Dzisiejsza trasa to dość krótka przejażdżka. Chciałem się przejechać i planowałem to przed weekendem, że w sobotę (26.08) zrobię dłuższą trasę, którą finalnie nazwałem: "Trasa buszującego w zbożu", a w niedziele zrobię coś krótszego. Pierwotny plan zakładał po prostu krótką przejażdżkę po lotnisku w Makowicach. I co prawda na lotnisku byłem wraz z moim kompanem do dzisiejszej przejażdżki, ale głównym tłem jazdy była wieś Czarne (przy drodze DW152) i przy samym lotnisku Czarne i jej kolonia, którą się przejechaliśmy. Miałem wyjechać po kolegę gdzieś na 18:15. Ale jak szybko pojechałem za szybko ;) Jak późno bym nie wyjechał to i tak przyjadę za szybko - związku z czym pokręciłem się trochę po rodzinnym mieście, zajechałem w nie które boczne uliczki i to samo uczyniłem już przy wyjeździe z miasta w stronę Reska - drogą DW152. Nie przypominam sobie abym wspominał o pewnym incydencie, który obserwuję od dłuższego czasu. Na wyjeździe z miasta jest dom takiej jednej osoby - mniejsza o nią, szemrane interesy na pograniczu prawa i inne cuda. No ale do rzeczy. Na podwórku ma zamkniętego w klatce dużego psa. Za każdym razem jak przejeżdżam na Resko ten pierdolony pies skacze do zamknięcia klatki i próbuje zębami to zamknięcie otworzyć. Dziś nie było inaczej. W końcu, którymś razem pewnie się to jemu uda jak będzie tak wiele razy próbował i może dojść do pewnych zdarzeń. Nie wiem czy ten pies tak reaguje tylko gdy ja jadę czy też inni. Dotąd chyba nie udało mi się zaobserwować jak tą drogą (wzdłuż DW152), jechałby ktoś inny na rowerze. Oczywiście ciężko uwierzyć, że tak nie jest - może po prostu nigdy nie natrafiłem na takie osoby, które tak robią. No nie mniej - taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, że na widok jakiegokolwiek rowerzysty ten cholerny pies próbuje wyleźć z klatki a brama wjazdowa na posesje jest świątek, piątek i niedziela otwarty. Więc nie byłoby trudności aby ten pies wyleciał na ulice i zaczął gonić rower i raczej miałbym małe szanse uciec a pozostałoby mi liczyć, że wcześniej jakiś samochód potrąciłby tego psa? :P no chyba nie. Z tego co kojarzę w tym roku takie zdarzenie po raz pierwszy miałem jeszcze w miesiącu Luty gdy jeździłem na Czarne przez DW152. Dotąd się nic nie stało, ale jak długo taki stan rzeczy się utrzyma - kto wie.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 154
Trasa nr [łączna]: 239
Trasa nr [na blogu]: 153
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 89
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 236 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 150 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 2407.59 km
Stan Licznika Końcowy: 2435.94 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2141 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2170 km
Maksymalna prędkość: 37.3 km/h
Przejechałem: 28.35 km
Przejechałem [msc]: 878.38 km
Przebieg roweru [rok]: 3886.98 km
Przebieg roweru [suma]: 9753.6 km
Przejechalem w 2017: 3886.98 km
Podroż dookoła świata (2017) 9.7174 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 24.384 [%] km
Czas jazdy: 02:09:55 h
Czas Jazdy Suma (blog): 393:39:01 h
Czas Jazdy Suma (2017): 258:00:05 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 57:17:56 h
Czas Jazdy Suma (ever): 617:05:09 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:49:12 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:53:56 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:33:22 h
Średnia: 13.19 km/h
Udałem się dzisiaj za część wsi Czarne, które jest wzdłuż drogi DW152 do umówionego z kolegą miejsca aby później z nim kontynuować drogę w stronę lotniska, gdzie wjeżdżając ponownie na wieś Czarne, odbiliśmy na kolonię Czarne - i gruntową drogą między wsiami (Czarne - Czarne Kolonia - Makowice) udaliśmy się na Makowice. Wieś Makowice pokonało się przejeżdżając przez Lotnisko - dawne niemieckie lotnisko i drogę wiodącą przez wieś Czarne do skrzyżowania z drogą DW152 gdzie każdy już pojechał w swoją stronę. Nie miałem w planie robić dziś dużo km. Miałem w tej chwili nabite ponad 20 km i pojechałem ze skrzyżowania DW152 prosto na Dobiesław a z niego na Słudiwa i już do siebie. Fajnie się dzisiejszy dzień kończył - dość malowniczym zachodem słońca, który przyszedł po deszczowej aurze. Dzisiaj często było deszczowo, padało co chwila, i rozjaśniało się i znów padało aż w końcu po godzinie 17 ostatni raz popadało i już do końca dnia było jasno i pięknie. W drodze powrotnej - dwukrotnie stawałem aby zrobić kilka zdjęć mijanemu pięknemu zachodowi słońca - który miał rekompensować kilka nowych ugryzień komarów. Dziwna sprawa, koniec sierpnia, coraz chłodniej - bliżej jesieni a cholerne komary nie odpuszczają i wciąż atakują a już powinni wyginąć!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)