Dzisiejsza trasa jest tak naprawdę taką kontynuacją historii opisanej we wpisie: Nieznane trudy Iglic. Jakoś korciło mnie aby się mimo wszystko przejechać. Pomimo tego, że nie spałem ostatniej nocy. Było strasznie duszno, burza nad ranem. Miałem na dzień dzisiejszy inne plany, których nie udało się zrealizować :( I ostatecznie nie czułem się dzisiaj za dobrze od nocnych godzin walczyłem z bólami głowy. Rano i wciągu dnia też dawały się we znaki. Ostatecznie odpuściło nieco późniejszym po południem... Mimo jednak tych przeciwskazań i tak chciałem się gdzieś przejechać. Nie miałem jednak za bardzo na to pomysłu. To pomyślałem sobie właśnie o okolicach Gozdna. W zasadzie nim o nich pomyślałem to pomyślałem na początku o trasie gdzieś z Dąbia w stronę Starej Dobrzycy po lasach... Nawet zaproponowałem to koledze MM. Jednak ten miał dziś ograniczony czas. A mimo wszystko i tak się nastawił do jazdy :D Ostatecznie dołączył do mnie w Iglicach i ten krótki odcinek z Iglic do Reska pokonaliśmy razem. Tym razem w o wiele lepszej pogodzie niż miało to miejsce ostatnio: Deszczowe Iglice. Fajnie jest. Ciepło - dzięki temu robactwo nie jest tak aktywne wciągu dnia i da radę działać! A więc szukając pomysłu na trasę, cofnąłem się do tej nie zamkniętej historii Gozdna. I pomyślałem, że to w sumie fajny pomysł. Przyjadę do tego Gozdna, zrobię tu objazd po dróżkach, które do tej pory nie przejechałem i wrócę przez Iglice. Całość zamknie się w okolicach 50 km. I tak w sumie było! Wyjeżdżałem jednak przymulony po bezsennej nocy, o tłumiony tabletkami na ból głowy. W dniu dzisiejszym panował nieco większy ruch aut na drogach a stąd blisko do wielu konfliktów. W sumie były dwie takie sytuacje w Policko pod Reskiem (droga DW152). Jakiś pajac i to z innego województwa - miał pretensje, że jadę po ulicy gdy obok mam chodnik. No tak. Powiem tak: no tak kurwa, pretensja o jazdę zgodną z przepisami!. Rzeczony chodnik nie ma co najmniej 2,00m szerokości. A nawet gdyby miał to i tak nie istnieje obowiązek jazdy po nim. I wręcz nie byłoby to wskazane. Właśnie przez takich gnoi co roszczą sobie prawa do wypychania rowerów z dróg (bo im przeszkadzają; bo co?). A druga sytuacja już wracając z Iglic. Kolejny debil trąbi w nieuzasadniony sposób na rower bo ten miał czelność (no jak on mógł nie?) jechać obok drugiego roweru, wypełniając znamiona przepisu który na to zezwala! A mowa o Art. 33. punkt 3A PORD: Dopuszcza się wyjątkowo jazdę po jezdni kierującego rowerem obok innego roweru lub motoroweru, jeżeli nie utrudnia to poruszania się innym uczestnikom ruchu. A skoro ta sytuacja - prosty odcinek drogi - utrudnia poruszanie się kierującemu autem to dla dobrego jego samego i pozostałych uczestników ruchu należy odebrać kierującemu uprawnienia. Nie nadaje się do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Na dobrą sprawę można tu też walnąć mandat za nieuzasadnione użycie klaksonu: Art 29 punkt 2, podpunkt 1 PORD: Zabrania się: nadużywania sygnału dźwiękowego lub świetlnego. Stanowi to naruszenie z art. 97 KW.: Uczestnik ruchu lub inna osoba znajdująca się na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, a także właściciel lub posiadacz pojazdu, który wykracza przeciwko innym przepisom ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. - Prawo o ruchu drogowym lub przepisom wydanym na jej podstawie, podlega karze grzywny do 3000 złotych albo karze nagany.. Także lepiej nie zadzierać z rowerzystami ;) A wracając do sprawy trasy - fajna mimo wszystko. Pojechałem w drogę z nadzieją, że ból głowy mi odpuści. I momentami faktycznie tak było, choć były momenty, że czułem się nieco gorzej. I z tej przyczyny nie zajechałem po trasie chociaż na chwilę do MM. Będąc w okolicy OSP Resko, postanowiłem wracać. Dopiero po odpoczynku, obiedzie w domu i kolejnej partii tabletek poczułem się już na dobre - dobrze w dniu dzisiejszym. Najważniejsze, że udała się trasa. A pomijam tych pajaców. Najbardziej jednak kontrowersyjni to są tacy bydlaki, którzy roszczą sobie prawo do spychania rowerów z dróg. Miałem nie dawno już taki konflikt: Wyspa Chrząszczewo. Nie znalazłem na to podstawy prawnej ale na pewno jakaś jest. Przecież nie można tak sobie bez prawnych konsekwencji wymuszać na kimś zaprzestania legalnych czynności!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1286
Trasa nr [łączna]: 1365
Trasa nr [na blogu]: 1279
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 119
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1353 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1267 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 16916.3 km
Stan Licznika Końcowy: 16964.88 km
Stan Licznika Końcowy2*: 16845.48 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 29392 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 29441 km
Maksymalna prędkość: 35.7 km/h
Przejechałem: 48.58 km
Przejechałem [msc]: 326.88 km
Przebieg roweru [rok]: 4610.38 km
Przebieg roweru [suma]: 53664.63 km
Przejechalem w 2023: 4610.38 km
Podroż dookoła świata (2023) 11.526 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 134.1616 [%] km
Czas jazdy: 03:05:16 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3196:38:12 h
Czas Jazdy Suma (2023): 311:56:24 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 20:31:36 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3420:04:20 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:16:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:17 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:09 h
Średnia: 15.76 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego łączyła w sobie kilka aspektów. W tym aspekty prawne - drogowych wykroczeń kierowców. Po prostu za dużo tych samochód na drogach względem ilości rowerów na drogach i samochodziarzom odbija... No i takie są efekty. Ten motyw jednak szczegółowo opisałem w pierwszym akapicie dzisiejszego wpisu. Tutaj wracać do tego nie ma sensu. Ta trasa ma w końcu wiele ładniejszych aspektów! A te dotyczą bezpośrednio celu podróży - czyli wsi Gozdno, której za pierwszym razem nie udało mi się w pełni zwiedzić. To taka mała wioseczka, jednak na każdym podwórku po kilka dużych psów. Warunki dość niebezpieczne - te psy wręcz takie agresywne. Ogrodzenia dość małe i nie dają poczucia bezpieczeństwa. Kolejny aspekt bezkarności ludzi. Pobrać zwierzaki to tak. No ale zadbać o nie, o ich potrzeby... I o bezpieczeństwo postronnych to już nie... No nie... Bo po co nie?... I właśnie dlatego za pierwszym razem nie przejechałem lepiej tej wioski: Nieznane trudy Iglic. Wciąż pozostawały pojedyncze dróżki do przejechania. Zresztą dziś nie lepiej - mimo, że starałem się zamknąć temat w całości to wciąż jedna droga mi pozostała do zrobienia. A byłem pewny, że chociaż kawałkiem wjechałem. Wjechałem w taką leśną drogę. Swoją drogą fajne miejsce ale przejechać tam tak ciężko. To jednak nie była ta droga zaznaczona na mapie. TO jednak na szczęście odchodzi tak bokiem po wiosce. To kiedyś przy okazji zrobię gdy będę kręcił się po tych lasach, które ciągną się przez Iglice, w okolicy Starej Dobrzycy i Sosnówka. Pewnie na jesień, przez zimę i wczesną wiosnę będę chciał po lasach pojeździć. Teraz mam na to taką zajawkę ani w takiej porze roku (względnie bezpiecznej) zaliczać te drogi leśne... Zobaczymy jak szybko mi to przejdzie :) No a swoją drogą te Gozdno i okolica - przede wszystkim okolica jest taka wyjątkowa, i spokojna. Takie typowe wiejskie klimaty. A ja bardzo lubię wiejskie klimaty... I może dlatego tak mi się tutaj podoba? :) Na pewno jeszcze tu wrócę! A tym czasem gdy już zrobiłem ten objazd to udałem się do Iglic, znaną mi już drogą. Częściowo zalaną po tych ulewnych deszczach... I gdy dojechałem już do Iglic spotkałem się tam z MM. Z którym wracaliśmy do Reska. Tutaj muszę - ale tylko częściowo. Tak pół na pół ;) Pochwalić MM. Tak, pochwalę MM tak pół na pół tylko. W połowie powrotnej drodze bardzo fajnie trzymał drogę - do Łabunia Wielkiego. Prędkość w granicach tych 16-18km/h nie jest źle. No tak to można jeździć gdzieś dalej :) No ale już od Łabunia do Reska to trochę opadł i został w tyle. Trudno szukać usprawiedliwienia w tym, że mamy małe wzniesienie przed sobą... Komu powinno być trudniej? :D Jadę z sakwami obłożony. A co by nie mówić ważę też więcej, więc mam trudniej... :( No to tylko tak w połowie pochwalę MM... No ale spoko... Nie jest źle z nim :) Gdyby dawał się wyciągnąć na poważnie na ten rower i co najważniejsze: regularnie to po kilku tygodniach śmigałby aż miło. Obawiałbym się tutaj jednego scenariusza, że po tych kilku tygodniach regularnych treningów byłby znacznie lepszy ode mnie. I teraz to ja bym odstawał w tyle i nie dawał rady jeździć ;) Zawsze tak było, jest i pewnie będzie. Dosłownie każdy ma lepsze możliwości pod względem rowerowania niż ja... Nie są to jakieś nowe wnioski, już kiedyś miałem takie przemyślenia. A te kiedyś to odległe czasy: tysiące kilometrów temu. A dzisiaj jeszcze taki specyficzny dzień bo właśnie o ile jeszcze w okolicy Iglic się w miarę czułem to już na powrotnej drodze coraz gorzej i ból głowy powracał. Z tego względu zwinąłem się od razu i w miarę możliwości postarałem się jak najszybciej wrócić na tej ostatniej prostej z Reska, gdzie trochę przeszkadzały samochody. Tych jest za dużo. A po poczynaniach co niektórych samochodziarzy mam do ogółu samochód pretensje i niekryty uraz. W sumie jakby o tym pomyśleć to tutaj odpowiedzialność zbiorowa jest jak najbardziej adekwatna do czynów i ich konsekwencji. Nawet jeśli dopuszczają się tego tylko co niektórzy kierowcy. Trudno jednak kłócić się z faktami i statystykami: ilości wypadków, rannych i zabitych w wyniku tych zdarzeń. A szczególnie jeśli z tych statystyk wyłuskamy postronnych (np. rowerzystów, pieszych, pasażerów komunikacji zbiorowej), którzy w żaden sposób nie zawinili i nie przyczynili się do zdarzeń, które miały miejsce... To nie są dobre ani bezpieczne czasy. Gdyby więcej ludzi przesiadło się na rowery - byłoby zdrowiej i przede wszystkim bezpieczniej dla każdego!...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)