W dniu dzisiejszym wykonałem znaną mi od najmłodszych lat trasę. Po prostu pojechałem na wieś Makowice i tam byłem chwilę na lotnisku - dosłownie sobie kółeczko zrobiłem. Dzisiejsza trasa jest także taka spontaniczna - nie była wcześniej planowana. A jeszcze mam od 27.03 ciężki tydzień. Od dwóch dni robię za kierowcę na czyimś samochodzie, a to stary rupieć jest i ciężko to idzie. Dwa dni i były przeboje w tych jazdach to może dzisiaj tak pojechałem aby się odstresować. Nie dość, że w przyszłym tygodniu mam obronę na Inżyniera to teraz jeszcze do piątku będzie tak nieciekawie. Połowa dnia mi mija codziennie a ja już po 2 dniach mam tego dosyć. Naprawdę jest fatalnie. Ale co do dzisiejszej jazdy - no OK. Rower się dalej psuje, nic nowego. Teraz jednak poczułem już wiosnę! O ile w niedziele 26.03 jechałem jeszcze z długimi spodniami na rower to dzisiaj założyłem już tylko krótkie, samą koszulkę na krótki rękaw. Chodź w drodze powrotnej założyłem bluzę bo było już nieco chłodniej. Dzisiaj na Makowice jechałem z matką. Ona jeszcze chciała na ogród zajechać a później jeszcze do ciotki zajechaliśmy na jakiś czas. Więc popołudnie minęło spokojnie. Tu nie ma o czym w sumie wspominać: pojechało się do Makowic, ja tam pojechałem na lotnisko, jedno kółko zrobiłem - chrzani mi się ten rower, więc nie dałem rady więcej i wróciłem na wieś a później już w godzinach wieczornych droga powrotna do domu - spać, bo rano trzeba wstać i znowu robić za kierowcę. Ale już mi się tego nie chce. Nie wiem czego się mogę jutro spodziewać, co się może stać czy samochód się nie popsuje w połowie drogi bo co wtedy - ja go nie naprawię i będzie problem. No nic - zobaczymy co to będzie. Póki co cieszę się fajnym dniem spędzonym na rowerze - taka mała odskocznia od gorszych chwil w życiu, które towarzyszą mi od dnia wczorajszego a jest tylko coraz gorzej zamiast być coraz lepiej. Pozostaje tylko nadzieja, że w kolejnych dniach będzie lepiej!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 87
Trasa nr [łączna]: 172
Trasa nr [na blogu]: 86
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 22
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 169 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 83 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 605.99 km
Stan Licznika Końcowy: 623.08 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 38.9 km/h
Przejechałem: 17.09 km
Przejechałem [msc]: 275.78 km
Przebieg roweru [rok]: 484.54 km
Przebieg roweru [suma]: 6351.16 km
Przejechalem w 2017: 484.54 km
Podroż dookoła świata (2017) 1.2113 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 15.8779 [%] km
Czas jazdy: 01:17:03 h
Czas Jazdy Suma (blog): 174:08:42 h
Czas Jazdy Suma (2017): 38:29:46 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 20:54:41 h
Czas Jazdy Suma (ever): 397:34:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:54:04 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:44:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:00:06 h
Średnia: 13.32 km/h
Dzisiejsza trasa chodź krótka, bardzo fajna. Robi się już: W KOŃCU prawdziwa wiosna. Sporo słońca, ciepło, fajnie. Oby tak dalej było. Wystarczy teraz tylko naprawić rower do końca i można dalej śmigać. Mam uzasadnione podejrzenia, że jest u mnie walnięta tylna piasta. Te defekty nieprzyjemnie trwają już długi czas. Dokładnie od trasy z dnia: 09.09.2016 wpis: Trasa Stuchowo-Ciesławice. Więc to kawał czasu temu, i w tym czasie wiele razy jeździłem na rowerze i zdołałem zrobić jeszcze wiele km. A z biegiem czasu czuję, że jest tylko gorzej, że defekt postępuje i utrzymuje się coraz dłużej, prawie mną stop. I jest coraz silniejszy. Więc trzeba się tym zająć nie ma na co czekać. Im szybciej tym lepiej, szkoda tracić takie fajne warunki pogodowe na jakieś krótkie trasy gdyż na dłuższe nie jestem wstanie jeździć. Od chodź by np. jak dziś. Tylko do Makowic, jedno kółko na lotnisku a mógłbym spokojnie ich zrobić co najmniej kilka i dopiero wracać. No ale niestety. Tu już powoli się zaczynam martwić czy ta zabawa nie skończy się na wymianie roweru. W końcu z poprzednim coś podobnego się działo i nie udało się tego zdiagnozować ani naprawić - pomimo dosłownie wymiany wszystkiego: kolby, łańcucha, wolnobiegu, nawet przerzutki tylnej czy linek wszystkich. Tam było tak, że coś w nim zgrzytnęło i wtedy się nie dało jechać tak szło ciężko. Później jak znowu zgrzytnęło to odpuszczało. Wniosek raczej jasny - pewnie wolnobieg szlak trafił. Ale co ciekawe jego wymiana nic nie dała i nadal się psuło. Chodź tu też mam swoje uzasadnienie, ale niestety teraz po latach tego nie udowodnię - po prostu majster poleciał sobie ... wziął pieniądze za wymianę a nie wsadził nowej części albo wsadził jakąś Chińszczyznę za parę złotych lub kolejną używkę i skończyło się na kupnie nowego roweru, mojej Aureli <3 Nie chciałbym aby teraz się okazało to samo, że jednak się nie da naprawić, tylko traci się czas i pieniądze i należałoby wymienić cały rower, co jest już pewną inwestycją - bo znowu będzie pewnie z 2 lata działało, rozsypie się i tak to się skończy :( No nic. Będę z tym walczył! Bo tak nie może być. Niedługo to całe święto rowerowe w Szczecinie. Chcę być na nie gotowy i muszę być gotowy móc zrobić tamtego dnia ok. 200 km! Więc trzeba się spieszyć z regularnymi i długimi treningami!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)