Dzisiejsza trasa jest kontynuacją moich czy nawet naszych podboi, poznawania tych dotąd niepoznanych dróg w okolicy Gryfic. Tym razem kolejna, i tym razem już ostatnia (w końcu) droga z Wyszoboru na Natolewice. Trasa ujawnia to jak w prymitywny sposób dałem się jej oszukać. Drogą miałem jechać przecinają się polne szlaki, które na pokuszenie wiodły. Już drugi raz na te pokuszenie się wybrałem. Nie dostrzegając czegoś dziwnego, że a czemu ja po polu jadę skoro z boku jest droga. I przy normalnych drogach byłyby dostępne wychodki? Te zresztą były dość kuszącą opcją. Tak pięknie wpisującą się w myśl, daleko i dawno minionej epoki, że przez współczesną młodzież coraz bardziej zapomnianą. A i w szkołach już o tym tak nie uczą. A i ci starsi co mogliby pamiętać - odchodzą w zapomnienie. A ten wychodek! Niektóre fajniejsze. Aż chciałoby się klasycznie napisać, że jeden fajniejszy od drugiego ale nie. Raczej tak co drugi fajniejszy. Przystanęliśmy tak przy jednym z nich, kończącym się na polu, którym szła nasza droga - dotąd jeszcze przekonany o słuszności wyboru, nie chciałem się dać zwieść jak ostatnio: Zbłąkane Wicimice. Dajmy już spokój temu wychodkowi! Tuż obok niego rosły jabłonie. A na nich kuszące jabłka, których trochę nazbieraliśmy z JS dla JS :) Po tej małej kradzieży i niepotrzebnemu dalszemu uporowi jeździe po polu, objechaliśmy taki mały zagajnik. I okazało się, że droga, która wiedzie na Natolewice, jak go nazwałem "szlakiem nr 2" była tuż obok. A całą tajemnicą nie był wjazd na ów pole, przy którym umiejscowione były te wychodki. A cały myk polegał by skręcić tu wprost w tą polną drogę. Najwidoczniej przy pierwszej trasie na Natolewice: Trasa Wyszobór - Natolewice 1/2 przejeżdżałem kawałek dalej i dopiero skręcałem. Nie połapałem się w porę o co tu chodzi. Niepotrzebnie bo nie, ale przejechaliśmy trochę w trudniejszych warunkach, w grząskim terenie dosłownie po polu... A poszli w te pole... tymi rumakami! Cóż było robić dalej jak nie wrócić się pod PGR w Wyszoborze tym razem jednak tą polną drogą, która okazała się być niegdyś linią kolejową z Wyszoboru prawdopodobnie na Natolewice. To już był jasny sygnał. Na pewno tak nie jechałem. Nie mniej cofnąłem się po to aby mieć ślad trasy na pewno na GPS zaznaczony. Po to aby już tu nie wracać. I dopiero ruszyliśmy dalej na same Natolewice. A z nich od razu do Gryfic przez Natolewiczki i Charnowo. Przez kolejne dotąd nieodkryte drogi. Na wprost tych wsi tak. Ale po bokach rozciągają się kolejne nieznane drogi. A za nimi stoją kolejne przygody! Te jednak niech się odbędą już na spokojnie, w nowym sezonie w 2023 r... I powrót z wyprawy, który przyniósł poprawę pogody. Z tej szarości, przebijało się słońce. I robiło się tak pięknie... Jednak czas gonił. I powrót był jedyną stroną w którą zmierzaliśmy.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1105
Trasa nr [łączna]: 1185
Trasa nr [na blogu]: 1099
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 143
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1173 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1087 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 10395.3 km
Stan Licznika Końcowy: 10428.24 km
Stan Licznika Końcowy2*: 10422.08 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 23009 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 23042 km
Maksymalna prędkość: 32.3 km/h
Przejechałem: 32.94 km
Przejechałem [msc]: 302.17 km
Przebieg roweru [rok]: 5873.5 km
Przebieg roweru [suma]: 47127.81 km
Przejechalem w 2022: 5873.5 km
Podroż dookoła świata (2022) 14.6838 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 117.8195 [%] km
Czas jazdy: 02:22:10 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2757:23:00 h
Czas Jazdy Suma (2022): 386:28:49 h
Czas Jazdy Suma (wrzesień): 19:07:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2980:49:08 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:23:29 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:10 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:43 h
Średnia: 13.92 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego okazała się być bardzo fajna. To nie tylko ze względu na trasę pokonaną z JS, wspólnie z pędzonym czasem. A także być może moim pochopnym powrotem do aktywności po pewnych zdrowotnych problemach z piątku: Nieudany test oświetlenia. To co prawda przekładało się także na sobotę, gdy było ciut lepiej (10.09). Dzisiejsze nasze wspólne plany z JS jednak poszły... Jak to często bywa. Plany można mieć. Nie zawsze jest łatwo je realizować. Szczególnie jak nie zależą tylko od nas, ale także zewnętrznych czynników i innych osób. To już w ogóle sztuka zmówić się w parę osób w jeden termin i dotrwać w tym postanowieniu. Dziś było jednak bardzo fajnie. Potrzebowałem takiej nadziei, że może nic takiego złego się nie dzieje. Choć w piątek to za dobrze nie było. To w sobotę już lepiej. A dziś może nie od razu, ale poczułem się na tyle na siłach, że pojechałem. Niespodziewanie jednak, pewne zawirowania na początku wyprawy sprawiły, że pojechaliśmy tą trasą. I czy to dobrze? Czy też nie? Teraz już się tego nie dowiemy. Trasa za nami, wspomnienia zostają. Tej krótkie fajnej przygody. I pozostaje jednak mieć nadzieję, że te chwilowe zdrowotne załamanie nie pozostanie ze mną zbyt długo. Ja się muszę pospieszyć. Zrobić te testy oświetlenia. A jak nie, to naprawić PILNIE moją lampkę Magicshine F3. A obecny testowy zakup zwrócić. Nie mogę być teraz chory i przegapić terminy. Bo wtedy co. Będzie już za późno na zwroty. A zostanę z nie tanim urządzeniem, które nie będzie mnie cieszyć. To nie jest rozwiązanie. I tak przybijająca codzienność potrafi zniszczyć magię każdej pięknej chwili. A tych pięknych chwil, we współczesnym świecie jest przecież tak nie wiele. I dlatego są one tak cenne... Bo co nam więcej w tym życiu pozostaje, prócz tych wspomnień o wspólnie spędzonych chwilach, gdy i tak większość życia musimy przebyć osobno?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)