Dzisiejsza trasa nie opiewa na zbyt przyjemną i fajną. Kończącą taki sobie weekend, który nie fajnie się miewał u swojego początku (05.12) - piątkowe po południe... Niezbyt optymistyczne. Za to święto 6 króli jak najbardziej... przyjemne aczkolwiek z rana dzień pracowity aż do tego stopnia, że nie udało mi się nawet wyskoczyć na tą godzinę na rower. A tak myślałem sobie jeszcze przed weekendem, że w sobotę wyskoczę rano aby na tą 13-14 być gotowy na drugą część dnia. To by się raczej nie udało. Wiem po dniu dzisiejszym - ponad 3h na samą jazdę. A gdzie postoje? A prócz postoi foty. I wkurwianie się! Tego było najwięcej "wkurwiania się". Po prostu tak przesadzili z ilością zbrodni jakich dokonali - zbrodniarze jebani. Przestępcy. Robię się nudny. Ciągle piszę to samo: LP - Zorganizowana Grupa Przestępcza. W jej szeregach jest wiele ścierwa, które z nimi współdziała... Temat znany od lat... Wciąż bez zmiany... Wciąż jest źle. A mam wrażenie, że z roku na rok jest coraz gorzej. I można to sobie przecież łatwo wytłumaczyć. Przecież te drzewa, które idą z taką ochotą pod topór to drzewa które rosły co najmniej 70 lat. A problem widzę od prawie 7 lat. Dzisiaj przemknęła mi przez głowę taka myśl, że ja właściwie na problem wycinki drzew zwróciłem uwagę dopiero w lutym 2017 r. Pierwszy raz to wpis: Ostatnie oznaki zimy!. Oczywiście na początku 2020 r. gdy pracowałem nad funkcją "TAGI" na blogu, uwzględniłem tematykę drzew także we wpisach ze skromnego 2016 r. Tam mamy jednak (mimo, że to skromny rok) tylko dwa takie wpisy. Dla porównania rok 2017 r. to aż 40 takich wpisów. Rok 2017 r. jest 2x większy niż 2016 r. Idąc tą logiką w 2016 r. powinienem temat drzew poruszyć 20x a nie tylko dwa. W sumie teraz (dzisiaj) nie wiem czym się kierowałem, że tak to zaznaczyłem. Dla ułatwienia możemy 2016 r. pomijać. Wtedy mamy tylko: 366 wpisów (z dzisiejszym) gdzie ten temat jest poruszany. Tak 366 razy w ciągu nie całych 7 lat. Średnio 52 wpisy na rok. Czy to nie stanowczo za dużo?! Myślę, że tak. Widząc co się odpierdala. Nie da się tego napisać łagodnie... Po prostu to co wyprawiają te skurwysyny to przechodzi wszelkie normy prawne i społeczne. Nie zdążyłem na dobrą sprawę jeszcze pojechać w ten pierdolony las a już byłem wkurwiony już wyzywałem i kląłem na tych skurwysynów... Jadąc ze wsi Dąbie w stronę Łabunia Wielkiego mija się taki nie wielki obszar leśny. Nie będę Was drodzy czytelnicy okłamywał. Do tej pory mijaliśmy obszar leśny. Obecnie nie wiele z niego zostaje. Jakieś pojedyncze drzewa, które tworzą złudzenie, że mamy do czynienia z naturą. Te skurwysyny wzięli się za wycinanie całych hektarów drzew tuż przy drodze. A to widać. Rzuca się z daleka w oczy. Setki wyjebanych drzew, wszystko zniszczone i tak porozrzucane pozostaje. Trudno mi powiedzieć kiedy te zbrodnie miały miejsce. Czy jeszcze z końcem niechlubnego 2023 r. (Sylwester 2023) czy z początkiem 2024 r. Fakt jest taki, że pomimo opadów śniegu na większości dróżek leśnych go nie ma. Wszystko jest wyjeżdżone. A w jednym miejscu pozostawione drzewo wciąż pachnie lasem. Co zdradza to, że prawdopodobnie w pierwszych dniach stycznia trwały kolejne wycinki... Wielki obszar zniszczeń, który na zawsze zabiera wspomnienie o dawnym lesie przy drodze z Dąbia (tuż przy skrzyżowaniu na Luciążę) do Łubunia Wielkiego. Tego obszaru już nie ma. W wielu miejscach mijanego lasu te zbrodnie trwają nadal. Ich skala poraża. Tym bardzie, że w sumie nie tak dawno tu byłem...: Psychodeliczna trasa
. I co zniszczyli to zniszczyli. Nie mija jednak kurwa więcej niż 2 msc... A im po prostu odjebało na punkcie niszczenia i wyżynania lasu... Zbrodnie ogromne... A co najgorsze: nie odwracalne. Tak myślałem o tym - 2017 r. Dopiero 7 lat. I tak szczerze? Z przerażeniem parzę na mijający czas, kolejne daty w kalendarzu. Gdy nadejdzie luty 2027 r. Przy obecnej skali niszczenia lasów... Nie pozostanie już chyba nic więcej jak wyświetlać hologramy upamiętniające niegdyś żywy las. Bo taki będzie już tylko wspomnieniem... To do jakich zbrodni doszło wciągu nie całych 7 lat... Jest nie opisane... A co jeszcze się odwali?! Skoro dosłownie w 2 msc potrafi się tyle odwalić. Całą trasę tak jeździłem i tylko kląłem i wyzywałem te ścierwo. Ich działania są mocno negatywne i szkodzą wszystkim... Aby jednak nie pisać całego wpisu w negatywnym tonie: było chłodno ale fajnie. Fajna trasa. Tak jak planowałem zrobiłem 30 km po lasach... Znaczy po tym co zostało z tych lasów. Miejscami pozostały dosłownie same pola. A las może tu był jeszcze 7 lat temu... Choć wtedy już też brali się do tych niekontrolowanych wycinek: Wietrznie, mokro, lodowato !.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1360
Trasa nr [łączna]: 1438
Trasa nr [na blogu]: 1352
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 4
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1425 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1339 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19220 km
Stan Licznika Końcowy: 19251.03 km
Stan Licznika Końcowy2*: 19131.63 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 31697 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31728 km
Maksymalna prędkość: 15.8 km/h
Przejechałem: 31.03 km
Przejechałem [msc]: 92.12 km
Przebieg roweru [rok]: 92.12 km
Przebieg roweru [suma]: 55950.7 km
Przejechalem w 2024: 92.12 km
Podroż dookoła świata (2024) 0.2303 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 139.8768 [%] km
Czas jazdy: 03:14:57 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3347:18:42 h
Czas Jazdy Suma (2024): 06:48:47 h
Czas Jazdy Suma (styczeń): 06:48:47 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3570:44:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:42:12 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:42:12 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:41 h
Średnia: 9.6 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego to duże widmo zbrodni wyrządzanej naturze. Prawdopodobnie trwających nielegalnych polowaniach. Nigdzie nie ma informacji o polowaniach. A na drogach znajduję plamy krwi i resztki zwierząt. W oddali słychać huki. To nie pierwsze dni gdy spotykam się z takimi odgłosami. Pod koniec 2023 r. te dźwięki również towarzyszyły mi czy towarzyszce wspólnych podróży. Dopiero dzisiaj jednak mam skojarzenie, że może chodzi o polowanie... Przecież bydle jakim jest człowiek jest do wszystkiego zdolny. A całe tzw. "koła łowieckie" to banda alkoholików i zwyrodnialców. Zresztą nie w mniejszych słowach należy nazwać tych co pracują dla LASÓW PAŃSTWOWYCH i ich podmiotów. Nawet kierowcy ciężarówek są winni. Niszczą leśne drogi. I z ochotą wywożą tak pozyskiwane drewno - które przecież żyło czasem dziesiątki lat... Dorosłe lasy to właśnie wiek ok. 70 lat. A przecież pod topór idą czasem okazy mające setki lat... Żadnej świętości... Cały pierwszy akapit był taki negatywny. Pisząc o tym dalej niczego nie zmienię. Zresztą o drzewach pisałem 366 razy z dzisiejszą trasą jeśli liczymy tematykę od 2017 r. i 368 jeśli od początku odkąd mam bloga. Jednak prawda jest taka, że dopiero w 2017 r. zwróciłem uwagę na to co się dzieje. Bo coś drgnęło, było za dużo ciężarówek wywożących drzewo. W tamtych latach głównie jeździłem w rejony Golczewa (DW108). Prawdopodobna wycinka pozbawiała życie bogate w leśne tereny okolice Golczewa, Truskolasu. Zresztą to się dzieje po dziś dzień: Białe pola - Czarne drogi. Tyle tematów... tyle inicjatyw... Społeczeństwo zaczęło się budzić i dostrzegać to co się dzieje. I co z tego?! Skoro codziennie wycina się kolejne lasy: Masowa wycinka lasów w Polsce - infor.pl (12.06.2023 r.) oraz "Wycinają lasy a tych przyrasta" - klubjagiellonski.pl (07.02.2023 r.). Jeśli chodzi o art. ze strony klubjagiellonski.pl - no to, to jest cud jakiś... Tnie się tyle lasów a ich ilość przyrasta. A jakoś tego nie widzę. Widzę za to ile ubyło. Jak zniszczone zostały leśne drogi. Jak o te chodzi... To dzisiaj sporo na skurwysynów kląłem jak miałem problem z jazdą po zajeżdżonych drogach gdzie musieli jeździć od czasu opadów śniegu i spadku temp. w piątek (05.01). Zniszczyli drogi, które wyglądały i tak jak jedno wielkie lodowisko. Dosłownie: jeździłem po lodzie... Jeszcze bez hamulców - bo wcześniej przejeżdżałem a potem przeprowadzałem Aurelię po kałużach delikatnie zmarzniętych lodem. Ta cienka warstwa lodu pękała i moczyła koło i co za tym idzie i hamulce. A, że temp. była cały czas ujemna... To to się związało. No po prostu czułem się jakbym miał ABSy jak hamowałem. W kilku miejscach bym wyrżnął ale to przez koleiny w drogach. A tu winne są te kurwy... Wywożące te zamordowane drzewo. No ale dość o tych drzewach. Dzisiejsza trasa to nie tylko to co się dzieje w tzw. gospodarce leśnej. To także piękne zimowe widoki. Choć mam wątpliwości czy takie piękne. Surowe, zimne... Jednak to jakaś odmiana... I fajnie było się przejechać w warunkach gdzie jeszcze zalesienie jest duże - w miarę przyjemnych. Nie dochodził tu wiatr, było cieplej. Na dzisiejszej trasie udało mi się domknąć brakujące dotąd drogi leśne w okolicy Dąbia! Zrobiłem kilka fajnych ujęć. Jedno mi się szczególnie podoba to już w drodze powrotnej, najechałem Aurelią na dużą kałużę częściowo zmarzniętą. Przez najechanie pękła i wypełniła się wodą ale tylko częściowo. Zdjęcie ukazuje stojącą tak Aurelię i przed nią zmarzniętą drogę leśną. Technicznie to nie droga tylko lodowisko... Zdjęcie podpisuję słowami: "nie stój zbyt długo w miejscu , aby nie utonąć tu i teraz, gnaj przed siebie aby odkryć nie znane". Podobają mi się te słowa, stanowią takie piękne przesłanie. A tym czasem trasa trwała. Początkowo w mniej wyjeżdżonej ale widać, że ktoś już tu się pchał drodze. Aż po szlaki zbrodni, gdzie sporo tego ścierwa jeździło. I cały śnieg zgarnęli pozostawiając jedynie lód. Przypomniało mi to o pewnych zmaganiach z początku 2017 r.: Sliding on ice. Fajne wspomnienia. Zresztą dzisiejsza trasa gdyby nie te drzewa też byłaby fajna. Podczas niej kręciłem się na bardziej "przejezdnych" drogach, na początku trochę przy rzece Rekowa. A potem pojechałem na drogę Wicimice - Stara Dobrzyca. Miałem nawet myśl czy nie jechać na jezioro. Z drugiej strony: już późno. Nim dojadę, wrócę. A zaraz ciemno będzie. I zimnooo. Na razie tego nie czułem - gdy wyjeżdżałem temp. była w granicy -1℃. Tylko stopniowo spadała. A pamiętajmy, że ja kończyłem trasę w okolicy godz. 15. Wkrótce kończył się dzień a temp. spadła do poziomu poniżej -2℃. Było już ok. -2.3℃. Bliżej mojej rodzinnej wsi było już -3℃ i zrywał się silniejszy wiatr, który tylko obniżał odczuwalną temp. W takich warunkach byłoby o wiele gorzej jechać. Przyzwyczaiłem się jednak do tego, że jest te kilka stop. na plusie i jest fajnie. Chciałbym aby znowu tak było... No dobrze... Do Dobrzycy nie jechałem ale wróciłem lasę do Łabunia Wielkiego. I tu druga myśl: może Iglice? To tylko 3 km. A czarna droga wręcz zachęcała! Właśnie ta droga mnie zastanawiała - niby zwykła powiatowa czy nawet gminna. A tak oczyszczona?! Gdy rano jechałem do Dąbia po obecnej drodze DW112 to była tragedia. Cała w lodzie. A gdy wracałem to musieli czymś posypać bo było znacznie lepiej i można było śmiało jechać. Gdybym wiedział, że tak będzie to mógłbym pojechać drogą do Iglic (to tylko 3 km). Zrobić zdjęcia przy pałacyku w Iglicach i wrócić drogą pod Dąbie gdzie zostawiałem samochód. Nie wiedziałem jednak czy tak będzie i pozostałem na planie nabijania kilometrów. Wracałem w zimne oblicza lasu po lodowatej drodze... I tak jak przyjechałem tutaj (z małym wyjątkiem) - bo robiłem trasę przy dużych wycinkach. Dokładnie przy skrzyżowaniu: 53.852728, 15.418202. I zrobiłem taki łuk drogi. Wracając ominąłem tą drogę... I wjechałem w tą PŻ, którą najczęściej wracam z tych lasów. Droga powrotna jeszcze chwilę zajęła. A już było czuć, że jest chłodniej... Może to też dlatego, że prawie 3h spędziłem na tym mrozie? No ale to 3h jazdowe. Z postojami 3h pękły... A nim dojechałem to ten czas zbliżał się do 4h. Dokładnie wg. danych z GPS zaczynałem trasę o 10:25 a skończyłem o 14:37. To nawet jest więcej niż 4h... Na tym mrozie. I to nic, że na początku było tylko -1℃ a gdy wróciłem przekraczało -2℃... To nic... Ten chłód oddziaływał na mnie dłuższy czas. Mimo wszystko - fajny wyjazd. Tylko ślad taki nudny. Bo w sumie poza "polowaniem" na drogi, na których nie byłem - co o dziwo się udało - to zależało mi na kilometrach. A więc powtarzałem przejechane odcinki drogi aby po prostu nabić większe odległości... Nie mniej warunki i tak były ciężkie - te lodowate drogi, gdzie nie gdzie śnieg. I te wszechobecne wycinki i niszczenie dróg. Co do zasady nie tylko dróg ale i lasów. Tylko miałem już o tym nie pisać aby było bardziej optymistycznie... Na co się wpływu nie ma na to się nie ma. Nie mniej wyjazd fajny i udany. I nie ma tej "wielkiej zimy" i innych takich... A jeszcze przed weekendem straszyli: Trasa do szkoły:
"wyjątkowa pogodowa chujnia". Niby zima... Niby nie wiadomo co... A prawda jest taka, że do przyszłego weekendu będzie już na plusie i to wszystko stopnieje w pizdu o ile w ogóle ma co topnąć. No chyba jedynie lód na nie zadbanych drogach. A tu wielkie propsy i zaskoczenie bo nawet takie drogi do wypizdowa jak droga Łabuń Wielki - Iglice bardzo ładnie zadbana... Czarniutka aż chciałoby się nią jechać. Od Łabunia na Modlimowo przez Dąbie też posypali! Skromniej ale jednak. I na DW112 również - w porównaniu z tym co było po godzinie 10 jest poprawa. Więc tu się dba o drogi... Ciekawe czy o inne też tak zadbają. O tym przekonam się pewnie wkrótce... Na kolejnych trasach! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)