05.07.2024
Jazda nr: 1447

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego była dość ciężka, wykańczająca. Pełna błota.. Piachu. I robactwa... Dobrze, że się dość mocno spryskałem sprayem Mugga bo by mnie zeżarły. I tak co niektóre latające bestie się pchały do gryzienia i tak. Dość ciężkie warunki podobnie jak pogoda - nie rozpieszcza. Jest parę dni takich ładnych (jak dzisiaj) słonecznych... No ale są też tak brzydkie jak na początku tygodnia - jak tylko pada i jest zimno. Teraz jest lepiej. Nie jest zimno robi się ciepło. W nagrodę za ciepłe dni w prognozach idą deszcze i burze... Nie może być za ładnie. No ale +16℃ w lipcu jak było dosłownie 2 dni temu to jest normalna pogoda prawda? Bo ponad 20℃ w lipcu kończy się burzą. Znakiem tego nie jest to normalna pogoda lipcowa w tym nienormalnym kraju... Przechodząc do samej dzisiejszej trasy - jadę trochę w znane już ("Po drugiej stronie Regi") i trochę nieznane strony. Nieznane w sensie, że przy trasie do tego miejsca przy rzece Redze są dwie drogi. Jedna omija trochę las i idzie górą przy polu, a druga idzie środkiem. Ja właśnie środkiem (takim czerwonym przerywanym szlakiem) niby "pieszym" się przebijałem. I faktycznie była tam druga droga. Pomyślałem sobie: a co tam. Pojadę tą drogą. Wyjadę przy Smolęcinie i pojadę do Gryfic drogą. Z Gryfic na Przybiernówko. I jedną nieznaną mi polną drogą wrócę na Rzęskowo. I taka będzie ta moja dzisiejsza przygoda... Jednak plany mogę zostawić w domu bo życie jest o wiele bardziej nieprzewidywalne. W rzeczoną drogę owszem trafiłem ale powinienem szybciej skręcić w las. A tym czasem skręciłem ostatnim możliwym skrętem, droga była tutaj sztucznie wydłużona. Prowadziła tak naprawdę do bandyckich wycinek, które kończyły się ogromnymi koleinami i kałużami, w których mógłbym z powodzeniem cały rower ukryć... A to był początek problemów... Przebijałem się przez te błoto, zalane drogi i ogromne koleiny tylko po to aby przebijać się przez cmentarzysko drzew. Jeszcze większe wycinki, zniszczenia i porzucone po rzezi drzewa... Nie było tam łatwo się przebić. Cały czas tylko kląłem na leśników. Ta... Leśników. Nie ma już leśników. To są zjebane kurwy nie leśnicy. Wszystko zjebali, wyrżnęli i zniszczyli te piękne lasy co tylko ładnie z zewnątrz wyglądają. W środku kryje się prawdziwy dramat. Nie zdawałem sobie jednak w tym momencie sprawy z tego, że wybrałem złą drogę. I może stąd moje problemy? Powinienem skręcić nieco szybciej. I wtedy dojechałbym do i tak wypiżdżonej w błocie drogi no ale stabilniejszej i tak od tego w czym się przebijałem... Przebiłem się przez błoto, rzeź drzew. A to wszystko po to aby wyjechać na polu... Za nim zbożowe pola. I cóż miałem począć jak nie wjebać się w te pola. Będąc już u początku podróży ujebany, wyjebany i zdenerwowany. Cały w pocie, brudny i śmierdzący. Oklejony robactwem. Obrysowany przez gałęzie a wkrótce także poparzony pokrzywami... Przebiłem się przez jedno zaorane pole. I wbiłem najpewniej w żyto. Zamiast iść od razu techniczną drogą to odbiłem na łąki przy lesie, gdzie skrywała się Rega i droga, którą powinienem się poruszać... Nim jednak na nią wróciłem jeszcze sporo po tych polach musiałem się przedrzeć. Gdy w końcu zobaczyłem drogę, ten cel który utraciłem nie pozostało mi nic innego jak na szpagat się tam przedostać. Będąc już ujebanym, zjechanym. Upalny dzień jaki dziś mamy nie pomaga. Leje się ten pot z każdej strony. Ciężko jest. I mimo, że przeszły mi w głowie takie nieodpowiednie myśli jak: może zawrócić? Dać sobie spokój na dziś? Pojechałem dalej. A, że pojechałem... To i tak wiele powiedziane! Przedarłem się dalej bo przez większość odcinków przy Redze nie szło po prostu jechać. Takie błoto, zjechane drogi terenowymi autami, którymi "turyści" się tutaj dobijali. Dopiero pod Smolęcinem lepiej. Dopiero tu jechałem a wraz z moją jazdą zasychało błoto na Aurelii. Cała ujebana... Trzeba będzie na myjnię zajechać bo to aż mi przeszkadza jak ten rower wygląda. A przecież wrażliwy na punkcie czystości - a już na pewno przesadnej - nigdy nie byłem. W końcu wydostałem się na asfaltowe aczkolwiek zniszczone drogi... I w pełnym poświęceniu jakbym wracał z jakieś puszczy czy nie wiadomo skąd - wbiłem się w Gryfickie miasto... Tutaj po drodze wyprzedzał mnie jeden z lokalnych bandytów. Jak dobrze pamiętam to początek rejestracji to Z7 potem jest "SYNEK". Zjeb jakich mało. Z tutejszej wioski - Łopianów. Bandyta w sportowym wozie... Z głośnym wydechem. Pojechał w pizdu jak pirat po ruchliwych miejskich dróżkach zostawiając mnie daleko w tyle. Może to i dobrze? Stąd już spokojnie i bez większych problemów udałem się do drugiej części dzisiejszej przygody do Przybiernówka. Skąd bez większych problemów zrobiłem założoną drogę, którą wyjechałem w Rzęskowie. Stąd wróciłem na Gryfice - pewnie jeden z ostatnich razów - po lesie między Rzęskowem a Gryficami. Gdy zacznie się budowa II części obwodnicy Gryfic - ten las będzie przecięty z każdej strony i nie będzie już takiego fajnego łącznika miasta z wsią: Gryficka Urbanizacja & Szkoła. Tak wiele się zmieniło do tej pory i jeszcze tak wiele się zmieni. Po powrocie do Gryfic czekało mnie ostatnie wyzwanie... Powrót do domu. A to była droga przez mękę. Nie dość, że przez silniejszy wiatr to jeszcze ogromny ruch aut... Dzisiaj wyjątkowo odwaliło tym ludziom na punkcie jeżdżenia na tej i tak ruchliwej trasie... Gryfice - Płoty...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1455

  • Trasa nr [łączna]: 1533
  • Trasa nr [na blogu]: 1447
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 99

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1519 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1433 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 22294.3 km
  • Stan Licznika Końcowy: 22340.02 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 22190 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 703 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 748 km

  • Maksymalna prędkość: 31.5 km/h

  • Przejechałem: 45.72 km
  • Przejechałem [msc]: 57.54 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3181.09 km
  • Przebieg roweru [suma]: 59039.67 km

  • Przejechalem w 2024: 3181.09 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 7.9527 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 147.5992 [%] km

  • Czas jazdy: 03:23:28 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3540:30:33 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 200:00:38 h
  • Czas Jazdy Suma (lipiec): 04:01:17 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3763:56:41 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:00:39 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:01:13 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:00 h

  • Średnia: 13.51 km/h
Dzisiejsza trasa należy do jednej z tych, które się często wspomina. Nie jest łatwa - wręcz przeciwnie. Jest wykańczająca. Może nie byłoby tak źle gdybym pojechał tak jak trzeba a nie pojechał źle. Bo akurat pojechałem źle czyli nie tak jak trzeba... I stąd może te problemy? Zresztą gdyby wszystko zawsze wychodziło jak powinno to nigdy nie byłoby przygód. Gdyby nie było bardziej złej pogody i idących za nimi problemów: Trasa Pyrzyce - Banie: - "ekstremalna przygoda" ta trasa nie byłaby tak wyjątkowa i często wspominana. Także... Taki można powiedzieć: "standard". Jeśli ma się coś stać i coś można zjebać to na pewno to zrobię ;) A wyłożyć się na prostej sprawie - szczególnie, że już tutaj jechałem. Byłem pewny, że robię dobrze. Pojechałem trasą do Kocierza - tu jeszcze pojechałem dobrze. W tajemnicze drogi przy rzecze Redze też jechałem dobrze ale powinienem szybciej w lewo odbić. A kawałek dalej było jeszcze jedno wątpliwe odbicie w lewo. Jednak wydawało mi się słuszniejsze - bo kończyło ono istniejącą drogę. Podszedłem więc tam bo jechać nie dałem rady. I wbiłem się w takie błoto i takie problemy, że długo by opowiadać. Dosłownie rower był zatopiony po kierownicę w tak wielkich koleinach. Ja zamiast od razu stąd odjechać.. Bo może coś jest nie tak. I może powinienem szybciej skręcić to i tak się w to wepchałem. A co tam... Powalczyłem o przetrwanie w błocie, o przejście przez powycinane i porzucone drzewa, stery gałęzi i innego syfu. Jak mnie ci jebani leśnicy wkurwiają... Napiszę na skurwysynów skargę. To nie może być tak, że tak bezkarnie wchodzą w lasy i dokonują w nich tak ogromnych zniszczeń, które właśnie dokonują... Na koniec tych można rzec "anty przygód" było przebijanie się polami. To akurat nic nowego. Takie sytuacje się zdarzały i zdarzają. I pewnie zdarzą nie raz. A wszystko przez to, że skręciłem nie tu gdzie potrzeba... I takie są rezultaty. Może w innym wypadku nie byłoby przygody? A tak brudny, zjechany i już zmęczony walczyłem z sobą i z dość wygodną myślą: zrezygnuj... Nie zrezygnowałem oczywiście - pomimo tego, że ta myśl mnie kusiła i nie widziało mi się jechać dalej. Jeszcze daleko do samych Gryfic. A gdzie perspektywa powrotu. Dość ciepły dzień ale przy tym wietrzny wydawał się być dodatkowym argumentem za tym aby się poddać i wrócić. Jednak zostawiłem tą myśl za sobą wraz z trudami trasy, które kończyły się wraz z polnymi drogami przy rzece Redze gdzie łatwo się jechać nie jechało. Sporo problemów tutaj było i tak. Błota, rozjechanych dróg... Minąłem to jednak wszystko i zostawiłem za sobą na drodze ze Smolęcina do Gryfic nie myślałem już o niczym innym jak nie o tym aby jechać dalej i o tym jakie jeszcze przygody mnie czekają! I akurat dalsza część trasy nie była taka zła - przynajmniej do momentu powrotu. Nie było jednak łatwo przebić się przez Gryfice. Trochę ciężko się jechało. A pod Przybiernówko pod górkę... W ogóle nie było przyjemnie... Jednak w końcu dojechałem. I trud się opłacił. Nowe nieznane drogi, którymi wracałem do Rzęskowa prawie tak samo jak przyjechałem - równolegle do DW105 - były ciekawą odskocznią od asfaltowych i znanych dróg. Oczywiście momentami nie dałem rady jechać - na swoim napędzie. Zbyt stromo. Czy po prostu terenowo i nie dałem rady. Jednak i tak było fajnie. Czekały mnie tutaj ciekawe strony w które chętnie wrócę zarówno z dronem jak i aparatem. Dzisiaj skupiłem się tylko na tym aby się przebić. Chociaż walory natury jakie tutaj czekały podziwiałem z pełnym zachwytem. Jednak co piękne za długo nie trwa... Wkrótce Rzęskowo i powrót do Gryfic. Można jednak pozazdrościć mieszkańcom Rzęskowa, że tak blisko mają do całkiem innej krainy - nie tylko tego zniszczonego chciwością i przemysłem miasta... A w prawdziwie wiejskie wyjątkowe strony. No cóż, ta myśl jednak nie mogła mi towarzyszyć zbyt długo. Gdy wróciłem do Gryfic i wkrótce z nich wyjeżdżałem trafiłem w dość trudne warunki. Z jednej strony ciepło, z drugiej wiatr. A z trzeciej większy ruch aut, który dawał się mocno we znaki. Czasami przez krótkie etapy trasy liczyłem sobie auta, które mnie mijały i wyprzedzały. Na tej podstawie oszacowałem, że na całej trasie Gryfice - Płoty mogłem się minąć nawet z 200-300 aut! To naprawdę sporo... Wielu kierowców zachowywało się w sposób karygodny. Jeszcze dobrze się nie minęliśmy i brali się za wyprzedzanie... I zapierdalać i wyprzedzać. W ogóle nie zważa się na innych uczestników ruchu - w tym albo zwłaszcza rowery. I dziwić się, że tych rowerów tak nie wiele po tych wojewódzkich drogach jeździ. Zwłaszcza w tym sezonie wakacyjnym gdy ten ruch wszelkiej maści aut jest tak wzmożony... Wraz z większym ruchem aut pierdolnięcie kierowców również się wzmaga... A to dość niepokojący trend, przekładający się realnie na sporą ilość wypadków - których nie jest mało! Od początku wakacji na polskich drogach zginęło ponad 100 osób... To są zatrważające statystyki... A ilu jeszcze zginie?!... Pewnie licznik zgonów na policyjnej mapie (wakacje 2024) zatrzyma się na 500 ofiarach śmiertelnych albo i więcej... I w ogóle się tym statystykom nie dziwię widząc po co się dzieje na drogach.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)