17.09.2023
Jazda nr: 1300

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego była planowaną od sierpnia - od festiwalu Pol'and'Rock Festival 2023 r. trasą. W końcu udało się ją zrealizować bo to nie moje pierwsze podejście do niej - tylko ciągle coś uniemożliwiało mi to abym pojechał. Już nie będę mówił, że wstępnie miałem jechać wczoraj (16.09) - gdyby nie wydarzyła się kolejna tragedia w rodzinie to bym pojechał wczoraj. A skoro się wydarzyła to inne sprawy były ważniejsze. To kolejny wrześniowy weekend z ładną pogodą - więc się z rana na ten wyjazd wybrałem. Załatwiłem sobie kierowcę (ojciec pojechał) - aby odwiózł mi auto. Miałem do wyboru wariant w którym jadę do Czaplinka i wariant w którym wracam z Czaplinka. Uznałem za lepszy wariant z powrotem. Z rana to jeszcze mi się chce i nie jestem zmęczony. Więc nie było problemu - a wracam to pozostawiam Aurelię w jej "stajni" i czmycham do domu. A w drugim wariancie to jeszcze czekałby mnie godzinny powrót autem, potem ściągać rower z auta. No mogłoby mi się nie chcieć. I bywa to męczące. Najrozsądniejsze wydaje się podjęte rozwiązanie, że jadę do Czaplinka autem i po prostu stąd wracam. I tak zrobiłem. Powrót okazał się o kilka km, dłuższy niż zakładałem - zakładam coś w granicach 86 km. A wyszło nieco ponad 90 km. A dokładnie o 7 km więcej. Może wpłynęło na to moje dodatkowe dojeżdżanie, wjechanie kawałek w rejony Czaplińskiego jeziora - o dumnej nazwie: Jezioro Drawskie. Ogromne i ciekawe. Pojechałem będąc w Czaplinku od parkingu przy ul. Złocieńskiej (DK20), do ul. Jeziornej aż pod przystań kajakową. Tam wstępnie zrobiłem pierwsze zdjęcia z tych ciekawych rejonów. To tak wstępnie - taka zajawka, i na zachętę - gdyż dzisiaj miałem inne plany niż zwiedzać Czaplinek i jego bez wątpienia piękną okolicę. Moim celem był powrót do domu i tego się trzymałem. Mam w planie w osobnym wyjeździe zrobić trasę w okolicy Czaplinka (dookoła jeziora na ile się da), po samym Czaplinku i pojechać w stronę lotniska w Broczynie gdzie faktycznie odbywała się ta impreza Owsiaka Pol'and'Rock Festival 2023 r. Zaciekawiły mnie te rejony, które zwiedzałem z pozycji samochodu, po nocach i będąc już nieźle padnięty po takich atrakcjach. Przy najbliższej okazji na pewno tam wrócę - w celu właśnie objechania jeziora, okolic (są przepiękne) i pojechania do wspominanego Broczyna a z niego do miejscowości: Psie Głowy. To jednak plan na "przyszłość". Dziś ograniczać się mogłem do trasy Czaplinek - Płoty przez Złocieniec, Drawsko Pomorskie i Łobez. Swoją drogą fajna ale wyniszczająca trasa. Wiele wzniesień, uporczywie rosnący ruch aut (głównie na DK20) - gdy jechałem do Czaplinka był mniejszy, ale z czasem urósł i było to już irytujące. Ruch aut to jeszcze - zniosły - ale ta zbyt duża ilość grup na motorach... A nie tylko oni się wyróżniali na tle dzisiejszego ruchu pojazdów. W stronę Szczecinka, Bydgoszczy panował bardzo duży ruch sportowych aut, i różnych przerabianych aut z głośnymi wydechami. Możliwe, że jechali albo i wracali z jakiegoś zlotu. Jednak te sportowe auta to mniejszy problem - jakoś problemem byli ci motorzyści. Może to ze względu na osobiste urazy? Jakoś przeszkadza mi już ta grupa społeczna. Na pewno nie bez echa pozostaje również ich ryzykowne zachowanie na drodze. Często wyposażeni w te głośne (swoją drogą zjebane i wkurwiające) wydechy. I tylko szaleją... Już z oddala skurwysynów widać. Po czym niebezpiecznie z dużymi prędkościami mijają samochody czy rowery i pędzą dalej. Czasem pędzą tak jakby chcieli własną śmierć przegonić... Całą drogę się z tym użerałem. Było to irytujące podobnie jak auta. Wygląda na to, że nie będę się za dobrze czuł... I może dlatego jestem tak na to wyczulony? Zresztą co ukrywać, dość szybko w dniu dzisiejszym łapał mnie stan przed migrenowy. Pierwsze tabletki na bóle głowy brałem jeszcze przed Złocieńcem. A to był dopiero początek dzisiejszych zmagań. Na trasę kilka godzin minęło. Była to długa i męcząca droga... Jednak mimo tych nieprzyjemnych jej aspektów - cieszę się, że pojechałem. Zrobiłem to dla siebie - bo mnie zależało na takim połączeniu tych tras, miejsc które zwiedzałem i które już znam (czyli dróg do Drawska Pomorskiego). W przyszłości czas poznawać nowe drogi i kolejne miejsca.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1307

  • Trasa nr [łączna]: 1386
  • Trasa nr [na blogu]: 1300
  • W tym tygodniu: 5
  • W tym miesiacu: 11
  • W tym roku: 140

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1374 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1288 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 17733 km
  • Stan Licznika Końcowy: 17826.21 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 17706.81 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30210 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 30303 km

  • Maksymalna prędkość: 37.9 km/h

  • Przejechałem: 93.21 km
  • Przejechałem [msc]: 434.19 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5471.64 km
  • Przebieg roweru [suma]: 54525.89 km

  • Przejechalem w 2023: 5471.64 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 13.6791 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 136.3147 [%] km

  • Czas jazdy: 05:00:09 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3250:47:01 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 366:05:13 h
  • Czas Jazdy Suma (wrzesień): 25:09:20 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3474:13:09 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:17:13 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:54 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:14 h

  • Średnia: 18.64 km/h
Dzisiejszy wyjazd, to nawet nie trasa ;) Stanowi taki jednostronny dojazd z punktu docelowego (Czaplinek) z powrotem do mnie (Płoty). Pełna przygód i wyzwań trasa, która ostatecznie przekroczyła 90 km odległości... Już dawno nie robiłem takich tras. Fajnie było więc się z tym zmierzyć. I spróbować zrobić coś ambitniejszego niż do tej pory popularne trasy - jak nie 20-stki, czy Makowice_Słudwia to Trasy do Szkoły. Teraz czas na coś ambitniejszego. W piękny i słoneczny dzień (no prawie) bo i trochę się chmurzyło ale to nie przeszkadzało w niczym. I tak było ciepło temp. w okolicy 25-27℃. Trochę wiatr, ale zwykle mi sprzyjał. Więc po wstępnym podjechaniu pod jezioro Drawskie w Czaplinku mogłem rozpocząć żmudną trasę powrotną, która ciągnęła się przez kolejne wyzwania - wzdłuż drogi DK20 do Drawska Pomorskiego. Jechałem na Złocieniec, gdzie w Złocieńcu próbowałem przejechać przez centrum miasta aby wyjechać pod wiaduktem kolejowym przy ul. Chopina. To jednak nie takie proste. Centrum Złocieńca to pełno jednokierunkowych ulic i ograniczeń... Zasłyszałem inne opinie, widać są mocno nie aktualne i pochodzą z przed wielu wielu lat. Ojciec tak mówił, że kiedyś tak jeździł. To chciałem to sprawdzić. W wyniku tego tylko niepotrzebnie wjechałem w centrum Złocieńca. I jedyne co zrobiłem to wróciłem przez starówkę na ulicę, którą przyjechałem tutaj. Swoją drogą tak brzydkiej starówki jak w Złocieńcu to dawno nie widziałem... I jadę dalej - chciałem zajechać na nowo do dawnej - a w zasadzie niedoszłego zakładu przetwórstwa rybnego, które odwiedzałem przy pierwszej trasie po Czaplinku: Pojezierze Drawskie. Jednak ostatecznie ograniczyłem się do objechania firmy. Nie wchodziłem. Więc nie ma mowy o urbeksie. Na miejscu natrafiłem na podejrzanego gościa, który ewidentnie coś tam wykradał. Stukał młotkiem, coś robił przy terenie firmy. Potem się zmył, odjeżdżając swoim rowerem cały czas mierząc mnie wzrokiem. Nie jestem jednak pewny czy był sam czy ktoś jeszcze mu towarzyszył. Więc dla bezpieczeństwa (nie tyle swojego) co Aurelii - odpuściłem sobie te wejście tu (przynajmniej dziś). Zresztą w mojej skromnej opinii te miejsce wygląda gorzej niż z przed miesiąca. Jeszcze bardziej zniszczone - być może pada ofiarą kradzieży?... No cóż. Trasa trwała dalej - jechałem na Drawsko Pomorskie - odbijając jedynie w ciekawą polną drogę za wsią Rzęśnica (wciągu drogi DK20). Jak się okazało, jest tam jezioro Darskowo otoczone tymi przepięknymi walorami przyrodniczymi. Jednak do jeziora nie dojechałem. Te regiony były pilnowane przez komary... I tak wkrótce dojechałem do Drawska Pomorskiego gdzie rozważałem zajechać na jakiś obiad czy fasfood. Ostatecznie jednak minąłem centrum miasta a potem już niczego takiego nie widziałem. Wiec na strawę zmierzałem do Łobza. Kolejne kilometry męczącej drogi (DW148). Co prawda tu już ruch aut mniejszy (to działa na korzyść...) jednak inne mankamenty były również męczące. Te wzniesienia, piękne to strony ale takie strome. I taka sytuacja się ciągnie prawie pod sam Łobez, gdzie ponownie skusiło mnie zjechać z trasy w odmęty lasu. A nie był to wspaniały pomysł, tylko odbiłem od drogi i lewą nogą zajebałem w taki konar, wystający z polnej ścieżki. Dość mocno przywaliłem nogą to... Chwilę musiałem przystanąć. A wtedy zauważyłem tysiące mrówek, które miały tu główny szlak handlowy. Mimo tych niesprzyjających okoliczności - wjechałem w ten las, w bliską okolicę wsi Bonin. W lesie było względnie bezpiecznie. Mało owadów. O spokoju jednak nie było mowy, niósł się szum drogi DW148 i to pomimo tego, że nie panował na niej jakiś szaleńczo duży ruch aut. Wkrótce zajechałem do Łobza, i po drodze zajechałem po kebaba do knajpy "Kebab Spot". Nie często się zdarza, że jako sałatki mają krojoną marchewkę - tu mieli, więc do kebaba wziąłem marchewkę i ogórek. Ta sałata, którą mieli i tak bym nie jadł - widziałem to takie nie dobre - nie wiem co to za sałata - czy to jakaś lodowa czy inna. No ale widzę, że tej akurat nie lubię. Sam kebab fajny ;) Jadąc dalej przez Łobez pojechałem taką boczną ulicą dosłownie nazywającą się ul. Boczna. Wjeżdżałem do niej z ul. Pocztowej gdzie byłem na kebabie, który zjadłem przy wyjeździe z Łobza. I pozostało ostatnie wyzwanie - jazda wzdłuż DW148 do Starogardu a potem DW152 przez Resko do Płotów. Nie mówię, miejscami było mi już ciężko. Szczególnie pod wzniesienia. Jednak jakoś trzeba było dawać radę. Więc spokojnie, kilometr po kilometrze mijała ta trasa. Pod Starogardem (dawniej Starogódkiem) - mijałem piękne walory natury - nie spotykane na tą porę roku. Przy drogach - pewnie to samo-sieje, rosły pojedyncze słoneczniki! Ogólnie to już nie czas na słoneczniki i ich nie ma tu rosną. Jednak tu się nigdzie nie zatrzymałem aby zrobić zdjęcie :( Spokojnie! Nie straciłem jednak na to szansy bo ponowna była przy drodze DW152 przy Starogardzie a dalej przy Resku. Tu już skorzystałem z szansy na zrobienie fotki i dalej w drogę. Im więcej przejechałem, im bliżej celu tym bardziej padnięty się czułem. W końcu Resko! W końcu minąłem Resko i niepokojące malunki na drzewach. Podpisane, z numerowane i z katalogowane. Przeznaczone na rzeź. Skądś to znam prawda?... Taki sam los spotkał brzozy w miejscowości Czarne, na tej samej drodze (DW152)... Też długi czas były tylko podpisane a potem zostały zarżnięte... Finał "Wstępując w noc". Tu pewnie będzie tak samo. Jak nie w lasach to przy drogach wszystko skurwysyny niszczą. Wszystko wyciąć, zniszczyć. Nic nie jest potrzebne... Teraz jeszcze te drzewa są, na wiosnę czy na jesień oko cieszą. A mogą się stać historią jak wspominane brzozy...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)