15.10.2019
Jazda nr: 486

Tagi: zs_trPracy, zs_dino, zs, zach_slonca |

Trasa z dnia dzisiejszego to powrót do niechlubnej rzeczywistości, podczas której jeżdżę indywidualnie, jeżdżę sam. W sumie przez chwilę mi tego brakowało. Fajnie jest pojeździć z kimś, mieć towarzystwo, czego dotyczą wpisy z zeszłego tygodnia: Szczeciński miejski wojaż: "Nowe znajomości" i ZS: Sklep Dino "100 tyś rowerzysta". Chwilowo zmartwiło mnie to, że mam za dużo towarzystwa co nie będzie dobre, tak od razu.. Przecież większość życia żyłem sam.. A tu taka zmiana. Dzisiejsza trasa jest więc powrotem do czasów, gdy jeździłem sam. Samemu z rana do pracy, a po pracy pojechałem do sklepu Dino! Nieco inną trasą, niż w zeszłym tygodniu. Za to powrót był taki sam :) A nieco inna trasa wynikła z tego, że trochę spierdzieliłem drogę i pobłądziłem na cholernych Pomorzanach xD Mimo, że jeździłem tam. Pomimo tego, że znam te drogi, wyjechałem nieco inaczej niż planowałem. Nie jest to jednak najważniejsze. W konsekwencji i tak musiałbym dojechać do ul. Mieszka I aby z niej skierować się na Przecław i do sklepu Dino, do którego wybierałem się w ten pogodny, słoneczny dzionek na nie wielkie zakupy. Dzień w sumie był dobry, i spokojny. Tylko tak ciężko mi było wstać. Ciężko mi się śpi, w ogóle źle sypiam. Jestem mocno przemęczony. Praca odbiera mi chęci do jakiejkolwiek pasji, do robienia czegokolwiek. Coraz krótsze, coraz bardziej dobijające dni, wynikające z pogody, z poru roku dają się coraz mocniej we znaki. A ja tak w tym wszystkim tkwię, w sumie samemu nie wiedząc ile jeszcze dam radę tak trwać. Jak każdego dnia jestem tak przemęczony.. Z rana to było bardzo źle, ja zasypiałem z tego zmęczenia jadąc do pracy. Nie mogłem w ogóle się skupić na trasie, tak łatwo popełnić błąd. Gdyby tego było mało to jeszcze późno wyjechałem - chwilę po godzinie 7 rano. Nie zdążyłem szybciej -.- Zapierdzielanie nic by mi nie dało, po prostu nie byłem wstanie jechać nie wiadomo jak szybko.. Zmęczony, źle się czułem.. Jakoś dotarłem do roboty, aby przetrwać tam jak zwykle dłużące się dni, po których trasa! Marzyło mi się, mijać zachód słońca na tle wsi Dołuje jak miało to miejsce na trasie do Dina z zeszłego tygodnia! Tym razem się nie udało. Byłem znacznie szybciej w Przecławiu, znacznie szybciej dojechałem do Dołuje, niż na ostatniej trasie (różnica nawet 30 min) a to wciąż sporo.. Nie ma co się jednak smucić :) Jak nie w tym tygodniu to może w przyszłym się uda.. A jak nie na tej trasie, to może reaktywuję trasę: ZS: Goniąc słońce.. Teraz powinno być łatwiej, wyjeżdżając nawet tuż po pracy. W końcu dni coraz krótsze..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 489

  • Trasa nr [łączna]: 572
  • Trasa nr [na blogu]: 486
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 10
  • W tym roku: 145

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 563 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 477 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 1400.24 km
  • Stan Licznika Końcowy: 1434.99 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 1430.25 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13680 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 13712 km

  • Maksymalna prędkość: 37.5 km/h

  • Przejechałem: 34.75 km
  • Przejechałem [msc]: 285.37 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4428.67 km
  • Przebieg roweru [suma]: 21576.66 km

  • Przejechalem w 2019: 4428.67 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 11.0717 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 53.9417 [%] km

  • Czas jazdy: 02:01:30 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1132:53:04 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 276:35:58 h
  • Czas Jazdy Suma (październik): 18:30:18 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1356:19:12 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:51:02 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:54:27 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:00 h

  • Średnia: 17.23 km/h
Dzisiejsza trasa, choć zaczynała się słabo, bo początek dnia był taki nijaki, byłem zmęczony, przemęczony i nie wyspany. I się źle czułem. Co jest standardem, przerodził się w niezwykłą, piękną jesienną podróż! Nie dla wszystkich jest to jednak taki dobry dzień. Dzisiaj rano gdy wszedłem na Facebooka się dowiedziałem, że koledze z rowerowych tras, z którym nie raz jeździłem, z którym mam wspólne zdjęcie: Wspólne zdjęcie.., zajebali rower. Dla niego cenny, pełny wspomnień po wspólnych podróżach z kilku lat.. Patrzę na to przez pryzmat Aureli, choć ten kolega na swoim rowerze zrobił jakieś 3x więcej kilometrów. W tym odwiedził kilka krajów (między innymi Czechy) na rowerze.. Więc przeżył znacznie więcej niż ja.. I taka strata, taka tragedia. Smutne, bardzo smutne. Oby historia dobrze się skończyła i wartościowy rower został odnaleziony. Zaangażowani są w jego poszukiwania spore ilości osób, ja też się rozglądam.. Choć nie sądzę, że ktoś wypuści się na przejażdżkę tym rowerem po Szczecinie... Zbyt charakterystyczny, zbyt rozpoznawalny... Wielka szkoda :( Nie wiem co bym zrobił, gdybym stracił Aurelię. Wiele w życiu straciłem. Nie powinniśmy przywiązywać się do rzeczy. Ale Aurelia to nie rzecz! Rower dla kogoś takiego jak ja czy mój kolega-imiennik, to coś więcej niż rzecz.. To przecież jak członek rodziny z którym jest się na dobre i na złe. O którego się dba, z którym spędza się tyle czasu.. Tyle tras. W moim przypadku ponad 20 tyś km, u kolegi ponad 60 tyś km wspólnych tras.. Nic się nie poradzi.. Więc dzień zaczął się słabo. W pracy też nie szło mi za dobrze. Byłem przemęczony, uczucie przemęczenia, zmęczenia długo się utrzymywało. I tak ciągnęło się przez cały dzień. Na koniec dnia pracy, ubrałem się w rowerowe ciuchy, wykorzystując piękną pogodę pojechałem w super trasę! Wczoraj też była fajna pogoda. Tylko wczoraj jeździć nie mogłem. Nie mogłem bo się nie czułem na siłach. Czas poświęciłem na uzupełnianie zaległości na rowerowym blogu, które sięgają wpisów z zeszłego tygodnia. To kolejny argument przeciw pracy, przez którą mam mniej czasu aby się skupić na blogu. Wystarczy, że na chwilę gdzieś wypadnę z rytmu, z jednego wpisu robią się 2,3.. I nie jestem wstanie tego nadrobić, będąc mną stop przemęczonym, zmęczonym. Mam za mało czasu na zajmowanie się blogiem, na jeżdżenie, na życie. Już nie wspomnę o czasie dla siebie. Nie ma po prostu kiedy.. A jak jest czas, to zwykle się czuję się jeszcze gorzej i jeszcze bardziej zmęczony. Także, po prostu zajebiście. Pomijając te aspekty mówiące o tym jak bardzo życie jest do dupy, po pracy, początkowo się źle czując (łapała mnie migrena, jakoś jednak przeszło), zrobiłem sobie rajd przez Starówkę, kilka błędnych decyzji i wyjechałem na Pomorzanach koło Szpitala.. Skąd dojechałem do ul. Mieszka I, a z niej już znana droga do Przecławia. Raz jechało mi się lepiej a raz gorzej, co jest standardem. Na trasie męczył mnie ruch samochodów. Zbyt duży, zbyt częsty i zbyt hałaśliwy. Efekt częstych migren, źle wtedy znoszę hałas, szybko poruszające się obiekty... Ma to na mnie zły i męczący wpływ. Jak mam migreny to nie mogę prowadzić pojazdów. Nie jestem wstanie skupić się na jeździe. Dzisiaj ten stan rzeczy jakoś mi przeszedł. Za to dobijała mnie ta cholerna moda na elektryczne hulajnogi, których widuję coraz więcej, i coraz częściej.. Nawet na wczorajszym rodzinnym rajdzie.. Gościu się pchał elektryczną hulajnogą na wycieczkę! Koszmar jakiś! Dzisiaj też widziałem te urządzenia, to myślałem, że mnie trafi -.- Eh. Do sklepu Dino w Przecławiu spokojnie dojechałem, starając się delektować piękną pogodą. Po zakupach, ruszyłem do wsi Dołuje, przez moją ulubioną wieś w Szczecińskiej metropolii: będargowo, która jest taka piękna.. i najbardziej wiejska.. Kolory jesieni.. Powoli zachodzące słoneczko.. Choć prawdziwy zachód słońca mijałem dopiero pod Szczecinem, gdy jechałem już z Mierzyna ul. Topolową. Właśnie dzieliła mnie różnica około 20 min.. Odkąd minąłem Dołuje. W drodze do Dołuje było też pięknie.. Jedyny mankament trasy powrotu to mocno obciążony rower licznymi zakupami, butelkami, torbami i innymi ciężkimi rzeczami, które wiozłem. Dojechać dojechałem, mijając wszystkie cuda natury. Za wsią Dołuje, zrobiłem kilka ujęć zachodzącego słońca i pognałem przez Skarbimierzyce do Mierzyna, skąd odbiłem na ul. Topolową, która za znakiem "Szczecin" stała się ul. Łukasińskiego. Wyczerpując do końca pokłady energii w akumulatorku kamerki dojechałem pod Internat Garnizonowy nr 4 na ul. Łukasińskiego. Stąd w kierunku Mierzyna miałbym ładny widok na zachód słońca, gdyby nie wielki, szpecący okolicę baner z reklamą, który stał na skrzyżowaniu ul. Łukasińskiego z ulicami: Sobowskiego i Bracka. Na koniec wspomnę jeszcze o jednym mankamencie. Gdy byłem w drodze do Przecławia, dwukrotnie (to się stało po wyjeździe z pracy już), usłyszałem taki dziwny piszczący dźwięk jak jechałem z Aurelią. Nie sądzę, że to łańcuch. Może coś przy kole? A może faktycznie, napęd się sypie. W końcu na tym napędzie mam na trzaskane tyle kilometrów co nigdy nie narobiłem na żadnym napędzie! I tak sobie właśnie myślałem o napędzie dzisiaj. Czy nie zainwestować w napęd 11-34 (11rz)? :) Pomyślę, bo kaseta (11-34 ale 8rz) może być nie wypałem ze względu na wielkość *-*-28-34) zbyt duża różnica między ostatnią a przed ostatnią tarczą. A chcę sobie wziąć minimum (11-32) a może nawet (11-34) ze względu na Szczecin i jego okolice, które są dość strome. A podjazdy bywają męczące.. Mam aktualnie kasetę (11-30, 8rz). Zobaczymy! :) A trzeba o tym myśleć. W końcu czas wymiany napędu nadchodzi.. Coś mi się nie chce wierzyć, że obecnie eksploatowany napęd przekroczy 8k km. A może?..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa15pazdziernika2019zdj1.jpgtrasa15pazdziernika2019zdj2.jpgtrasa15pazdziernika2019zdj3.jpgtrasa15pazdziernika2019zdj4.jpgtrasa15pazdziernika2019zdj5.jpgtrasa15pazdziernika2019zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)