30.12.2017
Jazda nr: 184

Tagi: makowice, drzewa, wiejskie_przygody |

Pierwsza trasa po małych zdrowotnych zmaganiach z jakimi przyszło mi się zmagać już w nocy z 25.12 na 26.12 i już 26.12 zmogło mnie przeziębienie, dwie noce pod rząd miałem wysoką temperaturą i zaczęło mi przechodzić dopiero od czwartku wieczór (28.12), ale jechać na rower już 29.12 było dla mnie trochę ryzykowne. W zasadzie te przeziębienie jak tak można je nazwać nie trwało więcej niż 3 dni, katar, ból gardła, typowe.. Nie miałem kaszlu ani nic takiego i wyleczyłem się na własną rękę. Smuci mnie jednak to, że do takiego wydarzenia w ogóle doszło, praktycznie cały rok opierałem się chorobą, ale ta cholerna pogodowa aura też ma swoje do rzeczy, i osłabiona odporność a nade wszystko dookoła wszyscy chorzy. Pewnie problemem jest sama jazda z 25.12. Gdy sobie tak lepiej przeanalizowałem tą sytuację, mogłem tego dnia sobie jeżdżenie darować, bo już dzień później i była lepsza pogoda i pewnie by do takiej sytuacji nie doszło. Wówczas nie byłaby zagrożona możliwość zrobienia przeze mnie, czy osiągnięcia 5 000 przejechanych km, w roku! Nie chciałem aby sytuacja z mojego pierwszego rowerowego roku (2015 r.), się powtórzyła, wtedy się właśnie zaczęła - trwające prawie, że 3 lata taka cholerna sytuacja, która wyglądała tak, że w ostatnie dni starego roku tuż przed Sylwestrem jestem choooory. Na szczęście w tym roku sytuacja zaczęła się wcześniej niż zwykle (wcześniej o te 2-3 dni) i nie pokrzyżowało mi to planów - tzn, mam nadzieję, że nie pokrzyżuje. Co do tej felernej jazdy z 25.12, to od początku na niej nie jechało mi się za dobrze, taki zmęczony byłem, szybko się przepociłem pod tym strojem zimowym, przewiało mnie i takie efekty są. Od dzisiaj jednak wracam do gry! Ambitnie z myślą: A CO TO NIE JA!, wkroczyłem do walki i zacząłem moją dzisiejszą podróż. Może gdybym tą trasę dzisiaj ułożył sobie inaczej, może gdyby była w innych okolicznościach byłoby inaczej? Jeszcze nie zdążyłem do końca wyzdrowieć a dzisiejszej nocy leczniczych właściwości snu nie zdołałem zaznać - niestety położyłem się jak na swoje realia dość późno spać (po godzinie 1 w nocy), po niezbyt miłych wydarzeniach, które wydarzyły się tuż około lub już po godzinie 24 w nocy.. Nie zważając jednak na to poszedłem dzisiaj na rower, w tą specyficznie, w dalszym ciągu paskudną pogodę. Jak ja nie lubię tych cholernych zim, ostatnie lata jednak nie są nawet zimami, brzydka, późna jesień, ciągle pada, szaro, brzydko, wieje, taka zdradziecka pogoda - nie dość, że z jazdy przyjemności nie ma, to są to jeszcze bardzo trudne warunki do jeżdżenia i trzeba jakoś z nimi sprostać. Motywuje mnie to, że mam pewne marzenia, cele do których spełnienia dążę i nic ani nikt nie wstanie mi na przeszkodzie abym tych celów nie osiągnął. Jak trzeba będzie to nawet będę bez kół jechał moją Aurelią! Ale dojadę, dotrwam i dam radę. Już nigdy nie poddam, nie po trasie z 05.11.2017 Odnaleźć wiarę, gdzie tą wiarę, ponownie wiarę w marzenia i we własne możliwości odnalazłem.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 185

  • Trasa nr [łączna]: 270
  • Trasa nr [na blogu]: 184
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 8
  • W tym roku: 120

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 266 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 180 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 3485.84 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3498.42 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3224 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 3237 km

  • Maksymalna prędkość: 37.7 km/h

  • Przejechałem: 12.58 km
  • Przejechałem [msc]: 204.53 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4949.46 km
  • Przebieg roweru [suma]: 10816.08 km

  • Przejechalem w 2017: 4949.46 km
  • Podroż dookoła świata (2017) 12.3736 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 27.0402 [%] km

  • Czas jazdy: 01:13:12 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 463:52:17 h
  • Czas Jazdy Suma (2017): 328:13:21 h
  • Czas Jazdy Suma (grudzień): 15:15:17 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 687:18:25 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:54:25 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:44:07 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:30:27 h

  • Średnia: 10.34 km/h
Więc ruszyłem, ale ta moja wiara dzisiaj w swoje możliwości nieco na wyrost. Możliwe, że gdybym pojechał inną trasą, inaczej by się to wszystko ułożyło. Ruszyłem pewnie, przez miasto, miejscami utrzymywałem prędkość ponad 30 km/h. Minąłem moje rodzinne zadupie na drodze prowadzącej w stronę wsi Makowice. Nie jechałem jednak do samego Technikum odbiłem na gruntową drogę aby pojechać lasem (koło rzeki Regi, i elektrowni wodnej w Lisowie, skąd się można zresztą na Taczały przedostać, jej jak ja tam dawno nie byłem, ostatni raz jeździłem w tamtych okolicach nim jeszcze dorobiłem się kamerki do roweru, i nim założyłem ten blog :) Ten wybór drogi jednak okazał się nie trafiony. Nie spodziewałem się AŻ takich problemów na drodze. Tym bardziej, że jechałem tą drogą 28.12.2016 r. w trasie: Zima na Makowice Lotnisko, z tą różnicą, że z końcem 2016 r. bandyci i jebani przestępcy z taką pogardliwością nie brali się za zamienianie całego lasu, który rósł tu dziesiątki lat w pola uprawne. A takie wydarzenia z ostatnimi miesiącami coraz silniejsze mają miejsce. Nim wjechałem w ogóle do lasu, musiałem ominąć przeszkodę na drogę. Nie będę rzucał nazwiskami, ale kolejny jebany frajer i przestępca, co zwozi same śmieci, z okolicy, oszust, pijak i ćpun, zatarasował drogę gruntową kupą jakiegoś czarnoziemu, albo jakiegoś piachu. Na początku gdy wjechałem w las źle nie było. Małe kałuże, jakoś szło. Jednak im dalej tym gorzej, im większe dookoła zniszczenia spowodowane przez ludzi, tym gorzej wyglądała ta droga. Bez skrupułów wywiózłbym wszystkich odpowiedzialnych za te zniszczenia na Sibir, niech zapierdalają aż nie padną. Setki drzew pada ich ofiarą, jeżdżą tu ciężkim sprzętem i ciągnikami, porozjeżdżana cała droga, błota po kolana. Nie dało się jechać, rower musiałem prowadzić, cały rower ujebałem, całe buty ujebałem. Im byłem dalej tym prościej nie było, coraz więcej zniszczeń przyrody, coraz gorsza droga. Ofiarą padła niezliczona ilość drzew, zmieniają się naturalne warunki panujące w tych okolicach przez takie nieodpowiedzialne zachowania -.- I tylko czekać na tragedie, których na Pomorzu w Grudniu nie brakowało. I wiecie co powiem? Wcale mi nie żal żadnej ofiary sił natury. Tylko mi żal dziennikarzy jebanych, którzy wprost nie powiedzą, kto winny tym zmianom pogody, przecież niszczenie natury wcale się nie przyczynia - na pewno nie :) W pewnym momencie widziałem skurwysynów, zamaskowanych w kominach, grubych kurtkach, wynosili mordowane drzewa na stary ciągnik, w tle wciąż słychać było dźwięk piły, i moje pokrzykiwanie do nich aby sobie łby poodcinali :) Wkrótce wyszedłem z lasu, lecz na polnej drodze, prowadzącej na wprost wsi Makowice, przejazdu nadal nie było, błoto, porozjeżdżana droga, syfu, gdzieniegdzie jeszcze po zamarzana woda. Nim doszedłem do Makowic, czy miejsca gdzie się dało jechać, byłem już nieźle zmęczony i przepocony cały. Namordowałem się z rowerem i tym błotem. A to wszystko przez kogo?! Na Syberię wysłać nie tylko wykonawców tych zbrodni na naturze, ale także urzędników, którzy na to przyzwolili. Wszyscy są równo winni i to ich powinien grom z nieba pierdolnąć. A zwykle jest tak, że za błędy innych obrywają niewinni, nawet w naturze ten niesprawiedliwy po sąd ma miejsce. Miałem w planie jechać przez lotnisko na Czarne i dalej przez Słudwia do domu, ale chociaż raz postąpiłem racjonalnie. Nie jestem w pełni zdrowy, przemęczyłem się teraz, jak tak pojadę to mnie bardziej owieje, i będzie źle. Zabrałem się więc w drogę powrotną do domu - normalnie, asfaltową drogą z Makowic, miejscami przez dłuższy czas jechałem dość szybko utrzymując prędkość ponad 31 km/h. Przy okazji schodziło z roweru te wszystkie błoto, syf, chodź i tak dużo pozostało na napędzie, łańcuchu, kasecie itd. Mam wrażenie, że powchodziło także w hamulce, gdyż jak już do rodzinnej mieściny wjechałem i wjeżdżałem na DK6, to wpierdzieliłem się przed tira, i pociągnąłem grubo ponad 30 km/h. Siła wiatru itd, sprawiała, że nie była to przyjemna gonitwa, tak dojechałem do sygnalizacji świetlnej i odbiłem na DW108 (? święcie jestem przekonany, że to jest DW109 ... ale dobra ... może znaki nie kłamią, albo ktoś je podmienił), i chcąc wyhamować przed skręceniem w prawą stronę na kolejną drogę, w stronę Biedronki czy dyskontu Dina, ja na hamulec a on nie hamuje, tylko tak dziwnie piszczy. Aby było ciekawiej, 25.12, mówiłem koledze z Reska, z którym kawałek tamtego dnia jechałem, że coś mi się klocki hamulcowe przednie kończą i chyba coś w tym jest. Zresztą z tylnym nie lepiej, jakoś wyhamowałem ale to jest: "jakoś", i już spokojnie dojechałem, starając się mniej szaleć.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa30grudnia2017zdj1.jpgtrasa30grudnia2017zdj2.jpgtrasa30grudnia2017zdj3.jpgtrasa30grudnia2017zdj4.jpgtrasa30grudnia2017zdj5.jpgtrasa30grudnia2017zdj6.jpgtrasa30grudnia2017zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)