27.05.2022
Jazda nr: 1030

Tagi: JS, morze, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego w piękny sposób rozpoczyna weekend. Jak wiadomo z wielu moich wpisów, nie jestem optymistą. Dzisiaj jednak wierzyłem w to, że pogoda będzie dobra, że nie będzie po południem padać i wiatr się uspokoi. A więc nasza wspólna wyprawa z JS do jej rodzinnych stron w Kamieniu Pomorskim się powiedzie! No i tak się złożyło, że tak było. Po południe dawało nawet nadzieje choć wątpliwe ale dawało na zachód słońca. Na to jednak się nie nastawiałem. To byłoby za dużo szczęścia. Zachodu nie było. Ulewniejsze godziny były. Dzisiaj prawie cały dzień była taka pogoda. Ostatnia chmura miała zahaczać ok. godziny 17 ale poszła całkiem bokiem. Utrzymywał się jedynie silniejszy wiatr który ma swoją nieopisaną zaletę - nie ma robactwa. Żadnego. Ani komarów ani much. I to jest życie :) No dość powiedzieć, że w fajnym towarzystwie też było fajnie. I w fajnych miejscach... :) Szczególnie fajna była zatoka na statki w Kamieniu Morskim. Byłem już tu kiedyś :) I już wtedy wiedziałem, że jest to fajne miejsce. Dzisiaj szczególnie zwracało ono na siebie uwagę - wiele ptaków - kormorany, czaple i wszelkie typowe morskie ptaszydła. Było wyjątkowo, gdyby nie to, że trzeba jechać nabijać kilometry :) To można by było zostać tu dłużej. Już początek trasy dał mi pierwsze fajne ujęcia. Dzisiaj tych kilka zrobiłem. I dobrze, że zabrałem ze sobą dwa aparaty. A tak rozważałem czy wziąć tylko Sony DSC HX-350 co na początku chciałem zrobić. A potem była myśl, że może tylko Nikon? Nikon Z FC. Ostatecznie jednak wziąłem dwa aby nie żałować tego, że nie skorzystałem z ich potencjałów. Są one bardzo różne i mają różne możliwości. Nikon ma większą matrycę, i obiektyw szerokokątny. Sprawdzi się w niektórych warunkach lepiej niż Sony :) Więc się uzupełniają. Tak miał się uzupełniać mój zakup Sony A7II z 2014 r. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, że oddałem do sklepu tego A7II. Wybrałem sobie do niego nie odpowiedni obiektyw i to na pewno mnie męczyło. Teraz już dłuższy czas robię zdjęcia na dwóch aparatach i taki podział się sprawdza. Więc rozważam, czy nie kupić sobie takiego Nikona albo lepszy np. Z5 tylko po to aby mieć pełną ramkę a nie ASP-C jak w Z FC. A jak nie to wziąłbym pewnie Sony A6600 ze względu na stabilizację w korpusie (czego nie ma A6400). I z obiektywem szerokokątnym + makro mógłbym zdobywać dalej świat! :) A zawsze mogę wziąć sobie takiego Nikona Z50 to jest to samo co Z FC ale w tradycyjnej obudowie (a nie w retro). A nie oszukujmy się na Nikonie i tak nie korzystam z niczego ponad automatycznego trybu. Więc grip i prosta obudowa jaka jest w Z50 byłaby wystarczająca. I tak samo z obiektywem szerokim i makro. Wszystko mam jeszcze do rozważenia i zobaczę jaką ostatecznie drogą pójdę :) A jakąś będę musiał. Bo pewnie prędzej czy później ktoś w szkole będzie miał dupy żal, że przejąłem ten szkolny aparat głównie do celów prywatnych. To lepiej mi będzie mieć prywatnego i nie prosić się o nic. Tylko brać kiedy chcę.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1036

  • Trasa nr [łączna]: 1116
  • Trasa nr [na blogu]: 1030
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 15
  • W tym roku: 74

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1105 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1019 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 7157.37 km
  • Stan Licznika Końcowy: 7190.87 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 7191.24 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 19770 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 19803 km

  • Maksymalna prędkość: 21.7 km/h

  • Przejechałem: 33.5 km
  • Przejechałem [msc]: 679.29 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2636.15 km
  • Przebieg roweru [suma]: 43890.46 km

  • Przejechalem w 2022: 2636.15 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 6.5904 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 109.7262 [%] km

  • Czas jazdy: 02:49:56 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2547:13:03 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 176:18:52 h
  • Czas Jazdy Suma (maj): 45:18:57 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2770:39:11 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:01:16 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:22:57 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:31 h

  • Średnia: 11.89 km/h
Dzisiejszy wyjazd jest udany choć nie zapewnia nie wiadomo ilu kilometrów jest udany. Ja zawsze jeżdżę dla km i nie zawsze muszę. A szczególnie w tym roku to jakoś ciężko mi jeździć za km. Bardziej to bym jeździł dla towarzystwa, czy miłego spędzania czasu. Czy po prostu po to aby zwiedzać nowe drogi i nowe strony. Takie plany kumulowały się już w poprzednich latach na poprzednich wyjazdach. Na nie których może wspominałem. Teraz w nie których wypadach tysiące kilometrów dalej to pewnie nie pamiętam co ja tam pisałem i co sobie myślałem. Jednak na pewno miałem takie plany aby zwiedzać nowe drogi, nowe miejsca. A nie ciągle jeździć po tych samych. I te piękne plany trochę się udaje realizować w tym roku. Ta dzisiejsza trasa też jest taka :) Poznałem kilka nowych dróg w Dziwnowie, których do tej pory nie znałem. Zawsze przejeżdżałem przez tą wiochę główną drogą, wzdłuż DW102 i nigdy tam po bokach nie jeździłem. Aż do dzisiaj, gdy zajechałem z JS aż po falochron. To był najlepszy pomysł jaki dzisiaj miałem. Pojechać na falochron... Było tam obłędnie. A morze takie zburzone. Ochlapało mnie nawet :) Nim jednak ruszyliśmy na falchron w Dziwnowie, robiliśmy małą pętelkę przy Kamieniu. Jadąc na Żółcino, gdzie nie było mnie od lat. Pamiętna trasa: 10 tyś Aurelio - wyspa Chrząszczewo, która miała miejsce: 33 922 km temu (bez dzisiejszej trasy). Czasami sobie zdaję sprawę, że to już ten czas, gdy od pewnych wydarzeń w przeszłości dzieli mnie nawet 30k km. A więc granica naprawdę spora. Tyle km minęło a ja znów tu jestem. Jakoś do tej pory mnie nie ciągnęło aby na te Żółciono powrócić. A dziś była taka okazja, JS chciała tam jechać to czemu nie :) Nie wiem czemu ale pamiętałem, że droga była tam nieco gorsza. Tym czasem okazało się, że wcale nie było tak źle. Bywały gorsze. Może dzisiaj niekoniecznie ale ogólnie bywały gorsze drogi. Dzisiaj to były w miarę dobre dróżki, którymi dojechaliśmy do Dziwnówka przez Wrzosowo a potem Dziwnów. A w drodze powrotnej, w ogóle przypadkowo odkryliśmy nową super lokalizację na Zatoce Wrzosowskiej. Piękny z niej widok się kryje. I ławeczki takie, które pozwalają się tym pięknem cieszyć. Dzisiaj nie za bardzo mogliśmy się tym cieszyć - było w końcu dość pochmurnie, przelotnie padało, i miejscami od wody nadal mocno wiało. Jednak jak to wiele razy mówiłem: nie ma złej pogody na rower! :) I nie było źle. Wszystko udało się zaplanować, można śmiało rzec, że Neptun nam dzisiaj sprzyjał... Do Neptuna! Tak skojarzyłem tą pogodę i to co się dzisiaj działo z tą piękną szantą. Dzisiaj jednak omawialiśmy inną piosenkę, również ciekawą. Na swój sposób piękną ale też smutną: Ballada o Wilku. A na koniec powiem tylko tyle, że szkoda, że dzień a wraz z nim trasa się skończyła i trzeba było się rozstać :( Pociesza mnie jednak to, że za dwa dni w niedzielę się znów zobaczymy! :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa27maja2022zdj1.jpgtrasa27maja2022zdj2.jpgtrasa27maja2022zdj3.jpgtrasa27maja2022zdj4.jpgtrasa27maja2022zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)