Dzisiejsza trasa przynosi wiele zmian, które już od jutra u mnie obowiązywały. Tygodnie laby i niepewności o przyszłość odchodzą w zapomnienie, zaczynamy nowy czas, czas powrotu do pracy ;) Udało mi się dostać zatrudnienie na miejscu, od razu i bez zbędnych problemów i przekomarzania się z rekruterami posranych firm. Bo albo chcą rekrutować i przyjmować albo tylko pajacują. A to częściej wygląda na pajacowanie. Wielokrotnie wstawiają te same ogłoszenia a na wysyłane aplikacje albo nie odpowiadają albo odrzucają. A to nie przeszkadza im ponownie rekrutować na te same stanowiska. Żałosne typy. Dzisiaj miałem miałem miłą pod tym względem odmianę. Pojechałem na rozmowę o pracę do jednej ze wsi pod Płotami, gdzie mieszkam. I od razu mnie przyjęli. Nie było durnych pytań o durnoty. Tylko konkrety - to jakie są warunki finansowe, a nie są zbyt duże, i jaki jest zakres prac, a ten jest nieco szerszy. I jeśli wszystko pasuje to ok. Już mogę się czuć jako zatrudniony! Jutro zaczynam, z dniem 01.09 będę miał swój pierwszy dzień pracy w szkole, ale nie jako nauczyciel tylko informatyk, obsługa techniczna sprzętu IT i sieci internetowej znajdującej się na wyposażeniu szkoły. Spokojna praca, lekka. Mam blisko, dosłownie parę minut jazdy autem. Więc myślę, że będę zadowolony. I nie będę musiał wracać do tego cholernego Szczecina, w którym tak bardzo nie chciałem być ;) Aby uczcić dobre nowiny, tak niespodziewane i szybkie - postanowiłem zrobić sobie dzisiaj małą trasę. W sumie nie miałem żadnych konkretów na myśli. W ostatnie dni jeździłem mną stop takie dłuższe dystanse. Teraz chciałem odpocząć, zrobić coś krótszego. Postawiłem jednak na kierunek Resko, i jazdę z kolegą MM - na tradycyjnym rowerze ;) Niedługa przejażdżka w okolice Reska, i nieco dłuższa niespodziewanie kręta droga przez las, która nie poprowadziła mnie tą drogą, którą chciałem. A to przecież dzień się powoli kończy.. Czas wracać.. A ja błądzę w leśnych ścieżkach :) Ehh. Nigdy nie ogarnę lasów. A tak bywa, że jeden błąd niepowodzenie ciągnie za sobą kolejne, znakiem tego nie pojechałem tak jak planowałem w powrotną drogę, pojechałem nieco dłuższym objazdem.. :) I zrobiłem nieco większy dzisiaj dystans, niż planowałem. No ale może dzięki temu zbliżam się powoli do granicy 30 tyś km. O czym często myślę w ostatnich tygodniach. Ten temat z pewnością będzie powracał w kolejnych wpisach.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 669
Trasa nr [łączna]: 751
Trasa nr [na blogu]: 665
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 20
W tym roku: 145
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 742 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 656 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4969 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5013 km
Maksymalna prędkość: 35.7 km/h
Przejechałem: 43.85 km
Przejechałem [msc]: 1258.62 km
Przebieg roweru [rok]: 6447.71 km
Przebieg roweru [suma]: 29013.44 km
Przejechalem w 2020: 6447.71 km
Podroż dookoła świata (2020) 16.1193 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 72.5336 [%] km
Czas jazdy: 02:59:48 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1608:31:32 h
Czas Jazdy Suma (2020): 410:08:12 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 78:57:01 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1831:57:40 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:56:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:49:43 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:16 h
Średnia: 14.7 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego podobnie jak kilka ostatnich: Oszuści z Żelmowa i Wpuszczony w Maliniec. Odbyły się w kierunku Reska i z kolegą MM. Już mnie zaczyna nudzić ten kierunek podróży! ;) Czas to zmienić, realizując inne zobowiązania jak np: W poszukiwaniu zaginionych dróg. Czy inne planowane na najbliższy czas trasy jak Zalew Kamieński, czy jak ponowna jazda do Brzeźnicy tylko ze względu na to, że poprzedniej takiej jazdy nie ukończyłem :( A było to tak: Opuszczona wieś "Brzeźnica". Gdzieś w tym gąszczu jazd pojawiają się także bieżące zobowiązania jak ponowna jazda przez Maliniec. Tym razem powinno mi się udać, zrobić tą trasę w planowany sposób :) A także pomysł na wyjazd z dnia dzisiejszego. Zamarzyło mi się tak wyjechać do Lekowa pod Świdwinem. Nie byłem tam już ooo... Już dawno, dawno - to było w 2017 r., jak przejeżdżałem przez tamtą wieś: Po północnej stronie. Jak będę miał chwilę czasu po pracy i będzie fajna pogoda jak dzisiaj to pojadę ;) Właśnie - dzisiaj pomimo tego, że trochę wiało było fajnie. Nie za ciepło ale fajnie :) Przyjemne po południe spędzone na rowerku. Wybrałem się w tej dzisiejszej wyprawie prosto do Reska, do kolegi MM, z którym pojechaliśmy na Łabuń Mały. A tam istne skurwysyństwo. Banda bandytów pierdolonych wyżynała drzewa przy drodze na wieś.. Dorodne brzozy co tam rosły, swój żywot kończyły. A to nie był jedyny akt wandalizmu z jakim się spotkałem. Po odwiedzeniu Łabunia Małego, wracaliśmy do Reska, skromny to dystans był - może wyjdzie koło 8 km dla kolegi MM tylko ;) Rozstaliśmy się pod Reskiem a ja pojechałem w swoją drogę, w swoją próbę do Łabunia Wielkiego. I za nim próbowałem wjechać na Mokronos przez las. Planuję w najbliższych dniach zrobić objazd tras Pałacykowych, o czym wspominałem w ostatnich trasach, właśnie przez Mokronos na Łabuń Wielki do Iglic. A dzisiaj tam nie trafiłem. Za wcześnie skręciłem do lasu i nie wiedzieć jak, zrobiłem tam pętelkę i wyjechałem na tej samej gminnej drodze z Łabunia Wielkiego do Modlimowa. Jednak przejażdżka w lesie, a raczej tym co z niego została zbyt przyjemna nie była. Właśnie ze względu na to jakie widoki tam mnie zastały. Całkowicie zrujnowane, wycięte, wymordowane całe hektary niegdyś można rzec: lasu. Wszystko skurwysyny jebane niszczą, i wywożą.. Niszczą i wywożą. Aż patrzeć na to nie można. Aż już rzygam tym tematem i tymi widokami, tyle się w tym roku tego skurwysyństwa naoglądałem. No cóż, jedna pomyłka przyniosła kolejną. Planowałem powrót do Dobiesławia gdybym wyjechał w tym całym Mokronos to bym się nie pomylił. A tak musiałem jechać na Komorowo - bardzo nieprzyjemną brukową drogą. I nie wiele myśląc od razu skręciłem w drogę wzdłuż pola. Cała zalana po dzisiejszych porannych ulewach, błoto, kałuże, ciężki przejazd. W połowie tej drogi dotarło do mnie, że ja przecież jadę na Gostyń nie na Dobiesław. No cóż, wracać się nie będę - mimo, że dni coraz krótsze i biorę to pod uwagę, że wkrótce miałoby się ściemniać a nie chce jeździć po nocach.. Pojechałem do tego Gostynia, i z niego odkrytą w tym roku drogą do Dobiesławia dojechałem. I już prostą drogą, będąc wspomaganym słońcem, które mnie nie opuszczało dojechałem. Byłem w domu chwilę po godzinie 19. A w dniu dzisiejszym zachód słońca następuje już o godzinie: 19:51. Tak nie wiele brakowało aby w tagach dzisiejszej trasy znalazło się podziwianie zachodu słońca ;) To ma swoje dobre ale i też złe strony :) Może innym razem. Niestety dni będą coraz krótsze i krótsze.. A to będzie mnie mocno ograniczało w moich rowerowych podbojach. Zgubne leśne szlaki, nowe przygody, wymordowane drzewa to nie wszystkie moje przygody dzisiaj ;) Kolejna jest taka, że na trasie zepsuł mi się tylny hamulec, linka od niego praktycznie całkiem odpadła. Klocki łyse.. I chcąc nie chcąc, trzeba zrobić wymianę klocków przed kolejnymi już typowo Jesiennymi wyjazdami..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)