03.02.2024
Jazda nr: 1365

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego nie była o tyle spontaniczna co planowana od wielu dni. Wspólny wyjazd z WG i KW , którzy przyjechali tutaj jeszcze wczoraj 02.02. Pech chce, że te nasze wspólne wyjazdy w ogóle się nie udają - głównie przez pogodę. Dzisiaj poza pogodą dochodzi jeszcze czynnik braku organizacji od strony WG i KW. Na dzisiejszy wyjazd nawet nie oznaczam WG i KW jako towarzyszy trasy. W sumie trudno ich uznać za towarzyszy - skoro widziałem się z nimi dosłownie chwilę. I tylko kawałek poprowadziłem ich w fajne miejsce, przy rzece Mołstowa. Mam jednak wrażenie, że WG nie docenił uroku tego miejsca, które kilka razy bywając w tych stronach widywałem - ale najbardziej te miejsce wpadło mi w pamięć widząc je z JS: Trasa Dąbie - Powalice - Dobrzyca. Plan na dzisiejszy dzień był bardziej rozbudowany niż ostatecznie wyszedł. Już samo to, że w ogóle byłem na tym rowerze jest sukcesem. Byłem gotowy na trasę po godz. 9 czego nie można powiedzieć o towarzyszach podróży WG i KW, którzy położyli całkowicie ten wyjazd. I mieli szczęście, że w ogóle się ze mną dzisiaj zobaczyli - decydowały o tym dosłownie 3 minuty. Gdybym ruszył 3 minuty szybciej z Dobrzycy to byśmy się w ogóle nie widzieli i może to by było najlepsze rozwiązanie. Tak niepotrzebnie wpierdoliłem się w te błoto przy rzece Mołstowa. Ujebany rower, nie idzie jechać, zamoknięte buty. I tak gnam, już po zmroku do Wicimic, z których dziś ruszałem. Taka historia kryje się za dzisiejszym dniem i polowaniem na zachód słońca z dronem. Miałem fajny pomysł ale nie wyszedł przez pogodę - była mała szansa, że się uda i się nie udało. Jak to zwykle bywa... :) Jest o tyle dobrze, że się w ogóle przejechałem. A to co zrobił WG, KW... To szkoda nawet opisywać. Taki brak organizacji, zjebana pogoda. No ale to kurwa ich wina jakby nie patrzeć. Nie patrzą w ogóle na to co się miało dziać z pogodą. A w tym tygodniu jakoś za zajebista to ona nie jest. Idzie weekend a wraz z nim jest jeszcze gorzej. Deszczowo, wieje. Dzisiaj często padało z rana - i ten silny wiatr. Jednak było wiadomo, że tak będzie. A mimo to - mimo wszystko przyjechać chcieli - no to dobrze, no chcieli no ale kurwa cały dzień się nie z organizować? I wyruszyć gdzieś 15 może później z Barkowa gdzie spali? To przesada w działaniu, w braku organizacji. Dzisiaj siedziałem cały dzień w domu, od rana ubrany na rower i czekałem. I cały czas wierzyłem w to, że zrobimy i przejedziemy tym samym zaplanowaną trasę - czyli ruszymy na Wicimice, gdzie WG chciał zrobić loty i potem pojedziemy na Dobrzycę. Pokazałbym chłopakom dawny dwór w Dobrzycy - a raczej to co z niego zostało i te miejsce przy rzece Mołstowa - wodospad. Urokliwe miejsce, najwidoczniej nie przypadło im do gustu. W sumie teraz... Po tych deszczach to jest jedno wielkie błoto... I w sumie nie chciałem się tu pchać. Gdy ugrzęzłem w wielkiej kałuży to złe emocje z całego dnia wzięły górę. Powiedziałem: pierdolę to! i kurwa się wycofałem wraz z zapadającym zmrokiem. Nie uczestniczyłem dalej w tej wyprawie. Moi "nie towarzysze", nie byli towarzyszami dzisiejszej podróży, zostali poinformowani jak tam się dostać i trafili. A skoro nie zostali tam dłużej i ruszyli po nocach dalej... No trudno. Mówiąc sobie szczerze WG i jego kompan KW nie raz odwalili nie jeden numer na wyprawach. Głupio zrobiłem, że kolejny raz łudziłem się, że tym razem może będzie inaczej. I będzie fajna wyprawa i to pomimo nie sprzyjającej pogody: Ostre załamanie pogody - 01.02.2024 - TwojaPogoda.pl. Nie było wcale lepiej i plany poszły na bok. Ostatecznie aby nie tracić całego dnia, mimo rosnącego zniechęcenia przeglądałem mapy z chmurami. Była mała szansa na przejaśnienia i zachód słońca. Związku z czym postanowiłem przyjechać do Dobrzycy na zachód słońca. Ruszyłem tu jednak dopiero w okolicach godziny 15. W Wicimicach startowałem tak 15:08. W dniu dzisiejszym zachód słońca był o godzinie 16:41. Miałem czas... Jednak zachodu się nie doczekałem. Chwilami faktycznie więcej słońca się pojawiało ale w okolicę godziny zachodu było sporo chmur. Mimo wszystko zrobiłem kilka fajnych ujęć dronem z okolicy Dobrzycy. Nawet widać dwór, który nadal tam stoi... :) A to naprawdę sukces, że nadal jest. W końcu jest w takim stanie rozkładu, że jestem mocno zdziwiony, że dalej się trzyma. No dobra, zachodu słońca nie było ale mała trasa tak. Jadąc wśród drzew a raczej z tego co z nich, i niegdyś sporych lasów nie było tak źle. Nie byłem atakowany przez wiatr. Bardziej wkurwiała postawa "leśników" i im podległego ścierwa, które wszystko wycina i niszczy. Dzisiejszy dzień nie był inny, natrafiłem na kurwę jebaną, która wycinała drzewa. Kolejne ślady zbrodni nie były nawet ukrywane... Całe hektary lasów, i to tak chamsko bo przy drodze... Trudno tego nie zauważyć - jeszcze gdzieś w środku lasu to może umknie uwadze. Jednak przy drogach... I tak między zdenerwowaniem na niedoszłych towarzyszy dzisiejszej podróży dochodzimy do leśnych rzeźników... A o tych (rzeźnikach) pisałem zbyt wiele razy... Wszystko wyniszczą...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1373

  • Trasa nr [łączna]: 1451
  • Trasa nr [na blogu]: 1365
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 3
  • W tym roku: 17

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1438 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1352 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 19556.8 km
  • Stan Licznika Końcowy: 19583.56 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 19464.16 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32036 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 32063 km

  • Maksymalna prędkość: 21.8 km/h

  • Przejechałem: 26.76 km
  • Przejechałem [msc]: 70.84 km
  • Przebieg roweru [rok]: 424.58 km
  • Przebieg roweru [suma]: 56283.16 km

  • Przejechalem w 2024: 424.58 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 1.0615 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 140.7079 [%] km

  • Czas jazdy: 02:05:09 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3369:54:30 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 29:24:35 h
  • Czas Jazdy Suma (luty): 04:30:00 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3593:20:38 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:30:00 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:43:48 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:16 h

  • Średnia: 12.84 km/h
Dzisiejsza trasa ostatecznie poprowadziła mnie dzisiejszego po południa z myślą o robieniu ujęć zachodu słońca na tle jeziora w Starej Dobrzycy. Problem był jednak taki, że nie było zachodu słońca. A nie wiele brakowało aby moich niedoszłych towarzyszy (WG i KW) też nie było. Jednak ich brak w ogóle mi nie przeszkadza. Mogłem się z rana przejechać i mieć ich w dupie. Gdybym wiedział, że dostanę nie spodziewanie zaproszenie do Nowogardu, do znajomych i przy okazji odebranie JS z ów Nowogardu gdzie była - to nie wahałbym się i nie pojechał dzisiaj w ogóle. Zaryzykowałbym tym samym możliwością zrobienia fajnych ujęć no ale trudno. Ujęcia były, spotkanie było. W sumie ten wyjazd nie potrzebny - pogoda słaba, można było to przełożyć na inny termin - gdy byłoby spokojniej. To przecież niczyja wina, że pogoda chujowa. Nie pozwala niczego zaplanować, skorzystać z weekendu... I to tak się ciągnie od miesięcy ciągle coś, jak nie pada mną stop to wieje, to zima atakuje i tak ciągle coś... A nie tylko z pogodą jest ciągle coś nie tak - teraz również z Aurelią. Po tych ostatnich deszczach, coś mi tak piszczy i piszczy w rowerze: Nowe "stare" historie. Podejrzewam, że suport szlak trafił po tych deszczach. Jakiś gówniany ten suport - a tak swoją drogą - montował go w 2023 r. WG... Nie, że coś sugeruję no ale oryginalny przeżył parę lat i ponad 50k km. Obecny nawet 10k km nie jest wstanie dożyć? Może trafiłem na jakiś słaby ten suport, albo był źle zamontowany bo mnie od początku jak jest zamontowany to coś tu nie pasuje. Jeździ się jakoś dziwnie i ciężko: ZS: naprawa Aurelii. A tym czasem nie mija nawet rok czasu na nowym suporcie i są z nim problemy - a do tego stopnia, że słychać taki metaliczny dźwięk, skrzypienie czy piszczenie to zaczęło się to od trasy: WPIS=1360, a wyraźnie słychać to od początku trasy: PGR Wicimice. Dosłownie pierwsze metry trasy i to słyszałem. Zatrzymałem się przy końcu bloku w którym mieszkam aby sprawdzić skąd ten dźwięk... Podejrzenia mam różne od sztycy podsiodłowej, która jest mocno rozjebana po właśnie suport. Bo to dziwna sprawa, jeśli jadę stojąc na pedałach to tego nie słychać. Słychać przy pedałowaniu. Od początku dzisiejszej wyprawy ten dźwięk nie dawał mi spokoju a momentami był taki intensywny i tak ciężko się jechało, że miałem obawy co do tego czy w ogóle dojadę do Dobrzycy i moim piorytetem było chociaż dojechać. Jednak z chwilą otrzymania zaproszenia do Nowogardu... :) Na takie tam spotkanie, moje priorytety nie co się zmieniły. Może gdyby nie te spotkanie to dzisiejsze spotkanie z WG i KW mimo wszystko wyglądałoby inaczej? Chociaż nie wiem. Choć nie powinienem ale powiedziałem WG jakie mam plany, że jadę na zachód z nimi czy bez nich. Poinstruowałem ich jak jechać, że najlepiej przez Iglice najszybciej itd. Pojechali po swojemu... I jeszcze KW miał pretensje, że w Płotach na nich nie czekałem... Czy kurwa pretensja, że ciężko im się jedzie z tobołami. No ale to kurwa ich problem, ich wymysł i ich wybór. Można było załatwić spanie w jakimś motelu jak człowiek. A skoro wolą spać w namiotach po krzakach to ich wybór... Wspomniane spotkanie doszło do skutku dopiero w Dobrzycy - zrobiłem loty dronem. Już się spakowałem i wyjeżdżałem i wtedy zatarasowali mi drogę. No dosłownie zabrakło mi 3 minut aby wyjechać z Dobrzycy i się z nimi w ogóle nie widzieć. Tylko podjechali i już pretensje o wszystko ;) Kto do kogo powinien mieć i o co pretensje... Mimo wszystko choć nie powinienem pokazałem miejscówkę przy rzece, o której już wspominałem. No dobrze... Jest jeszcze jeden ważny element tego spotkania. A chodzi o WG. Nie zdążył dobrze dojechać, tylko dojechał stanął i od razu mówi, że widelec (przedni amortyzator) mam zajechany i wstanie "agonalnym" Oo. Czyżby dźwięki, i piski, które mam wynikały z amortyzatora a nie z suportu? W sumie nie brałem tego pod uwagę. A o stanie agonalnym amortyzatora wiem i to od początku 2023 r. Ten amortyzator miał swój żywot skończyć właśnie z końcem 2023 r. A tym czasem żyje dalej. Czasem się zatnie, że nie chce odbijać ale działa dalej. Trudno więc powiedzieć, czy na pewno dźwięki pochodzą z suportu czy z widelca. Biorę to pod uwagę. A na wymianę amortyzatora jestem przygotowany... Jednak ten się uparł, że będzie działał. No cóż, prócz amora jest problem z tylnym kołem, które momentami tak napierdala, że mam wrażenie, że się rozjebie. Nie mniej myślę, że problem z dźwiękiem i tym piskiem wynika ze suportu a nie z widelca. No bo co ma widelec do tego, że jak nie pedałuję to nie piszczy? Mam wrażenie właśnie, że jak mocniej docisnę pedały to ten dźwięk jest mocniejszy czyli po deszczowych dniach suport szlak trafił. Pewnie żadnego uszczelnienia to nie ma, albo wypłukało uszczelnienie, dostała się woda i jest problem. A co do amortyzatora - to jak mówiłem wg. WG to stan agonalny - ledwo żyje. Pewnie WG myślał o tym długi czas, bo nie wierzę, że doszedł do takich wniosków po prostu spojrzawszy na niego - a pewnie doszedł do tych wniosków widząc, że lagi są brudne - bo uszczelnienie poszło... Żaden dowód, że amor pada... Pewnie wszystko inne w Aurelii szlak trafi a ten amor - zwykły SR SURNATOR będzie trwał dalej. Przynajmniej mam taką nadzieję, że dotrwa do końcówki roku 2024 (listopad może grudzień). A wtedy nie będzie miał wyjścia - będzie musiał przetrwać do okresu luty / marzec 2025 r. Gdy planowany jest większy serwis - włącznie z wymianą napędu (przy zakładanym przebiegu w okolicy 15k km) - no te 13k to musi być - teraz napędu szybciej nie wymieniam a zajeżdżam ile się da. No i cóż, nieudane doprowadzenie WG i KW pod "wodospad" skończyło się na ujebaniu roweru w błocie, stracie 30 min czasu, i potem zapierdalałem po tych dziurach i ciemnicy do Wicimic gdzie miałem auto... Szkoda mi jednak niepotrzebnie straconego czasu. Szczególnie, że te osobistości nawet nie docenili uroku miejsca w którym się znaleźli... No cóż, może moje wnioski z trasy: Trasa Kliniska Wielkie - Goleniów. Trzeba w końcu zastosować w życiu i będzie lepiej jak będę więcej sam jeździł...? W końcu w tym roku jakoś wspólne wyjazdy z chłopakami mi nie wychodzą, a generuje to tylko niepotrzebne nerwowe sytuacje... A tych lepiej unikać... :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)