Dzisiejszą, w końcu udaną trasę powrotną, po tygodniu pracy. W zasadzie po 2 tyg, bo od 2 tyg w rodzinnych stronach nie byłem :(, rozpocząłem po ciężkim dniu w pracy, w zasadzie ostatnie dni nie są lekkie. Mimo mijającego czasu, nie jest mi łatwiej, lepiej i jakoś cudownie w robocie, gdzie zdarzają się coraz częściej konfliktowe sytuacje. Takowe dzisiaj się też zdarzyły. Gdyby tego było mało to ostatnie dwa dni, w zasadzie większość dnia pracy, spędzałem na wyjeździe. W czwartek (18.07) byłem na Mierzynie w Wydziale ds. walki z Korupcją, dzisiaj na Komendzie Miejskiej, gdzie jest cały Oddział Prewencji, i SPAP. Więc nie było łatwo. Do tego była zmienna aua pogodowa, trochę słońca, trochę chmur, i dosłownie epizodyczny deszczyk, tyle co ksiądz kropidłem pokropił. A w tej durnej, zakłamanej telewizji przekazywali różne brednie, że będzie padać, lać całe po południe. A to nie prawda. Co prawda w godzinach po południowych zrobiło się szaro, mniej przyjemnie, ale nie padało. Miejscami się przejaśniało. A ten deszczyk - złapał mnie, ale to taki przelotny deszczyk - naprawdę bardzo mały, dosłownie liczony w kropelkach, który mijał szybciej niż te przysłowiowe 5 min czasu. Na dzisiejszy planowany wyjazd, przygotowałem się już o porannych godzinach. W tym tygodniu sytuacja jest dość wyjątkowa, i mało komfortowa. Bo, kończą mi się środki finansowe do życia, w pracy przez ostatnie 2 dni nie miałem sposobności zjeść, napić się. Dzisiaj tak cały dzień bez wody. Robota się przedłużyła. Bo miałem nadzieję, że wcześniej wyjedziemy, że zajadę sobie do Netta. Wezmę jakąś wodę dna trasę. Ale nie. Pofatygowałem się aby zajechać do Biedronki w Dąbiu. Tylko tam straciłem trochę czasu. W ogóle to, trasa była dość zmienna. Kondycyjnie także. Miejscami jechało mi się naprawdę ciężko i pojawiały się takie myśli, że może nie dam rady dojechać. Zaś innym razem, w innym fragmencie trasy zasuwałem i to naprawdę ładnie, bo zasuwałem grubo ponad 20+ km/h. A miejscami, ale to już naprawdę epizody 30+ km/h. Do tego dochodzi cała otoczka dzisiejszego dnia, czy w ogóle ostatnich, leci mi już 3 msc w pracy. Tam mi wychodzi tak średnio. Jest taka kołysanka nastrojów, jednego dnia może być wszystko ok, z robotą także. Innego dnia nieco gorzej. Nie wiem co jest przyczyną tego stanu rzeczy. Czy wymagam od siebie za dużo?! Czy wciąż pojawia się czynnik stresu, związany z nową sytuacją życiową? No nie wiem.. Martwię się o moją dalszą przyszłość i karierę w tym miejscu, w tym pierwszym zakładzie pracy. Nie sądzę, że będzie dobrze, że przedłużą mi umowę. I tu właśnie pojawia się ten problem, że mam umowę na rok czasu a nie na 3 msc. W innym układzie, sytuacja byłaby wkrótce jasna dla każdego, nie przedłużyliby na stałą: trudno. Poszukałbym czegoś nowego. A tak.. minie rok.. przyzwyczaję się, może przywiążę do tego miejsca. A to mi powiedzą, że już mnie nie chcą.. I będę musiał odejść. A jestem łatwym celem. Prócz wykształcenia nie mam nic. Ani doświadczenia zawodowego, ani jakiś specjalnie wielkich umiejętności, bo niby gdzie miałbym je nabyć?! Dopiero zaczynam pracę.. Więc jest trudno. Jestem tutaj chyba jedyną osobą, która dopiero stawia pierwsze kroki w karierze zawodowej. I takiej osobie jest naprawdę ciężko coś znaleźć, aby się móc gdzieś przyuczyć, nabyć doświadczenia, i obycia w takim miejscu "życia". Jest ciężko, bo zakłady pracy niechętnie patrzą na osoby bez doświadczenia, o których nic nie wiadomo. Tylko, że do kurw nędzy gdzieś trzeba te doświadczenie zdobyć. A taka możliwość jest mocno utrudniona. Tym bardziej, zależałoby mi abym chociaż te 2-3 lata mógł zostać na tej Policji. Potem mógłbym szukać szczęścia gdzie indziej. A mając tutaj dobre znajomości, dobrą opinię, i doświadczenie - mógłbym zawsze wrócić, gdyby się okazało, że w prywatnych firmach, nie jest tak kolorowo. Choć byłyby inne korzyści, jak nie normowany czas pracy, możliwości pracy zdalnej. To w moim przypadku, w moim trybie życia (taki akademicki, mi pozostał) - byłoby lepsze i efektywniejsze aniżeli taki smutny, i ograniczający tryb życia "urzędowego", w którym się aktualnie znajduję. Nie wiem oczywiście jak to będzie, ale dzisiejszy dzień od rana jest wielkim problemem. I tak, rano trochę zaspałem, zapomniałem ustawić sobie budzik, wstałem pół przytomny po godzinie 630 rano. Szybko się przygotować i w trasę. Jeszcze trzeba było przygotować Aurelię do drogi i ruszyłem. Trasa po mieście, czyli typowa trasa pracy, nie była tym razem taka typowa. Rzecz odnosi się do tego Szczecińskiego Miejskiego Wojażu: Szczeciński miejski wojaż z 09.07.2019 - gdy wracałem przez Plac Żołnierza Polskiego w stronę Placu Lotników i dalej kierowałem się w centrum miasta, co nie jest tutaj istotne. Istotne jest to, że na wielu moich Trasach Pracy, wjeżdżając na Plac Żołnierza Polskiego, kierowałem się drogą do skrzyżowania z ul. Matejki (DW115). Tylko, że tam jest zasrana ścieżka rowerowa, a raczej coś pojebanego, bo DDR jest "pod prąd" i po prawej stronie ul. Plac Żołnierza Polskiego, i po środku, wzdłuż torowiska. I ja właśnie pojechałem po tym torowisku, dojechałem do zegar słonecznego. Okazało się, że na DDR na wprost Filharmonii są światła jeszcze w 2 miejscach. Sporo stania, kombinacji. Zjechałem się na ul. Matejki, na te DDR, co uznałem, że to jest "pod prąd", tyle, że te DDR się właśnie tutaj kończy, koło "bramy" na ul. Matejki. Więc kawałek po chodniku, po przejściu dla pieszych pojechałem dalej. Ale właśnie straciłem na to sporo czasu. I zrozumiałem coś ważnego. Te drogi rowerowe są irracjonalne. Lepiej mi jechać drogą jak do tej pory, bo jestem szybciej, tylko raz stoję na światłach, a nie kilka razy -.- I w zasadzie od razu przejeżdżam i tyle. A raczej mogę tak zrobić bo wiele razy tak robiłem. Zresztą wiele razy do pracy rowerem także dojeżdżałem, a dzisiaj się portierka dojebała, że się do URZĘDU rowerem nie wjeżdża..! I zaraz w jej obronie, stanął jakiś młody goryl. To wygląda na jakąś popisówkę przed nowymi pracownikami - tej jebanej portierni. Wiele razy byłem w pracy z rowerem i taka sytuacja nie miała miejsca. Do dzisiaj. Nie dość, że się niektórzy współpracownicy o różne rzeczy (w tym, co jest bardzo ciekawe - o PRACOWANIE w godzinach PRACY) dowalają, to jeszcze z portierni się dosrali?! Przecież wiele osób przyjeżdża rowerami i nie ma problemu. I nagle co, coś się kurwa odwidziało?! Za każdym razem robiłem to w ten sam sposób, z tej samej strony wejścia do budynku, z prawej strony. I nagle się coś zmieniło, coś kurwa komuś nie pasuje. No kurwa, co tu się odpierdala, im dłużej tutaj jestem, tym lepiej dostrzegam jaka ta policja, te urzędy, to jeden wielki syf jest.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 442
Trasa nr [łączna]: 525
Trasa nr [na blogu]: 439
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 98
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 518 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 432 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 0 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12093 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12177 km
Maksymalna prędkość: 36.7 km/h
Przejechałem: 84.09 km
Przejechałem [msc]: 238.81 km
Przebieg roweru [rok]: 2745.19 km
Przebieg roweru [suma]: 19893.18 km
Przejechalem w 2019: 2745.19 km
Podroż dookoła świata (2019) 6.863 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 49.7329 [%] km
Czas jazdy: 04:13:47 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1028:32:04 h
Czas Jazdy Suma (2019): 172:14:58 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 14:32:14 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1251:58:12 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:36:55 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:45:28 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:37 h
Średnia: 19.94 km/h
Trasa z dzisiejszego dnia, i związane z nią wielkie zmagania rozpoczęły się dopiero po dniu pracy. Nadmienię, choć o tym wspominałem, że to moja pierwsza po: Trasa ze Szczecina z 08.04.2019 - udana trasa ze Szczecina, udana i taka, która odbyła się w całości. Bo do tej pory, kilka razy pojawiły się wpisy z serii: Powrotu Czas. Podaję tutaj odsyłacz, do pierwszej takiej trasy z dnia 24.05. Żadna z odbytych do tej pory 3 takich tras - nie była całą trasą powrotu do domu. Wiązało się to z tym, że czasem żałowałem, że się tak nie stało. No i nie w każdy weekend jeździłem do domu, oraz nie w każdy weekend zabierałem ze sobą rower, stąd takich tras było tylko trzy - dzisiejsza, udana to czwarta trasa na 10 tygodni pracy. Dzisiaj się skończył się mój 10 tydzień w robocie. No i w tym czasie 2x wracałem samochodem z rowerem ze Szczecina, i niekiedy po prostu nie przyjeżdżałem. I tak się rachunki zgadzają. Najbliżej celu, byłem na tej trasie: Powrotu Czas z 28.06.2019 - dy zrobiłem 46 km. To już byłem bliski dojazdu do rodzimych stron. Od samego początku takich tras, obawiałem się godzin powrotu. Bo jednak kończyć pracę o godzinie 1530, potem jechać, wydawało mi się nie realne. Dzisiaj się udało, ale to może zasługa tego, że musiałem nieźle dopierdalać, bo przy normalnej jeździe, czas jazdy się trochę wydłuży. Do tego trzeba doliczyć przerwy i robi się późna pora. Optymalnie byłoby w piątki kończyć pracę o maks godzinie 14. I zaraz po pracy jechać. To wtedy tak, to wtedy miałoby jakiś sens. Nie mniej nie było tak źle. Przynajmniej dzisiaj. Nie tak źle pod względem trasy! Było ciepło, czasem wiało. Nie walczyłem jednak z bardzo silnym wiatrem, i wypchanym po brzegi ładunkami rowerem. Nie brałem ze sobą nic, co byłoby zbędne. W końcu nie jadę na długo (niestety :(). Tylko na 2 dni, aby od kolejnego poniedziałku, na nowo oczekiwać weekendu. Który najpewniej szybko się pojawi, ale także szybo minie. Miałem z dzisiejszą trasą związane wielkie nadzieje ale i obawy. Obawy przede wszystkim o to, czy mi się uda! Na całe szczęście się udało. Przezwyciężyłem mniejsze czy większe problemy. I tuż po godzinie 1530 ruszyłem, w moją wielką próbę. Tak naprawdę, potrzebowałem tego. Od trasy: Na szlakach S6 - Kołobrzeg & "Droga do Karlina. A to prawie miesiąc czasu.. nie zrobiłem niczego dłuższego. To mnie dołuje, dobija. Bo miałem taki plan aby robić w tygodniu bezwzględnie po te 150-200 km. I to mi się w pierwszym tygodniu takiego planu nie udało.. W tym tygodniu jest szansa, zależy ile kilometrów zrobię w niedzielę. Powinienem zrobić minimum te 50 km. Wtedy jestem w dolnej granicy. Pytanie pozostaje jedno. Czy wytrwam w postawieniu do końca Października czy nie.. Czas pokaże.. Okej, do rzeczy - dzisiejsza trasa była męcząca, przyjechałem umordowany ale bardzo szczęśliwy :) Dni w pracy mnie dobijają, dołują, codzienne konfrontacje z debilami z roboty, przyprawia mnie o najgorsze myśli. Ale rowerek, moja Aurelia mi to wynagrodziła. Trudy ostatnich dni, zamknęły się w pięknej trasie. Ciepłe po południe, czasem wiało, czasem padało ale i czasem słoneczko się ukazywało! Wyjazd ze Szczecina - dłużący się, męczący, i wkurwiający. Od dawna, bo od trasy Trasa ze Szczecina z 10.11.2018, nie wracałem ul. Goleniowską przez Dąbie a przez ścieżkę rowerową, którą po raz pierwszy pojechałem w powrotnej ze Szczecina trasie, na początku 2019 r., na trasie: Trasa ze Szczecina z 17.02.2019. Dzisiaj nie miałem wyjścia i wracałem przez całe Dąbie, po ul. Goleniowskiej, sporo aut, korki.. na pseudo rondzie. Standard. A nie miałem wyjścia bo się do Biedronki wybierałem. W końcu żadnej wody na trasę nie miałem. Zajechałem się pod Biedronkę, co cenniejsze z roweru, wziąłem ze sobą, przypiąłem Aurelię. I do biedry. Starczyło mi pieniędzy tylko na 3 wody Oaza Gazowana. Zdziwiłem się trochę, gdy cena wyniosła nieco ponad 2 zł. Spodziewałem się nieco więcej. Nie mniej cena, nie rekomenduje długiego stania w kolejce. Już nie będę się o to żalił, ale idzie to w chuj wolno. Ludzie po całych koszach zakupów, i idzie to o zachowanie chamskie, egoistyczne. Bo ktoś o czymś zapomniał. I przy kasie powiedział, że po to poleci. Cała kolejka stoi dodatkowo. Do tego dochodzi najbardziej wkurwiające mnie zjawisko na zakupach. Płatności kartą. Co tylko spowalnia dodatkowo usługę. A dzisiaj, wyjątkowo czas grał rolę. W końcu wyszedłem z Biedronki. Było jeszcze na dworze szaro, spory ruch aut a ja dynamicznie, chcąc nadrobić stracony czas ruszyłem ul. Goleniowską, w stronę Załomia. Było po godzinie 17 gdy mijałem Szczecin. Wkrótce Pucice, Kliniska, na końcu Rurzyca i Łoźnica i już był Goleniów. Jakoś tu dojechałem. Choć już przed Goleniowem jechało mi się ciężej, atakowały tutaj podmuchy wiatru, na wyrżniętym - niegdyś zalesionym terenie - hulał wiatr, i wspomnienia tutejszych drzew. W samym Goleniowie dokładnie w Willa Park, zrobiłem sobie mały postój. I ruszyłem dalej. Dojechałem do starej drogi DK6. Pojawiały się u mnie myśli czy dam radę dalej jechać czy nie.. Ciężko mi było.. Ale się nie poddawałem! Pocieszenia szukałem w pięknej Rosyjskiej poezji Bułata Okudżawy. To można uznać za brak szacunku dla wielkiego kompozytora, ale pozwoliłem sobie sfałszować kilka jego największych przebojów jak: Pieśń Gruzińska czy Puszkin.. (...) a przecież mi żal, że jak dawniej wciąż śnią się nam Borzyszcza!. To nie było moje jedyne zajęcie, w tej trasie.. Przypomniałem sobie wiersze Adama Mickiewicza, i inne pieśni ludowe.. gdybym miał gitarę, to bym na niej grał.. wiatr porwał mi gitarę, ah nie dobry to był żart! i wiele innych. Jak nie trudno się domyśleć, wiele pieśni, bazuje na ludowych, głównie Ukraińskich balladach z dawnych lat.., na tym bazują największe, bądź najlepiej znane przeboje takich wykonawców jak Akcent np. Co by nie mówić, trasa była nudna. Jakiś czas (jeszcze do Kwietnia) woziłem ze sobą radyjko, miałem tam swoje nutki. Ale na te smutne, krótkie trasy po Szczecinie, nie było mi te radyjko potrzebne to je zdjąłem. Ale wygląda na to, że znowu do niego powrócę, abym się na takich trasach jak dzisiaj nie nudził.. Tylko z aktualizuję sobie listę piosenek, do trasy.. nie tylko o utwory Bułata Okudżawy, repertuar lub wykonania A. Koryckiego i D. Żukowskiej. Gorszy odcinek drogi kończył się w Glewicach, gdzie zrobiłem sobie dłuższą przerwę. Posiliłem się zimnym kurczakiem, którego wczoraj smażyłem. Po strawie pozostało mi trochę chlebka, który rozrzuciłem dla kręcących się tutaj mrówek ;) Najpierw na zwiad przyszła, jedna, druga. A gdy przyjeżdżałem to całe stado wynosiło kawałek po kawałku chlebka do swojego królestwa :) Dobra, jeszcze słabszy okres trasy się nie skończył, chciałem przyspieszyć bieg wydarzeń. Do Kikorza, po starej DK6, miejscami zniszczonej budową S6, jechało się tak różnie, słabiej, lepiej, słabiej, lepiej. To nie to samo, co kilka miesięcy temu, gdy jeszcze auta jeździły tą drogą, a ja sobie jechałem jak gość po budowanej wówczas drodze S6 :) Tyle wspomnień.. ech . Wkrótce minąłem Kikorze, i dojechałem do Olchowa, gdzie na drodze w stronę Kościuszki, przywitał mnie przepiękny widok, wobec którego nie mogłem przejechać obojętny! Zachodzące słoneczko na tle żółciutkiego żyta.. Czerwoniutkie słoneczko! Aż na usta same się cisną słowa przepięknej piosenki: Tu zachodzi czerwone słoneczko a Ty razem z nami... Kilka fotek, kilka ujęć, i trasa wchodzi w decydującą fazę. Wyjazd z Olchowa już nie jest taki jak parę miesięcy temu, gdzie był połączony z obwodnicą Nowogardu. Teraz to osobne drogi, posrane to wszystko -.- Bo powrót na S6 nie jest taki oczywisty, i jest trochę zakręcony. Wkrótce się udało. Jechałem marginesem drogi S6, istniejącej od wielu lat obwodnicy Nowogardu. Wiele razy tędy jechałem. Wiele razy spotykam się także z wariatami, którzy muszą sobie trąbić. Mają bardzo nasrane w głowie, skoro się tak zachowują. I właśnie, ledwo tu ruszyłem to taki wariat się zdarzył, długo sobie trąbił.. Czasem mam wrażenie, że takie zachowanie rekompensuje pewne braki.. w przyrodzeniu np.. A to, że źle nie czynię, uświadomił mi fakt, że minąłem się z oznakowanym radiowozem, który nie zareagował na mnie a pojechał dalej! Za chwilę jednak sam się zatrzymałem aby porobić kolejne zdjęcia na tle natury.. Od obwodnicy Nowogardu, gdy dzień coraz szybciej chylił się ku końcowi, ja coraz szybciej jechałem! To właśnie tutaj jechałem z prędkościami 20+ km/h. A czasem szybciej! Tak minąłem całą istniejącą obwodnicę Nowogardu, wjechałem na budowaną drogę S6, którą ostatni raz mijałem na trasie: Nieudana trasa na Szczecin. Sporo się zmieniło. Budowane jest ogrodzenie, panele przeciw olśnieniowe. I malowane pasy. Na razie po jednej stronie drogi, prawie w całości po same Płoty! Także się dzieje sporo. Jedynie, co widzę, czego faktycznie brakuje to wiaduktu na drogę do Łosośnicy i w przeciwnym kierunku do Potulinca. No bo starej drogi do Potulinca juz nie będzie. Przecina się ona z drogą S6, to raczej przejazdu tutaj nie będzie. Ale tak to widać, prace wykończeniowe trwają w najlepsze. W decydującym etapie trasy, poruszałem się szybko, rzadziej stawałem.. Choć jeszcze kilka fotek porobiłem. Przejechałem także, częściowo po obwodnicy Płotów. Zjeżdżałem z obwodnicy w miejscu przecięcia się drogi S6, ze starym przebiegiem drogi DW108, która wciąż tutaj istnieje. Nie wiem jak długo jeszcze, ale wciąż istnieje. Także, mój powrót ze Szczecina, wiązał się także z krótką przejażdżką moją ulubioną drogą DW108. Nie zwalniałem z tępa, aby wkrótce minąć budowane małe rondo (skrzyżowanie DW108/DW109). Te oczywiście nie istnieje w pełni. Duże rondo (DW109/S6) też nie.. A wiem o tym, bo w tygodniu jeździłem autem przez Płoty na Baszewice. Wspominałem o tym we wpisie: ZS: Sklep Dino z 17.07.2019. I cóż, piękna trasa, w końcu udana, dobiegła końca. Dzień chyli się ku końcowi. Wraz z moją nie obecnością w rodzinnych stronach zachodzi wiele zmian, kończy się budowa drogi S6. A ja jestem mentalnie związany z nieodzowną potrzebą - formalnego ukończenia mojego projektu, moich cyklicznych tras, na których jeździłem drogą S6. Aby raz jeszcze, w całości, przejechać się po tej drodze, nim zostanie oddana do użytku dla aut. Podobno ma się to zdarzyć do 03.08.2019. Choć ze względu na nieskończone ronda, i kilka innych nie skończonych prac na konstrukcjach inżynierskich powątpiewam czy tak się stanie. Nie mniej jakby się miało nie stać, do końca miesiąca Lipca chciałbym wykonać trasę po drodze S6 do Nowogardu (w jedną i drugą stronę) oraz do Kołobrzegu (co najmniej w jedną stronę) - być może, zdecydowałbym się na dwie strony, ale nie wiem... To mój taki plan na najbliższą przyszłość.. Aby skończyć formalnie ten projekt. I wtedy mieć nadzieję, że naprawdę na dniach droga zostanie oddana do użytku, i nie będę się już więcej musiał martwić o tą cholerną drogę S6, o ten ciągnący się projekt, który przysparza mi sporo problemów. Bo droga miała być gotowa do 25.03.2019. I nie byłoby problemów. A tak się martwię projektem jeżdżenia po szlakach S6.. i mentalnego "obowiązku", właśnie takiego jeżdżenia.. Bo w końcu tyle razy byłem. Obserwowałem z bliska każdy etap, wszystkie postępy w budowie tej drogi. Dlaczego miałbym nie uczestniczyć w finale tych zadań?! Miałbym nie uczestniczyć tylko dlatego, że ogranicza mnie praca, i dzień pracy?! O nie! Nie może tak być i na pewno tak nie będzie! Już się o to postaram! A goni mnie czas. Póki co cieszę się dzisiejszym zwycięstwem, i poddaję wątpliwość moje ambitne plany na 108 km trasę, którą chciałbym zrobić w niedzielę (21.07). Byłaby to trasa na 20 000 km z Aurelią! Dzisiaj trochę poszalałem, i z prędkością i odległością. I może się tak zdarzyć, że jeden dzień odpoczynku to za mało. W szczególności na tak długą trasę jak ponad 100 km, gdzie ja już dawno nie robiłem ponad 100 km dystansów.. ostatnie datowane są na pierwszą połowę Kwietnia. Więc dawno. Nie mniej tradycyjnie - jak to będzie, czas pokaże. Dzisiejsze zwycięstwo może dodać sił i wiary we własne możliwości. W końcu dzisiejsze trudności, pokonałem.. To może trudności na niedzielnym rajdzie także pokonam. I na kanwie tych planowanych sukcesów, zanotuję sukcesy na finałowych trasach, szlaków S6? :))
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)