechałem. Nie zawsze tak musi być. I nie zawsze musi pogoda dopisywać. Nie wspomnę o jeszcze jednym problemie. Otóż, nie jest to bezpieczna droga. Codziennie jeżdżę wzdłuż ul. Łukasińskiego do ul. Mickiewicza, potem do ul. 5 Lipca itd. itp. A na drogach różnie się dzieje. Najgorsze są jednak powroty, spory ruch aut, i jest niebezpiecznie. No nic, skupię się na drugiej części wpisu! Dzisiaj zgodnie z tym co przewidziałem jest dzień, że licznik rowerzystów na Placu Żołnierza Polskiego wskazał 100 000 rowerzystów! Niestety nie udało mi się być 100 000 rowerzystą :( A łudziłem się o to.. Rano gdy przyjeżdżałem koło licznika jego wskazania wynosiły: 99841. A gdy wracałem z pracy było już: 100023 ja byłem: 100024 rowerzystą! Trochę się spóźniłem na taką piękną liczbę, która musiała być osiągnięta w ostatnich minutach mojego marnowania życia w pracy. Nie jest jednak tak źle, tutaj było gorzej: ZS: Trasa "20-tka" - 100 000 rowerzysta!. No nic, trudno, nic nie poradzę :) Może za rok będzie lepiej, może za rok się uda. A tym czasem nastąpiła moja trasa do sklepu Dino z nowo poznanym kolegą, z którym pierwszy i ostatni raz jechałem na trasie: Szczeciński miejski wojaż:"Nowe znajomości". Trasę pokonaliśmy przez zatłoczone centrum Szczecina od skrzyżowania ul. Jagielońskiej z ul. Bohaterów Warszawy. Udaliśmy się przez al. Piastów do ul. Mieszka I, gdzie złapał nas przelotny mały deszczyk. Dalej już było spokojnie.. i tak po sam Przecław, gdzie poszedłem na małe zakupy do Przecławia. Droga powrotna powiodła na wieś Dołuje, jechaliśmy przez malowniczą, taką prawdziwą wieś w tej miejskiej aglomeracji, która zwie się: Będargowo. To druga po Szczecińskiej Dobrej wieś, która jest prawdziwą malowniczą wsią, a nie tylko dodatkiem do ciągnącego się przez wiele kilometrów miasta. Dookoła pola, zboża i kończący się powoli dzień, którego finał następował już za Dołuje. Nie udało mi się dzisiaj uwiecznić jego barw, pięknego zachodu słońca :( Cóż, cena tego, że nie jeździ się samemu :) Za to odkryłem ciekawe miejsce.. zaraz za Dołuje. Taki pałacyk chyba. Na parkingach prawie same luksusowe i drogie auta. I dość zadbana zabudowa. Ciekawe miejsce, nie powiem.. Ciekawe :) Dalsza część trasy nie była już taka ciekawa to powrót przez Skarbiemierzyce do Mierzyna. Z Mierzyna poprowadziłem mojego kompana do Szczecina do ul. Łukasińskiego, skąd pojechaliśmy pod stadion na ul. Jagielońskiej. W między czasie dzień już do końca minął. Ja już trochę sił straciłem.. Trochę kilometrów przy tej okazji też zrobiłem. Odprowadziłem kolegę właśnie pod stadion na Jagielońskiej.. Skąd on musiał tylko z górki zjechać. Ja bym musiał natomiast pod tą stromą górę podjeżdżać. A nie za bardzo mi się chce tego robić na tym zajeżdżonym napędzie, którego wciąż nie zmieniłem, na mocno wydłużonym łańcuchu i w ogóle znajdę jeszcze kilka wymówek aby tego nie robić :) I tak, pojechałem w drogę powrotną do Internetu Garnizonowego na ul. Łukasińskiego już w ciemnościach. Krótkie te dni.. Jednak nie długość dnia jest najgorsza a przybijająca myśl, że nie zdążę wypocząć, nie zdążę się wyspać. A jutro znowu do cholernej pracy. Pracuję już kilka msc, i jest to dla mnie coraz trudniejsze. Czuję się coraz bardziej wykończony takim dniem, gdzie każdy dzień od porannych godzin zaczynam w robocie. I tak co dzień, i tak co dzień. To takie dobijające, męczące. A ja przez to fizycznie, psychicznie i jak najbardziej realnie czuję się coraz gorzej. Ma na mnie zły wpływ taki pęd życia :(

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa09pazdziernika2019zdj1.jpgtrasa09pazdziernika2019zdj2.jpgtrasa09pazdziernika2019zdj3.jpgtrasa09pazdziernika2019zdj4.jpgtrasa09pazdziernika2019zdj5.jpgtrasa09pazdziernika2019zdj6.jpgtrasa09pazdziernika2019zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)