W dniu dzisiejszym odbyłem dość tradycyjną i oklepaną trasę - mianowicie Makowice-Lotnisko, wieś Czarne. Oklepana trasa, ale z dość ciekawym elementem jakim jest pościg za kombajnem. Cała trasa też niedługa. Planowałem zrobić trochę więcej kilometrów i pojechać w końcu na budowane drogi w Resku - gdzie nie byłem już dawno - ostatni raz te prace budowlane widziałem podczas trasy: Lasy północy i jego obrońcy. Którą zrobiłem w zasadzie 2 msc temu (11.06). To najwyższy czas zaplanować sobie jakąś trasę w tych stronach i zobaczyć te drogi - najbardziej interesuje mnie objazd z Reska do Komorowa - przynajmniej gdzieś w te strony. Będę musiał sobie gdzieś w tych okolicach coś fajnego zaplanować i pojechać - aby mieć materiał na bloga, jakie są tutaj debilne postępy. Nie tak dawno - początkiem sierpnia (dosłownie bo pierwszego dnia sierpnia) byłem w Resku u stomatologa - tuż na wyjeździe z miasta w stronę wsi Prusim. Tam też trwa przebudowa normalnej drogi - asfaltowej, na brukową. Normalnie nie rozumiem tego debilizmu i tej całej akcji - skąd taka mnogość debilizmu, między różnymi miastami w naszym pięknym kraju na budowanie brukowych dróg. Cofamy się w rozwoju czy o co chodzi w tym?! W Gryficach przez centrum miasta właśnie taka gówniana droga jest wiele lat. W tym roku zrobili ją także w Szczecinie na Wałach Chrobrego, teraz też w Resku chcą to budować. Co za idioci wydają takie rozkazy i co za inni debile, ślepo je wykonują?! Idiotyzm - z czymś takim. Ale co poradzić - to się dzieje i od dawna nie miałem oglądu na to jak to wygląda i chciałbym się właśnie wybrać w tamte strony za Reskiem aby to sobie zobaczyć. Myślałem aby dzisiaj tam pojechać, ale tak się złożyło, że nie pojechałem. W ogóle nie wiedziałem czy w ogóle będę wstanie dziś pójść na rower bo się tak od rana nieciekawie czułem :( I co prawda do końca do wieczora mi ten stan nie przeszedł, ale i tak nie zważając na pewne zdrowotne aspekty, wybrałem się na rower przed godziną 18. Ruszyłem w dzisiejszą przejażdżkę z matką na wieś Makowice. A z Makowic prosto na lotnisko gdzie zajechaliśmy na chwilę nad rzekę. Ale zdążyłem tam zajechać i od razu się wróciłem - chmara atakujących komarów.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 144
Trasa nr [łączna]: 229
Trasa nr [na blogu]: 143
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 79
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 226 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 140 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1792.49 km
Stan Licznika Końcowy: 1827.23 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1548 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1558 km
Maksymalna prędkość: 43.3 km/h
Przejechałem: 34.74 km
Przejechałem [msc]: 269.67 km
Przebieg roweru [rok]: 3278.27 km
Przebieg roweru [suma]: 9144.89 km
Przejechalem w 2017: 3278.27 km
Podroż dookoła świata (2017) 8.1957 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 22.8622 [%] km
Czas jazdy: 02:52:36 h
Czas Jazdy Suma (blog): 353:32:54 h
Czas Jazdy Suma (2017): 217:53:58 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 17:11:49 h
Czas Jazdy Suma (ever): 576:59:02 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:26:22 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:45:30 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:19 h
Średnia: 12.12 km/h
Niestety - bez pogryzień się dzisiaj nie obyło. Cholerne uroki chłodnego lata - jakie mamy w tym roku. Gdy lato jest gorące, upalne to tego cholerstwa tyle nie ma - a teraz jest prawdziwa plaga komarów co bez opamiętania atakują. Na domiar złego zbliża się noc. W ogóle myślałem o tym aby dzisiaj po zmroku wracać do domu - nawet specjalnie wziąłem lampkę na rower aby w nocy jechać. Ale jednak. Jak zobaczyłem ile tego cholerstwa wszędzie jest - to nie, nie ma na to szansy dzisiaj - za dużo robactwa i nie byłoby to rozsądne - dlatego nie wracałem nocą, co najwyżej na kończącym się już dniu, w takim półmroku po zachodzie słońca - w tym wieczornym chłodzie. Dzisiejszego dnia do jeżdżenia po lotnisku Makowice - miałem w sumie dwóch kompanów - najpierw z matką zrobiłem rundę i niestety natrafiliśmy na znajomego z dziećmi i dałem się namówić aby wejść do lasu - do jednego z bunkrów użytkowanych przez wojsko w czasie II WŚ. Bo miałem im tam w środku poświecić moim super sprzętem ;) Ale niestety nie dałem rady tam dojść. Doprowadziło się rower na miejsce, chciałem już zdejmować lampkę ale tyle komarów co tu było co atakowało - no NIE - nie dałem rady i od razu uciekłem stąd i czym prędzej rozwijając szybką prędkość (grubo ponad 20 km/h do 32 km/h) pojechałem na wieś Czarne, kawałkiem ją minąłem i spotkałem się już z kolegą - z którym wróciłem na lotnisko aby zrobić tam kolejną rundkę, przejażdżkę i wrócić przez Czarne do skrzyżowania z drogą DW152 gdzie już każdy pojechał w swoją stronę. Tutaj ze względu na ataki robactwa itd. przyspieszyłem. Zrobiłem nieco ponad 6 km ze średnią 24,4 km/h. Miejscami jechałem przekraczając prędkość 40 km/h - goniłem tym samym kombajn, który dopatrzyłem tuż przed moją rodzinną miejscowością ale niestety kombajn jechał za szybko albo ja za wolno i nim go dogoniłem byłem już na rondzie i nie miałem jak go wyprzedzić :( Chodź nie wiele brakowało abym go na rondzie wyprzedzał XDDD. Teraz się nieźle zmachałem i kawałkiem po mieście nieco zwolniłem z tą szaleńczą jazdą, często przekraczającą 30 km/h po prostej i raz ponad 40 km/h po prostej i do 43 km/h z górki - jechałem cały czas na najwyższym przełożeniu 1x8. Po mieście chwilami przerw na wolniejszą jazdę też trzymałem jakiś poziom i przekraczałem 20 km/h, czasami także 30 km/h i dojechałem już cały zmachany i lekko zmęczony gdyż zwykle nie jeżdżę tak szybko. A jechałem tak szybko, że aż tylne koło w moim rowerze nie dawało sobie z tą prędkością rady i się wyginało na wszystkie strony :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)