23.07.2024
Jazda nr: 1459

Tagi: tr50stka, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego stanowi wspaniałą, niezwykłą historię na którą składa się kilka osobnych - a chyba najważniejsza historia to: #100 opisanych ba blogu tras 50-tek! Nie spodziewałem się, że moja #100 będzie na tyle wyjątkowa! I tak niespodziewanie stanie się kulminacją tylu pozytywnych wydarzeń! Naprawdę piękna historia. I może dobrze się stało, że na trasę 50-tkę pojechałem właśnie dzisiaj? Pomimo tego, że miałem nieco inne plany na dzisiejszy dzień. Tak się złożyło, że realizowałem plan zastępczy po to aby szybciej wrócić i proszę.. Udało się szybciej wrócić i nie tylko! :)

Pierwszy tytuł: Trasa "50-tka" - #100 tras:
To już 100tna opisana na blogu Trasa50-tka! Tak przewidywałem, że ten wynik osiągnę w 2024 r. Pomimo tego, że w tym roku często mi nie idzie, i są różne problemy to bywają także wyjątkowe chwile jak ta dzisiaj! A co najlepsze - miałem taką ochotę zrezygnować z wyjazdu. Jechało mi się ciężko bo miałem pod wiatr. Czułem, że dzisiaj nie mój dzień. Jest dość ciepło. Nie powinno działać to zniechęcająco ale niestety jestem podatny na rozleniwianie się. Dobrze, że nie poddałem się swoim demonom, pokonałem je. I przetrwałem cały dzisiejszy wyjazd w niespodziewany w sumie sposób - o tym jednak opowiem w kolejnych "tytułach". Dzisiejsza to już setna trasa 50-tka! Nie ma miesiąca w którym nie jeździłbym na tą trasę. Jeździłem od śnieżnych i lodowatych zim, przez mokre czasem ciepłe wiosny, po gorące lata i piękne kolorowe jesienie. Jeździłem tutaj za dnia, o poranku i po nocy. Bardzo zróżnicowany teren, ten odczuwa się za każdym razem inaczej. Inna pogoda, inny dzień i jest inaczej. A i jeszcze jedna z ciekawostek: jeździłem na tą trasę każdego dnia tygodnia. Widziałem wiele zmian na tej trasie, dziesiątki tysięcy aut i różnych maszyn poruszających się po mojej ulubionej drodze DW108. Na tej trasie nie raz żegnałem zachód słońca i robiłem fajnych zdjęć. Tak wiele się tutaj zmieniło od lipca 2015 r., gdy po raz pierwszy jechałem w tych stronach, gdy po raz pierwszy jechałem przez Grabin, Sikorki i Glicki - dokładnie w tej kolejności. Wyjeżdżałem na drodze Nowogard -> Miętno -> Wierzchy -> Truskolas. Od tamtej pory wiele razy tutaj byłem czy to w ramach trasy 50-tki czy przy innych okolicznościach. Poznałem bliżej tutejsze tereny i drogi. Z biegiem czasu, od pierwszej opisanej na blogu 50-tki: Ładny wynik na "50-stce". Ta trasa stała się moją ulubioną. Przynajmniej kilka razy w roku jadę na tą trasę. A w tym roku - we wtorek 23 lipca, świętuję jubileuszówkę #100 tras opisanych na blogu - i tak się złożyło, że 102 tras w ogóle. W 2015 r. zrobiłem tylko dwa razy tą trasę - raz, nie świadomie, a z końcem 2015 r. w okresie świąt bożego narodzenia w pełni świadomie.. Już wtedy poczułem, że to jest coś! Na tej trasie jechałem i w deszczu, i w śniegu. I w wichurach. W każdych i to dosłownie każdych warunkach. Nie ma innych (z cyklicznych) tak wyjątkowych tras... No może poza trasami 20-stkami, a te w 2024 r. również obchodziły swoją jubileuszówkę "100-tras": "100-tna trasa 20-stka". Cóż mogę powiedzieć.. trasa 50-tka jest jedną z moich najbardziej ulubionych tras. Robiłem tą trasę samotnie ale także z wyjątkową dla mnie osobą (JS)... . Na tych trasach było dosłownie wszystko - włącznie z burzą. Aby nie było przeżyłem tutaj każdą pogodę. A na przestrzeni 8 lat (licząc okres na blogu) - przeżyłem tutaj wiele zmian. A te obejmują straty w drzewostanie. Dosłownie wszędzie gdzie to możliwe dochodziło i dochodzi do masowych wycinek drzew - na drodze do Mechowa, z Miętna w stronę Wierzchy... I tutejsze lasy przy Truskolesie do Golczewa. Nie wiele z tych drzew pozostało. Zmiany na drodze - remont przeszła prawie cała droga DW108 na odcinku Płoty -> Mechowo -> Truskolas -> Unibórz. Mówię "prawie" bo niektóre fragmenty się remontu nie doczekały. Być może się doczekają - to jest jednak niepewna i nieznana przyszłość. Ostatnia ze zmian - jeszcze nie poruszana! Jest dość świeża. Piszę o niej jednak pierwszy raz. Zjazd na Sowno. Niegdyś była tam plantacja porzeczki. Przyjeżdżałem tam swoją drogą.. I samochodem się bywało i rowerem. Obecnie tej plantacji nie ma. Jest wszystko wycięte. A w tym miejscu powstaje nowy dom. Obserwuję zarówno jego jak i postęp prac w trwającym 2024 r. gdy cała ta historia się zaczęła. Nie było jednak wystarczającego powodu aby poruszać ten mało istotny temat. Aż do dzisiaj - jest niebywała okazja. A wraz z nią wspomnę jeszcze o domku w Sikorkach. Nie od razu zacząłem zwracać na niego uwagę tak samo jak nie od razu "wróciłem" do tematu urbeksów - powróciłem z końcem 2019 r. I tak dopiero od 2020 r. zwracałem na ten domek uwagę. A ten obiekt z każdą moją wizytą staje się coraz większą ruiną. Wspominałem o nim na ostatnim wpisie z tras 50-tek: Trasa "50-tka": witajcie wakacje. Korzystając z okazji wspomnę o "pastuchu", którym ktoś ogradza dojazd do pola... Za tym domem w Sikorach. Raz ten pastuch jest widziany (WPIS=1431) a raz nie jest (WPIS=1439). Dzisiaj znowu jest (WPIS=1459). Idąc tym tokiem rozumowania na kolejnej mojej wizycie znowu nie będzie. No ale kto wie... Jeśli o ten dom i jego historię zasługuje ona na cały osobny wpis. Nie musi to być w ramach "trasy 50-tki". W końcu nie każde moje odwiedzenie wsi Sikorki czy domku w Sikorkach było trasą 50-tką: "Pożegnanie zimy": - wiosenne domku odwiedzenie. Nie każde odwiedzenie wiązało się ze zwiedzaniem po raz kolejny tej ruiny. Nie jest więc zaliczane do urbeksu. Prawda jest taka, że czas tego domu się kończy. I jeśli nie rozwali się w tym roku to pewnie w przyszłym. Jeśli nie w przyszłym to następnym... Jego czas chyli się jednak ku końcowi zważywszy na to w jakim jest stanie na dzień dzisiejszy i jak wiele niszczycielskich żywiołów musi znosić. Po dniach "suchych" następują gwałtowne burze, a wraz z nimi ulewne deszcze. Taka pogoda choć ma swój urok, nie wpływa korzystnie na takie zapomniane ale za to pełne wspomnień miejsca... I tak oto kończy się kolejna trasa 50-tka. Druga w historii opatrzona wieloma tytułami: Trasa "50-tka" - trzech tytułów. Na wielu trasach 50-tkach to akurat nie jest tak wyjątkowe - osiągałem czas <2,5h [10 z 100] czy nieprzerwanie przerwą: [7 z 100] ale na nie wielu osiągnąłem czas jeszcze krótszy! Poniżej 2,5h czyli (2,25h). Ściśle to może nie jest równe 2,25h bo przekraczam 2h 15 min ale chuj tam... :) Takie osiągnięcie jest dosłownie moim drugim osiągnięciem: Trasa 50-tka: "nieprzerwana przerwą i <2,15h!". W całej mojej rowerowej karierze a jest to: 1544 trasy z Aurelią (w sumie). Czyli naprawdę nie zły wynik! Jestem z niego szalenie dumny... Całą drogę starałem się "zapierdalać" aby nie myśleć o tym, że zrezygnuję i dam sobie spokój z jazdą. A potem już jechałem bo jechałem. Jak zauważyłem co się dzieje... To walczyłem o ten wynik najmocniej jak mogłem. Opłaciło się! :) Zjechałem się równo bo i na normalnym jeżdżeniu na trasie 50-tce się zjadę a co dopiero gdy jedzie się tak szybko. W ten niby ciepły ale chłodny dzień. Jest niby do +25℃ ale jakoś się tego nie czuje. Jest chłodnawo... Wieje zimny i silny wiatr. Na szczęście wiatr sprzyjał mi w drodze powrotnej. To również pozwoliło się rozpędzać i momentami jechać nawet z prędkościami 27-30 km/h... A wszystko po to aby utrzymać tą nieosiągalną dla mnie śr. prędkość >20 km/h. W tym wypadku jest to nawet 22km/h! Niezły czas na niezwykłej trasie! Taki prezent na "100-tras" 50-tek opisanych na blogu. I jak wspominałem "102 trasy w ogóle".
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1467

  • Trasa nr [łączna]: 1545
  • Trasa nr [na blogu]: 1459
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 14
  • W tym roku: 111

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1531 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1445 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 22750.2 km
  • Stan Licznika Końcowy: 22800.3 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 22650.28 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1159 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 1209 km

  • Maksymalna prędkość: 39 km/h

  • Przejechałem: 50.1 km
  • Przejechałem [msc]: 517.86 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3641.41 km
  • Przebieg roweru [suma]: 59499.99 km

  • Przejechalem w 2024: 3641.41 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 9.1035 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 148.75 [%] km

  • Czas jazdy: 02:16:35 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3568:28:59 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 227:59:04 h
  • Czas Jazdy Suma (lipiec): 31:59:43 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3791:55:07 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:17:07 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:03:14 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:57 h

  • Średnia: 22.1 km/h


Drugi tytuł: Trasa "50-tka" - Poniżej 2,25 godziny:
Dzisiejsze osiągnięcie jest wyjątkowe. Niestety ściśle nie oznacza, że to jest 2,25h (2h i 1/4) nieco więcej ale nie bawmy się w takie ułamki i nie całe 2 min. Jakbym zresetował licznik czasu po wyjściu z piwnicy to też byłoby inaczej ;) Do rekordowego czasu i tak brakuje. I jak zwykle w takich sytuacjach bywa: nie, nie planowałem tego. Po prostu tak wyszło. Pomimo tego, że wiał silnie wiatr, obniżał mocno odczuwalną temp. A, że ja taki zmarzluch to inna sprawa... To od początku trasy nieco mocniej przykładałem się do jazdy. Chciałem szybciej przejechać i nie dać się swoim demonom, głosom w głowie, które sprowadzały mnie do parteru. Głosy mówiły, że pewnie nie dam rady, to nie jest mój dzień. Jedzie mi się słabo. I jest prostu tak nie fajnie. Lepiej wrócić do domu. Na spokojnie się wykąpię, zjem. I pojadę na dzisiejsze spotkanie do JS. Nie posłuchałem jednak tych głosów. Byłbym później na spotkaniu to bym był. Wróciłem z godzinnym zapasem - na spokojnie mogłem zjeść, wykąpać się i w drogę. A do tego zrobiłem mój drugi najlepszy czas na trasie 50-tce w całej historii tych w sumie 102 tras. A tak naprawdę "101 tras". Pierwsza trasa 50-tka z 2015 r. nie powinna się tak do końca liczyć bo powrót szlakiem trasy 50-tki był właśnie jedynie powrotem nową wówczas nie znaną mi droga. Wracałem z Nowogardu zamiast wracać na Golczewo i dalej Unibórz skręciłem na Grabin i na drogę w stronę Wołowca w gm. Płoty. Tak zresztą narodziła się ta trasa... Robiłem tą trasę z różnymi prędkościami. Jednak wyczyn jaim jest <2,25h to jest coś! Czas <2,5h się zdarza ale nie często - stanowi dosłownie 10% wszystkich tras 50-tek opisanych na blogu. Z czasowym przebiegiem bywa różnie. Taki średni normalny czas to tak 2:40-2:50h. Czasami zdarzało mi się jechać bliżej albo powyżej 3h... To była druga strona balustrady - najgorsze czasy na trasie 50-tce...

Trzeci tytuł: Trasa "50-tka" - Nieprzerwana przerwą::
Zdarza się! A to zdarza się jeszcze rzadziej niż czas <2,5h. W końcu na czas nie wpływa ilość postoi... Tutaj w tym wyznaczniku chodzi o to, że zrobię maksymalnie jeden postój - wymiana baterii bo nie pociągnę na jednej. Więc nie mogę robić całej trasy bez postoju. No ale gdy zatrzymuję się 2 razy, 3 razy czy więcej... Na tak krótkim dystansie? A i tak się zdarza. Szczególnie w dniach gdy nie idzie mi za bardzo jechanie z różnych przyczyn... Dzisiaj wyjątkowo i w tym wyznaczniku poszło mi bardzo dobrze! Nie sprawdzałem tego tak dokładnie ale przypuszczam, że jest to rekord albo jeden z dłuższych dystansów pokonanych bez postoi. Ten akurat dzięki nowym akumulatorom NEWELL o pojemności 1300 mAh. Po prostu starczają na dłużej. Oryginalne są mniejsze i krócej nie mniej zrobiłem prawie 40 km bez zatrzymania się a dokładnie: 38.23 km w czasie 1:48:30 h (śr. prędkość: 21,14 km/h). Ostatnie kilometry pokonałem więc z lepszym czasem...! :) Widziałem co się dzieje i szła po prostu ambicja aby dojechać i się nie opuścić aż do ostatniego metra trasy. Miałem dość dużo wiary i sił w to, że dam radę i proszę... Czysty umysł dużo może zdziałać. A w nogach siłę mam... Ta w końcu nie przyszła sama... A po wielu trasach a co za tym idzie: wyrzeczeniach i trudach które się za tym kryją. Nie mniej nie często spotykane osiągnięcie na trasie 50-tce.

Czwarty tytuł: Trasa "50-tka" - uratowany napęd::
Ostatni tytuł dzisiejszej trasy - czyli tak jakby ostatnia historia, która się za tym kryje. A mianowicie napęd. W miniony weekend w obydwa dni weekendu: Nadmorskim szlakiem i Gryficka Urbanizacja & Smolęcin. Tak mi się napęd dawał we znaki, tak mnie wkurwiał, że jeszcze w sobotę (20.07) skontaktowałem się z kolegą WG. Byłem pewny, że ten badziew który ma za sobą: 9742 km - bez dzisiejszej trasy - rozsypie się z dnia na dzień. Zdanie co do niego zmieniłem po dzisiejszym wyjeździe. Dosłownie kilka razy nie ułożył się łańcuch na koronce gdzie jest w kasecie wkręcona słoma. I być może to jest przyczyna? Ta słoma przeszkadza. I na tym obija się łańcuch. A co jeszcze się zmieniło? To jest również ważne... po niedzielnej trasie (z 21.07) zajechałem na myjnię. Wydałem tam blisko 20 zł. No ale dokładnie, dobrze wyczyściłem Aurelię. Ze smaru, z brudu wszędzie. Nawet z kółek na przerzutce a zwykle tego nie robię i być może to pomogło?! Moje wcześniejsze napędy lepiej działały jak były brudne. A tu jest odwrotnie. Ten napęd lepiej działa jak jest czysty... No proszę... Nie spodziewałem się! A po tych dzisiejszych naprawdę wielkich osiągnięciach... Po prostu było mi szkoda tego napędu. Nie ma jeszcze 10k przebiegu, nie wiele brakuje. Miałem go tak naprawdę jutro wymieniać a dzisiejsza trasa miała być pożegnalna. I być może tak by się stało jakbym pojechał na pierwotnie planowaną trasę Buszującego w zbożu. Pojechałem jednak w inną trasę. I życie toczy się innym torem... Zachowam jeszcze ten napęd. Zobaczę co z tego wyniknie i jak będzie sobie radził na kolejnych trasach. Utrzymywać napęd w względnej czystości będzie nie mniej wyzwaniem... Zapowiadają się natomiast ciekawe trasy. Sezon w trakcie, jesteśmy w okresie gdzie dni są długie, a noce krótkie. Względnie pogoda fajna. W takim czasie robi się dłuższe wyjazdy... Ewentualna awaria napędu (a nie wykluczam jej) może nieco skomplikować mi życie. No nie mniej poinformowałem dzisiaj WG, że rezygnuję z umówionego na jutro serwisu... Przy takich okolicznościach czy naprawdę się dziwi? To są nie spotykane okoliczności. Dzięki takim wyjazdom jak dzisiejszy: wierzę w życie, w siebie! Napełniam malejące pokłady wiary i z ufnością patrzę na to co przyniesie kolejny dzień! Nie często myślę pozytywnie ale teraz mi się zdarza.. Chcę wierzyć w to, że ta niezwykła podróż to jakiś znak. Może to przekaz: nie poddawaj się jeszcze!. Obecny napęd miał być tym, który posłuży mi najdłużej i pozostanie nawet do tych 15k km. To teraz tak jakby ma - prawie - 2/3 tego dystansu za sobą. Jakim cudem przetrwać to ma do tych 15k km czy okresu ferii zimowych w roku szkolnym 2024/25 (luty 2025 r.) to nie wiem... Dzisiaj jednak nie było większych problemów. Ciekawe tylko czy taki stan rzeczy utrzyma się zarówno przez kolejne dni jak i kolejne wyjazdy?

Dzisiejsza trasa to wielkie wyzwanie, wiele tematów. W tym natura i jej niszczenie zarówno przez ludzi jak i wiatr. Nie był to łatwy wyjazd przez większość trasy bolał mnie brzuch po obiedzie. A to skromny obiad - na chlipałem się gorącej zupy i w drogę! Można powiedzieć, że jechałem na głodniaka. Mijałem się w sumie z trzema ciężarówkami wywożącymi drzewo z lasów. W ostatnich dniach często widuję takie ciężarówki. Widać, że biznes się kręci. Ból brzucha minął, trasa też minie ale to co złe już niekoniecznie. Mijałem kilka powalonych drzew, w wyniku ostatnich burzowych dni... Kolejne straty... I kolejne nieuniknione zmiany w krajobrazie tak dobrze znanej i tak często pokonywanej trasie. A ja jeszcze ta pogoda taka niestabilna potrafiąca być dosłownie z dnia na dzień inna. Wczoraj tak zimno, że w bluzie trzeba chodzić. Dzisiaj niby ciepło ale dopiero późnym po południem odczuwa się to, że jest ciepło...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)