Trasa z dnia dzisiejszego była już od paru dni planowaną jedną z dwóch takich fajniejszych wycieczek. Trochę się jednak wszystko w ostatni weekend po przestawiało - bo już wtedy faktycznie miałem w te strony jechać: Potrzebna trasa. Jednak migrena mnie z tego pomysłu skutecznie wyłączyła... Jednak co się odwlecze to może czasami na szczęście nie uciecze. I tak nie uciekła mi ta dzisiejsza piękna przygoda. Bardzo fajny długi wyjazd - ponad 70 km - blisko 75 km. Sporo w odcinkach leśnych. Delikatnie jechałem w nowych dotąd nie znanych mi stronach - tak po prostu lekko je musnąłem ale i tak było fajnie nieco dalej się wypuścić. Wróciłem konkretnie rozwalony i zmęczony. I to dobre akurat - nam swoje aktualne możliwości - po robieniu kolejnych tras na pewno będzie lepiej i wkrótce będę mógł zrobić pierwszą 100 km trasę w tym roku. Dzisiaj musiałem się zadowolić tym co miałem - tylko na dobrą sprawę jechałem bez jedzenia a to też mnie osłabiało - w sumie śniadanie zjadłem po godzinie 7 rano. A do domu wróciłem w okolicach godziny 17. No 10h bez jedzenia - choć na jeździe oczywiście byłem krócej - bo pojechałem po godzinie 9. Dzisiaj ta pogoda była też taka średnia. Z rana szczególnie chwilami taka mżawka padała i wiał mocny wiatr. Teoretycznie w lesie nie powinien przeszkadzać. Tylko, że my w Polsce nie mamy lasów. A skoro to nie lasy to co? Darmowa maszynka do pieniędzy. Drzewa rosną same i niech "znafcy" tematu nawet nie próbują udowadniać, że tak nie jest. Na siłę próbuje się udowadniać swoje racje i wyższość nad siłami, które były w tym świecie o wiele dłużej niż my. I nas - jako ludzi - już dawno nie będzie a one będą trwały. Więc poprawiać naturę? Bo wiemy lepiej?... Pfff. Jakoś mnie to nie przekonuje. A to co widziałem dzisiaj - to jest przecież istne cmentarzysko lasu. Tyle wymordowanych drzew to już dawno nie widziałem. A do tego wychodzą zrujnowane drogi leśne. I jeszcze większa skala wycinek - nad którą rzecz jasna nikt nie panuje... Sprawa wydaje się z grubsza być przegrana bo z czym tu walczyć?! Z wielką organizacją przestępczą w postaci LASÓW PAŃSTWOWYCH i ich wpływów w rządach, sądach. I wielu powiązań na tle np. rodzinnych i wspólnych interesów. Tu nie ma miejsca do sprawiedliwości. A drzew będzie coraz mniej. Przecież się nie zatrzymają - wycinki są coraz wyraźniejsze. Trudno przechodzić obojętnie wobec tego co się dzieje. Więc mam takie mieszane uczucia - z jednej strony fajna trasa. Fajnie spędziłem czas. Chciałem jechać i pojechałem. W domu nie miałbym co siedzieć. Jest sobota to oczywiście - nerwowa sytuacja, kłótnie od rana. Zabrałem się i poszedłem w pizdu. Nie zwracałem uwagi na to, że jest trochę chłodno - z rana było mglisto i padała taka mżawka. A do tego mocno wieje... Na pogodę nie mam wpływu. A na to aby znaleźć w sobie motywację od działania to już tak! Wielokrotnie powtarzam, że najtrudniej jest zacząć. A potem jakoś idzie! Mamy wiele pokus i znajdzie się wiele wymówek aby nie jechać bo akurat pogoda czy inne czynniki zniechęcają. Nie można się jednak poddawać. I trzeba jechać - walcząc o siebie!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1182
Trasa nr [łączna]: 1261
Trasa nr [na blogu]: 1175
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 15
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1249 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1163 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 12703 km
Stan Licznika Końcowy: 12776.91 km
Stan Licznika Końcowy2*: 12701.91 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 25174 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 25247 km
Maksymalna prędkość: 28.5 km/h
Przejechałem: 73.91 km
Przejechałem [msc]: 200.22 km
Przebieg roweru [rok]: 421.95 km
Przebieg roweru [suma]: 49476.2 km
Przejechalem w 2023: 421.95 km
Podroż dookoła świata (2023) 1.0549 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 123.6905 [%] km
Czas jazdy: 06:00:01 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2916:21:05 h
Czas Jazdy Suma (2023): 31:39:17 h
Czas Jazdy Suma (luty): 15:50:53 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3139:47:13 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:38:29 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:06:37 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:02 h
Średnia: 12.32 km/h
Dzisiejsza długa trasa łączyła między sobą odcinki typowo leśne a także takie asfaltowe. Odcinki lepiej znane i te, które nie dawno poznałem (jak np. sama Studnica i jej okolica) to najnowsze zapoznane - wówczas jako nowe tereny - w 2022 r. z koleżanką JS. Dzisiejsza trasa pozwoliła mi również uzupełnić małą lukę - z pierwszego w tym roku wyjazdu rowerowego. I tak się złożyło, że pierwszego "wspólnego": Noworoczna trasa. Miałem tą lukę uzupełnić w pierwszy weekend stycznia jeszcze w piątek (06.01) - jednak pogoda była słaba a do tego już wtedy nie czułem się dobrze. Choroba rozłożyła mnie w weekend i przez 2 tygodnie nie odpuszczała... Przesunęło to w czasie wydarzenie 50k km z Aurelią na które z niecierpliwością czekam! To już niedługo! W przygotowaniu zarówno do tego wydarzenia jak i do zbliżającej się wiosny - to już bliżej niż dalej! Pojechałem w dzisiejszą wymagającą podróż. Tak się złożyło, że jadę dziś sam. A miałem z koleżanką JS... No trudno. Tak się złożyło. Więc skoro jechałem sam - to pojechałem przez drogę DW112 do Natolewic. Minąłem całą wieś i zmierzałem w stronę Kiełpina. Minąłem dla mnie nieszczęśliwą drogę przez las. W dniu 01.01 przyniosła mi sporo nerwów. W sumie dalej mnie to wkurwia jak sobie pomyślę... Tym razem jednak obyło się bez problemów. Lecz walczyłem z czym innym - było po prostu zimno. Dzisiaj temp. w granicach 3-4℃. Na pocieszenie powiem, że na plusie. Tylko wiatr skutecznie odbierał tą radość z temp. Odcinki które pokonywałem pod wiatr czy z bocznym odbierały wszelaką przyjemność z trasy. I wodziły na pokuszenie aby odpuścić i dać sobie spokój. Jednak za wszelką cenę nie chciałem się na to godzić. I jechałem dalej. Z Kiełpina do Rzesznikowa. Zamiast odbić na Skrzydłowo... I miałbym bliżej to pojechałem dalej. W sumie przez omyłkę - błędnie pomyślałem, że tu jest Skrzydłowo a tu jest Rzesznikowo! No nic.. Skoro się tak stało postanowiłem skręcić na Powalice. I po drodze skręcić w pierwszą możliwą drogę w prawo po tym lesie. To umożliwiłoby mi w miarę komfortowy powrót w stronę Studnicy. A z stamtąd sobie jakoś poradzę. I o dziwo nie licząc wpadki na skrzyżowaniu w Czarnkowie, gdzie skręciłem na Rzesznikowo zamiast Skrzydłowo (a powiedzmy, że tak miało być!) to radziłem sobie świetnie! Skręciłem w drodze do Powalic w las. Swoją drogą piękny odcinek - iglaste drzewa. Cała ściółka porośnięta wyraziście zielonym mchem z którego przebijały się jedynie brązowe liście. Porobiłem tu zdjęcia wszystkim co miałem i telefonem i obydwoma aparatami (Sony DSC HX350 i NIKON Z FC). I tak jechałem sobie dalej jak się okazuje w stronę Rzesznikowa :) A na szczęście skręciłem w drogę PŻ 14. Co pozwoliło mi wyjechać na już znanych drogach pod Studnicą. Tutaj opierając się na orientacji zapamiętanej z kilku wyjazdów w tych stronach (w 2022 r., głównie z JS) - podjechałem pod jezioro Studnica. Po drodze mijałem ogromne wycinki drzew... Całe hektary, tysiące drzew pod działaniem pił... Zwykłej chciwości i skurwysyństwa. Dochodzi do sytuacji w której należy z aktualizować ludowe powiedzenie: im dalej w las, tym więcej drzew. Nie jest to prawdą. Jest odwrotnie. Tak sobie jadąc natrafiłem na jeszcze jeden ciekawy obiekt, skryty w lesie "mogielnik". Otwarty, prawie pusty. Tylko przy wejściu kilka worków nie z identyfikowanych substancji. Ogólnie ciekawe znalezisko. Co ciekawe na mapach mogielnik nie oznaczony był. Z daleka wyglądał jak jakiś schron. Dziwne, że wcześniej go nie widziałem. Dzisiaj zwróciłem jednak na niego uwagę i nawet tam wlazłem - bo jakby inaczej! I cóż, zaczęła się właśnie moja dłużąca się i męcząca droga powrotna do domu. Jeszcze sporo km było przede mną. A już trochę opadałem z sił. W lesie nie było przyjemnie. Pozalewane drogi, często sporo błota i nie dało się jechać. Były też takie porozjeżdżane drogi. Też było ciężko się przez nie przebić... Kilka km pokonałem tak naprawdę na pieszo ciągnąc w tych nie sprzyjających warunkach moją Aurelię... A jej było ciężko. Dzisiaj wyjątkowo często odzywał się zajechany napęd Aurelii, który ma już przebieg rzędu ponad 12k km. Często strzelał ten łańcuch - kilka razy zaciął się na zmianie przełożeń (tylną przerzutką). Ten napęd cyklicznie daje o sobie znać. Dzisiaj jednak szczególnie często cykał, brzęczał. Jedynie te strzelanie na łańcuchu mnie nie pokoi. Jak mi się zesra w takim dziwnym miejscu to jak wezmę support aby przyjechał ze spinką do łańcucha? A swoją drogą to ja nie mam spinki przy sobie. Więc problem podwójny. No dobra... Choć trochę to trwało i męczyłem się coraz bardziej jakoś w końcu z tego lasu wyjechałem. Najpierw na drogę Dobrzyca - Wicimice. W tym miesiącu aż obrzydzenie mnie na nią bierze. I tu kolejny raz podświadomie wybrałem najkorzystniejszą drogę. Wyjeżdżając z miejscowości Ostrobodno skręciłem na Wicimice. I potem wbiłem się w drogę PŻ 8 a z niej już spokojnie drogą PŻ 7 jechałem dalej - w znanych już bardzo dobrze stronach lasów przy Dąbiu. W lutym bywałem tam kilka razy. Tylko na wyjeździe z lasu miałem już samochód i moja nie dola się kończyła. A tutaj niekoniecznie... Trwała dalej. Nie tylko kilometry, strzelający napęd, zalane i rozjeżdżone drogi w lasach a także wiatr były mi przeciwne. Na początku trasy jeszcze przed wyjazdem z Płotów coś się stało w przednim kole. Prawdopodobnie poszła obręcz. Ona jest do wymiany to wiem. Kupiłem w tym celu nawet całe koło... I najwidoczniej się dobiło. Cały czas na kierownicy czuję drgania. Koło mi jakby na boki tak ucieka. Uderza tak na boki prawo - lewo, prawo - lewo. Ale co ciekawe najbardziej czułem to tylko na asfaltach. Na drogach leśnych niekoniecznie i tam jakoś to szło... No cóż. Ale te drogi leśne się powoli kończyły. Dojechałem do Dąbia po asfalcie, i odbiłem na Gostyń Łobeski. Z stamtąd już nie dokładałem sobie kilometrów i utrudnień. Wróciłem na drogę DW112. Za Gostyniem tak sobie przeliczyłem, że koło 7 km będzie. A wyszło jeszcze 8 km pod blok. Choć było coraz ciężej i te "walenie" od koła dawało się we znaki - jechałem nie strudzenie dalej. Wróciłem jednak bardzo zmęczony i padnięty. Fajna wyprawa. Tylko czegoś a w zasadzie kogoś mi na niej brakowało. Gdy ustalałem sobie te trasy na te fajne przygody... To liczyłem na to, że JS ze mną pojedzie. Wyszło jak wyszło. Na za tydzień planuję kolejny fajny wyjazd! Tym razem powrót pod Golczewo i objazd tamtych stron. Inspiracją jest trasa: Szlakami przygód!
i wciąż niepoznane kilka z sekretów z tamtych stron, w których bywając tak często powinienem znać tam każdą drogę! A tak niestety nie jest...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)