Dzisiejsza trasa to taki powolny powrót "do zdrowia" czy względnie "normalności" o ile można coś normalnością jeszcze nazwać w tych czasach. Nie dalej niż wczoraj a może i wcześniej kiełkowała we mnie taka myśl, że niby się czeka tak aby bieżący rok minął bo wcale nie był taki fajny... I ma się nadzieję, że ten kolejny po nim następujący będzie lepszy. A to zwykła ułuda. Nie będzie - będzie kolejna chujnia, i kolejna nadzieja, że może kolejny następujący po nim będzie lepszy. Tak czekało się aż ten 2022 r. minie bo nie był wcale taki zajebisty. Przyszedł ten oczekiwany 2023 r. I co?! Jakoś nie czuć aby było lepiej. Ludzie tak zamknięci na siebie na wzajem, coraz więcej chorób i nieszczęść zabiera kolejnych bliskich, znajomych i rozbija kolejne rodziny. Czy może coś się zmienić na lepsze wraz z mijającymi kolejnymi dniami, rozumianymi również przez kolejny podział wydarzeń...? Nie sądzę. Co się zmieni przyjdzie rok 2024 r. I będzie smutniej niż dotychczas, zaś kolejni bliscy i znajomi poumierają. Kolejne tragedie wstrząsną światem, a ziemia ta kręcić się nadal będzie jak w Modlitwie Bułata Okudżawy: dopóki ziemia kręci się, dopóki jest tak czy siak... Panie daj każdemu z nas to czego mu w życiu brak. A czego brak współczesnemu człowiekowi? Dochodzę do smutnych konkluzji, że być może mają pełnię szczęścia a tu wyłamują się takie nieprzystosowane społecznie jednostki, które chcą burzyć obecny porządek myśląc o tym jak było pięknie niegdyś, gdy ludzie bliżej siebie byli. Spotykali się tak normalnie. A nie tylko na zasadzie: pogrzebów, względnie uroczystości ślubnych. Choć kto teraz robi śluby - a już kościelne. Nie mówię, zdarza się ale to rzadkość i prędzej rodzina ma szansę spotkać się na pogrzebach niż na takich uroczystościach, z których prędzej czy później i tak wynikają kolejne konflikty w rodzinach. Sam mam tego przykład po swojej. Nieudane małżeństwo, walka i to dosłownie o dzieci. W tle oczywiście alkohol, domowa przemoc. Patologia pełną klasą a przecież najdalej kilka lat temu był ślub. No dobra nie takie kilka - grudzień 2013 r. Dekada minęła, wcale nie przynosiła jednak szczęścia. Z opowieści obydwu stron konfliktu. Także co lepszego może przynieść dzień jutrzejszy, kolejny rok czy dekada? Wspomnijmy choćby ostatnią od 01.12.2013 do 31.12.2023 r. Co dobrego się wydarzyło w tym czasie a ile złego (ile wydarzy) gdyż jeszcze kilka dni do końca roku zostało. Coraz większe zamknięcie się na innych ludzi. Ja w tym widzę samotność i smutek a najwidoczniej "ludzie" widzą w pełni szczęścia której nie dostrzegam i nie rozumiem. I być może nie nadaję się do życia w tym społeczeństwie... W ostatnich dniach tylko narastają we mnie takie myśli. Dzisiejszy dzień nie jest oczywiście inny. Po kilku dniach "bez szkoły" w końcu tam wracam. I nie zastaję tam przyjemnej atmosfery. Raczej taka sytuacja napięta, skłóceni ci pracownicy między sobą. Każdy o wszystko chciałby pretensje tylko mieć. Wszystko się oczywiście sypie. Wystarczyło, że nie było mnie kilka dni i wszystko się sypie... Standard... W tej gonitwie "chujni" codzienności nie mogło jednak zabraknąć roweru i może tego prowizorycznego powrotu do zdrowia? Nie sądzę, że efekt będzie stały. Może na chwilę czuję się nieco lepiej ale objawy nie odpuszczają. Wciąż jestem osłabiony. Wciąż trzyma się silny napadowy kaszel. Pewnie jak za każdym razem będzie jeszcze jedna akcja, podczas której będę nie zdolny "do służby" ku chwale Ojczyzny. I tak byle do wiosny bo raczej szybciej choroba mnie nie opuści. Nie mniej wciąż mogę sobie wmawiać, że pojechałem ku zdrowotności. A dalej było ciężko... W pierwszą stronę gnałem pod wiatr, czuję się słabiej jeszcze nie zdążyłem się odbudować po chorobie. A niezbyt sprzyjająca atmosfera "w pracy" nie będzie wspomagać w rekonwalescencji. Zbyt wiele spraw nagle spada na człowieka. Tu trzeba jeszcze spokoju, powolnego powrotu a nie wszystko na już...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1353
Trasa nr [łączna]: 1432
Trasa nr [na blogu]: 1346
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 186
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1419 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1333 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19069.6 km
Stan Licznika Końcowy: 19089.66 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18970.26 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 31546 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31566 km
Maksymalna prędkość: 33 km/h
Przejechałem: 20.06 km
Przejechałem [msc]: 214.37 km
Przebieg roweru [rok]: 6734.99 km
Przebieg roweru [suma]: 55789.24 km
Przejechalem w 2023: 6734.99 km
Podroż dookoła świata (2023) 16.8375 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 139.4731 [%] km
Czas jazdy: 01:06:20 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3336:19:59 h
Czas Jazdy Suma (2023): 451:38:11 h
Czas Jazdy Suma (grudzień): 13:24:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3559:46:07 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:13:08 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:25:41 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:57 h
Średnia: 18.24 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego a ściślej jej opis stanowi bardziej lament smutnego człowieka o tej podłej rzeczywistości w jakiej przyszło mu żyć. Co dopiero i tak narzekałem we wpisie z dnia wczorajszego: "Po chorobowa i świąteczna trasa". A dzisiaj co tam... Poużywam sobie dalej... Co mnie szkodzi sobie ponarzekać. Jak nie ten świat taki zły i smutny, to zdaje sobie sprawę z tego, że kończący się rok rowerowy nie jest zadowalający. Może wynik prawie 7k km nie jest taki zły, ale zawsze mogło być lepiej - nie mówiąc tylko o kilometrach czyli ponad 7k a także w większej ilości wyjazdów - chociaż te 200. A tym czasem w stanie na dzień dzisiejszy zamykam się jedynie na 186 trasach i 185 rowerowych dniach. Czy to tak źle? I tak i nie. No jakby nie patrzeć kalendarzowo - co drugi dzień w roku byłem na rowerze. To raczej nie jest tak źle. Nie nadrobię już jednak tego co straciłem co wyrwała mi choroba. Szansa na te przekroczenie 7k km w roku miałem jeszcze w okolicy połowy grudnia: Trasa Makowice-Słudwia z 14.12. Gdybym nie zachorował... te 300 km bym jakoś zrobił. Kilka tras jakoś by poszło. Miałem w planie robić dwie ambitne trasy - między innymi trasę 50-tkę i trasę na Nowogard z powrotem przez Resko (w stylu wstępując w noc: Finał "Wstępując w noc") no ale wszystko przepadło. Obecnie nie doszedłem w pełni do siebie i moim jedynym priorytetem jest zrobić Sylwestrową trasę: Sylwester 2023. Podsumować ten rok jaki by nie był. Względem lat do 2017 r. Czy niektórych po nim następujących (2018 czy 2019) nie jest wcale tak źle. Ilość tras, sumarycznie przejechanych kilometrów. Czy dłuższych wyjazdów... Nie jest źle bywały przecież gorsze lata. Jednak względem choćby 2022 r. a już nie uważałem go za fajny rok, jest znacznie gorzej. A co by nie mówić w 2022 r. też często chorowałem. Teraz może choruję bo już za stary jestem? Minęła ta 30-stka na karku, młodość już nie ta. I znacznie trudniej przetrwać choroby. A tych co nie miara. Namnożyło się w ostatnich latach tych wirusów. A służba zdrowia też przechodzi jakąś katorgę i ich celem nie jest leczyć a może prowadzić eksperyment ile jeszcze ludzie pociągną i ilu jeszcze przedwcześnie śmierć zabierze. To tylko pogłębia poczucie smutku, niesprawiedliwości i dalekiej nie mocy w zaradzeniu temu co się dzieje dookoła, co się dzieje z tym światem i wciąż zamieszkującym w nich ludziach - jak wykluczają się wzajemnie, izolują od siebie. I im tak dobrze. A mam w tym wszystkim wrażenie, że nie wielu (jak mi) to przeszkadza... Czyli nie pasuję do tego świata skoro nie widzę szczęścia i radości w byciu samemu, a dostrzegam go w takich spotkaniach, wspólnych wypadach i wspólnej aktywności. Czyli w czymś co się w zasadzie nie dzieje :( Powracając jednak do trasy - mimo chłodu dziś tylko 5℃ wczoraj temp. dochodziła do 10℃ ale za to mocniej wiało... Pojechałem... Była taka nadzieja, w słoneczny dzień. I nadal utrzymywał się silniejszy wiatr. Życie powoli wraca "do normy" po świątecznym czasie, który dobiegł do końca. Na drodze DW108 mijałem kilka ciężarówek, czyli ludzi będących już w pracy. Co by nie mówić: dziś w swojej też byłem... Choć krócej ale byłem... Przejechać się też przejechałem: dla zdrowia i spokoju ducha. Chociaż czy ja wiem czy tak dla zdrowia? Nieco kaszel mnie męczył na trasie. I zaraz po niej też... Słabo to widzę - raczej czeka mnie powrót do lekarza pierwszego kontaktu, który przecież nie wiele mi pomoże. Pewnie jeśli już to przepisze jakiś chłam, który akurat jest najwyżej oceniany przez akcjonariuszy. To przecież tak działa. Firma "bio" w stylu "biofarmy", która najwięcej zapłaci ma monopol na przepisywanie ich środków. W sumie po co iść do lekarza... Skoro już ktoś był i dostał ten czy ten środek oczywiście bez recepty i tak na 100% opłacenia go... To mogę bez wizyty u lekarza zakupić ten sam środek w aptece. Ktoś ma wątpliwości, że to wszystko służy wyższemu celu niż jedynie depopulacji ludzi?... Skoro "COVID" z grudnia 2019 r. i ciągnący się przez 2020-2022 r. nie zrobił swojego to i tak znajdzie się sposób...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)