W dniu dzisiejszym, miałem w planie zrobić trasę jak 15.06.2017 gdy zrobiłem trasę pod tytułem: Trasa Natolewice - Brojce. Tym razem nie chciałem jednak popełnić błędów w dwóch miejscach jakie popełniłem w dniu 15.06. Teraz jestem już mądrzejszy o te doświadczenia i lepiej orientuję się w tym terenie. Niestety, dzisiaj nie był mój dzień. Taki zmęczony się czuję i od początku mi trasa słabo szła. Jeszcze w weekend trochę padało i nie zdążyło wszędzie doschnąć zbyt dobrze, więc masakryczne warunki na drodze z Bądkowa do Wyszoboru. Bo to droga polna. Nie dość, że polna to jeszcze przeorana przez cholerne ciągniki a dzisiaj dodatkowo było tam pełno kałuż, błota. Przez całą tą boczną drogę prowadziłem rower. Nie dało się inaczej. Uwaliłem całe koła, pod błotnikami w cholerę błota ugrzęzło. Zahaczało o hamulce. Masakra. Nieciekawie też rozpoczęła się ta trasa. Ruszyłem przez drogę 109. Czeka na skrzyżowaniu z drogą 6 w stronę Gdańska na zielone światło a za mną jedzie ciężarówka, która zdaje się poganiać. Od strony Gdańska - cały sznur samochodów ciężarowych. Zdążyłem zrobić ponad 1 km. nim ta ciężarówka za mną w końcu mnie wyprzedziła. I w tym czasie starłem się jechać nieco szybciej niż 20 km/h. Ale też bez przesady - w końcu rower mi na to nie pozwala. W końcu jednak pojechał a ja już wolniej i spokojniej pojechałem dalej. Ciężko już do skrzyżowania na Kocierz mi się jechało. Do Bądkowa gdy skręciłem na Kocierz też masakra. A już za Bądkowem do Wyszoboru tą cholerną drogą to naprawdę. Apogeum nieudacznictwa. Takie błoto, takie kałuże, tak się źle prowadzi rower. Jazdy prawie wcale bo nie da rady. Zbyt duże koleiny są zrobione przez te cholerne ciągniki. Do tego co chwila napatoczy się robactwo. A jakby tego było mało to dzisiaj tak wieje, tak się przez to nie da jechać. Ten wiatr jest po prostu za silny aby jeździć dzisiaj. Jakoś tą drogą do Wyszoboru doszedłem pokonując wszystkie przeciwności losu a tych miałem co nie miara. Miejscami to nawet roweru nie szło ciągnąć. Skąd te kałuże tak wielkie tu ?! To przecież ewidentny przykład nieroztropnego i złego wpływania na środowisko naturalne jakie z pewnością w tych okolicach występuje co jest właśnie przyczyną takiego stanu rzeczy. Wpływanie na środowisko naturalne i jego dewastacja i natura się mści. Ale czemu mają cierpieć niewinni? Nie rozumiem tego. Przecież nic nie zawiniłem naturze. Być może istotnie, to fajne tereny, warto byłoby w nich bywać ale nie będę jednak tego często robił a już na pewno nie prędzej niż wiele dni po ulewach aby mieć pewność, że jest sucho. Dzisiaj się w to wpierniczyłem to już wyjścia nie miałem. Ale już teraz będąc w Wyszoborze - przejeżdżając już przez wieś i jadąc w stronę Gryfic wiedziałem, że raczej dzisiaj długiej trasy nie zrobię. Postanowiłem jednak pojechać do Natolewic i wyjechać w Pniewie. Aby wiedzieć czy tym razem zrobię to dobrze.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 119
Trasa nr [łączna]: 204
Trasa nr [na blogu]: 118
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 54
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 201 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 115 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 319.73 km
Stan Licznika Końcowy: 358.62 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 438 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 475 km
Maksymalna prędkość: 31.8 km/h
Przejechałem: 38.89 km
Przejechałem [msc]: 487.56 km
Przebieg roweru [rok]: 1809.66 km
Przebieg roweru [suma]: 7676.28 km
Przejechalem w 2017: 1809.66 km
Podroż dookoła świata (2017) 4.5241 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 19.1907 [%] km
Czas jazdy: 03:09:37 h
Czas Jazdy Suma (blog): 263:09:25 h
Czas Jazdy Suma (2017): 127:30:29 h
Czas Jazdy Suma (czerwiec): 31:17:00 h
Czas Jazdy Suma (ever): 486:35:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:07:42 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:21:41 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:12:41 h
Średnia: 12.35 km/h
Swoje plany wcieliłem w życie. W drodze z Wyszoboru skręciłem na Charnowo i pojechałem na Natolewice tutejszą ciężką do jazdy drogą. Tutaj jednak nie było ani mokro ani nie było kałuż. Dziwna sprawa, że w jednym miejscu tak jest w innym zaś nie. Ciekawe od czego to zależy - a może od poziomu wpływu na środowisko naturalne? W tych konkretnym miejscu tego wpływu nie ma wcale albo jest bardzo mały. Coś w tym jest. Tak dojechałem jakoś do Natolewiczek - gdzie zaczynała się już normalna droga. Chodź przyznam, że dziś było mi ciężko tutaj jechać. Wjeżdżać do Natolewic też ciężko i przez wioskę przejechać gdzie asfaltu nie uświadczę a na domiar złego w drodze na Pniewo (tym razem dobrze wytypowałem drogę) ale to taka zgadywanka bo żadnego oznakowania nie ma. Cóż, droga na Pniewo masakra. Kocie łby, przez jakiś czas, później wysypana droga czarnymi świecącymi się w słońcu kamieniami, po których się źle jedzie. Piach, brud, syf i ciąg dalszy prac nad obwodnicą drogi S6. Widać, że prace nad drogą S6 idą pełną parą nie tylko tutaj. W innych miejscach gdzie jeżdżę też. Prace nabierają tępa nie mniej problemy jakie tworzą przy okazji są męczące - pewnie najbardziej dla mieszkańców, którzy muszą się tym spotykać na co dzień. I teraz taka kamienista krzywa droga (z płyt z dziurami) wiodła mnie i wiodła przez pola, kawałkiem lasu, i znów pola i wiodła i wiodła. Po drodze mijał mnie samochód ciężarowy budowy, który a jakże, używa tej drogi i prowadzi do jej niszczenia. Ta droga już teraz jest fatalna i się źle jedzie. Oczywiście drogowcy pracujący nad S6 nic z tym nie zrobią. Mają na to wyjebane. Za 2 lata jak będę jeździł po S6 też będę miał na wszystkich wyjebane. A niech spróbuje ktoś coś powiedzieć to inaczej pogadamy! I tak męcząc się i z droga, i z rowerem i z nie pewnością do ostatniej chwili czy dobrze jadę w końcu dojechałem do Pniewa, skąd wjechałem na drogę krajową 6 i z powrotem do domu ;) Pojechałem już cały czas 6-tką. Po drodze zrobiłem sobie jeszcze 3 małe postoje na odpoczynek. I jakoś spokojnie, chodź ciężko dojechałem. Dzisiaj jestem wyjątkowo zmęczony. I ten cholerny wiatr jest dość męczący. Po drodze mijałem wiele elementów budowy drogi S6, mniejszych i większych wiaduktów, obwodnic. Prace trwają w najlepsze i to widać - są coraz bardziej zaawansowane i poszerzają się coraz bardziej. A ja już wkrótce do rodzinnej mieściny zajechałem i wróciłem. Ciężko! Dzisiaj ciężko było, nie zrobiłem nawet 40 km. Ale jestem padnięty ... cholerny wiatr! To najprawdopodobniej jego wina, no i wina roweru bo coraz gorzej się psuje. Coraz częściej dochodzi do sytuacji, że ciężko się jedzie. Okres ten trwa coraz dłużej i niestety co też jest złe, pojawia się coraz częściej.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)