Trasa z dnia dzisiejszego jest moim drugim podejściem do zrobienia trasy na Police! Pierwsza próba miała miejsce w zeszłym roku. To oddalone w dali wspomnienia, przyciemnione, czy naznaczone a może nawet ukryte poprzez wiele zdarzeń i wspomnień, jakie dzielą te okresy. Stąd nie oczekuję, że ktoś pamięta te chwile. Zatem je przypomnę: Szczeciński miejski wojaż: Stołczyn. Na początku Grudnia, wówczas kończącego się 2018 r., chciałem wybrać się na Police! Mając rower w Szczecinie, korzystając z pogody, tak jak robię to dziś. Chciałem się wybrać na Police! Lecz tam nie dojechałem. Ciągnące się w nieskończoność miasto, zwiodło mnie trochę od tego, gdzie są te Police! Aż do dziś. Korzystając z okazji i pięknego weeekendu... pojechałem! Należy tutaj nieco wyjaśnić i rozjaśnić pewnych kluczowych kwestii. Odnoszą się one do weekendu, i mojego ostatniego emocjonalnego wpisu: ZS: Deszcze niespokojne. Taak, koniec tygodnia i sam weekend był emocjonalny a także BURZLIWY nie tylko ze względu na pogodę a targające mną uczucia. Głównie gniewu, i rozpaczy. Czuję się mocno oszukany przez prognozy pogody (którym nie ufałem) i tak.. A także przez to, że się nie sprawdziły i nie posłuchałem głosu rozsądku i nie wziąłem Aurelii ze sobą. Mimo, że to pewny logistyczny problem jest. Do domu na weekend po ciężkich 2 tygodniach pracy (mojej pierwszej pracy) wróciłem ze szwagrem i kuzynką do domu.. Droga długa i męcząca. I już w piątek (17.05) drażniła mnie po południowa pogoda. Bardzo ciepło się zrobiło - grubo ponad 20 stopni. Parno i duszno. I tak było do wieczora, dopiero koło godziny 19 lunęło i trochę po grzmiało. Czy mam zatem ustawiać sobie cały dzień przez pogodę tylko dlatego, że może w godzinach po południowych, wieczornych coś się zdarzyć?! I to ma usprawiedliwiać fakt, że przez cały dzień nie wyjdę na rower?! W przeszłości takie akcje miały miejsce. Pikanterii dodawał fakt, że przez całą sobotę (do po południa) było ładnie, i parno. I tak było ładnie, że ja szczerze bym o godzinie 6 rano pojechał w pizdu.. Naprawdę! Bo już o godzinie 6 rano w sobotę było ok. 20℃. Wciągu dnia lepiej. I dopiero po południu deszcz i przelotna burza. Pogoda zmusiła mnie do tego abym w niedzielę wrócił na Szczecin. Zrobiłem coś z czego nie jestem dumny. Kto coś na ten temat wie, ten wie. Pozostali się nie dowiedzą, bo to są zapiski, z mojego innego bloga, innych wspomnień. Otóż chodzi o fakt, mojego dużego obrażenia się na PKS Gryfice. Do dzisiaj od Marca - początku Marca w rzeczy samej, nie jeździłem z tymi skurwysynami. Dzisiaj za wielkiej możliwości nie miałem. Zależało mi aby szybko dojechać. Wszak było ładnie, słonecznie i parno. Najszybszy odjazd o 9:45. Więc pojechałem. Autobus spóźnił się dzisiaj. ok. 5 min. Nie ma tragedii. Dojechał na końcowe przystanki z opóźnieniem ok. 7 min. Nie ma tragedii. Jest za to pozytywna uwaga. Tego się nie spodziewałem. Otóż jak czytelnicy wiecie, w moim regionie trwa budowa cholernej drogi S6 :) I jej pewny odcinek jest już całkowicie zakończony (Goleniów - Nowogard). Albo (Nowogard - Goleniów). I ja byłem pewny, że gdy te prace się zakończą i otworzony zostanie stary przebieg drogi DK6 to autobusy będą jeździć po wioskach. A tak nie było! Za Nowogardem prosto do Goleniowa autobus jechał wzdłuż drogi S6!! Bardzo duży pozytyw! Naprawdę :] No cóż.. Dojechałem, po godzinie 11 byłem w Szczecinie, nim dotarłem do akademika, było koło 11:30, może trochę później. Przebrałem się, napoiłem.. i w drogę na rower! Na Police! Powiem tylko tyle, gdy jeszcze byłem w akademiku było słonecznie.. Gdy już wyszedłem z akademika było pochmurnie. I taka pochmurna auta, z niewielkimi przejaśnieniami towarzyszyła mi przez całą moją dzisiejszą trasę. A końcówka trasy, dosłownie ostatni kilometr pokonałem w deszczu i w dających się słychać grzmotach przejściowej burzy.. Także taka ta pogoda zmienna. A mnie tu najbardziej boli to, że nie mogłem wyjść na rower tak jak najbardziej chciałem. Czyli np. o 8 rano.. Przy takiej pogodzie?! To wskazane. Właśnie ze względu na to, że wciągu dnia pogoda może się zmienić to trzeba korzystać! Szlaki dzisiejszej trasy mają jeszcze drugie dno. A w zasadzie mają kilka spodów..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 407
Trasa nr [łączna]: 490
Trasa nr [na blogu]: 404
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 63
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 485 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 399 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 0 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11352 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11392 km
Maksymalna prędkość: 49.5 km/h
Przejechałem: 39.41 km
Przejechałem [msc]: 189.92 km
Przebieg roweru [rok]: 1903.73 km
Przebieg roweru [suma]: 19051.72 km
Przejechalem w 2019: 1903.73 km
Podroż dookoła świata (2019) 4.7593 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 47.6293 [%] km
Czas jazdy: 02:17:22 h
Czas Jazdy Suma (blog): 976:57:17 h
Czas Jazdy Suma (2019): 120:40:11 h
Czas Jazdy Suma (maj): 12:39:20 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1200:23:25 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:24:22 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:54:55 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:01 h
Średnia: 17.26 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczęła się z nie miłą i złą wiadomością. Związku z czym miałem trochę użerania się z licznikiem rowerowym Sigma600... Otóż, padła bateria w moim głównym liczniku Thorn. Tym samym padło nabijanie kilometrów.., gdzie wynik był naprawdę imponujący.. wynoszący (11510.8 km). I znowu będzie te nabijanie od 0 km.. Eh. Jak ja tego nie lubię. Nie lubię jak na liczniku są małe wyniki.. Wolę jak już trochę tych kilometrów jest. A minie trochę czasu nim te trochę nabije.. Przy tym wydarzeniu, dość smutnym, bo na obecnej instancji licznika jeździłem od trasy: Deszcze niespokojne z 30.05.2017, zaczął niespodziewanie od razu działać licznik Sigma600, który w ostatnich trasach sprawia sporo problemów i nie chce się załączać. Można to obserwować chociażby od wszystkich moich tras w Szczecinie od 07.05.2019 włącznie czyli od trasy: Szczeciński miejski wojaż: "Trasa po pracy". A dzisiaj sobie zaczął działać. Niespodziewanie.. Chodź nie bez problemowo. Kilka razy się zatrzymywałem. Bo się rozłączał. A prócz, wiadomej dokładności GPSu, to mój jedyny licznik.. Jaki na dzisiaj mi pozostał. W głównym Thorn zmienię baterię, i znowu będzie śmigał jakiś czas. Także.. Taka niespodzianka na początku trasy. Była też inna niespodzianka w postaci zmieniającej się pogody. Gdy jeszcze byłem w drodze do akademika czy w akademiku to było słonecznie, fajnie. A zdążyłem wyjść po Aurelię i ruszyć w trasę to się auta pogodowa popsuła. Eh. Ja jeszcze się dzisiaj nastawiłem, że zrobię sobie 50+ km. Ale chyba nie dam rady. To mnie dodatkowo dołuje. Nie pierwszy raz w mojej rowerowej karierze mam załamkę, i problemy kondycyjne. Te jednak są dość specyficzne. Pierwszy raz pojawiają się w takich okolicznościach (wiadomo: praca, praca), ograniczony czas. I wymuszony inny styl życia do którego nie potrafię przywyknąć, który być może mi szkodzi. Bo robię coś przeciw sobie, czy ponad swoje siły - nie wiem. Dodam tylko, że od weekendu się za dobrze nie czułem.. taki dziwny ból miałem w klatce piersiowej. Zresztą dziś też go miałem. Na domiar złego, nie mam jak, kiedy wypocząć.. Eh. A od jutra znowu do pracy. Znowu te stawanie. Pracuję 2 tyg a już jestem przemęczony.. A co to będzie później. No dobra ruszyłem na ten rower. Miałem nadzieję na zrobienie dystansu 50+ km. Na nadziejach się skończyło. Zrobiłem 40 km. Znowu nie potrafię zrobić więcej niż 40 km (ZS: Nowe trasy Lubieszyn - Dobra). Od pechowych świąt wielkanocnych -> Trasa po chorobie: Makowice.. Nie potrafię wrócić do pełnej formy.. Najpierw zganiałem na pogodę. Ale dzisiaj pogoda super. W słońcu nawet +26℃.. Parno... super! Tyle, że bez słońca ale ciepło.. Było.. I tak nie dałem rady pokonać bariery 40 km. A potrzebuję tego. Potrzebuję się wykazać. Potrzebuję wrócić do formy.. tak jak w zeszłym roku (2018 r.) wróciłem po takiej załamce, gdzie nic mi nie szło.. Im back - trasa 100 km!. Mam nadzieję, że teraz też się uda! I to przed tegoroczną (2019 r.) imprezą Sternfahrt, która już niebawem! I chcę wziąć w niej udział! Może się uda. Nie wiem.. Póki co, podjąłem się przejechania dzisiejszej trasy, pojechania na Police. Co też nie było łatwe, i było wyzwaniem. Wyzwaniem z kilku względów, kondycyjnych także. Jechało się ciężko miejscami. Mimo, że miałem łatwiejszy wariant trasy to i tak miałem sporo miejsc pod górki, i zbyt szybko miejscami próbowałem jechać. W trasę wybrałem się po raz pierwszy w wariancie, że jadę na Pomorzany. Do tej pory wracałem przez Pomorzany, dzisiaj pojechałem przez Pomorzany przez al. Powstańców Wielkopolskich do skrzyżowania z ul. Smolańską a zaraz za nią w zasadzie jechałem cały czas prosto. Cały czas prosto wzdłuż Odry. Po drodze mijałem wiele ulic i dzielnic Szczecina. Wszak ja do samych Pomorzan zrobiłem 20 km.. Bez sensu jednak wymieniać każdą z tych dróg. Jechałem po prostu prosto przed siebie, czasem się gubiąc w myślach, jak jechać, czy ciąć drogą, czy chodnikiem czy chuj wie czym :) Bo tak te DDR wyglądają. A o ile jakieś DDR w Szczecinie są, to są okupowane przez pieszych. Także tak to wygląda. Narzekałem trochę na samą pogodę. Tak chmurzyło się, nieciekawie to wygląda. Chodź jest bardzo ciepło. Termometry uliczne pokazywały nawet 26℃. Taka przyjemna duchota.. I trasa trwała i trwała.. i trwała.. i trwała.. i jeszcze raz powiem, że trwała. Nim się na te cholerne Police dojedzie to naprawdę :) Ruch aut po drodze też jest, i nie powiem, jest to męczące. Trudno o chwilę spokoju aby co chwila coś nie jechało, w jedną i drugą stronę. Co kilkanaście minut kręciły się autobusy podmiejskie z gminy Police, i samej wsi Police. Nadmienię jeszcze, że wzdłuż Odry, którą jadę, w zasadzie poza małymi obszarami "normalności" - ciągnie się jedno ogromne, niekończące się miasto, które prawdopodobnie kończy się dopiero gdzieś za Policami.. Także nim tutaj dojechałem, minęło sporo czasu. Sporo trudu w to włożyłem, dojechałem. W samych Policach czułem się jednak trochę zmęczony. A najgorsze dopiero miało nadejść. Gdy właśnie wjechałem w Police, aby wkrótce z nich wyjechać, a wyjeżdżałem z ul. Cisowej na Asfaltową zobaczyłem przed sobą ogromną górę.. :O To był początek takiego górzystego terenu. I w sumie ciekawej związanej z tym akcji "pod górę, z góry". Ja miałem głównie z "górki", co pozwoliło osiągać niebotyczne prędkości, 40-50 km/h! Najszybsza jaką udało mi się osiągnąć, dodatkowo pedałując to była prędkość 49,5 km/h! Nie pokonałem mojego życiowego rekordu prędkości (The Found: Kuba z 07.09.2018 r.).. No nie wiele brakowało.. Może kiedyś się uda, na jakimś większym biegu! Dążę jeszcze do jednej rzeczy, zaraz na końcu Polic ciągnął się leśny teren. Ale ledwo minąłem te Police i pisało na znaku Szczecin. Tak jakby Szczecin bezpośrednio z Policami graniczył. Ciekawe.. bo po drodze, mijałem kolejne wioski, i zabudowania, które łączą się ze Szczecinem i jeszcze dwukrotnie minąłem taką tablicę, że to już Szczecin.. A może chodziło o gminę?! Dziwne.. Ale naprawdę, ciągnie się te jedno wielkie miasto, i nie ma tu wielu takich "wolnych" obszarów. Minąłem ta Przesącin, i Bukowo. Gdzie raczej Bukowo to dzielnica Szczecina.. I tak dojechałem do znanych mi stron w mieście.. Aż za dobrze, skrzyżowanie ul. Przyjaciół Żołnierza z Komuną Paryską. Tu nie daleko jest ulica Golisza, gdzie jest WORD Szczeciński. I tutaj już całkiem te cholerne miasto odebrało mi rozum. Pierdolone DDR, ciągnie się wzdłuż ul. Wilczej, ale nie w kierunku (dołu) w kierunku Placu Rodła - o nie! W przeciwnym kierunku. Ja nie bardzo tego świadomy zjechałem na DDR, które nieoczekiwanie się skończyło. Jadę chwilę chodnikiem, po czym zjechałem na DDR pod prąd XDD A co kurwa zrobić?! To jest bardzo ruchliwa droga, i walczyć z każdym, a szczególności z bezmyślnością władz miasta, którzy doprowadzają do takich cyrków. Eh. Dopiero na ul. Emilii Szczanieckiej (pod wiaduktem) zaczęła się normalna droga DDR. Będąc na ul. Emilii Szczanieckiej na skrzyżowaniu z ul. 1 Maja, wiedziałem, że jadąc prosto wyjadę koło Placu Rodła. Ale tego nie chciałem! Miałem lepszy plan .. skręciłem sobie w ulicę św. Cyryla i Metodego w stronę Niebuszewa. Już trochę te miasto ogarniam ;) W szczególności, że w zeszłym tygodniu w podobnych stronach Niebuszewa już byłem.. Także wykorzystując tą wiedzę, po mistrzowsku stąd wyjechałem robiąc sobie ładniutką pętelkę na reprezentatywnym miejscu Szczecina - Dworcu Niebuszewo. Z Dworca Niebuszewa droga powrotna była prosta. Byle do Placu Rodła - i przez Plac Grunwaldzki do placu Szarych Szeregów i wzdłuż Al. Piastów, do ul. Sikorskiego. I tak się stało! Pod Placem Grunwaldzkim mijałem wracających kolarzy z Gryfusa z wycieczki do Szwecji... ale oni zapierdzielają! :)) Mignęli mi tylko i już ich nie ma! Hahaha ;) A ja sobie spokojnie dalej pojechałem. Im byłem bliżej Al. Piastów tym było gorzej. Mocniej się chmurzyło, w końcu tuż przy Placu Kościuszki zaczęło padać.. Tak lekko. A gdy już wprowadzałem rower do akademika zaczęło grzmieć. Minęła dzisiaj taka przelotna burza.. Przelotna, i nieuchwytna jak sens moich jazd :) Kolejna wyprawa jednak dobiegła końca. Jestem z tego nie mniej średnio zadowolony. Po ciężkich dniach w pracy, jakoś nie czuje się radości z weekendowych jazd rowerem.. I wciąż pragnę, wciąż w myślach mam jakieś dłuższe trasy, które są poza moim zasięgiem.. przynajmniej na razie.. Tylko trochę mnie to niepokoi.. Jeszcze 2 tyg i trzeba jechać na Berlina! No może nie trzeba ale chcę! Potrzebuję tego.. potrzebuję przeżyć fajną przygodę, która da mi siły i nadzieje, na dłuższy czas, w tych mocno niepewnych i dla mnie nieznanych czasach.. jakimi jest dorosłe życie, i marnowanie życia w pracy. Co z tego, że robię w pracy to co lubię, skoro to jest siłowe marnowanie czasu..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)