Dzisiejsza trasa nie była łatwa. Bardzo trudna. Sporo leśnych dróg, piachu, syfu. Jednak z dużym zadowoleniem muszę powiedzieć, że szło mi niespodziewanie dobrze w dotąd nieznanych stronach. Ustaliłem sobie trasę właśnie z Niedźwiedzisk. Wyszło tak, że rowerem nie jechałem stąd przez Witno po Stuchowo. Samochodem - owszem. W zeszłym roku (2023 r.) kilka razy się autem tutaj było. Nigdy jednak rowerem. W samych Niedźwiedziskach byłem rowerem ale nie tą drogą. To stanowiło dobry punkt wyjścia. A dalej wykorzystałem fakt, że jeszcze nigdy nie jechałem ze Stuchowa na Kępicę. To był również powód aby pojechać a dalej Będziszewo jako jedna z nowych wsi i tutejsza bliska okolica. I zbierałem się stąd na Chomino aby połączyć się z drogami na których już jeździłem a potem do Benic aby zobaczyć znowu nowe strony i drogi. Z Benic kierunek znany na Mechowo. I jedynie z Mechowa miałem w planie jechać trochę nieznanymi drogami czyli wyruszyć na Rybokarty przez leśne drogi. I w Rybokartach przejechać środkowym wyjazdem ze wsi. No tak jakby środkowym - bo patrząc od strony którą jechałem czyli na lewo jest dawna kolei, droga przy lasach i można wyjechać przy Dobrzyniu. Droga na środek, na którą się kierowałem prowadziłaby do Wilczkowa. A na prawo - wyjazd byłby w leśnej części drogi DW105 - przy przejeździe wąskotorówki. I właśnie tymi drogami z lewej i prawej strony już jeździłem. A z jakiegoś powodu do tej pory tą "środkową" drogą nie miałem okazji jechać. Skorzystałem więc z okazji. Bardzo ładnej pogody i co za tym idzie bardzo ciepłego po południa, że pojadę. Zobaczę nowe strony i nowe drogi. Trasa nie była wcale łatwa... Była męcząca. Nieprzewidywalna ale z jakiegoś powodu szło mi wyjątkowo dobrze. Orientacja w terenie? Pomimo tego, że nie mam żadnej to dzisiaj sobie wyjątkowo radziłem i nie błądziłem. Drogi nie były też takie złe. Choć po tych lasach to było słabo... Komarów, strzygoni... Miejscami jeszcze zostawały wielkie kałuże po ulewnych deszczach. Kilka dni z ładną pogodą nie wiele zmienia, nie wszystko wyschło a przez to te robactwo się tak rozprzestrzenia. Choć robactwo nie było dzisiaj jedynym problemem. Aurelia jakoś dziwnie działa, nie wchodzi mi największa zębatka na kasecie (32t). Jakby wina regulacji? Jednak.. Byłem w serwisie to serwisant stwierdził, że regulacji nie potrzeba. Jedynie co poprawił to założył jeszcze raz oponę. I nie ma problemu z efektem "pływania" tylnego koła. Wydaje mi się jednak, że z przełożeniami jest i tak coś nie tak. Nie zawsze tak ładnie działają. No ale nikt mi nie wierzy. W serwisie gościu nie widzi problemu. WG mi nie wierzy, twierdzi, że jest OK. Nie jest... Ja to czuję. Znam Aurelię lepiej. Mam z nią szczególną więź i wiem, że coś jej dolega ale jeszcze nie wiadomo co. Najgorsze jest to, że powraca ten efekt, że pod wzniesienia jest mi tak ciężko podjechać. No po prostu pedałuję i nie mam siły. Miałem tak tuż po wymianie napędu, myślenie życzeniowe. To na pewno wina napędu! No na pewno bo czego innego? -> Szczecińskie testy napędu. Okazuje się, że niekoniecznie. Jedynie co, to mam naprawione "koło" po serwisie. No ale nie jest tak, jak przypuszczał WG, gdzie swoje teorie prawił na cytowanym już wpisie WPIS=1472. To nie wina koła. Prawdopodobnie opona była źle założona. I dobrze, że tylko tyle bo zacząłem się obawiać, że nowa opona CONTINENTAL wytrzyma mniej niż zajeżdżona obecnie SCHWABLE MUNDIAL (przednia) z przebiegiem 40k km+, który rośnie po każdej kolejnej trasie i nie poddaje się nawet po takich wyzwaniach jak drogi, które dzisiaj mijałem. A nie wszystkie są przyjemne i nie wszędzie jest fajnie. No ale takie są uroki tych wiejskich miejsc, leśnych dróg. A skoro chcę przejechać wszystkie drogi w województwie to i na takie drogi natrafię prawda?... Nie uniknę tego. Unikając problematycznych dróg ograniczyłbym się z przejazdem jedynie do pewnych miejsc, i nie mógł poznać tych innych co skrywają się za tymi gorszymi w przejechaniu drogami... No cóż... Dzisiejszy wyjazd ujawnił jeszcze dwa problemy - coraz krótsze dni. Dzisiaj zachód słońca będzie następował gdzieś o godz. 20. I idącą jesień. Żołędzie zaczęły atakować... Stać pod drzewami, których owocami są żołędzie to tak nie bardzo. Trwa zmasowany atak. Spadają i atakują!... Co jednoznacznie oznacza, że nadchodzi jesień pomimo tego, że jest dość ciepło jak na jesień. Podobno ta piękna aurwa i pogoda utrzyma się jeszcze parę dni... I dobrze, trzeba korzystać.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1486
Trasa nr [łączna]: 1564
Trasa nr [na blogu]: 1478
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 130
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1550 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1464 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 23515.6 km
Stan Licznika Końcowy: 23556.09 km
Stan Licznika Końcowy2*: 23406.07 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1925 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1965 km
Maksymalna prędkość: 30 km/h
Przejechałem: 40.49 km
Przejechałem [msc]: 491.62 km
Przebieg roweru [rok]: 4397.25 km
Przebieg roweru [suma]: 60255.83 km
Przejechalem w 2024: 4397.25 km
Podroż dookoła świata (2024) 10.9931 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 150.6396 [%] km
Czas jazdy: 03:16:30 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3614:33:01 h
Czas Jazdy Suma (2024): 274:03:06 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 31:38:36 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3837:59:09 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:15:37 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:06:29 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:57 h
Średnia: 12.39 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była typową leśno-wiejską przygodą. Do pełni szczęścia brakuje jedynie zachodu słońca. Zdążyłem wrócić niż ten nastał. Czyli dość ładnie sobie poradziłem w tych leśnych przygodach ale też dość szybko zaczynałem te przygody. Korzystam z ostatnich dni wakacji jak jeszcze krócej jestem w szkole (tak do godz. 12). Po szkole szybki obiad, wybranie kierunku trasy i w drogę. Potrzebowałem się nieco zresetować po nerwowym i nie zrozumiałym dla mnie wczorajszym po południu... Tak się nie fajnie skończył wczorajszy wyjazd. A miało być miło i fajnie. A skończyło się tak, że w sumie jestem dzisiaj zdenerwowany na pewną osobę, z którą spędzałem wczorajszy dzień. I nie mając innego lepszego do zrobienia dzisiaj - wybrałem się na rower. Właśnie w te lasy. Szybkie spojrzenie na mapę. Gdzie nie byłem a gdzie powinienem być. I właśnie w ten sposób powybierałem sobie drogi - miejsca, które nie odwiedziłem do tej pory. A można się zawieść bo miejsc, które nie odwiedzałem wciąż jest sporo. I bynajmniej aby poprawić ten stan rzeczy to nie wystarczy jeszcze kilka razy pojechać w teren. Tych dróg czy miejsc jest tyle.. że potrzeba jeszcze setek wyjazdów po takich min. 50 km. Mam gdzie jeździć. I mam co zwiedzać. Pewną poprawę i wgryzienie się w dotąd nieznane miejsca wokół dobrze znanych... dokonałem właśnie dzisiaj. Zaczynałem moją podróż z problemami z Aurelią - z nie działającym przełożeniem (nie chce wejść na najwyższy - schodzi z niego) - z zagwozdką innych problemów z Aurelią i wieloma myślami, które mi dzisiaj towarzyszyły. Najgorsze wnioski są jednak takie, że idzie jesień. Nie czuć jej może dzisiaj za specjalnie ale tak jest. Idzie jesień. Żółkną liście. Żołędzie opadają z drzew. Popadam w melancholię. Idzie nieunikniona jesień. Co roku obawiam się tej pory roku. Jest taka smutna.. Nie chcę aby była a i tak się pojawia. A do tego jest problem z komarami. Wciąż są. I wciąż atakują. I te cholerne strzygonie. Wszędzie tego gówna sporo... Wszędzie jest i atakuje. No ale dobra... Wyjechałem. Pierwszy krok mam za sobą. Ułożony spontanicznie plan na trasę też. I co najdziwniejsze w tej historii... Udało mi się zrealizować ten plan praktycznie bezbłędnie! Na początku zaliczam trasę z Niedźwiedzisk na Witno i Stuchowo. Stąd odbijam do Kepicy. Z ciekawości wjeżdżam w wieś. Spotykam tutejszy słynny pałac. Wystawiony na sprzedaż. Teren zadbany. Ktoś tu bywa i dba o to... -> Pałac w Kępicy. Co nieco o tym pałacu słyszałem. Jednak pierwszy raz widzę go na żywo. Nie ukrywam, że chętnie bym zajrzał do środka. Jednak dzisiaj sobie odpuściłem. Czas goni, trzeba jechać dalej. Na teren pałacu mam jak się dostać tylko co dalej? ;) No z rowerem to trochę gorzej.. To może innym razem odwiedzę to miejsce. Tym czasem ruszam dalej na Będziszewo. Drogą dość klimatyczną, ułożoną przy polach z kukurydzy. Później taki leśny teren a za nim zaczynała się wieś właśnie Będziszewo. Z niego odbijałem na Chomino. Polnymi, ciężkimi w przejechaniu drogami. Z Chomina do Benic asfalt. W Benicach podziwiałem szkołę - ZESPÓŁ SZKÓŁ ROLNICZYCH: Zdjęcia szkoły i internatu - euroturystyka.pl. Piękny budynek, zadbany. I okolica taka wyjątkowa. Zatrzymałem się tu na dłuższą chwilę nim ruszyłem dalej mając przed sobą do wybrania jedną z kilku wiejskich dróg. Jakimś cudem wybrałem tą właściwą. Podróż jednak nie była łatwa. Piaszczysta droga. W wielu miejscach jechało się ciężko. Tak dojechałem do Krzemykowa. Ukrytej w lesie po środku niczego wsi. Mała osada, szybko ją minąłem kierując się dalej w stronę Mechowa. Do Mechowa miałem wjeżdżać przez - kolonię, osadę? W sumie nie wiem co to jest - nazywa się to miejsce: "Zielonka". Niby widziałem drogę tutaj prowadzi do kolonii Mechowa.. Jednak nie zaufałem tej drodze. To wyglądało jakby przecinała czyjeś podwórko. Taki podejrzany wyjazd z lasu. Jedno gospodarstwo i droga. Nie zaufałem temu miejscu ani tej drodze. Przecież to się na pewno skończyłoby tym, że jakieś psy by tam wyleciały i byłaby afera. Zresztą chwilę później miałem aferę z psami w samym Mechowie. Gdyż w Mechowie - tym Mechowie za Golczewem, była jedna jedyna droga po której nigdy nie jechałem. A dziś bardzo chciałem nią pojechać. Jednak się nie dało. Przy drodze było gospodarstwo, chronione niskim ogrodzeniem na które co się zbliżyłem wyskakiwał owczarek. A kto mi da gwarancję, że nie wyskoczy przez ten płot?! No nikt prawda? Żadnych zjebów z tego domostwa nie widziałem aby od razu zwrócić im uwagę aby wzięli stąd tego psa. Nie czułem się komfortowo. Musiałem zrezygnować. W nieznany mi dotąd las wjechałem od strony wsi Gacko. W lesie skierowałem się - sam nie wiem jak - ale poprawnie w stronę Rybokart. Tak jakbym po prostu wiedział gdzie trzeba skręcić... I wiedziałem, że tu muszę skręcić i tu skręciłem. I wprost idealnie dojechałem do Rybokart. Tam pozostało już wybrać drogę do Wilczkowa. I ostatnia nie znana dotąd ścieżka została zaliczona. Dzień, w sumie piękny bo słoneczny i ciepły trwał nadal. Słońce jednak niżej się układało, wkrótce miało być na wysokości drzew wzdłuż drogi DW105 prowadzącej w stronę Świerzna i Stuchowa. Swoją drogą, drogi, którą w ostatnich 2 latach często jeżdżę bo zwykle tędy jeżdżę na Kamień Pomorski. Mimo tego, że nie chciałem to na dzisiaj trzeba było wracać. Do domu. Wykąpać się i jutro do szkoły na kolejny dzień. I tak wracałem w stronę skrętu na Niedźwiedziska i do auta, które zostawiłem na polnej drodze przy początku wsi. Fajnie było ale się skończyło. Była to naprawdę fajna i co najlepsze w pełni udana przygoda. Aż dziwne, że tak dobrze mi szło poruszanie się po tych lasach i polnych drogach, które w większości do tej pory były mi nieznane. I dopiero teraz odkrywam te pewne miejsca i pewne drogi. Niestety mam w świadomości to jak jeszcze wiele muszę odkryć. Jak jeszcze wiele tysięcy kilometrów musi minąć nim będę mógł się publicznie pochwalić swoimi osiągnięciami i powiedzieć, że coś w tym województwie zachodniopomorskim znam i coś tu naprawdę widziałem...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)