Trasa z dnia dzisiejszego jest takim sensownym wkroczeniem w wiosenna rzeczywistość. A to nie tylko wiosenna rzeczywistość a około świąteczna gdyż już od piątku jest ten "świąteczny czas". I tak co roku powtarza się te same schematy - wiosenne święta, lato (wakacje), na początku piękne jesienne chwile, potem takie depresyjne i zimowe święta. I znowu to samo... Teraz jesteśmy (jestem) znowu w okresie świąt. Dzisiaj nie wiele myśląc wyruszyłem gdzieś dalej bo tak się złożyło, że powstały ku temu możliwości. Co prawda dobija mnie codzienność w niej pewne zaległości w swoich pracach, a to wpływa na mnie negatywnie... No ale dzisiaj tak świątecznie sobie odpuściłem. Skończyliśmy "pracę" jeszcze przed godz. 12. A więc wróciłem do domu, dojadłem kanapki, które ze sobą do szkoły wziąłem. I od razu ruszyłem w trasę. Chciało mi się jechać gdzieś dalej. Nie chciałem znowu robić tych objeżdżonych ze wszelkich stron cyklicznych tras - a przecież nie pojechałbym dalej (chcąc krótko) - na nic innego niż: TR_20STKA czy MAKOWICE_SLUDWIA. A ile można powtarzać te same schematy. Po prostu chce się czegoś innego. A po mojej ostatniej nowej przygodzie: Piaski Wielkie: Dwór von Flemming. Zachciało mi się pojechać do miejscowości "Piaski" pod Reskiem. A tak jakoś mile je wspominam, może za sprawą nie łatwej ale w konsekwencji fajnej trasy, która odbyła się w letni dzień: Piaski czasu. Lubię wracać do takich historii jak ta. Tak mi się miło kojarzą, wracam sobie nawet po takim dniu "pracy", po niej trasa. Wracam po południem do domu. Dzień jeszcze trwa. Tu obiad, chwile z rodziną. A potem coś obejrzeć... Kolacja i spać. Nie jest to taka zła perspektywa na życie. Ważne, że te chwile (po trasie) ma się z kim wypełniać. Bo jednak gdyby były to powroty do pustego domu. To nie wiem czy byłyby to takie fajne wspomnienia... No nie mniej o miejscowości Piaski w perspektywie ostatnich tygodni myślałem. Chciałem tu sobie jeszcze przyjechać - dawno nie byłem. I dzisiaj była ku temu dobra okazja! Bo jak nie "Piaski" to gdzie? No dobra - mijam się trochę z prawdą. Świąteczny czas swoją drogą, jednak nie chciałem poświęcać na rower nie wiadomo ile dnia... Aby jeszcze pewne zaległości po ogarniać. Gdyby nie one to pewnie pojechałbym dalej. Dziś było na tyle fajnie, że spokojnie i ze 100 km by się zrobiło... No a tak wyprawa na "Piaski" była pewnym kompromisem. Jednak dobrze, że tu pojechałem. Fajnie było zajechać znowu do tej wsi, i tutejszych wyjątkowo dobrych stron.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1213
Trasa nr [łączna]: 1292
Trasa nr [na blogu]: 1206
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 3
W tym roku: 46
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1280 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1194 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 13779.7 km
Stan Licznika Końcowy: 13812.94 km
Stan Licznika Końcowy2*: 13737.94 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26253 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 26286 km
Maksymalna prędkość: 29.8 km/h
Przejechałem: 33.24 km
Przejechałem [msc]: 142.28 km
Przebieg roweru [rok]: 1458 km
Przebieg roweru [suma]: 50512.25 km
Przejechalem w 2023: 1458 km
Podroż dookoła świata (2023) 3.645 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 126.2806 [%] km
Czas jazdy: 01:51:17 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2986:45:09 h
Czas Jazdy Suma (2023): 102:03:21 h
Czas Jazdy Suma (kwiecień): 08:26:21 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3210:11:17 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:48:47 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:13:07 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:44 h
Średnia: 17.97 km/h
Dzisiejsza krótka trasa jak wspomniałem była takim przywitaniem wiosny. I może w końcu coś się zmieni na lepsze w nadchodzących dniach - względem pogody i osobistych spraw. A to umożliwi powrót na wyżyny możliwości, które do tej pory pozostały gdzieś co najmniej uśpione. Jakoś nie widać tego masowego jeżdżenia - a to już przecież kwiecień. A ja tkwię w pewnym punkcie, z którego nie zdążyłem się rozbujać. Może będzie lepiej - kto może o tym wiedzieć jak "nie przyszły ja", który spojrzy na ten wpis z perspektywy kolejnych, które dopiero po nim nastąpią?... No cóż, a w ogóle to takie wykorzystanie nie spodziewanej szansy. Nie spodziewanie dzisiaj mogliśmy sobie iść ze szkoły tak szybko (już przed godz. 12) to nie wiele myśląc poszedłem i to od razu na rower! A pogoda dopisała. Jest co prawda mały wiaterek. Tylko ten w niczym nie przeszkadza. Całą drogę dało się trzymać jakąś sensowną prędkość i tego się trzymałem. Jest w miarę ciepło, choć powiem tak - jadąc tylko w koszulce i w bluzie, momentami było czuć, że jest chłodno. Szczególnie w momentach gdy brakowało tego słońca na niebie. Dzisiaj często się chmurzyło. Nie mniej i tak było fajnie. A w trasę wolałem wybrać się od razu "a nie później". Mimo tego, że po południu było już całkowicie słonecznie a przy tym niestety trochę chłodniej. Krótka trasa ale tak w sumie chciałem - pojechać gdzieś ponad próg tych 20 km. I tak wybrałem się do tych Piasków pod Reskiem. Nie często tam bywam w zasadzie "nie bywałem tam". Mimo, że poznałem te miejsce to jakoś tam nie wracam. Może dlatego jest dla mnie nadal takie nostalgiczne a przy tym wyjątkowe... Zresztą takich miejsc jest sporo - jak np. Łosośniczka (pod Łosośnicą). I pewnie jeszcze nie jedno bliskie dla mnie miejsce się znajdzie <3 A często wiążą się z tym jakieś szczególne historie i dobre wspomnienia. A w końcu takich nie wiele w życiu mam. Z dzisiejszą trasą wiąże się jeszcze jedno zdarzenie. Na drodze DW152 od strony Reska, gdy wracałem następował duży transport wojskowego sprzętu. Oczywiście nie wiedziałem co za mną jedzie bo bym nie stawał tak szybko. A tak stanąłem pod wsią Czarne, obserwując gniazdo bocianów. Stanąłem aby zrobić im zdjęcie i przy okazji wymienić rozładowany akumulatorek w kamerce. I w tym momencie nadjechały wojskowe ciężarówki ze sprzętem. Nie zdążyłem mieć na czas ani uruchomionego aparatu (SONY DSC HX350) - on taki jest, że potrafi się przywiesić -.- Ani nie zdążyłem włączyć kamerki na nowo bo ta też żyje swoim życiem. Także z tej kolumny złapałem na sam koniec, ostatni pojazd moim aparatem (SONY DSC HX350) - z którym zresztą też wiążą mnie dobre wspomnienia. Gdybym wiedział, że za chwilę pojawi się taki niecodzienny widok tej kolumny wojskowej to bym był na to przygotowany... No ale bywa i tak... :) Ten przejazd był i tak jedynie incydentem na tej trasie to nie ma czym się przejmować.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)