Dzisiejsza trasa, i w ogóle dzień ze względu na to, że to już weekend i w końcu jadę z tego cholernego Szczecina, jest dość szczęśliwym wydarzeniem. Sam dzień w pracy też jakoś minął, sam dzień okazał się bardzo słoneczny, ciepły choć nie od razu. Przyzwyczaiłem się do tego, do czego przyzwyczaiły ostatnie dni, że już od rana jest ciepło. A dzisiaj takie zdarzenie z rzeczywistością, jak wychodzę już spakowany do wyjazdu, taki pewny siebie, a na dworze z rana około godziny 7 rano tylko: +3℃. Zimny poranek : A to bywa paraliżujące. Miałem wrażenie, byłem wręcz pewny, że dzisiaj się spóźnię do pracy.. W końcu z rana nie jechało mi się za dobrze, nie byłem wstanie przycisnąć aby jechać szybciej, było dość chłodno w porównaniu z tym co oferowały poprzednie dni, a to mocno na mnie wpłynęło. W ostatnich dniach tak słabo ze spaniem u mnie.. To też miało na mnie wpływ. Koniec końców listę podpisywałem ok. 7:30 a może już 7:31. Nie zdołałem za szybko dotrzeć do KWP.. Choć bym chciał to nie byłem rady. A znów za szybko wyjechać też się nie dało. Wyjechałem po godzinie 7 rano. Pomimo tego, że wyszedłem ok. 6:45 z pokoju. Tylko spakowanie kilku rzeczy do torby, jakoś to upchać, pozamykać zamki, zajęło mi więcej czasu niż myślałem. Ta drobna wpadka spowodowała, że jeszcze po drodze, jeszcze będąc na ul. Mickiewicza widziałem zaczynający się dzień, pojawiające się dzienne niebo.. Ładne, kolorowe.. Jasne.. A do tego zmożony ruch aut, już od ul. Mickiewicza, bardzo mnie spowalniał. Powściekali się dzisiaj.. Od zajebania tych samochodów. Swoją drogą mam to w dupie, nie moja wina, że dzisiaj mój przyjazd się opóźnił. Ja zrobiłem co mogłem. A nie jest moją winą, że dzisiaj rano w stronę pracy nie byłem wstanie szybko jechać, jechało mi się ciężko.. To nie moja wina! W drodze powrotnej byłbym wstanie jechać szybciej ale tutaj umyślnie się ograniczałem. Zostawiam sobie siły na planowane weekendowe wojaże! :-) W weekend planuję do pokonania trasę Buszującego w Zbożu i Styczniowe odwiedziny Pałacyku w Iglicach.. :) Ambitne plany, w myśl których wziąłem sobie wolne na najbliższy poniedziałkowy dzień (20.01), aby po wojażach odpocząć i na siłę, i na szybkiego w niedzielę (19.01) nie gnać do Szczecina -.- Lepiej sobie na spokojnie w poniedziałek pojechać - będąc przy tym wypoczętym :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 533
Trasa nr [łączna]: 615
Trasa nr [na blogu]: 529
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 9
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 606 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 520 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 2710.61 km
Stan Licznika Końcowy: 2728.77 km
Stan Licznika Końcowy2*: 2734.04 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14958 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14976 km
Maksymalna prędkość: 33.1 km/h
Przejechałem: 18.16 km
Przejechałem [msc]: 304.71 km
Przebieg roweru [rok]: 304.71 km
Przebieg roweru [suma]: 22870.44 km
Przejechalem w 2020: 304.71 km
Podroż dookoła świata (2020) 0.7618 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 57.1761 [%] km
Czas jazdy: 01:20:52 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1218:59:12 h
Czas Jazdy Suma (2020): 20:35:52 h
Czas Jazdy Suma (styczeń): 20:35:52 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1442:25:20 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:17:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:17:19 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:13 h
Średnia: 13.62 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest pierwszą w tym kalendarzowym roku trasą powrotu ze Szczecina, tego złego miejsca do domu na weekend. Weekend dopiero się zaczyna ale ja już wiem jak to się skończy. Będzie mi ciężko wrócić. Nie będę chciał wracać : Tak jest zawsze. Żyjąc, mieszkając, będąc w Szczecinie, będąc w tej cholernej pracy źle się z tym czuję. Codziennie boli mnie głowa, nie wysypiam się. Codziennie się męczę z dojazdami do pracy z rana (czy to autobusami miejskimi) czy ciągając Aurelię ze sobą. Wyjątkowo ciepłe były dni, które jeszcze jakoś rekompensowały te trudy. Nawet nie chcę myśleć co by było gdyby zima była zimna.. I tak jakoś dojechałem do pracy, jakoś tam się te 8h przemęczyłem. Pracować prawie nie pracowałem.. Bo nie pracy.. Nie ma się czym zająć. Cały czas miałem nadzieję, że coś pierdolnie, coś się zepsuje i będę miał zajęcie a to niestety.. Nic się nie stało przez cały dzień. Tym bardziej była to męka widząc piękną pogodę za oknem. Słoneczko.. W miarę ciepło. Dzisiaj w Szczecinie ok. +8℃. Wkurwia mnie to, że kończę tak późno - dopiero 15.30. Tyle czasu tracę.. A przecież czas jest tak ważny.. Przecież wciąż dni są tak krótkie, tak szybko ciemność zapada.. Dzisiejsza pierwsza w tym roku trasa powrotu była tą najkrótszą, do ronda na ul. Goleniowskiej, gdzie w ostatnich trasach powrotu z 2019 r., zajeżdżałem: Powrotu Czas z 20.12.2019 r.. No niestety dalej nie mam szans. Dziś też nie miałem. Już gdy dojeżdżałem to zmrok mnie zaczął łapać. A przecież wyjeżdżając z centrum, mijałem się z pięknym słoneczkiem, które na wprost mnie świeciło. Kilka kilometrów dalej, w dzielnicy Dąbie, tej Szczecińskiej metropolii, zaczął zapadać zmrok. A mnie czekało jeszcze jedno wyzwanie.. Nocny powrót samochodem.., co nie jest takie fajne, jak się kurwa nic nie widzi, i w samochodzie lampy tak działają, że nic się nie widzi.. Wkurwia mnie to.. To wina KWP.. tych nienormalnych godzin.. Kto to widział kończyć tak późno i mieć ze wszystkim takie problemy.. Na unormowanie sytuacji przyjdzie mi jeszcze kilka tyg. się przemęczyć. A tym czasem mimo, że to już weekend myślami jestem w przyszłym weekendzie. Jestem myślami w dniu piątkowym w przyszłym tygodniu (24.01) gdy znów wracam do domu z Aurelią! Dowiedziałem się o tym wczoraj, że tego dnia ojciec będzie samochodem w szpitalu na Pomorzanach, skąd się zabiorę.. :) Wtedy już na pewno wrócimy za dnia (przynajmniej do Goleniowa..) - oczywiście autem.. Dalej nie liczę na to, zbyt krótki dzień..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)