Dzisiejsza trasa jest w końcu udanym podejściem do projektu Zdradzieckich Dróg. Od luźnego pomysłu minęło kilka tras, które do najprzyjemniejszych należeć, nie należą. Dzisiejsza oczywiście też. Z całą pewnością się tego spodziewałem i mogłem się z tym liczyć. Nie bez powodu jadę na trasę dziś! A w sumie mógłbym mieć to z głowy (przypadkiem) - dwa dni temu na trasie: Zjebana trasa & Narnia. Na przeszkodzie stanęły mi jednak cholerne ciągniki ryjące w ziemi. Kolejne wydarzenia były wcale nie lepsze, no prawie straciłem przerzutkę, jak nie całe koło. Tam z przerzutką pal licho, ale jakby i tylne koło szlak trafił?... No nie ważne, najważniejsze, że w końcu się udało. I do tych pieprzonych zdradzieckich dróg już nie powrócę! Od dłuższego czasu gdzieś z początkiem miesiąca, może z końcem lipca - nie padało w ogóle! Ale od poniedziałku pokazują zmianę na gorsze... I upały, ale też z deszczami i burzami. Więc byłyby warunki, które uniemożliwiałyby mi realizację projektu Zdradzieckich Dróg - w tym wypadku finałowego pełnego przejazdu. Trochę deszczu dojdzie to znowu strumyk pełny wody i jak ja się przedostanę z rowerem?... Na pieszo by sobie poradził. Z rowerem niekoniecznie. To jeden z problemów. Kolejny jaki się pojawia to wróciłoby robactwo. A już było tak spokojnie... Dziś też były ale w małej ilości. A nawet w małej są groźne i utrudniają życie. Mam po dzisiejszej trasie pojedyncze ugryzienia od komara i muchy końskiej. Na domiar złego jeszcze w coś wlazłem prawdopodobnie jakiś oset albo inne cholerstwo. Tak się sparzyłem na nogach, że ja pierdole... No ale najważniejsze jest to, że się udało. Udało się pokonać całą zdradziecką trasę, przez jej wszystkie elementy od pierwszego podejścia: Zdradliwe oblicza lasów - przez pierwsze problemy: Zdradliwe oblicza lasów 2. Ciekawostką tak w ogóle jest to, że za każdym razem gdy jestem w tych cholernych, zdradzieckich i zniszczonych chciwością lasach Nadleśnictwa Resko - przynajmniej w tym trwającym dla mnie z chwilą tego wpisu roku - dzieją się nie dobre rzeczy... Zawsze jakiegoś pecha mam, jakieś nieszczęście. Nie lubi mnie ten las. I nie chcę do niego wracać. To jest tak zapuszczone, to jest tak zniszczone. Tu nie ma do czego wracać. Najważniejsze, że dziś pojechałem i dziś przetrwałem. Tym samym dziś się z tą próbą zmierzyłem. Teraz będzie można powoli zapominać o tych nie miłych wydarzeniach, z każdym dniem rowerowym, z każdymi przebytymi kilometrami może być tylko lepiej bo wizja tych wydarzeń pozostaje z dala ode mnie...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1084
Trasa nr [łączna]: 1164
Trasa nr [na blogu]: 1078
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 122
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1152 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1066 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9509.5 km
Stan Licznika Końcowy: 9528.76 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9522.6 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 22123 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 22142 km
Maksymalna prędkość: 38.8 km/h
Przejechałem: 19.26 km
Przejechałem [msc]: 310.63 km
Przebieg roweru [rok]: 4974.04 km
Przebieg roweru [suma]: 46228.35 km
Przejechalem w 2022: 4974.04 km
Podroż dookoła świata (2022) 12.4351 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 115.5709 [%] km
Czas jazdy: 01:38:12 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2700:33:23 h
Czas Jazdy Suma (2022): 329:39:12 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 20:08:40 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2923:59:31 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:31:05 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:07 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:29 h
Średnia: 11.79 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest nie tylko udanym podejściem do pokonania nie łatwego wyzwania jakim były szlaki zdradliwych lasów. Wszystko mogłoby być dobrze gdyby była to normalna leśna droga, na koniec jakiś mostek, i nie pozarastany szlak, który pozwalałby wyjechać tuż pod Gostyniem Łobeskim. Oczywiście to tylko przypuszczenia ale myślę, że taka droga kiedyś istniała. Wiele na to wskazuje. Przez lata jednak zostało to zaniedbane, zarosło, potem rolnicy przejęli kawałki ziemi, zaorali, i uznali za swoje. Niesłusznie skądinąd. A skoro nie ma już formalnie drogi była to masakra. Po prostu uparłem się, że się przedostanę bo jestem ambitny, i walczyłem tak długo aż się udało. Jakim kosztem... Mniejsza o niego. Ważne, że się udało. To początek dobrych zmian! Przynajmniej mam nadzieję, że to dobry znak, obok którego stoi inny dobry znak. Nie wielkie aczkolwiek regularne obniżki cen paliw. Nawet po 2-3x w tygodniu o kilka groszy. O taki przykład, dziś była kolejna obniżka - Moya Płoty - jeszcze wczoraj i dzisiaj rano cena za ON 7,05 zł/L. A gdy wracałem była na poziomie 6,99 zł/L. Może to nie koniec obniżek? Może będą kolejne? :) -> Ceny paliwa spadają. No oby bo te ceny ponad 7 zł i to dużo, czy grubo ponad 6 zł to wciąż dużo i niekorzystnie. Coś o tym wiem, bo w Lipcu to przejeździłem rekordowo dużo km samochodem co było rekordowo drogie... Parę udanych wyjazdów z Aurelią jednak przy tym miałem to były to koszta uwiarygodnione, uzasadnione ekonomicznie! A druga sprawa... To może taki gest na szczęście, który miał miejsce na trasie: Trasa Lubieszewo - Skowrony. Jechaliśmy w stronę Skowron z JS i jej psiakiem :D I jej psiak zdążył zrobić po drodze kupkę, oczywiście JS mnie ostrzegała a ja i tak, tak pojechałem, że w to na szczęście wjechałem :D Jest podejrzenie, że zrobiłem to specjalnie i może coś w tym jest... Bo tak swoją drogą na tych ponad 30 tyś km na tej oponie Schwable Mundial z przodu Aurelii, ponad 770 trasach (nieco mniej dni rowerowych, ale i tak sporo!), jeździłem już nie po jednym powiedzmy "syfie" i nie po jednej nawierzchni. I jeśli będzie im dane (Aurelii i jej oponie) to jeszcze po jednej nawierzchni pojedziemy i w nie jednej pogodzie! Obecnie to mi w sumie trochę szkoda lata... Wiele wskazuje na to, że ta opona kolejnego nie dotrwa... A więc nie będzie jej już dane jeździć w temp. +30℃ i więcej... A czy będzie oponie dane dość czasu aby ta kupka na szczęście, zdążyła z niej odpaść, wykruszyć się? To w końcu stanie się samo. Wystarczy jeździć na kolejne trasy. Im więcej tras, im więcej kilometrów i godzin jazd tym lepiej. Tylko właśnie jak to będzie dalej... Im więcej czasu, kilometrów i dni rowerowych minie to tym lepiej. Dzisiejsza trasa, te wydarzenia i co do nich doprowadziło będzie tylko przykrym wspomnieniem, które zginie w natłoku codzienności i kolejnych przygód...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)