16.07.2023
Jazda nr: 1262

Tagi: JS, morze, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego została tak naprawdę zaplanowana w zeszłym tygodniu (a dokładnie w sobotę - 08.07) - gdy byłem z JS w tych stronach samochodem. Do dzisiaj byłem pewny, że w sumie minęliśmy wtedy (i dziś też) Kołobrzeg i byliśmy już w Grzybowie. A co się okazuje, że niekoniecznie - to nadal ten cholerny Kołobrzeg i jego dzielnica "zachód". Ciągnie się te miasto wraz z całą patologią, która tutaj jest całoroczna. Pozastawiane z każdej strony ulice, przejechać się nie da, przejść się nie da. Każdy robi co chce... A do tego mam od wieczny problem z poradzeniem sobie z tym miastem. Jakoś go nie ogarniam, i mimo, że tu w zeszłym tygodniu dojechałem to dziś na ten zachód miałem problem dotrzeć - jednak trafiłem, chwilę się zakręciłem i trafiłem ;) Tutaj w stronę Grzybowa ciągnie się taka nowa zabudowa - coraz więcej apartamentowców itd. Czuć ten przepych wraz z którym patologia tego typu miejsc będzie trwać w najlepsze. Już teraz jest za dużo tych ludzi, tych dróg. A najgorsi to ci turyści. Wszędzie się pchają. Nie patrzą i na nic nie zważają. Bo oni przecież są na wakacjach... A służby porządkowe jakoś nie robią z nimi porządku. A to przecież żyła złota. Tak można budżet miasta naprawić. I byłyby środki do finansowania różnych działań - np. budowy kolejnych dróg rowerowych itd. A to się z tego nie korzysta... No cóż. Naszą ekspansję zaczęliśmy w dzielnicy zachodniej Kołobrzegu, blisko ul. Wylotowej do której niestety rowerami się nie zbliżyliśmy - samochodem tak przyjechaliśmy, dokładnie na ul. Klonową. I stąd wjeżdżaliśmy bliżej centrum Kołobrzegu. W sumie nie było żadnych konkretnych planów na dzisiaj. O tak się przejechać po Kołobrzegu i może pojechać na Ustronie na obiad? Ten wyjazd jednak do końca nie był taki oczywisty. Nastały pewne okoliczności, które mogły doprowadzić do tego, że mogłoby się nie udać. Jednak wszystko się szczęśliwie kończy - mieliśmy przy tym okazję uczestniczyć w największym cyrku jaki tutaj jest - w przejazdu drogą R10. Rowery rowerami ale jeszcze ci piesi, dzieciarnia!? Nikt nad tym nie panuje. Robią co chcą. Mimo wyraźnego odznaczenia ścieżki rowerowej od chodnika i tak włażą na część rowerową. Bandytyzm czystej postaci... Analizowałem te zachowania już nie raz i spotykałem się często z opiniami, że przecież osoby na wakacjach czy w ogóle ludzie nie będą przecież analizować tego jak powinni się zachować, jakie są normy prawne itd... No to po co jest te społeczeństwo?! Jak ludzie zachowują się gorzej niż zwierzęta - bo przecież te potrafią się zachować. A te bydło na wakacjach to nie koniecznie. To tylko stwarza spore zagrożenie na drogach i ostatecznie sprawia, że przejazd R10 to jest jakaś parodia. Tych ludzi tutaj, tej hołoty jest po prostu za dużo. A gdyby było tego mało to na koniec naszych nie łatwych zmagań spotkaliśmy się jeszcze z chamstwem w Ustroniach Morskich, w restauracji przy ul. Bolesława Chrobrego w lokalu "Ustronianka". Chamstwo dotyczące obsługi osób z rowerami - problem robili. Bezzasadny w zasadzie, bo nie mogą w to ingerować. Wybierając lokal często zwracam na to uwagę czy jest dobre miejsce do pozostawienia rowerów, przy których się często coś więcej ma. Aby też mieć na nie ogląd. A tutaj mieli problem, że rower pozostawiłem na chodniku przy ich ogrodzeniu. To przecież nie jest [KURWA] ich teren. I nie mają prawa w to ingerować. Rower jak najbliżej płotu aby nie utrudniał poruszania się po chodniku, pozostawiony w sposób prawidłowy a co więcej zgodnie z Przepisami Prawa o Ruchu Drogowym którego najwidoczniej obsługa czy kierownictwo restauracji "Ustronianka" nie znają. A jebać ich - gdybym sam był to mi to nie przeszkadza, że problem mają bo ja go nie mam. Jednak zmieniliśmy lokal na znajdujący się kawałek dalej po przeciwnej stronie ulicy: "Fala". I tu trzeba powiedzieć tak, przy "Fala" jest lodziarnia - i lody mieli nie dobre. Za to obiady nie są złe i przystępne cenowo czego nie można powiedzieć o "Ustroniance" tam ceny są mocno wywindowane. I ten problem z rowerami. No nie rozumiem tego robienia na siłę miejsca na rowery. Postawią stojak na koło i co to ma kurwa być?! To nie jest ani bezpieczne ani rozsądne. Bezpieczne to takie ucho metalowe, gdzie można spiąć rower przez ramę do stojaka. A nie tylko spiąć koło i co to ma dać?! Rowery mają różną wartość od sentymentalnej po realną wartość gotówką. Nasze to akurat sentymentalne - choć jest sprzęt różny, sakwy. I potencjalnie złodziej mógłby się na to skusić. Więc pozostawiać sprzęt bez nadzoru w szemranym miejscu bo tak sobie życzy jakiś MENADŻER czy obsługa tego obiektu?! No kurwa. Nie dociera do mnie i chyba nigdy nie dotrze działanie na zasadzie: BO MI KAZALI, bo mi przełożony kazał to ja tak robię. Bo ja kurwa co?! Ja kurwa nie mam swojego rozumu?! Aby działać zgodnie z własnym sumieniem. Gdybym był ich pracownikiem to bym w życiu takich bezzasadnych uwag nie czynił. Co innego gdybym chciał na ich teren ich działkę wjechać rowerem. Wtedy mają prawo zgodnie ze swoim "widzi mi się" ustalać zasady takiego wjazdu. Jednak w tym wypadku takiego prawa nie mieli. No szkoda, lokal znam od kilku lat i jak bywałem na miejscu to tam zajeżdżałem. No nie ukrywając często SPECJALNIE z Kołobrzegu czy z okolic jechałem do Ustroni Morskich aby iść do tego lokalu. To się jednak już skończyło. Pojedyncze negatywne opinie pewnie nie wiele znaczą - a ludzie jak bydło na ulicach i tak będzie tu łazić - no ale przynajmniej działam zgodnie z sumieniem. A jak będą mnie dalej wkurwiać to będę stał pod lokalem i wprost zachęcał do wybrania innej lokalizacji ;) I co mi zrobią? Nie prowadzę swojego biznesu gastronomicznego. Nie zarabiam na tym. Nie może to być uznane za działanie anty konkurencyjne... No niestety są takie tematy które dość szybko wytrącają mnie z równowagi a takie tematy to właśnie: rowery i stosunek do nich, a także zagadnienia związane z przepisami prawa o ruchu drogowym i sposobu ich respektowania - a te są w zasadzie żadne w polsce... No cóż, jak wspominałem ostatecznie wyjazd do Ustronii dzisiaj był nie trafiony. Obiad zjedliśmy w lokalu "Fala", który pod względem obiadów polecam. Jeśli chodzi o desery - lody i inne rzeczy z ich budki - nie polecam. Sztuczne i nie dobre. Tutaj lepiej wypada dowolna inna konkurencja której przecież nie brakuje. I cóż, jak długa była droga przyjazdu tu w sumie "tylko na obiad" tak i długa była powrotna z kręceniem się po Kołobrzegu jeszcze chwilę, nim wróciliśmy na Zachodnią dzielnicę, skąd powracaliśmy po dzisiejszej mocno z urbanizowanej trasie.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1269

  • Trasa nr [łączna]: 1348
  • Trasa nr [na blogu]: 1262
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 10
  • W tym roku: 102

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1336 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1250 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 16231.8 km
  • Stan Licznika Końcowy: 16290.37 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 16170.97 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 28707 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 28765 km

  • Maksymalna prędkość: 29.2 km/h

  • Przejechałem: 58.57 km
  • Przejechałem [msc]: 448.2 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3935.79 km
  • Przebieg roweru [suma]: 52990.04 km

  • Przejechalem w 2023: 3935.79 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 9.8395 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 132.4751 [%] km

  • Czas jazdy: 04:38:32 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3152:30:57 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 267:49:09 h
  • Czas Jazdy Suma (lipiec): 30:02:32 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3375:57:05 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:00:15 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:32 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:03 h

  • Średnia: 12.64 km/h
Dzisiejsza trasa zaczynała się tak niewinnie. Jednak przejawiały się w niej najgorsze elementy, które przebijają się przez szarą codzienność. Największym problemem są ludzie w całym świecie. A potem nie możliwość przewidzenia wszystkiego co się może na trasie zdarzyć - dziś przekonała się o tym JS, gdy w Bagiczu została zaatakowana przez nie zidentyfikowane stworzenie latające (UFC) - fajny skrót nie? ;) I nikt nie skojarzy tego z znanym UFO. W końcu nie bez powodu piszę "stworzenie" bo można założyć, że to raczej żyjący organizm a nie technologiczny cud w postaci nanorobota przypominającego owada... No ale do rzeczy. Trasa zaczynała się w mocno z urbanizowanej i wciąż na szkodę gatunku ludzkiego rozwijanej dzielnicy zachodniej Kołobrzegu. Dziś jestem pewny! To jeszcze Kołobrzeg... A już błędnie założyłem, że Grzybowo... Tylko gdyby się uparł to Grzybowo - Kołobrzeg no prawie ze sobą są połączone i to na dzień dzisiejszy. Kolejne lata pewnie przyniosą jeszcze większą ekspansję. Przecież widzę, znaczy każdy może widzieć! Co się dzieje nad morzem. Ile nowych działek powstaje. Ile przybywa domów, hoteli i innych takich... No cóż, wjechaliśmy w taką dzielnicę dla snobów. Widać bogata zabudowa a przy tym nie kończące się problemy codzienności. Całe ulice, chodniki, lasy no po prostu wszystko zastawione samochodami, które stają w sposób nieuprawniony. Nie to co ja ;) Stanąłem na końcu asfaltowej części ul. Klonowej jak najbardziej po boku aby nie utrudniać przejazdu tą drogą, która idzie równolegle do ul. Krańcowej. Tak wjechaliśmy bliżej centrum Kołobrzegu, a dokładnie znaleźliśmy się na Przystani Rybackiej - jadąc ul. Wiosenną do ul. Albatrosa, mijaliśmy Basen Rybacki i Kanał Drzewny. Będąc już w ścisłym centrum trzeba było podjąć decyzję co teraz. Multum ludzi na ulicach, samochodów itd. A jazda z przyczepką z pupilem nie ułatwia zadania. Ludzie na ścieżkach rowerowych też nie... Stąd w sumie padła propozycja aby od razu kierować się na te Ustronie. Było może jeszcze wcześnie, ale nim się dojedzie - to akurat taka pora obiadowa, a po obiedzie powrót. W tej chwili jeszcze mieliśmy aktywne plany na późne po południe dokładnie na godz. 19 na którą powinniśmy wrócić. Te plany jednak wciągu dnia stały się nie aktualne. I zyskaliśmy trochę czasu na pojeżdżenie po Kołobrzegu. Póki co jednak trzeba było przebić się przez miasto. Najłatwiej było jechać obrzeżami, wzdłuż ul. Solnej, a później. ul. Żurawiej do ul. Europejskiej - tak naprawdę robiąc kółko... Nabijając kilometry ;) Wyjeżdżaliśmy wtedy na ul. 6 Dywizji Piechoty i kierowaliśmy się ul. Młyńską w stronę DK11. Aby było ciekawiej jechaliśmy na około. Przy takich wielkich blokowiskach usytuowanych pod koniec miasta wzdłuż drogi DK11. Mijaliśmy tak ogromne osiedle "Ogrody". Nie mam dobrych skojarzeń z takimi miejscami. Dla mnie to się kojarzy negatywnie. Takie blokowiska i życie tam. Tam nieco źle pojechałem ;) Chyba pomyliły mi się miasta. Coś podobnego i podobne osiedla są (chyba?) w Koszalinie. Byłem pewien jednak, że jest jeszcze przejazd ale w chwili obecnej go nie ma. Być może kiedyś będzie gdy rozwinie się ta część miasta bardziej - póki co jest tu ul. Rozwadowskiego, która kończy się na łąkach, takich nie użytkach. W sumie to jedyne sensowne miejsce dla mieszkańców osiedla "Ogrody". Jest gdzie wyjść z dziećmi czy z psami. Z czasem jednak to miejsce zniknie na rzecz kolejnych blokowisk. Nam się jednak tutaj nie udało przejechać i trzeba było się wrócić do ul. Wschodniej. Dopiero z niej wjechaliśmy na szlak R10. Na końcu Kołobrzegu mijało się licznik rowerzystów. No zajebiste miejsce... No mogli kilka liczników dać. A tak jest w takim dupnym miejscu... No ale jest chociaż tyle. Jak na zmożony ruch w tych stronach i tak dziwią mnie takie małe wskazania jakie wskazuje! Jedynie "184970" w sumie rowerzystów (od stycznia niby?!) i dziś 481. Skąd wniosek, że coś jest nie tak? Ano stąd, że jak wracaliśmy wartości były znacznie większe. A to przecież tylko kilka godzin... A jak ma to się mieć na cały sezon czy rok? Możliwe, że ten licznik pokazuje tylko do 999 999 rowerzystów i się zresetował. A gdyby było mało może każdego uczciwie nie łapać. Nie każdy musiał przez niego przejechać to raz... A dwa jak ktoś a takich nie brakuje... Jedzie po chodniku też są takie głąby i też się ich czepiam - mógł nie być złapany przez licznik. I tylko zaniża się te wartości, które są kluczowe aby pokazać, że inwestycje w infrastruktury rowerowe są potrzebne! No dobra... Wjechaliśmy na R10, a Europejsko R13 i jedziemy na Ustronie! Po drodze wstąpiliśmy na Bagicz. Jednak do samego lotniska nie dojechaliśmy. Wróciliśmy szybciej. W pewnym momencie - nie zidentyfikowane robactwo latające (UFC) zaatakowało JS... I to mógł być koniec naszej jazdy. Zaczęliśmy wracać na Kołobrzeg. Jednak zrobiliśmy sobie postój kawałek za Bagiczem. I sytuacja przynajmniej się nie pogarszała... A więc można było kontynuować podróż - przy której mijało się setki jeśli nie więcej rowerzystów i pieszych. Dojechaliśmy. Byliśmy. I zjedliśmy. Z małymi incydentami, opisywałem to w pierwszym akapicie. Nie ma sensu wracać bo znowu się będę wkurwiał jak będę do tego wracał... Tym czasem będąc już w Ustroniach zrobiliśmy małą rundę po mieście i trasa powrotna - niestety nie chcąc jechać po ruchliwej DK11, nie da się inaczej niż po R10. Wracając w Kołobrzegu licznik rowerzystów wskazywał już wartość: 186 282 a dzisiaj 1132. Czyli w czasie gdy przejechaliśmy i wróciliśmy doszło 701 rowerzystów. Z powodzeniem kilka tysięcy dziennie jest realne. Stąd wartość 186 tyś na dzień dzisiejszy wydaje się mało realne... Będę się starał to udowodnić i gdyby będę tam w Kołobrzegu to specjalnie podjadę pod ten licznik aby sprawdzić aktualne wskazania. Nie mogę tego zrobić jednak przez internet bo te liczniki nie są takie nowoczesne - takie mają dopiero powstać w zbliżającym się 2024 r.: Nowe liczniki rowerowe Kołobrzeg. Więc.. więcej statystyk i może słuszne wnioski? Ale to dopiero po 2024 r... Trzeba czekać i jeździć wytrwale dalej! Może ten licznik faktycznie zbliży się do tych 900 tyś w tym roku? O ile nalicza prawidłowo. To jednak spora liczba. Nie mniej wszystko jest możliwe tylko trzeba w to wierzyć! No a tym czasem powracaliśmy po wyprawie. Zrobiliśmy jeszcze rundę po Kołobrzegu jadąc blisko stacji PKP, ul. Fredry, potem. ul. Kupiecką aż do śródmieścia - tam jednak nie ma nic ciekawego. Sporo ulic jednokierunkowych a do tego brukowych! Za dużo ludzi, i punktów które unikam (handlu głównie dla kobiet). I stąd wróciliśmy do punktu przyjazdu nieco urozmaicając sobie trasę. Ostatecznie jednak i tak wjechaliśmy na ul. Klonową... I tak zakończyła się dzisiejsza nie łatwa i wcale nie taka krótka podróż - ta przecież ostatecznie kończy się na wyniku ponad 60 km. A to w takich warunkach (miejskich) nie jest wcale takie małe! :) No cóż trasa się kończy jednak pewny niesmak pozostaje... Nie wszystko idzie tak idealnie jakby się chciało. I pewne incydenty (jak z tym owadem) czy punktem gastro - mogą się zdarzyć, w takich turystycznych kurortach do których bez wątpienia należy Kołobrzeg.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)